przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Poniedziałek, 5 listopada 2012

Tadeusz Mazowiecki w wywiadzie dla "Newsweeka" o publikacji "Rzeczpospolitej"

Doradca Prezydenta RP Tadeusz Mazowiecki

Wywiad z Doradcą Prezydenta RP Tadeuszem Mazowieckim ukazał się 5 listopada w tygodniku "Newsweek".

 

Newsweek: Kiedy przeczytał pan w „Rzeczpospolitej" o trotylu i nitroglicerynie na pokładzie samolotu, który rozbił się w Smoleńsku, to co pan pomyślał?


Tadeusz Mazowiecki:
Ogarnęły mnie wielki smutek i wielkie oburzenie.

 

Bo?


Powód oburzenia jest chyba oczywisty. Jak na podstawie przesłanek, które pojawiają się w artykule prasowym, można oskarżać, tak jak zrobił to Jarosław Kaczyński, władze państwa polskiego o to, że brały udział w morderstwie 96 wybitnych osobowości? To jest oburzające i - jak powiedział premier Donald Tusk - dewastujące państwo. Smutek zaś ogarnął mnie z powodu rodzin, które straciły w tej katastrofie bliskich, a nie uległy religii smoleńskiej. Myślałem o tym, co przeżywają, gdy ich tragedią usiłuje się uderzać w państwo. Ale smutek ogarnął mnie także dlatego, że w tym dziele dewastowania państwa biorą udział dziennikarze i wywoływanie sensacji przychodzi im tak łatwo.

 

Był pan redaktorem naczelnym „Tygodnika Solidarność". Wyobraża pan sobie publikację tekstu, którego tez nie jest pan pewien?

 

Nie. Proszę zauważyć, że ten materiał został opatrzony komentarzami domagający- mi się międzynarodowego śledztwa, więc nie był puszczony przez przypadek. Opublikowano go ze świadomością politycznych konsekwencji, tego, że rozpęta w kraju piekło. Oczywiście każdy ma prawo do błędu, tyle że w tym przypadku także sposób wycofywania się z błędu był żenujący. Kiedy następnego dnia przeczytałem komentarz redaktora naczelnego zatytułowany: „Nie igrać z emocjami" to pierwsze, co nasunęło mi się na myśl, to „medice, cura te ipsum" - lekarzu, lecz się sam. Przecież to „Rzeczpospolita" igrała z emocjami!

 

Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej" powinien stracić stanowisko?


Nie mnie oceniać sprawców tego zdarzenia. Tu powinno zareagować środowisko dziennikarskie. Debata o tabloidyzacji mediów trwa w Polsce nie od dziś, ale w ubiegłym tygodniu stało się coś, nad czym media nie powinny przejść do porządku dziennego. Nie powinny odpuścić, bo to psuje nie tylko zawód dziennikarza, ale przede wszystkim społeczeństwo poprzez umacnianie podziału na tych, którzy wierzą w zamach, i tych, którzy oceniając fakty, rozumieją, że była to katastrofa lotnicza. Bardzo nieszczęśliwy wypadek, który nie powinien się wydarzyć, ale jednak się wydarzył na skutek błędnej decyzji podjęcia próby lądowania.

 

Czy awantura polityczna wywołana przez tę publikację zwiększy liczbę osób wierzących w zamach?

 

Chciałbym wierzyć, że część ludzi otrzeźwiała, gdy nieprawdziwe okazały się tezy o środkach wybuchowych na miejscu katastrofy. Niestety spiskowe teorie mają ogromną siłę rażenia. Ci, którzy w nie wierzą, raczej nie są skłonni do racjonalnej weryfikacji swoich poglądów. Mówią: był zamach, a prokuratura kłamie. - Podział się pogłębia i to jest najgorsze. Stąd to dramatyczne pytanie premiera Tuska o to, jak przy tym podziale i takich oskarżeniach mamy ze sobą żyć w jednym państwie. Jak mamy ze sobą żyć, kiedy część z nas wierzy, że polski rząd uczestniczył w zamordowaniu polskiego prezydenta?

 

Może jesteśmy skazani na to, by żyć po dwóch stronach barykady smoleńskiej, dopóki Jarosław Kaczyński będzie czynnym politykiem?

 

Problemem jest to, żeby ludzie przestali być tak łatwym narzędziem w jego rękach. I tu widzę rolę mediów, bo to media upowszechniają poglądy, interpretacje, kształtują poglądy.

 

Media też są bardzo podzielone.

 

Tu chodzi tylko o zdrowy rozsądek i liczenie się z faktami. Myślę, że wydarzenia ostatniego tygodnia powinny nas przynajmniej częściowo uodpornić na tak łatwe wchodzenie w wojnę smoleńską.

 

Gdy stawał pan na czele rządu, w Polsce obowiązywał podział na post-Solidarność i postkomunę. W 2005 r. podzielono Polskę na solidarną i liberalną. Dziś mamy Polskę wierzącą i niewierzącą w zamach smoleński. Który z tych podziałów jest najgłębszy?

 

 Ten ostatni jest chyba najtrudniejszy, bo opiera się nie na faktach, lecz na spiskowej teorii zamachu, wobec której racjonalne argumenty są bezradne. Dodatkowo te emocje umacnia wątek rosyjski.

 

Zastanawiał się pan, co by było, gdyby premierem był w ubiegłym tygodniu Jarosław Kaczyński?

 

Nie podejrzewam go, mimo wszystko, że przekroczyłby pochopnie granice, które zagroziłyby bezpieczeństwu kraju. W ubiegłym tygodniu zrobił krok, który te granice przekraczał, a przed którym dotychczas się wzbraniał - powiedział głośno, że w Smoleńsku był zamach i że winny temu jest rząd. Ale zrobił to jako szef głównej partii opozycyjnej bez konieczności myślenia o konsekwencjach międzynarodowych. Zostawmy to jednak. Rozważanie, jak zachowałby się Kaczyński, będąc premierem, to puszczanie wodzy fantazji zbyt daleko.

 

A może nie? Przyzwyczailiśmy się do myślenia, że Jarosław Kaczyński to opozycja, że Smoleńsk to jego sposób uprawiania polityki, ale przecież on wciąż dąży do powrotu do władzy.

 

Co do tego nie mam wątpliwości. Od czasu wyborów prezydenckich kontynuuje coś, co nazywam rokoszem wobec państwa.

 

Czy na rokoszu można budować rządzenie krajem?

 

Rządzenia nie można, ale politykę jak najbardziej. Jarosław Kaczyński robi to skutecznie i z ogromną szkodą dla kraju. W Polsce mamy tyle ważnych spraw do zrobienia, a ciągle tracimy czas i energię na wojnę smoleńską. Nie mówię o dochodzeniu do prawdy, o prowadzeniu śledztwa, bo to jest potrzebne, ale o utrzymywaniu w umysłach ludzi wizji zamachu. O ciągłym karmieniu ich tą wizją.


Kaczyńskiemu, a także Macierewiczowi udało się narzucić ton debaty, a „Rzeczpospolitej" sparaliżować kraj.

 

To jest stan polskich mediów. Ogień podłożyła „Rzeczpospolita", ale stacje telewizyjne i radiowe przez pół dnia bębniły tylko o tym. Relację z posiedzenia zespołu Macierewicza nadawano na okrągło. Polska była pełna oskarżeń. Może jednak trzeba było poczekać na to, co powie prokuratura, zanim odda się głos ludziom, którzy podpalają Polskę przy każdej okazji?

 

A może wcześniej trzeba było zrobić konferencję prokuratury?

 

Może, ale to nie zmienia faktu, że ani „Rzeczpospolita", ani PiS, które ferowało oskarżenia na podstawie jej publikacji, nie miały do tego jakichkolwiek podstaw. Nie sądzę, by zmiana godziny konferencji prokuratury czy konferencji premiera Tuska powstrzymała Kaczyńskiego czy Macierewicza od wygłoszenia swoich tez.

 

Wiedząc, jakiego się ma przeciwnika, trzeba grać ofensywniej. Premier Tusk zawsze zabiera głos jako ostatni. Tak było w sprawie raportu MAK, a teraz w sprawie „rzepowego" trotylu. To umacnia przekonanie, że rząd w sprawie katastrofy nie działa sprawnie. Tak jak nie zadziałał w sprawie pochówków...

 

Nie zgadzam się na takie dzielenie winy na pół! To sprawia, że umyka świadomość tego, gdzie tkwi przyczyna ubiegłotygodniowego zamętu! A ona tkwi w chęci dowiedzenia za wszelką cenę, że katastrofa w Smoleńsku to zamach. Czym innym jest prawo do krytyki, a czym innym bezkarne rozwijanie spiskowej teorii i za jej pomocą dewastowanie państwa!

 

Czy przy tak rozchwianych społecznie emocjach pomysł prezydenta Komorowskiego zorganizowania marszu 11 listopada jest dobry? Czy nie będzie to dolanie oliwy do ognia?

 

Prezydent chciał, żebyśmy mogli przeżyć ten dzień w powadze, skupieniu i radości z naszej wolności, a nie spędzić go na głoszeniu, że Polska stoi nad krawędzią. Marsz był wcześniej zaplanowany i nie ma powodu, by go odwoływać. Nie można pozwolić, by wyznawcy spiskowych teorii zawłaszczyli narodowe święto i narodową dumę. To jest święto wszystkich Polaków.

 

Rozmawiała Aleksandra Pawlicka

 

 

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.