przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Szef KPRP: Jestem politykiem państwowym

Minister Jacek Michałowski

Wywiad ukazał się w "Rzeczpospolitej" 23 sierpnia 2010 r.

 
Rz: Znowu wszedł pan do polityki. Dlaczego?
 

Minister Jacek Michałowski: Nie byłem nigdy politykiem. A na pewno nigdy nie byłem politykiem partyjnym, może z wyjątkiem dwóch tygodni, kiedy zostałem członkiem-założycielem Unii Demokratycznej. Byłem wcześniej dyrektorem Krajowego Biura Wyborczego kandydata na prezydenta Tadeusza Mazowieckiego. Dostaliśmy wtedy potężnego łupnia. Reakcją na naszą klęskę była chęć założenia partii. Ale już po dwóch tygodniach wiedziałem, że bycie partyjnym to nie jest to, o czym marzę.

 

Co się stało?
 

Od razu zaczęły się gry i zabawy o to, kto będzie ważny, kto będzie przewodził, kto będzie na zjeździe. Ustaliliśmy, że mandaty na zjazd będą mieć delegaci regionów – po dwa z każdego. I ktoś wpadł na pomysł, że my – pracownicy biura – też powinniśmy mieć mandaty. A przecież nie byliśmy niczyimi przedstawicielami. Nie zgodziłem się z tym. Dowiedziałem się, że jestem idiotą, że w polityce się tak nie pracuje, że trzeba wykorzystać szansę, kiedy się nadarza. Wtedy pomyślałem, że nie chcę być działaczem partyjnym.

 

Ale cały czas był pan blisko polityki.
 

Od 1989 roku przez osiem lat pracowałem w Kancelarii Senatu. Mieliśmy poczucie, że budujemy pierwszy niekomunistyczny urząd w tym kraju. Niewiele osób dziś pamięta, że Senat był czymś zupełnie nowym. Pod wodzą Andrzeja Wielowieyskiego tworzyliśmy instytucję od podstaw – z naszymi solidarnościowymi korzeniami. Opracowałem koncepcję i zostałem dyrektorem Biura Studiów i Analiz, które stało się zapleczem badawczym Kancelarii Senatu. Niezależnie od tego, z jakiego ugrupowania byli senatorowie, staraliśmy się im obaj zapewnić identyczne wsparcie – tak rozumieliśmy naszą rolę. W 1998 roku zadzwonił do mnie Zbyszek Derdziuk i powiedział, że szukają dyrektora generalnego Kancelarii Premiera. Znałem już, choć słabo, Wiesława Walendziaka, ówczesnego szefa kancelarii, i oni dwaj ściągnęli mnie do pracy dla rządu.

 

Wie pan, dlaczego Buzkowi nie wyszły reformy?
 

Ależ wyszły! Jego siłą było to, co jest siłą Bronisława Komorowskiego. Jerzy Buzek nie był pierwszym liderem partii politycznej. Bronisław Komorowski też nim nie był.

 

To znaczy, że Komorowski jako prezydent skończy jak Buzek jako premier?
 

Panie redaktorze… profesor Jerzy Buzek jest przewodniczącym Parlamentu Europejskiego i jeszcze nie skończył! Siłą i słabością obu było i jest to, że nie byli i nie są zakładnikami partii politycznych. Bronisław Komorowski nie tworzył sobie frakcji w PO, tak jak Jerzy Buzek nie miał swojej frakcji w AWS. To daje lekkość, choć nie daje siły.

 

A jak tę siłę ma znaleźć Bronisław Komorowski?
 

Pan prezydent już tę siłę odnalazł. Zwyciężył w wyborach powszechnych. I zwycięstwo to może zawdzięczać przede wszystkim samemu sobie. Udowodnił, że potrafi przekonywać i porywać Polaków. A to ogromny kapitał.

 

1, 2, 3, 4, 5, NASTĘPNA
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.