przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Piątek, 27 marca 2015

"Zadbałem o rodziny. Teraz czas zadbać o młodych"

  |   Wywiad dla "Polski the Times" Wywiad dla "Polski the Times"

Rozmowa z Prezydentem RP Bronisławem Komorowskim ukazała się w "Polsce the Times" w piątek 27 marca 2015 r.

 

Czy prezydent mógłby "napisać prawo od nowa", jak chciałaby Magdalena Ogórek?

 

Prezydent może w Polsce tyle, na ile pozwalają konstytucja i inne przepisy prawa. Konstytucja wyznacza prezydentowi m.in. rolę zwierzchnika sił zbrojnych - osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo Polski. Rolą prezydenta jest też wyznaczanie strategicznych kierunków dla państwa - najważniejszych zadań, które stoją przed polskim państwem i społeczeństwem. Wyznaczyłem takie priorytety na początku kadencji - i uzyskałem bardzo dużo.

 

Mam na myśli zarówno politykę rodzinną, jak i politykę bezpieczeństwa i obrony. Natomiast "pisanie prawa od nowa" - to wydaje mi się poza obszarem zdrowego rozsądku. Bo prawo należy doskonalić, poprawiać. Należy też ograniczać nadmiar przepisów. Ale postulat tworzenia prawa całkiem od początku wydaje mi się postulatem odrealnionym. Przez całe 25 lat wolnej Polski bynajmniej nie zmieniliśmy całego prawa. Owszem zmieniliśmy ogromne jego obszary, dostosowaliśmy nasze prawo do standardów Unii Europejskiej. Ale trwało to 25 lat, a prezydencka kadencja trwa lat 5. Należy formułować realne postulaty i składać realne deklaracje.
 

Co byłoby Pańskim zdaniem realne, jeśli chodzi o poprawę prawa?
 

Potrzebna jest poprawa systemu stanowienia prawa. Tworzenie prawa to nie wyścig - nie chodzi o liczbę ustaw, lecz o to, ile problemów te ustawy pozwolą rozwiązać. To nie sztuka napisać ustawę, być może nie jest zresztą sztuką nawet napisanie części przepisów prawa od nowa. Tylko jaka by była jakość takich przepisów? Jaka ich skuteczność? Jaka wewnętrzna spójność? Dlatego jednym z moich priorytetów jest właśnie doskonalenie systemu tworzenia prawa. Przygotowaliśmy i opublikowaliśmy w tym zakresie zieloną księgę, ale przede wszystkim tworzymy dobre wzorce, w procesie tworzenia prawa. Polega to między innymi na tym, że projekty wychodzące z Kancelarii Prezydenta poddawane są szerokim konsultacjom społecznym. Prawo tworzymy dla ludzi, a nie przeciwko nim. Od początku działalności publicznej trzymam się i będę zawsze trzymał się zasady, że państwo jest dla obywatela, a nie obywatele dla państwa. Trzymajmy się realiów, a nie czysto wyborczych obietnic, że zmienimy wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Obietnice politycznych magików mają tylko jedną czarodziejską cechę - tuż po wyborach znikają bez najmniejszego śladu.

 

A podobno konstytucja daje prezydentowi mnóstwo czarodziejskich różdżek. Andrzej Duda zapowiada, że będzie "zdecydowanie korzystać ze wszystkich możliwości. jakie konstytucja mu daje". A Pan z nich korzysta?

 

Konstytucja daje prezydentowi Polski dosyć duże uprawnienia. Korzystam z nich od początku kadencji. Jako zwierzchnik sił zbrojnych, we współpracy z Ministerstwem Obrony wyznaczyłem priorytety modernizacji polskiej armii. Doprowadziłem do uchwalenia ustawy gwarantującej finansowanie budowy tarczy antyrakietowej - czyli nowoczesnego systemu obrony powietrznej, którego polska armia potrzebuje jak tlenu. Doprowadziłem też do powstania pierwszego po 1989 r. całościowego programu polityki rodzinnej "Dobry klimat dla rodziny" i zgodnej współpracy parlamentu, rządu i samorządów w jego realizacji. Od początku tworzę pole do współpracy ze wszystkimi siłami politycznymi w najważniejszych dla kraju kwestiach - choć nie wszystkich polityków taka współpraca interesuje, to ja będę pilnował, żeby drzwi do współpracy ponad podziałami zawsze były otwarte. Prezydent ma też możliwość tworzenia własnych projektów ustaw. To nie jest sztuka wyciągać jak króliki z kapelusza kolejne projekty i je wysyłać do Sejmu. Sztuką jest tworzyć lub inspirować powstawanie dobrych projektów, rozwiązujących konkretne problemy i wygrywać. Pod tym względem to było bardzo udane pięć lat.

Andrzejowi Dudzie chodziło nie tylko o inicjatywę ustawodawczą.

 

Jeśli chodzi o weta i kierowania ustaw do Trybunału Konstytucyjnego, jest podobnie. Przed laty były używane jako narzędzia politycznej bijatyki, a teraz są wykorzystywane do zwiększania stabilności i spójności prawa. Nie jest trudno wetować ustawy i słać je do trybunału, po to żeby zrobić na złość rządowi lub parlamentarnej większości. Takich sytuacji było w przeszłości mnóstwo. Wcale nie jest tak łatwo natomiast - do tego potrzeba i odwagi, i umiejętności - wygrywać weta w Sejmie - także głosami tych, którzy rządzą - nie tylko opozycji. Tu trzeba być przekonanym do własnych racji i potrafić przekonać do nich innych. Bo kiedy chcemy tylko zrobić na złość większości, to mamy gwarancję przegrania weta w parlamencie. Moi poprzednicy podejmowali decyzję o wecie albo o kierowaniu ustawy do TK zwykle wtedy, gdy mieli na pieńku z rządem. Ja miałem zawsze rząd, z którym mi się dobrze współpracowało. Wszystkie moje weta i wszystkie moje wnioski do trybunału były więc motywowane nie politycznie, lecz merytorycznie. I stąd większa satysfakcja. Weta -wszystkie wygrałem - żadne nie zostało odrzucone przez Sejm. Podobnie rzecz miała się z wnioskami do trybunału - poza jednym tylko przypadkiem.
 

Czy prezydent może działać bez współpracy z parlamentem?


Były w przeszłości takie przypadki, że prezydencka aktywność polegała głównie na robieniu zamieszania. Ale jeżeli prezydent chce być skuteczny w działaniu, to musi działać w porozumieniu z większością parlamentarną i opozycją - a przynajmniej jej częścią. W moim przypadku to się niemal zawsze udawało. Na ogół moje niekoniecznie przyjemne decyzje dotyczące ustaw były poparte zarówno przez koalicję rządzącą, jak i przynajmniej część opozycji.
 

Prawie każdy z kandydatów mówi o prezydenturze "aktywnej" czy też "dynamicznej" . A jaka jest Pańska?


To prezydentura skuteczna. Gwałtowne ruchy, które nie przynoszą żadnego efektu albo kończą się porażką lub nieustanną polityczną "wojną na górze", to tylko pozorowanie aktywności. Miarą skuteczności jest aktywność przynosząca rezultaty. Aktywna prezydentura to także podejmowanie decyzji rangi strategicznej, jeśli chodzi o kierunek działań państwa. Udało się mi zbudować pierwszy w historii polskiej wolności kompleksowy program polityki rodzinnej. Ten program jest w bardzo dobrym tempie realizowany. Zbudowałem wokół niego zgodną współpracę parlamentu, rządu, samorządów oraz organizacji pozarządowych. W zakresie obronności i bezpieczeństwa także udaje mi się realizować decyzje o charakterze strategicznym. Dziś nasza skuteczność we wzmacnianiu obronności jest zdecydowanie najwyższa w ciągu ostatnich 25 lat. Nie jest tu sztuką podejmowanie spóźnionych decyzji - co zawsze było polską specjalnością. Sztuką jest podjąć je z odpowiednim wyprzedzeniem i realizować. Tak było na przykład z kwestią finansowania obronności. Dziś modne jest wołanie, że warto wydać więcej pieniędzy na wojsko. Tylko trzeba było parę lat temu powstrzymać tendencję odwrotną - do próby zmniejszania tych wydatków, co i w Polsce było ideą bardzo swego czasu popularną. Ja skutecznie przeciwstawiłem się cięciom w wydatkach na armię. Ale na tym właśnie polega rola prezydenta - być skutecznym w obszarach strategicznych. Rolą prezydenta jest właśnie patrzenie na polskie sprawy w perspektywie następnych pokoleń, a nie następnych wyborów. W przyszłości takim strategicznym celem będzie program lepszego startu ludzi młodych w dorosłe życie. To będzie następny priorytet strategii państwa.

 

Jak Pan zamierza ten program tworzyć?


On będzie się opierać na fundamentach podobnych do tych, jakie udało się wypracować w wypadku "Dobrego klimatu dla rodziny". Tu także będzie konieczna akceptacja w bardzo szerokim układzie nie tylko politycznym - we współpracy z samorządami, parlamentem, rządem, pracodawcami czy środowiskami młodzieży. Właśnie dlatego "Dobry klimat dla rodziny" jest skuteczny. Na początku udało się przede wszystkim stworzyć "klimat", czyli zbudować po raz pierwszy powszechne przeświadczenie, że polityka rodzina jest strategicznie ważna dla Polski. Dziś już nikt tego nie kwestionuje. Ale program jest także systematycznie realizowany na bardzo różnych poziomach. Chodzi o wprowadzone z mojej inicjatywy regulacje dające już w tym roku ponad 1 milionom rodzin większą możliwość skorzystania z ulg podatkowych na dzieci, o Karty Dużej Rodziny, najpierw te samorządowe, potem także karta ogólnopolska, o zapewnienie, też z mojej inspiracji, emerytur rodzicom, głównie matkom, które opiekują się małymi dziećmi, o działania już ponad 400 współpracujących z Kancelarią samorządów, tworzących lokalne wsparcie dla rodzin, o zwiększanie dostępu do przedszkoli czy różnych form opieki nad małym dzieckiem, o rządowe rozwiązanie dotyczące urlopów rodzicielskich czy też wreszcie o ułatwienia w łączeniu pracy zawodowej i funkcji wychowawczych. To samo uda nam się zrobić z programem adresowanym do młodych ludzi. Lepszy start w dorosłe życie - podobnie jak program polityki rodzinnej - będzie wymagał zbudowania szerokiego frontu współpracy i współdziałania. Jeśli się tego naprawdę chce, jest to osiągalne.
 

Podpisuje Pan dziś ustawę rodzinną - pakiet nowelizacji Kodeksu pracy i kilku ustaw równoległych. To już niemal finał pańskiej inicjatywy ustawodawczej. A co dokładnie trzeba zrobić, żeby od A do Z przeprowadzić cały proces?


Trzeba mieć pomysł i doskonałe rozpoznanie problemu i potrzeb. Jednak najważniejsze to umiejętność uzgodnienia projektu w możliwie najszerszy sposób. Ustawa, o której mówimy, ułatwi rodzicom godzenie obowiązków zawodowych i rodzinnych - poprzez lepsze możliwości dostosowania organizacji czasu pracy do potrzeb pracowników opiekujących się dziećmi oraz elastyczne urlopy rodzicielskie. Najważniejsze w procesie przygotowania tej ustawy, jak i wielu innych, które wyszły z Kancelarii, było osiągnięcie rozwiązań kompromisowych, które są do zaakceptowania przez wszystkie zainteresowane strony: w tym wypadku organizacje pracodawców, związki zawodowe i organizacje rodzicielskie. Prowadziłem też konsultacje polityczne z rządem i parlamentem. Wypracowanie kompromisu zawsze jest możliwe -o ile potrafi się w to włożyć umiejętności, serce i energię.
 

l co z tego Panu wyszło?

 

Chodzi m.in. o wprowadzenie rozwiązań, które pracownikom dają możliwość wykorzystania części urlopu rodzicielskiego aż do pierwszych miesięcy rozpoczęcia przez dziecko nauki w szkole czy o możliwość łączenia pracy w niepełnym wymiarze z urlopem rodzicielskim aż przez 64 tygodnie. To niesłychanie istotne - bo różne są też warunki funkcjonowania rodziców, możliwości korzystania z pomocy dziadków, sytuacja zawodowa - dlatego właśnie rozwiązania prawne muszą być tu elastyczne. I na pewno przyczynią się do poprawy sytuacji i rodziców, i dzieci. Natomiast niekoniecznie są to zmiany jednoznacznie korzystne dla pracodawców, ale wprowadziliśmy też rozwiązania, które pracodawcom ułatwią życie. Na przykład  wydłużenie okresu składania wniosku o urlopy związane z rodzicielstwem czy też usunięcie przepisów, które pozwalały pracownikom na wcześniejszy powrót z urlopu wychowawczego bez zgody pracodawcy. Warto też pamiętać, że ta ustawa nie niesie kosztów dla budżetu. Okazuje się, że można dać ludziom korzyści bez obciążania kasy państwa.

 

A czy jest Pan pewien, że pracodawców uda się dopilnować, jeśli chodzi o nowelizację Kodeksu pracy? Czy na pewno będą oni dotrzymywać na przykład nowego obowiązku informowania rodziców pracowników o pełni przysługujących im praw?

 

Prawo musi być wykonywane. Ale w tym wypadku liczę przede wszystkim na to, że uda się przenieść ideę "Dobrego klimatu dla rodziny" nie tylko na poziom państwa czy samorządów, ale także na poziom pracodawców i firm. Mamy wiele przykładów zaangażowania pracodawców we wspieranie pracujących rodziców. Temu zresztą służy nasz konkurs - tym razem wzięło w nim udział około stu pracodawców, z setką bardzo dobrych - wartych powielania - pomysłów. Będziemy je upowszechniać we współpracy z organizacjami pracodawców. Jestem pewien, że to przyniesie wymierne, korzystne efekty. I właśnie w takiej atmosferze wprowadzamy nową ustawę rodzinną - ta atmosfera sprzyja przestrzeganiu tego prawa.

 

A jak pod koniec kadencji ocenia Pan całościowy stan realizacji programu "Dobry klimat db rodziny"?


Jestem z tego programu bardzo dumny. Po raz pierwszy udało się wyjść poza deklaracje i cząstkowe, oderwane od siebie decyzje kolejnych rządów. Mamy wreszcie całościowy, strategiczny program prorodzinny, który może być realizowany ponad podziałami politycznymi. Uruchomiłem zmiany, które powodują, że polityka rodzinna jest coraz bardziej kompleksowa, odpowiada na różne potrzeby rodzin. Ale przede wszystkim cieszą pierwsze zwiastuny poprawy. Pojawiły się pierwsze statystyki, pierwsze jaskółki pozwalające sądzić, że uda nam się przełamać kryzys demograficzny i uniknąć zagrożenia o fundamentalnym znaczeniu dla naszej gospodarki, dobrobytu i jakości życia - a tym samym dla państwa. Obserwujemy zwiększenie liczby urodzeń. A przecież o to właśnie chodziło. Jeszcze nie pora na ogłaszanie pełnego sukcesu, to raczej zobowiązanie do wdrażania kolejnych rozwiązań wspierających rodziców. Mamy ogromną szansę na zwiększenie dzietności w Polsce.

 

Jeden z elementów programu zdaje się wciąż pozostawać w zawieszeniu - chodzi o wszystko, co dotyczy kwestii mieszkań. Czy właśnie ten temat zostanie podjęty w zapowiadanym przez Pana programie na rzecz lepszego startu młodych?


Moje plany nie idą w stronę typowych obietnic powtarzanych przed każdymi wyborami - z tego co pamiętam, liczba obiecywanych nowych mieszkań poszybowała swego czasu z miliona do 3 milionów, a nikt nigdy nie dbał o realizację tych zapowiedzi. Ja w tę stronę iść nie zamierzam. Ale rzeczywiście to właśnie działania na rzecz rozwiązania problemu mieszkaniowego będą jednym z najważniejszych elementów programu dotyczącego lepszego startu młodych. Zdecydowanie najskuteczniejsze będą tu różne mechanizmy wspierania budownictwa mieszkań o charakterze czynszowym - o umiarkowanych kosztach. Polacy tym się różnią od innych społeczeństw europejskich, że przywiązują wyjątkową wagę do posiadania mieszkania na własność. Jest to jeden z kluczowych czynników wpływających w Polsce na decyzję o posiadaniu dzieci. W wielu krajach Europy Zachodniej taka potrzeba nie ma charakteru pierwszorzędnego. A wynajmowanie mieszkania nie jest niczym niezwykłym - bo nie wiąże się z wysokimi kosztami.

 

A Pan chciałby te nawyki zmieniać?


Te nawyki powstały, bo nie było dostępu do mieszkań na wynajem. Trzeba je powoli zmieniać - chociażby po to, żeby uniknąć społecznych zawodów. Kwestia rozwoju budownictwa na wynajem o umiarkowanych czynszach będzie jednym z elementów mojego planu strategicznego na następną kadencją - także ze względu na sytuację ludzi młodych.

 

Zamierza Pan także szukać rozwiązań zwiększających ich szansę na rynku pracy?


Tak. Ale żeby mogło się tak stać, trzeba także pomyśleć przygotowaniu do życia zawodowego. To jest problem szkolnictwa zawodowego, także wyższego. Zgłosiłem już do laski marszałkowskiej projekt zwiększający działania na rzecz innowacyjności. Chodzi o ulgi podatkowe sprzyjające innowacyjności. Ale ważne jest także przyspieszenie procesu dostosowywania się uczelni wyższych, zwłaszcza technicznych i szkolnictwa do potrzeb rynku pracy. Nie możemy kształcić, nie wyposażając młodych ludzi w zdolności przydatne na rynku pracy. Spójrzmy na przykład na praktyki. Polski system wymaga tu dogłębnej zmiany. Wzorcem do naśladowania jest tu Szwajcaria - system podwójnego kształcenia, w którym następuje praktyczne przygotowanie do zawodu. Ostatnio uczestniczyłem w nagradzaniu młodzieży za udział w konkursie związanym z praktykami zawodowymi. Dziś bierze w nich udział ok. 44 tys. młodych ludzi, w ok. 18 tys. przedsiębiorstw. I właśnie takie postawy trzeba promować.
 

Pojecie "staż" czy "praktyka" niekoniecznie będzie się dobrze kojarzyć dzisiejszym 25-latkom. Dla nich to raczej synonimy darmowej pracy bez większych szans na realne zatrudnienie. Czym innym jest praktyka - jako nauka zawodu, czym innym osławiony "staż", czyli praca za darmo.


Chodzi zdecydowanie o rozwój systemu praktyk na wcześniejszym etapie kształcenia - nawet na poziomie szkoły ponadgimnazjalnej, nie o wątpliwą formę bezpłatnej pracy dla absolwentów. To drugie to patologia współczesnego rynku pracy. W niektórych krajach darmowe staże są zakazane przez prawo - trzeba się zastanowić jak ograniczać to zjawisko u nas. Z całą pewnością będziemy je analizować podczas prac nad programem.

 

Rozmawiał Witold Głowacki


 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.