przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Niedziela, 3 maja 2015

Wywiad prezydenta w "Sygnałach dnia"

Krzysztof Grzesiowski: Dzień dobry, panie prezydencie.

 

Bronisław Komorowski: Dzień dobry, witam pana i witam państwa.


Jak się rzekło, prezydent Rzeczpospolitej pan Bronisław Komorowski dziś gościem Polskiego Radia w dniu szczególnym, w dniu święta narodowego, w dniu 3 maja rocznica przyjęcia, uchwalenia Konstytucji trzeciomajowej. Ale to chyba dobry moment, panie prezydencie, tym bardziej że mamy ostatni tydzień kampanii wyborczej. Nie tak dawno temu, 20 kwietnia, Rzeczpospolita rozpoczęła na swoich łamach debatę nad potrzebą zmian w Konstytucji. Czy pan taką potrzebę widzi? W 2017 minie 20 lat od obowiązywania aktualnej Konstytucji.

 

Jeśli można, to chciałbym powiedzieć, że jednym się czuję zaniepokojony, że w tej chwili - takie są prawa kampanii, ale to jest jakieś nieszczęście, że wszystko jedno, co się powie, wszystko jedno, co się zrobi, czy nawet jest to świętowanie Konstytucji 3 Maja - wszystko jest traktowane jak kampania wyborcza, a nie wszystko jest kampanią wyborczą. Są takie sprawy, które powinny być podejmowane, załatwiane, rozstrzygane przez prezydenta niezależnie od kampanii. Do takich spraw zaliczyć trzeba także i wszystkie święta narodowe, Święto Flagi i 3 Maja również. Ale, oczywiście, jeśli chodzi o dyskusję o Konstytucji, to ona jest zawsze wskazana i cenna, natomiast właśnie trzeba trochę brać pod uwagę, że może być prowadzona czysto kampanijnie, a w związku z tym trochę obok rzeczywistych, realnych możliwości zmiany Konstytucji.

 

Dobrze jest, jeżeli obywatele, jeśli dziennikarze dyskutują o kwestiach ustroju państwa, ale z mojego punktu widzenia osoby, która pełni funkcję prezydenta, ważniejsze jeszcze jest to, aby tę funkcję w ramach obowiązujących dzisiaj reguł konstytucyjnych pełnić dobrze, a ja odnoszę wrażenie, że czasami w debacie wyborczej to się mówi wszystko, trochę abstrahując od prostej zasady, że najpierw trzeba umieć dobrze wypełniać swoje obowiązki w ramach regulacji ustawowej, a dopiero potem można się zastanawiać, czy nie byłoby lepiej, gdyby coś zmienić. Konstytucja jest zawsze obszarem do dyskusji dla obywateli, bo jest własnością obywateli, ale pamiętajmy o tym, że czasami toczy się dyskusję zastępczą zamiast skoncentrować się po prostu na dobrym wykonywaniu obowiązków, które reguluje Konstytucja dzisiaj obowiązująca.


No właśnie, czy te obecne regulacje prezydenckie ograniczają...

 

Zawsze ograniczają...

 

...głowę państwa?

 

...bo Konstytucja i przepisy prawa nas wszystkich ograniczają.

 

Bo mandat jest bardzo silny, bo to wybory bezpośrednie decydują o pozycji prezydenta...

 

Tak.

 

Ale z drugiej strony mamy bardzo silne kompetencje rządu.

 

Tylko w ramach tych samych kompetencji jedni byli źródłem kłopotu i konfliktów w kraju, a inni byli źródłem spokoju i racjonalnych decyzji i kompromisu politycznego, budowali zdolność do współdziałania z rządem. W ramach tej samej Konstytucji, tych samych przepisów. Więc sugerowałbym, żeby aż tak bardzo dużej wagi nie przywiązywać do pokus ciągłej zmiany ustroju. Naprawdę można wywracać ustrój ciągle podszewką na wierzch, ale lepiej w moim przekonaniu koncentrować się na tym, żeby w ramach obowiązujących przepisów Konstytucji, w ramach tego ustroju, który jest, po prostu doskonalić relacje między prezydentem – rządem, prezydentem – parlamentem, i tędy chyba jest bezpieczniejsza dla Polski droga.

 

Ale nie widzi pan w tej chwili jakichś konieczności zastosowania jakiegoś zapisu, którego ustawa zasadnicza dziś nie zawiera?

 

Widzę, można różne miejsca, gdzie można by coś poprawić, ale na pewno Polsce nie będzie służyć rozpoczynanie walki o to, kto będzie miał większe znaczenie – czy prezydent, czy premier. Dzisiaj stoi bardzo poważne zadanie, jak ułożyć te relacje tak, aby one się uzupełniały i służyły Polsce, żeby była współpraca. To jest pytanie rzeczywiste. Ale ono nie jest wcale związana z ustrojem państwa, tylko, powiedziałbym, bardziej z charakterami ludzkimi i ze stylem uprawiania polityki, bo – jeszcze raz powiem – w ramach tej samej Konstytucji jedni prezydenci toczyli wojnę z rządem, a inni prezydenci potrafili współpracować.


Jak bardzo zmienia się patriotyzm, pojęcie patriotyzmu, patrząc tak z pokolenia na pokolenie?

 

Zmienia się, każde pokolenie musi na nowo odpowiadać na pytanie, co jest dla nich patriotyzmem, jak go tłumaczą i jak realizują w życiu. Kiedyś był patriotyzm walki, bo nie mieliśmy wolności. Dzisiaj patriotyzm walki może być zamieniany w patriotyzm gotowości do obrony ojczyzny, ale współczesny wyraz patriotyzmu to jest przede wszystkim patriotyzm obywatelski, to znaczy szanowanie państwa, szanowanie prawa, także i płacenie przyzwoite podatków, to także jest patriotyzm codziennej pracy, codziennej nauki. Patriotyzmem dzisiaj przede wszystkim jest postawa taka, że wszystko, co robimy dla swojej rodziny, dla swojej miejscowości, to wszystko razem jest cząstką naszej wspólnej pracy na rzecz całości, a więc ojczyzny, a więc narodu, to jest współczesny wyraz patriotyzmu, co nie oznacza, że te tradycyjne modele można odesłać do lamusa, bo historia się pisze cały czas, prawda? I różnie może być w przyszłości. Więc szanowanie patriotyzmu walki, pamiętanie o nim jest absolutnie niezbędne dla utrzymania kondycji narodu na wypadek najtrudniejszych prób. One dzisiaj nie mają miejsca, dzisiaj możemy nasz patriotyzm jakby wyrażać radośnie a przez kotyliony, a przed flagi, a przez festyny, a przez miłe różne sytuacje i przez pracę, ale zawsze trzeba być gotowym.

 

Wczoraj przy okazji finału akcji „Pozytywnie zakręceni”, tak się nazywa ta akcja, mówił pan, że dzisiaj wyrosło nowe pokolenie i to jest Polska, która jest krajem w miarę normalnym, rozwijającym się, krajem ludzi szczęśliwych. Sedno zdaje się tej wypowiedzi tkwi w takim sformułowaniu „w miarę normalnym”. Co to znaczy w miarę normalnym, panie prezydencie?

 

Musi pan spytać autorów tego terminu. Ja uważam, że Polska jest wspaniałym krajem, w którym, oczywiście, można znaleźć i mankamenty, ale jest krajem, który zmierza absolutnie w dobrą stronę i to od nas zależy, czy będzie w tym kraju dobrze i normalnie. Normalnie to znaczy zgodnie z regułami, między innymi opisanymi w Konstytucji. Więc nie podejmuję się wyjaśnienia, co autor miał na myśli.


A czy ta w miarę normalność powoduje to, że coraz więcej Polaków wyjeżdża za granicę?

 

Ale jest odwrotnie...

 

W 2013 według Głównego Urzędu Statystycznego 2 miliony 200 tysięcy...

 

Ale jest odwrotnie niż pan mówi...

 

...nie policzone jeszcze 2014 roku.

 

Tylko musi pan wiedzieć, że jest odwrotnie niż pan mówi, bo wyjeżdżało najwięcej w latach 2005–2007 za ówczesnych rządów, po uzyskaniu członkostwa w Unii Europejskiej przez Polskę wyjeżdżało ponad pół miliona rocznie. Dzisiaj to zjawisko zmniejszyło się ośmiokrotnie, to znaczy dzisiaj to jest 60 tysięcy rocznie. Może ważne jest, żeby ludzie nie wyjeżdżali dlatego, że nie znajdują sobie szans w Polsce. To, że wyjeżdżają i szukają gdzieś lepszych warunków, to jest też jakaś zdobycz wolności. Więc nikt nikomu nie powinien zabraniać wyjeżdżać, ale byłoby dobrze, żeby młodzi Polacy, i ja dlatego mam ten program „Start młodych, dobry start młodych w życie, dorosłe życie” na przyszłą kadencję opracowywany, aby właśnie Polacy, młodzi Polacy lepiej szukali szans w Polsce. Dzisiaj spada w Polsce bezrobocie, szczególnie młodych ludzi, a na Zachodzie Europy rośnie, więc za chwilę pojawi się tendencja według mnie odwrotna – będzie zjawiskiem raczej typowym przyjeżdżanie do Polski, być może z innych krajów, niekoniecznie Polaków.

 

Jest taki interesujący raport, panie prezydencie, to koniec ubiegłego roku, portal workservis.pl co piąty aktywny zawodowo lub potencjalny uczestnik rynku pracy rozważa wyjazd z kraju w celu zarobkowym w ciągu, w perspektywie najbliższych 12 miesięcy 75% osób, które przebadano...

 

Proponuję mówić nie o tym, co ludzie rozważają, tylko...

 

...to są osoby poniżej 30. roku życia.

 

Wie pan...

 

Jeśli pan pozwoli, panie prezydencie, to wiadomo – wyższe wynagrodzenie, korzystniejsze warunki życia, wyższy standard życia i tak dalej, i tak dalej. Ale jednym z argumentów, dlaczego wyjeżdżają, jest brak zaufania do państwa i jego instytucji.

 

Proponowałbym, żeby nie zastanawiać się nad tym, czy ludzie się zastanawiają, rozważają, tylko co robią. Jak powiedziałem, wyjeżdża w tej chwili rocznie 60 tysięcy osób, a wyjeżdżało wcześniej ponad pół miliona. Więc dzisiaj ten proces już nie jest tak dotkliwy, natomiast to, że rozważają, no to według mnie jest przejawem tego, że są świadomi swoich praw, że mogą w ramach Unii Europejskiej jechać, gdzie chcą, szukać pracy, szukać miejsca zamieszkania. I to samo w sobie nie jest złe. Problem polega na tym, żeby nie musieli wyjeżdżać dlatego, że tu nie znajdują szans, tylko jeśli znajdują gdzieś dużo lepsze, no to jesteśmy wielokrotnie słabi ekonomicznie od Niemiec, od Stanów Zjednoczonych i pewnie długo tak jeszcze będzie. Na to tak łatwo nie poradzimy, ale się zbliżamy do głównego peletonu krajów świata zachodniego konsekwentnie, już sięgamy starej Unii, przeskoczyliśmy niedawno Grecję, prawda, co kiedyś wydawało nam się szczytem marzeń. Dzisiaj mamy marzenia o wiele dalej idące, żeby dogonić te najbogatsze kraje Europy.

 

Ale przyzna pan, panie prezydencie, że problemem to jest to, że nie wracają i nie mają tego w planie.

 

Irlandczycy też wyjeżdżali i nie wracali. Tak to jest. Stany Zjednoczone powstały między innymi właśnie z tychże... z wszystkich krajów europejskich, ludzie tam przyjeżdżali, bo tam było najlepiej i najbogaciej i najwygodniej. I tak jest zawsze na świecie.

 

Czyli to nie powinno niepokoić, tak?

 

To jest dobre prawo każdego człowieka...

 

No bo wyobraźmy sobie, że grupa z nich chciałaby wrócić, to wtedy ten poziom bezrobocia zdaje się skoczyłby.

 

Jeszcze raz powiem, że trzeba czynić Polskę jak najatrakcyjniejszym miejscem na świecie do życia. I to się dzieje, Polska jest tym krajem, który się najszybciej rozwija w całym świecie zachodnim. To nie znaczy, że w ciągu dwóch lat przeskoczymy Niemców czy Stany Zjednoczone, to jest niemożliwe, wszyscy to czujemy. Więc to jest jakaś danina, którą płacimy z tytułu tego, że przez stulecia rozwijaliśmy się słabiej niż Niemcy, przez 200 lat słabiej niż Stany Zjednoczone Ameryki. No tak się dzieje, ale to nie znaczy, że mamy przestać gonić te kraje. Gonimy i skutecznie, wyjeżdżało pół miliona, wyjeżdża 60 tysięcy.

 

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej mówił pan, panie prezydencie, że Rosja nam bezpośrednio nie zagraża, ona zagraża ładowi europejskiemu, i to wystarczający powód, żeby dbać o jedność Zachodu i zniechęcać potencjalnego agresora. Wczoraj w Russia Today Siergiej Iwanow, czyli jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Władimira Putina, szef kremlowskiej administracji, mówił, że Rosja jest gotowa współpracować z zachodnimi partnerami. Moskwie najbardziej zależy na wspólnych przedsięwzięciach związanych z utrzymaniem bezpieczeństwa na świecie. To tylko słowa, czy coś się za tym kryje?

 

Można powiedzieć, że pan Siergiej Iwanow zapomniał tylko powiedzieć, czy Rosja się wycofa z Krymu i z Donbasu i czy zaniecha polityki agresji wobec sąsiadów, bo jeśli zrezygnuje z polityki agresji, to cały świat zachodni, w tym także i Polska, jest zainteresowana zbudowaniem relacji współpracy. Ale nie na tej zasadzie, że napadliśmy sąsiada, ograbiliśmy go z ziemi, zablokowaliśmy jego drogę na Zachód, a teraz mówimy: no, w innych kwestiach to my jesteśmy zdolni współpracować. Tak nie będzie, świat zachodni sobie na to nie może pozwolić. I są warunki postawione przez Zachód, właśnie warunki współpracy z Rosją, zbliżenia ponownego, ponownego odblokowania relacji, na czym Polsce w sposób szczególny zależy, ale na warunkach świata zachodniego, a nie na warunkach pana Iwanowa.

 

Czy to jest największy problem w najbliższych latach, to, co się dzieje na wschodnią granicą z naszego polskiego punktu widzenia?

 

Tak, niewątpliwie jest to najważniejsza sprawa, dla nas źródło niepokoju i niebezpośredniego zagrożenia, że już dywizje tamańskie ruszają, dywizja tamańska rusza na Warszawę. Nie, to jest zagrożenie właśnie dla ładu europejskiego. Jest to zagrożenie także dla naszego bezpośredniego otoczenia, bo my się będziemy czuli lepiej, jeśli Ukraina będzie związana ze światem zachodnim, jeśli Ukraina zostanie przywiązana do Wschodu, to będziemy się o wiele mniej bezpiecznie czuli w przyszłości.

 

A zatem o tej porze będziemy mieli już dzień wyborów prezydenckich. Dlaczego pan zdecydował się, panie prezydencie, na hasło „Rozstrzygnijmy wybory w pierwszej turze”?

 

Ja nigdzie tego nie mówiłem.

 

Nie ma takiego (...)

 

Ale, oczywiście, bardzo bym chciał. Oczywiście, że bardzo bym chciał. Trudno się temu dziwić, bo lepsze jest szybsze zwycięstwo niż późniejsze, lepsze jest zwycięstwo niż porażka, to normalne.

 

Ale to tak się trochę oddala, zdaje się. Ostatni sondaż prezydencki dla Wiadomości TVP1, TNS Polska przeprowadzała, pan odnotowuje 39% poparcie, to jest 7% spadek w ciągu miesiąca, to była próba 1000 osób. Zatem wszystko wskazuje na to, że będzie druga tura, biorąc pod uwagę...

 

To po prostu będzie. O tym decydują Polacy, wyborcy, czy rozstrzygną sprawę w pierwszej turze, co byłoby znakomite, czy też trzeba będzie robić drugą turę. W demokracji jest to norma. Nie ma tu żadnego powodu do jakiejś... głębokiego przeżywania tej kwestii. Albo będzie jedna tura, albo będą dwie. Albo będzie deszcz, albo pogoda.

 

Ale rozumiem, że gdyby doszło do drugiej tury, to wtedy pan prezydent weźmie udział w debatach czy to radiowych, czy telewizyjnych wraz z tą osobą, która...

 

Tak, tak, oczywiście, wtedy to jest normalne...

 

...będzie miała drugie miejsce w niedzielnych wyborach.

 

...a dzisiaj wchodzenie w sytuację taką, że dziesięciu atakuje jednego,  jest trochę dziwaczne. Więc, oczywiście, w drugiej turze, gdzie jest zawsze jeden kandydat... jest dwóch kandydatów, jest rzeczą normalną i pożądaną, aby miała miejsce debata pomiędzy nimi, bo wtedy może ona jakaś w miarę spokojna, może być w miarę merytoryczna, a nie... i nie będzie to strzelanie do jednej bramki, tylko będą dwie takie same bramki.

 

7 i 8 maja, pan będzie na Wybrzeżu, w Gdańsku i na Westeplatte, uroczystości z okazji 70. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej. Na razie nie wiem, czy to jest kwestia dyplomacji, ale na razie jest niewiele informacji o tym, kto przyjedzie z możnych tego świata, jeśli mogę użyć takiego sformułowania.

 

Jutro zdaje się, że Kancelaria Prezydenta przedstawi już taką informację pełniejszą na temat stanu przygotowań do tych uroczystości 7 maja w Gdańsku i na Westerplatte. Dzisiaj mogę powiedzieć, że będą trzy części. Jedna to jest debata bardzo wybitnych historyków, także historyka rosyjskiego, debata o tym, co oznaczało zakończenie wojny dla Europy, a potem będzie panel polityków. Wiem, że jest cały szereg reprezentantów wielu, wielu krajów, ale także i organizacji międzynarodowych, którzy będą mówili o tym, co dla ich krajów oznaczało zakończenie wojny i jakie wnioski z tej wojny wyciągnęły poszczególne państwa. Chciałbym, żeby wybrzmiało bardzo mocno to, że niektóre kraje mogły wcześniej wyciągnąć wniosek prosty wyrażony przez Schumann, że nie było Europy, mieliśmy wojnę, mamy Europę, jesteśmy bezpieczniejsi. Więc te wnioski my mogliśmy wyciągnąć jako mieszkańcy krajów po złej stronie „żelaznej kurtyny” dopiero po odzyskaniu wolności w latach 90.

 

Ale o personaliach jeszcze za wcześnie?

 

Jutro będzie informacja na ten temat przedstawiana.

 

Panie prezydencie, dziękuję bardzo za spotkanie, dziękuję za rozmowę. Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, pan Bronisław Komorowski był dziś gościem Pierwszego Programu Polskiego Radia.

 

Dziękuję bardzo.

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.