przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 25 października 2011

Wywiad prezydenta dla TVP Info

Marek Czyż: Panie Prezydencie, to jest pierwszy Pański wywiad po wyborach, więc pytań co najmniej kilka. Chciałem zacząć od tego: Czy Pan w ogóle sobie wyobrażał i mierzył się z takim wyzwaniem, że oto będzie Pan musiał powierzyć misję tworzenia rządu komuś innemu niż Platforma, na przykład środowisku, które kiedyś mówiło o Panu „prezydent z przypadku”?

 

Bronisław Komorowski: Przede wszystkim serdecznie witam Państwa. Rzeczywiście – jesteśmy w nowej rzeczywistości po wyborach i cieszę się, że możemy o tym rozmawiać już z pewnego dystansu, bo od wyborów minęło już ładnych parę dni. Odpowiadając na Pana pytanie: oczywiście, że odpowiedzialność za Polskę, ale także i własną wiarygodność rozumiałem jako obowiązek myślenia w kategoriach różnych scenariuszy. Nie można być mądrzejszym od demokracji. Trzeba zakładać, że demokracja nie kieruje się naszymi oczekiwaniami, tylko my musimy się dostosowywać do wyników wyborów. Tak więc różne scenariusze brałem pod uwagę, przyznam się Panu, że nawet taki najtrudniejszy dla mnie, jakim byłby problem ewentualnej kohabitacji ze środowiskiem politycznym, które okazywało daleko idącą wrogość wobec mnie. Tak postrzegam rolę prezydenta. Prezydent ma prawo do swoich sympatii, ma prawo do tego, żeby trzymać kciuki za konkretne środowisko i życzyć mu jak najlepiej, ale musi być gotowy na każde wyzwanie do stabilizowania sceny politycznej, do szukania tego, jak można dobrze prowadzić politykę państwa polskiego nawet w sytuacji niespodziewanych wyroków demokracji, a więc wygrania czy pojawienia się ugrupowań dosyć odległych od jego sympatii.

 

To w takim razie jaka myśl towarzyszyła Pańskiej deklaracji, że może być tak, że nie powierzy Pan misji tworzenia rządu liderowi zwycięskiego ugrupowania?

 

Właśnie taka, że przed wyborami trzeba brać pod uwagę bardzo różne scenariusze. Ale można też witać z zadowoleniem, że werdykt wyborczy jest taki, że te kwestie stają się oczywistymi. Aczkolwiek warto przypomnieć, że w tradycji polskiej stosunkowo rzadko liderzy zwycięskich partii byli premierami. To się zdarzyło panu premierowi Millerowi i panu premierowi Donaldowi Tuskowi. A regułą było, że nie. W tym wypadku jest oczywistą oczywistością, że były premier, jeśli wygrał wybory, to jest tym najważniejszym kandydatem i ma największe szanse zbudowania koalicji większościowej i prowadzenia polityki rządowej w dalszym ciągu.

 

Ale to było odczytywane inaczej, Panie Prezydencie – że Pan powierzy misję tworzenia rządu innej ekipie.

 

Panie Redaktorze, każdy czyta, jak chce. Niektórzy mają pypcia na oku i zawsze wyczytają źle albo zawsze chcą się dopatrywać jakiegoś konfliktu. Dajmy temu spokój. Tego rodzaju dziennikarskie i polityczne proroctwa trwają od półtora roku, czyli od momentu,  kiedy sprawuję funkcję prezydenta, a póki co udało się nam współpracować dobrze i według mnie z korzyścią dla Polski.

 

Panie Prezydencie, przez ostatnie cztery lata powtarzano nam, że koalicja, która rządziła, jest dobrym rozwiązaniem dla Polski. I wielu Polaków w to uwierzyło i  ponownie dało mandat zaufania koalicji PO –  PSL.  I ci ludzie teraz czekają... Czy Pana nie niepokoi trochę, że coś nie iskrzy, że coś się nie zgadza, że to nie jest tak dobra koalicja, jak nas zapewniono, skoro mijają tygodnie i ciągle nie wiemy, jak to będzie i kto z kim będzie rządził?

 

To już chyba wiadomo, ale to musi zostać sformalizowane, bo są przewidziane prawem procedury, które oznaczają zwołanie Sejmu, potem dymisję rządu, powierzenie pełnienia obowiązków rządu dotychczasowej Radzie Ministrów i premierowi, powołania nowego rządu. To są procedury, które zawsze trwają, i nie sądzę, aby można było z tego powodu odczuwać jakiś niepokój. Wręcz odwrotnie, sądzę że Polacy w tych wyborach zagłosowali na kontynuację, bo zawsze każdy wyborca jest w takiej sytuacji, że z jednej strony chciałby, żeby w jakimś obszarze nastąpiła zmiana i liczy, że będzie to zmiana na lepsze, ale z drugiej strony ocenia, że każda zmiana wiąże się z jakimś ryzykiem. W Polsce jest liczna kategoria obywateli, którzy stawiają na stabilność, na stabilizację w państwie. Ja oceniam jako przejaw stabilizowania się demokracji to, że po raz pierwszy w Polsce ludzie zagłosowali na dotychczasową koalicję i na dotychczasowy rząd. I traktuje nie tylko jako sukces koalicji, sukces partii politycznych i ich liderów, lecz także jako sukces polskiej demokracji to, że dzisiaj już nie oczekuje się rewolucyjnych zmian – bo Polska już nie potrzebuje rewolucji – tylko oczekuje się dobrej, stabilnej pracy, pracy może bez fajerwerków, ale za to regularnej i konsekwentnej. Myślę, że na to w dużej mierze postawili Polacy. I to oczywiście stanowi wielkie wyzwanie i zobowiązanie dla staro-nowej koalicji.

 

Panie Prezydencie, Polacy postawili na to, ale jest pytanie, na co stawiają politycy. Premier mówił tak „W poniedziałek po wyborach ogłoszę skład mojego gabinetu” – i nic takiego się nie stało. Na razie mamy tak, że panowie premierzy ze spotkania u Pana wychodzą osobno, w sobotę, która minęła, PSL miał, zdaje się, potwierdzać powstanie koalicji – i nic takiego się nie wydarzyło. Oczekiwalibyśmy, że Panowie usiądą na wspólnym spotkaniu, powiedzą nam, Polakom: tak, jesteśmy porozumieni, pozostały nam szczegóły. Ale my ciągle słyszymy, że Panowie się mijają.

 

Chyba to jest niesłuszne wrażenie, bo spotkanie tutaj, w Pałacu Prezydenckim, z szefami partii, które chcą stworzyć koalicję większościową i rząd, jest czymś absolutnie naturalnym i zrozumiałym. Tak jak jest naturalne to, że rozmawiam z dotychczasowym i – jak wszystko na to wskazuje – przyszłym premierem także osobno. To,  że pan premier Pawlak miał inne zajęcia i zostawił nas na rozmowę bardziej osobistej natury z premierem Tuskiem chyba nikogo nie zdziwiło.

 

Zdziwiło, Panie Prezydencie, to, że ci panowie nie wyszli razem, nie wygłosili wspólnie komunikatu...

 

Chyba Pan nie uważa, że premier Pawlak powinien czekać, aż premier Tusk skończy drugą część rozmowy ze mną. Przyszli razem i we trójkę rozmawialiśmy o perspektywach utworzenia koalicji i utworzenia rządu, bo to są zobowiązania wynikające z Konstytucji. Są również inne kwestie, które się omawia. Z panem premierem Pawlakiem też się widziałem osobno w ramach szerszych konsultacji. I mam nadzieję, że jeszcze wielokrotnie będę miał okazję rozmawiać z panem premierem jako ważną postacią w nowym rządzie albo jako liderem liczącego się stronnictwa politycznego, tak jak z każdym innym politykiem, który odgrywa istotną rolę na polskiej scenie politycznej. Prezydent powinien być zdolny do rozmawiania, do zapraszania, utrzymywania kontaktu, kiedy jest dobrze, ale zawsze mogą się pojawić jakieś sytuacje trudne i wtedy oczywiście taki bezpośredni kontakt może być ułatwieniem w stabilizowaniu sytuacji politycznej w kraju – a to jest też rolą Prezydenta.

 

Pańskie środowisko polityczne miało  chyba – jak to dziennikarze zauważali – pretensje o instytucję tych konsultacji. Pytano, po co konsultacje.

 

Słusznie Pan zauważył, że to dziennikarze, że podobno środowisko polityczne…

 
Niech Pan nam powie: było tak czy nie ?
 

Nie. To są jakieś pomysły dziennikarzy albo przeciwników politycznych. Sądzę, że nie ma w Polsce nikogo zdroworozsądkowego, kto by się dziwił, że po wyborach parlamentarnych, kiedy trzeba podjąć prezydencką decyzję o zwołaniu nowego Sejmu, o uruchomieniu procedur prowadzących do powołania nowego rządu, Prezydent spotyka się i konsultuje z siłami politycznymi, które będą w tym parlamencie, będą tworzyły koalicję, będą tworzyły rząd. Ja jestem głęboko przekonany, że chyba wszyscy Polacy rozumieją, że to jest taki moment, w którym musi się sprawdzać także to, czy Prezydent rzuca na wiatr, czy też serio traktuje własne słowa o tym, że szuka porozumienia z wszystkimi siłami politycznymi i że chce zgody. Bo zgoda naprawdę buduje, a w tym wypadku ma zbudować koalicje większościową i rząd, a chciałbym, żeby zbudowała także zdolność do współdziałania sił opozycyjnych i sił koalicji rządowej przynajmniej w niektórych wybranych, ważnych dla Polski sprawach.

 

Panie Prezydencie, a czy tam nie było zgody? I trzeba ją było budować w ramach tych konsultacji?

 
Między koalicją a opozycją zawsze …
 
Ja pytam o koalicję.
 

…a szczególnie po kampanii wyborczej, jest pełno emocji, często dosyć negatywnych. I trzeba je gasić, trzeba wskazywać na to, co może łączyć. A co do koalicji… Wydaje mi się, że na tle wszystkich dotychczasowych ta koalicji wypadła znakomicie, jeśli chodzi o uniknięcie kryzysu, zdolność do unikania kryzysów wewnętrznych i jakichś rozgrywek, które się zdarzają, ale które w tym przypadku nie doprowadziły do rozbicia koalicji ani do żadnego skandalu. Pamiętamy wszyscy doskonale, że niektóre koalicje wymagały natychmiastowego ratunku, sklejania paktów czy innych dodatkowych. Ta koalicja przetrwała cztery lata i wygrała wybory.

 

Pytam, Panie Prezydencie, o to, co było do konsultowania wewnątrz koalicji.

 

Ja w kwestie koalicji nie wkraczam, bo to są kwestie rozmów między partiami politycznymi. Prezydent nie powinien uczestniczyć w polityce partyjnej. Natomiast to, czy koalicja będzie stabilna, kiedy będzie zawarta i czy to ułatwi, czy utrudni powołanie rządu cieszącego się większością – to już prezydenta interesuje.  Podobnie jak interesuje prezydenta to, czy podmioty tworzące koalicję większościową same z siebie będą stabilne i silne. Prezydent powinien wspomagać te procesy, które umacniają fundament koalicji większościowej, a więc wzmacniają jedność partii politycznych. Nie powinien uczestniczyć w żadnych rozgrywkach pogłębiających konflikty wewnętrzne. Powinien zabiegać o to, żeby była silna, stabilna koalicja, bo silna, stabilna koalicja to jest dobry rząd, a dobry rząd to jest czysty interes Polski.

 

Panie Prezydencie, a czy to spotkanie z panami premierami było spowodowane pewną kurtuazją tego powyborczego kalendarza, czy może Pan się z nimi spotkał, żeby powiedzieć: „Panowie, szybciej”?

 

Nie byłoby kurtuazją ujawnienie kuchni tego rodzaju rozmów, ale oczywiście tutaj nie ma co specjalnie zgadywać. Po pierwsze, takie spotkanie zawsze jest okazją, żeby podsumować i spuentować to, co się do tej pory działo – a przecież wydarzyło się bardzo wiele na polskiej scenie politycznej – ale również ustalić coś, co jest i powinno być wspólną troską prezydenta i tych sił politycznych, które tworzą koalicję większościową i rząd, to znaczy kalendarz dochodzenia do powstania nowego składu Rady Ministrów. Kalendarz ważny dla Polski, bo ten kalendarz to także prezydencja Polski w Unii Europejskiej, to także szybsze albo wolniejsze dochodzenie do stabilizacji – a stabilizacja państwa, polityki państwowej jest zawsze czymś bardzo ważnym i także musi stanowić przedmiot troski prezydenta. Tak więc to jest i kurtuazja, której nigdy za dużo, ale także i konkretne kwestie, które należą do uprawnień Prezydenta, jak budowanie kalendarza dochodzenia do pierwszego posiedzenia Sejmu i do powołania nowego rządu.

 

Panie Prezydencie, wiele kontrowersji narosło także wokół tych pierwszych spotkań po wyborach, wokół wizyty u Pana Prezydenta pana marszałka Schetyny jako pierwszego polityka – przed premierem. Wokół tego powstała teoria, że w „triumwiracie” – tak gdzieś było to opisywane – powstał wyłom i pan premier z panem marszałkiem się poróżnili.

 

Ale to znowu „podobno”. Wymyślają to dziennikarze albo wrogowie. Nie sądzę, żeby w poważnej polityce ktokolwiek miał do kogokolwiek pretensje o to,  kto z kim zjadł śniadanie. Ja nie mam pretensji. Nie słyszałem też, żeby było czymś wątpliwym zjedzenie śniadania na przykład z liderem partii opozycyjnej  Taka jest polityka – i premier, i prezydent, i marszałkowie powinni mieć jak najwięcej kontaktów z siłami politycznymi. Chodzi zawsze o to, czemu te kontakty mają służyć. Jeśli mają służyć wzmocnieniu polskiej polityki – to dobrze, jeżeli mają ją osłabiać – to źle. Nam od półtora roku – bez żadnych tanich deklaracji o miłości, o przyjaźni w polityce – udaje się zapewnić stabilność polskiej polityki. I uważam, że tędy wiedzie droga, a nie przez tanie deklaracje o miłości za pięć złotych. I prosiłbym o niedoszukiwanie się jakiegoś drugiego dna, złego dna w każdym kontakcie. Jest rzeczą normalną, że prezydent współpracuje z premierem, marszałkiem Sejmu, marszałkiem Senatu i jak je z nimi śniadanie, to bardzo dobrze, a nawet jeszcze lepiej.

 

Ale po wyborach oczekiwano, że pierwszym politykiem, który do Pana trafi, będzie premier – szef ugrupowania, które wygrało wybory. Pojawia się marszałek i wokół tego kłopot

 

To chyba przesada, żeby miarą  relacji było to, czy się przyjmuje kogoś na śniadanie, czy na obiad. To według mnie śmieszna przesada.

 

Komentujemy tylko zachowania polityków, bo mamy teraz tak, że po tym wszystkim pan Schetyna nie jest marszałkiem czy kandydatem na marszałka.

 

Proszę Pana, ja chciałem zaapelować do wszystkich dziennikarzy, żeby Państwo nie próbowali popsuć święta – bo świętem jest to, że jest werdykt demokracji, który stwarza szansę na stabilność polityki państwa polskiego, na unikanie konfliktów. A jest jakieś takie czyhanie, że może a nuż jeden drugiego kopnął go pod stołem, a może go ugryzł w rękę… Nic takiego nie ma. I to nie jest kwestia przyjaźni czy miłości – to jest kwestia Konstytucji. Czasami jest to także kwestia ludzkich charakterów, ale przede wszystkim jest Konstytucja i poczucie współodpowiedzialności za państwo polskie. Zawsze o tym mówiłem: nie wierzyłem i nie wierzę w żadne zapewnienia o miłości, o przyjaźni w polityce, bo to się na ogół źle kończy, natomiast wierzyłem i wierzę w to, że jest coś tak ważnego i zobowiązującego jak poczucie wspólnoty drogi i celu. Świętą sprawą jest szanowanie Konstytucji, która wyznacza role prezydentowi, premierowi, marszałkom, wyznacza także istotną rolę innym organom władzy państwowej. To jest ważniejsze niż wszystkie zaklęcia.

 

Panie Prezydencie, skoro jesteśmy przy Konstytucji… Pan jest jej strażnikiem, tak to właśnie zapisano w Konstytucji. I tam też zapisano, że Sejm w pewnych wypadkach pełni rolę kontrolną wobec rządu. Tymczasem premier Donald Tusk nie ukrywa tego, że chce, aby marszałkiem była osoba, do której ma zaufanie. Zastanawiam sie, czy to się nie kłóci z duchem Konstytucji?

 

Gdyby tak interpretować słowa Premiera, to powinniśmy wszyscy oczekiwać, że marszałkiem będzie ktoś, kto nie ma zaufania Premiera. Otóż ja uważam, że dobrze jest mieć zaufanie do siebie nawzajem, co  nie może jednak oznaczać dyspozycyjności marszałka Sejmu i Sejmu wobec rządu. To jest odrębna władza, władza ustawodawcza, i ona wymaga pełnej niezależności. Ale wszyscy doskonale wiemy, że marszałka Sejmu wybiera Sejm, a więc wybierają posłowie zrzeszeni w kluby reprezentujące siły polityczne. Taka jest demokracja, tak działa, więc siłą rzeczy szefowie partii politycznych mają decydujący wpływ na to, kto zostanie marszałkiem. Tak było w moim przypadku, w przypadku poprzednich marszałków – z prawicy, z lewicy, z centrum. To jest rzecz normalna. Oczywiście jest rzeczą istotną, aby osoba, która zostaje marszałkiem, z jednej strony potrafiła budować szacunek, poczucie współdziałania i więzy lojalnej współpracy w maksymalnie szerokim układzie, ale jednocześnie aby miała postawę pełnej autonomii i poczucie, że stoi na czele odrębnego organu władzy państwowej. To już jest zadanie nie dla liderów partii politycznych, tylko dla konkretnych osób, które na stanowisku marszałka się pojawiają.

 

Dlatego tego prawa do nominowania czy wskazywania kandydatów nikt nie odbiera. Powstaje tylko pytanie, czy ta nieskrywana motywacja nie budzi niepokoju?

 

Można się niepokoić wszystkim, ale ja uważam, iż należy zawsze zakładać, że ludzie dojrzali w polityce czytają Konstytucję, znają Konstytucję i że ją traktują serio, to znaczy także, że kolejni marszałkowie serio traktują swoją niezależność w stosunku do władzy wykonawczej. Tak to musi być, ale to wcale nie musi – ba, to nigdy nie powinno – prowadzić do zakładanego konfliktu między władzą wykonawczą a ustawodawczą, między parlamentem a rządem, parlamentem a prezydentem i tak dalej. Pewne napięcie wynikające z odmiennych ról wyznaczonych przez Konstytucję oczywiście jest rzeczą normalną w demokracji. Problem polega na tym, aby nie przekroczyć granicy w ten sposób, żeby była dominacja konfliktu nad współpracą, i z drugiej strony nie przekroczyć tej cienkiej granicy, która musi być zaznaczona, aby był spełniony konstytucyjny wymóg niezależności władzy ustawodawczej i władzy wykonawczej.

 
Panie Prezydencie, gdzie stanie Wiktor?
 

Już stoi w gabinecie. Tak, to było bardzo miłe. Jak już powiedziałem, ten Wiktor to jest dla mnie oczywiście miłe wspomnienie dotychczasowych zwycięstw politycznych, ale także obowiązek myślenia o tym, że czasami trzeba pokonać samego siebie i wszelkie pokusy. Ja też jestem zwykłym człowiekiem i politykiem pełnym emocji. Czasami chciałoby się oddać, czasami chciałoby się coś odpowiedzieć… Mam więc nadzieję, że ten Wiktor będzie zobowiązaniem do zwycięstwa także nad sobą, żeby niekiedy powściągać  chęć uczestniczenia w ostrej debacie politycznej albo ostrego odpowiadania. Będzie może zachętą do tego, aby jednak kontynuować tę myśl, według mnie cenną dla Polski, że zgoda jest konieczna i że ona buduje lepszą przyszłość naszego kraju.

 

Prezydent Bronisław Komorowski był dziś naszym gospodarzem. Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie.

 
Dziękuję Panu i dziękuję Państwu.
 
 
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.