przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 13 grudnia 2011

Prezydent w Radiu Zet wspomina stan wojenny

Wywiad prezydenta dla Radia Zet

Wywiad prezydenta dla Radia Zet

12 grudnia przed północą, rozległ się łomot do drzwi i stanął w nich porucznik SB z milicjantem i poinformowano mnie, że jestem internowany. Trafiłem na komendę MO na Mokotowie, później do więzienia na Białołęce - tak noc z 12 na 13 grudnia w wywiadzie dla Radia ZET wspomina prezydent Bronisław Komorowski.


- Takich dni się nie zapomina. Zostają w pamięci na całe życie – powiedział prezydent.
 

Opowiadał, że jak przed północą 12 grudnia do drzwi zapukał porucznik SB, wraz z milicjantem i poinformował go o internowaniu. - Nie wiedziałem co to znaczy, ten porucznik też nie. Zastanawiałem się czym to się różni od tego, co dość często zdarzało się wcześniej - od aresztowania – wspomina Bronisław Komorowski.
 

- Wyszliśmy na klatkę schodową i tam odbyła się rozmowa – której też nie zapomnę - porucznik SB trzęsącym głosem pytał: „Panie Komorowski co, z tego będzie?”. Oni sami nie wiedzieli, co to znaczy - dodał.
 

Później zawieziono Bronisława Komorowskiego na komendę MO na Mokotowie, gdzie było już wielu jego znajomych z kręgów opozycji antykomunistycznej, a stamtąd do więzienia na Białołęce. - - Wprowadzano nas do specjalnego pawilonu w asyście strażników więziennych stukających w tarcze pałkami, trzymających psy – wspominał.

 

Pytany, czy się bał odpowiedział, że należał, do tych osób, które bywały już wcześniej aresztowane. - Choć czułem, że dzieje się coś innego, to czułem się też w obowiązku, aby powstrzymywać na duchu tych, którzy w takiej sytuacji – pozbawienia wolności - znaleźli się po raz pierwszy – mówił prezydent.
 

Jak dodał, dało do myślenia to, że wchodząc do pawilonu na Białołęce widzieli w telewizorze, jak gen. Jaruzelski ogłaszał wprowadzenie stanu wojennego. - Stan wojenny brzmiał poważnie i pewnie każdy z nas się w duchu lękał o siebie, przyjaciół, kolegów o rodzinę i o Ojczyznę – mówił.

 

Wspominał, że jego żona została z dwójką małych dzieci. – I pamiętam ulgę, kiedy po kilku dniach ktoś załomotał do drzwi celi na Białołęce – to wracali ze spacerniaka koledzy z innej celi – i usłyszałem głos mojego przyjaciela: Bronek nic się nie martw, Anka i dzieci mają opiekę. To był taki pierwszy sygnał, że organizowana jest pomoc, że jest jakieś podziemie, że są ludzie których nie aresztowano – opowiadał.
 

Prezydent wspominał też, jak do Jaworza - obozu internowania dotarła jego żona, razem z żoną jednego z kolegów. - Dotarły jako pierwsze żony. Ku naszemu zdumieniu wezwano nas: Komorowski, Boguta do komendanta, żony przyjechały. To była wielka radość – mówił Bronisław Komorowski. - Były to bardzo miłe chwile, można było sobie powiedzieć wszystko, co się w takich chwilach mówi, ale też dowiedzieć się więcej o losie kolegów i sytuacji - dodał.
 

W rozmowie z reporterką Radia Zet prezydent namawiał wszystkich do pamięci o 13 grudnia, jako pamięci o polskim dramacie załamanych nadziei złamanych działań wolnościowych, a jednocześnie o momencie, kiedy decydowało się to, że potrafiliśmy ten kryzys przetrwać i polską wolność wywalczyć – wolność, w której mieściło się także dążenie do odnalezienia miejsca dla naszego kraju należnego mu miejsca w integrującym się świece zachodnim.
 

- Warto tego dnia – również postępować, tak jak świat, wtedy postępować z Polską, która walczyła o wolność i demokrację to znaczy zaznaczać własną solidarność, z tymi którzy dziś są pozbawieni wolności albo są więźniami sumienia – podkreślił Bronisław Komorowski.
 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.