przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 25 sierpnia 2011

Wywiad prezydenta dla "Sygnałów Dnia"

Krzysztof Grzesiowski: Dzień dobry Państwu. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, pan Bronisław Komorowski, jest gościem „Sygnałów dnia”. Dzień dobry, Panie Prezydencie.

 
Bronisław Komorowski: Dzień dobry Panu i witam Państwa.
 

Chronologicznie rzecz biorąc, jeśli Pan pozwoli, zaczniemy od Pana wczorajszej decyzji zawetowania ustawy o nasiennictwie, która zawiera zapisy dotyczące żywności genetycznie modyfikowanej. Właściwie nie było w tym niczego nadzwyczajnego, żadnej sensacji. W końcu kilka dni wcześniej określił Pan ten dokument mianem bubla prawnego, więc po prostu podtrzymał Pan to, co mówił Pan wcześniej…

 

I prawda jest taka, że moje zastrzeżenia nie dotyczą strony merytorycznej toczącej się dyskusji – ona się będzie toczyła jeszcze pewnie długo – czy genetycznie modyfikowana żywność to dobra rzecz, czy też zła, czy likwiduje zjawisko głodu na świecie, czy może szkodzić zdrowiu. Nie w tym obszarze dostrzegłem mankamenty ustawy. Dostrzegłem je w stronie formalnej, w sposobie procedowania. Rząd skierował projekt ustawy z zamiarem doprowadzenia do zgodności prawa polskiego z prawem Unii Europejskiej i dążył także do tego, aby wykonać wyrok Trybunału Europejskiego w tej kwestii.  Wbrew intencjom rządu w parlamencie zmieniono projekt rządowy w ten sposób, że wyszła ustawa po prostu niezgodna –  nie w pełni zgodna, więc niezgodna – z prawem Unii Europejskiej i nic niedająca w kwestii wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, za którym mogą stać kary dla Polski. Jeżeli projekt nie spełnia wymogów prawa europejskiego, to w moim przekonaniu w ogóle nie powinien być procedowany w Sejmie. A jeżeli był doprowadzony do głosowania, to wtedy prezydent nie ma po prostu innego wyjścia jak zawetowanie.

 

Ministerstwo Rolnictwa twierdzi, że jest zaskoczone, bo ustawa jest potrzebna – wdraża unijne przepisy do polskiego prawa. No to jak – wdraża, nie wdrażając?

 

Właśnie nie wdraża w pełni, nie wdraża w takim stopniu, żeby można było powiedzieć, że prawo polskie w tym obszarze staje się zgodne z prawem europejskim, czemu wyraz dały także i pisma rządowe kierowane do parlamentu, w których jednoznacznie padają stwierdzenia, że w tym zakresie przyjęta ustawa nie wykonuje prawa europejskiego. To są pisma oficjalne i ja się na nich oparłem, podejmując decyzję. A Ministerstwo Rolnictwa oczywiście ma prawo dążyć do tego, żeby sama ustawa o nasiennictwie, ważna, potrzebna, choć nie jest sprawą gardłową, ale żeby jednak weszła w życie. Dlatego, wetując ustawę ze względu na mankamenty natury formalno-proceduralnej, jednocześnie zapowiedziałem, że jeśli moje weto zostanie przyjęte, to samą ustawę o nasiennictwie, ale bez tych zapisów, które nie wypełniają wymogów prawa europejskiego, a więc zapisów o nasionach modyfikowanych genetycznie, skieruję do Sejmu jako inicjatywę prezydencką. Byłoby rzeczą złą, gdyby ci, którzy oczekują uporządkowania obszaru związanego z nasiennictwem w Polsce, nie mogli się tego doczekać dłużej niż przez parę miesięcy.

 

A czy Pan, Panie Prezydencie, jako taki zwykły konsument obawia się żywności modyfikowanej genetycznie? Czy ma Pan wiedzę na ten temat, co to jest, skąd to się bierze?

 

Zaprosiłem od Belwederu poważną grupę naukowców i nie usłyszałem ani jednej informacji, która by świadczyła o tym, że istnieją naukowe podstawy do stwierdzenia, że to może zagrażać zdrowiu i życiu ludzi  czy zwierząt. I mam nadzieję, że tak jak każdy inny produkt, jak każda kaszka manna, jak każde mleko, jak każdy produkt służący ludziom, jak proszek do prania czy lekarstwa, będzie to przez odpowiednie instytucje dopuszczane do rynku bądź nie. I ja mam zaufanie do tych instytucji, więc nie widzę jakiegoś zagrożenia z tytułu samego GMO. Widzę natomiast problem, jakim jest istnienie i utrzymywanie się obaw ludzkich, których nie należy łamać, tylko należy je rozładowywać. Należy tłumaczyć, tak aby ustawa nie zaskakiwała opinii publicznej i przygotowywała opinię publiczną na nowoczesne rozwiązania, które funkcjonują w całym świecie.

 

Zostawmy GMO na razie na boku. Panie Prezydencie, jak się Panu podoba aktualny stan kampanii wyborczej? Co Pan o tym sądzi?

 
To są dopiero początki.
 

Da się wygrać wybory poprzez prowadzenie procesów sądowych?

 
Ja nie uczestniczę w wyborach, ale przypomnę, że…
 
Ale przygląda się Pan temu.
 

Ale przypomnę, że jednym z istotnych elementów mojej własnej kampanii prezydenckiej, także stały się procesy sądowe, które wygrałem z moim konkurentem. Była to reakcja na kłamstwo, była to reakcja na gry nie fair. Oczywiście samymi procesami nie da się wygrać, bo trzeba ludziom pokazać projekt pozytywny i własne dokonania. ale niewątpliwie procesy sądowe mogą trochę ucywilizować kampanię. One dają możliwość rozstrzygania w trybie szybkim tego, co normalnie gdzieś tam wisi w formie pomówień, jakiś takich niejasnych oskarżeń. Jest możliwość przecięcia tego w sądzie. I uważam, że dobrze, że partie z tej drogi sądowej korzystają. Ważne jest to, żeby obok tej sądowej ścieżki dochodzenia własnych racji istniała żywa kampania merytoryczna, przedstawiająca wizję Polski i konkretnych rozwiązań konkretnych spraw.

 

Dostrzega Pan takie elementy merytoryczne w tej chwili czy jeszcze za wcześnie?

 

Wydaję mi się, że jest za wcześnie, żeby to oceniać, ale taka będzie zawsze presja opinii publicznej, która chce dostawać informacje o tym, co poszczególne ugrupowania mają do zaoferowania Polsce – nie tylko co głośno wykrzyczą czy zbudują jako pewną formę oskarżenia wzajemnego. Ludzie w Polsce chcą wiedzieć, jaka Polska będzie pod rządami tego czy innego ugrupowania.

 

Wróćmy jeszcze do tego sporu, który zakończył się przed sądem, sporu Platformy i Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński po wyroku – dodajmy, że przegranym, bo to istotne – powiedział: sądy w Polsce powinny być zupełnie nowe, nie mogą mieć nic wspólnego z dawnym system, dopiero wtedy będziemy mogli mówić o państwie prawa w Polsce; w oczywisty sposób nie możemy mówić o państwie prawa. Co Pan sądzi o tych słowach?

 

Myślę, że to jest stary spór, który się toczy o to, czy Polska obecna, ta realna Polska, jest warta i godna szacunku, czy też stawia się jej zarzuty, że jest jakimś zjawiskiem przejściowym i wstydliwym. Ja jestem po stronie dumy z Polski, która istnieje, która funkcjonuje i sobie radzi nie najgorzej w wielu kwestiach – kiedy inne państwa mają kłopoty, co widać na tle kryzysu w Unii Europejskiej. To, że można budować coraz lepszy system na przykład prawny, to jest poza sporem, tylko nie należy tego mówić w swoim własnym interesie, tylko mówić i robić przede wszystkim wtedy, kiedy się ma samemu władzę. Rzeczywiście, coraz lepsze funkcjonowanie państwa prawnego to zadanie wszystkich ekip i wszystkich partii demokratycznych w Polsce. I pewnie jest to zadanie, które się nigdy nie skończy. Ono jest stałym wyzwaniem. Ale, jak powiedziałem, tu jest ten zasadniczy podział – wedle stosunku do państwa polskiego. I on się pewnie utrzyma jeszcze długo.

 

A czy Pan, Panie Prezydencie, akceptuje takie pomysły jak pomysł premiera Donalda Tuska, skierowany do Prawa i Sprawiedliwości: debatujmy nasi kontra wasi? Co sprowadza się do dwóch partii politycznych w naszym kraju, a reszta się nie liczy. Dwie partie i reszta świata.

 

Ja nie uczestniczę w kampanii wyborczej – poza jednym obszarem, który uważam, że jest absolutnie zadaniem prezydenta. To znaczy, będę starał się zabiegać o frekwencje, o to, żeby jak największa ilość Polaków – obywateli, wyborców – poszła do wyborów, oddała swój głos na to ugrupowanie, które jest im najbliższe Nie chciałbym natomiast polemizować, nawet pośrednio, z tym czy z innym ugrupowaniem, komentować samą kampanię, program, pomysły wyborcze, bo to już byłoby uczestniczenie w kampanii. Będę się więc koncentrował na kampanii profrekwencyjnej, bo według mnie ona jest ważna z punktu widzenia uczestnictwa Polaków w rozstrzyganiu istotnych spraw państwa w mechanizmie demokratycznym, ale jest także istotna z punktu widzenia tego, kto będzie Polską rządził. Im mniej osób pójdzie do wyborów, tym większa będzie ilość osób, które kiedyś powiedzą: myśmy w tym nie uczestniczyli, nie bierzemy żadnej odpowiedzialności za wynik wyborów. A im większa ilość Polaków pójdzie, tym większa ilość będzie mogła powiedzieć: ja również podjąłem decyzję.

 

Nawiązując do tego, co Pan powiedział przed chwilą: 26 procent ankietowanych nie wie, czy zagłosuje. To są wyniki ostatniego sondażu TNS OBOB dla Gazety Wyborczej. Nie na kogo, tylko czy w ogóle…

 

Tak, to jest wielkie wyzwanie, więc pragnę przypomnieć, że na przykład udało się w ostatnim czasie wprowadzić istotne zmiany do ordynacji wyborczej, które pozwalają osobom niepełnosprawnym czy chorym głosować przez pełnomocników i które pozwalają osobom niewidzącym albo niedowidzącym głosować z użyciem specjalnej nakładki, tak aby można było odczytać [kartę do głosowania] w alfabecie Braille’a. Przypomnę też, że za granicą można oddawać głosy korespondencyjnie. To są wszystko ułatwienia, które mają na celu zachęcenie do udziału w głosowaniu jak największej ilości Polaków, którzy mają swoje problemy. Bo dla osoby niepełnosprawnej uczestnictwo w normalnym trybie w głosowaniu jest zawsze problemem, ale staramy się ułatwić tak, aby te osoby zechciały brać w nim udział. A co dopiero powiedzieć o osobach w pełni sprawnych fizycznie. One są także warte zabiegania o to, aby zechciały pójść do urn wyborczych bez jakichś specjalnych, nadzwyczajnych rozwiązań. Takim nadzwyczajnym rozwiązaniem czy mechanizmem miały być wybory dwudniowe, ale zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny, nie ma więc tej najprostszej możliwości zwiększenia frekwencji. Ale będę starał się konsekwentnie działać w tę stronę, uwzględniając fakt, że jest pewna grupa ludzi, którzy z bardzo różnych powodów do tej pory deklarują daleko idącą wstrzemięźliwość, jeśli chodzi o uczestniczenie w akcie wyborczym.

 
Pan rozumie taką postawę, akceptuje ją?
 

Nie mogę jej akceptować, bo ona jest postawą obojętności wobec Polski i demokracji.

 

Ale może ktoś powie: mam tego dość, nie mogę na to patrzeć, nie mogę tego słuchać.

 

Ma do tego prawo. Są takie kraje na świecie, gdzie się karze za nieuczestniczenie w głosowaniu, ale w Polsce…

 
U nas by to chyba nie przeszło.
 

W Polsce staramy się od wielu, wielu lat raczej ludzi zachęcać, czyli działać pozytywnie w stosunku do nich. Pozostają apele i  dobry przykład. I pozostaje pewna perswazja –   pokazywanie, jakie są skutki niebrania udziału w głosowaniu. Myślę, że wiele osób pamięta doskonale, że w ciągu iluś tam lat miało pretensje do świata polityki. I warto, żeby każdy zrobił rachunek sumienia, czy mógł choć odrobinę skuteczniej wpłynąć na rzeczywistość polską: czy brał udział w głosowaniu. Kto nie głosuje, ten – można powiedzieć – oddaje swój głos czy prawo do decydowania zupełnie innym osobom, nie wykorzystuje swojego głosu, który może się okazać tą złotą akcją.

 

Jeszcze na koniec, Panie Prezydencie, bo zostały nam dwie minuty: wczoraj w Ministerstwie Obrony Narodowej [odbyła się] konferencja, spotkanie na temat stanu realizacji zaleceń wynikających z raportu końcowego Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Minister obrony, wiceminister obrony, szef Sztabu Generalnego, dowódca Sił Powietrznych – kiedy czyta się to, o czym mówiono, co ma być wdrożone, to można by odnieść wrażenie: jak to, to do tej pory to nie obowiązywało?

 

Jestem przekonany, że pan minister Siemoniak przeprowadził sprawdzenie tego, co wojsko, szczególnie Siły Powietrzne same – nie czekając na raport Millera – wdrożyły w zakresie zmian w szkoleniu i w procedurach. Wiem że takie działania były podjęte, i wiem, że minister był nimi zainteresowany i że był pod ich wrażeniem. Oczywiście jest raport ministra Millera i zadaniem jest w tej chwili wyciągnięcie wniosków z tego, co znalazło się w tym raporcie, a dotyczy wojska. Ważne jest w tym dokumencie – na pewno nie po raz pierwszy, ale to się nieczęsto zdarza – że tak bardzo precyzyjnie jest określony czas realizacji oraz osoba odpowiedzialna. To jest w moim przekonaniu daleko idąca gwarancja, że te wszystkie działania naprawcze doprowadzą do tego, że realia funkcjonowania Sił Powietrznych w sposób zasadniczy się zmienią, a o to chodzi. To jest efekt bolesnej nauki, także poprzez dramat katastrofy, po to, aby następne tego rodzaju dramaty nie miały miejsca, przynajmniej z tych samych powodów.

 
Panie Prezydencie, dziękujemy bardzo za rozmowę.
 
Dziękuję serdecznie, wszystkiego dobrego.
 

Gościem „Sygnałów dnia” był Prezydent Rzeczypospolitej Polski, pan Bronisław Komorowski.

 
 

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.