przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Wtorek, 5 lipca 2011

Minister Koziej: NATO i Rosja są skazane na współpracę

Źródło: "Rzeczpospolita", 5 lipca 2011 r., s. 1

 

W ubiegłym tygodniu miałem okazję rozmawiać z ambasadorem Rosji przy NATO Dmitrijem Rogozinem na temat obrony przeciwrakietowej. Od dawna wiadomo, że problem ten należy do najbardziej „gorących” w relacjach NATO i Rosji. Istnieje kilka punktów spornych i co najmniej kilka niejasnych, które spór podgrzewają. Aby myśleć o pożądanym obniżeniu jego temperatury, warto przyjrzeć się im nieco bliżej.

 

Zmaganie miecza i tarczy

 

Wypada rozpocząć od kwestii fundamentalnej, jaką jest pytanie o strategiczny sens obrony przeciwrakietowej, o jej przeznaczenie. Przed jakimi zagrożeniami miałaby ona bronić? Z Rosji słyszymy głosy, że NATO buduje obronę przeciwrakietową przeciwko niej. NATO zdecydowanie zaprzecza, wskazując na narastające zagrożenia rakietowe z rejonu szeroko pojętego Bliskiego Wschodu. Rosja uważa, że projektowane zdolności obrony NATO przekraczają możliwą skalę zagrożeń z tamtego rejonu i właśnie ta „nadwyżka mocy” jest najwyraźniej skierowana przeciwko niej. Nie ulega wątpliwości, że są to różnice wynikające z podejścia politycznego i na tej płaszczyźnie nie do rozstrzygnięcia.

 

Dlatego rozmowę o nich warto przenieść na płaszczyznę merytoryczną. Rozpocznijmy od refleksji najogólniejszej. Historia sztuki wojennej to nieustanna rywalizacja między zaczepnymi i obronnymi środkami walki. Symbolizuje ją odwieczne zmaganie miecza i tarczy. Dzisiaj jej główną treścią staje się konfrontacja rakiet i przeciwrakiet. W konfrontacji tej coraz istotniejszego znaczenia nabiera pojawienie się nowej – w stosunku do okresu zimnej wojny – jakości, którą określam asymetrycznymi zagrożeniami rakietowo-nuklearnymi. Są one następstwem niepohamowanej proliferacji broni masowego rażenia i technologii rakietowych. Pojawiają się ich nowi dysponenci, w tym państwa nieprzewidywalne lub trudno przewidywalne. Coraz realniejszy staje się dostęp do broni masowego rażenia podmiotów niepaństwowych, w tym organizacji terrorystycznych. Szczególne źródło zagrożenia stanowić może niepewność co do bezpieczeństwa już istniejących arsenałów nuklearnych – jak np. awaryjność przestarzałej broni lub podatność na dywersyjny dostęp informacyjny do systemów sterowania taką bronią ("cyberdywersja”, "cyberterroryzm”), czy też wręcz możliwość fizycznego jej przejęcia przez podmioty niepaństwowe.

 

Za słaby mur chiński

 

Jednym z ważnych sposobów wykorzystania przez podmioty asymetryczne broni masowego rażenia może być szantaż groźbą jej użycia w ograniczonym ataku rakietowym. Im bardziej sięgniemy w przyszłość, tym prawdopodobieństwo zagrożenia staje się coraz większe. Obrony przed takimi zagrożeniami nie można zapewnić tylko przez odstraszanie uderzeniem odwetowym (co było w czasach zimnej wojny i nadal jest istotą bezpieczeństwa nuklearnego w relacjach symetrycznych, między porównywalnymi podmiotami nuklearnymi). Czy można w ten sposób powstrzymać atak rakietowy organizacji terrorystycznej? Gdzie zaadresować uderzenie odwetowe? A jeśli to będzie np. szantaż w postaci ataku jedną – kilkoma rakietami przy użyciu ładunków chemicznych lub biologicznych? Czy również właściwą reakcją byłaby groźba odwetu atomowego?

 

Jednym ze skutecznych instrumentów neutralizowania strategii szantażu ze strony asymetrycznych podmiotów rakietowo-nuklearnych może być właśnie obrona przeciwrakietowa. I w tym należałoby upatrywać jej obecnie jedynego strategicznego sensu. Natomiast nie ma ona większego sensu w symetrycznych relacjach między mocarstwami nuklearnymi. Nie jest w stanie zagwarantować zwycięskiej przewagi strategicznej nad porównywalnym przeciwnikiem. Na poziomie strategicznym ofensywny przeciwnik może zawsze względnie łatwo taką przewagę zniwelować albo manewrem, albo prostym powiększeniem swej siły uderzeniowej. Zauważmy, że człowiek nigdy w historii nie zbudował skutecznego systemu defensywnego w wymiarze strategicznym. Ani mur chiński, ani rzymskie limes, ani Linia Maginota nie broniły przed zmasowanym strategicznym atakiem symetrycznym. Niektóre z nich mogły być natomiast wystarczająco skuteczne wobec zagrożeń asymetrycznych; niebezpiecznych, ale o niewielkiej sile uderzeniowej. Tak też w istocie jest z dzisiejszą obroną przeciwrakietową.


Jeśli przyjmiemy taki punkt widzenia, łatwiej będzie rozwiązywać kolejne problemy, ponieważ asymetryczne zagrożenia rakietowo-nuklearne są jednakowo niebezpieczne dla NATO i Rosji. Dotyczy to zresztą także innych podmiotów stosunków międzynarodowych. Dlatego można przewidywać, że w przyszłości nasilać się będzie powszechne zainteresowanie zbudowaniem globalnej sieci przeciwrakietowej dla lepszego "wychwytywania” tej klasy zagrożeń. Tak jak moskitiera nie obroni wnętrza namiotu przed rzuconym kamieniem – ale daje komfort ochrony przed natrętnymi owadami, tak globalna sieć przeciwrakietowa co prawda nie obroni przed zmasowanym atakiem nuklearnym, lecz może skutecznie zabezpieczać przed pojedynczymi zagrożeniami rakietowymi.

 

Najpierw polityka

 

Jeśli zgodzimy się, że obrona przed takimi zagrożeniami jest wyzwaniem zarówno dla NATO, jak i dla Rosji, to pojawia się kolejny problem: czy budować wspólny, jednolity system obrony (za czym optuje Rosja), czy jednak rozwijać dwa systemy ze sobą jak najściślej współpracujące (co proponuje NATO)?


Znowu odwołajmy się do bezemocjonalnej logiki. Już co najmniej od Tukidydesa, a zwłaszcza od rozważań Clausewitza, wiadomo, że w sprawach polityczno-wojskowych pierwotna jest polityka; rozwiązania wojskowe muszą być pochodną rozwiązań politycznych, muszą z nich wynikać. Stawianie wozu przed koniem, tj. decyzji wojskowych przed politycznymi, na ogół marnie się kończy.

 

Dlatego nie ma żadnych podstaw ani szans na zbudowanie jednolitego systemu obrony przeciwrakietowej przez dwa odrębne byty polityczne, jakimi są NATO i Rosja. Nawet w Unii Europejskiej nie możemy zbudować wspólnej armii europejskiej, bo nie pozwala na to wciąż słaba wspólnotowość w obszarze polityki bezpieczeństwa i obronności. Aby zatem mówić o jednolitym systemie wojskowym NATO i Rosji, należałoby najpierw utworzyć wspólnotę polityczną tych podmiotów (np. przez wstąpienie Rosji do NATO). Nie zanosi się na to w racjonalnie rozważanej perspektywie. Tym bardziej, że Rosja wciąż w swojej doktrynie wojskowej traktuje NATO jako źródło potencjalnych zagrożeń (niebezpieczeństw).

 

Jak zatem można byłoby sobie wyobrazić, że przy pomocy elementów natowskich miałyby być bronione jakieś terytoria Rosji lub też część NATO przez środki rosyjskie albo w jakiś sposób zależeć od decyzji państwa spoza sojuszu? Bezpieczeństwo NATO jest niepodzielne. NATO jest integralną (jednolitą) przestrzenią strategiczną. Różne jej części nie mogą mieć różnego statusu bezpieczeństwa; żadna część terytorium sojuszu nie może być, choćby częściowo, wyłączona spod jego strategicznej kompetencji.

 

Dlatego opcję jednolitego systemu obrony przeciwrakietowej NATO/Rosja należy odłożyć na półkę z napisem "pomysły nierealne” i skoncentrować się na tworzeniu pożądanego systemu kooperatywnego, tj. obejmującego dwa oddzielne, ale możliwie blisko ze sobą współdziałające systemy przeciwrakietowe NATO i Rosji.

 

Sztuczne granice

 

Jakie zatem mogą być zasady owej kooperacji? Rosja uważa, że jednym z wyjściowych warunków powinno być wyraźne ograniczenie systemu natowskiego, aby nie wchodził swym zasięgiem nad jej terytorium, a w szczególności, aby nie mógł w żaden sposób przechwytywać jej rakiet strategicznych. Oczekuje więc przede wszystkim prawnych gwarancji, że system ten nie będzie użyty przeciwko rakietom rosyjskim, że m.in. natowskie przeciwrakiety będą ulokowane w odpowiedniej odległości od jej granic lub wprowadzone zostaną techniczne ograniczenia sektorów obserwacji, naprowadzania i przechwytywania.

 

Rzeczywiście perspektywiczny potencjał przeciwrakietowy NATO (w zaawansowanych fazach jego rozwoju) może wchodzić w kolizję z ofensywnym strategicznym potencjałem nuklearnym Rosji. Ale rozwiązania tego problemu nie można szukać w sztucznym ograniczaniu, hamowaniu tempa rozwoju zdolności przeciwrakietowych, gdy jednocześnie mamy do czynienia z narastaniem niebezpieczeństw wynikających z proliferacji asymetrycznych zagrożeń rakietowo-nuklearnych. To tak jakby ludzkość miała ograniczać produkcję leków przeciwko rakowi tylko dlatego, że nieostrożne obchodzenie się z nimi może okazać się niebezpieczne. Trzeba po prostu redukować takie ryzyko.

 

Tak samo jest w przypadku obrony przeciwrakietowej. NATO i Rosja nie mogą nakładać samoograniczeń na rozwój własnych zdolności obronnych potrzebnych przeciwko zagrożeniom ze strony podmiotów trzecich, ale powinny poszukiwać rozwiązań redukujących ryzyko negatywnych konsekwencji takiego rozwoju we wzajemnych relacjach. To jest – w moim przekonaniu – zasada podstawowa. Nie warto tracić energii politycznej i organizacyjnej na jakieś syzyfowe zabiegi wbrew tej zasadzie.

 

Także z innych powodów przyjęcie koncepcji gwarantowanych ograniczeń nie wydaje się możliwe. Przecież takie gwarancje musiałyby być wzajemne, dotyczyć także Rosji, ograniczać wielkość i sprawność jej potencjału przeciwrakietowego. Np. już istniejący system obrony przeciwrakietowej Moskwy (z ładunkami nuklearnymi) także koliduje z potencjałem uderzeniowym strategicznych sił nuklearnych USA. Co zatem z nim? Czy możemy też wyobrazić sobie zgodę Rosji np. na zakaz rozmieszczania środków obrony przeciwrakietowej w obwodzie kaliningradzkim, aby nie wchodziły swym zasięgiem nad terytorium NATO? Albo na wprowadzenie ograniczeń technicznych dla systemów na południu, aby nie "zagrażały” przestrzeni nad natowską Turcją? Przecież to nie jest realne i byłoby szkodliwe dla bezpieczeństwa Rosji.

Lepiej więc porzucić takie abstrakcyjne pomysły i rozwijać swoje systemy stosownie do narastających potrzeb i możliwości, koncentrując się jednocześnie na poszukiwaniu sposobów eliminowania ryzyka wystąpienia kolizji między nimi. Idzie tu więc o różne formy współdziałania zwłaszcza w strefach, w których wystąpi wzajemne nakładanie się (krzyżowanie) zasięgów systemów przeciwrakietowych NATO i Rosji. Utworzenie wspólnych centrów informacyjnych i koordynacyjnych, wspólne ćwiczenia, maksymalna transparentność (wizyty, inspekcje), łącznie z ewentualnymi wzajemnymi gwarancjami politycznymi opartymi na środkach budowy zaufania – to przykłady realnych przedsięwzięć w ramach rozwijania kooperatywnego systemu obrony przeciwrakietowej.

 

Rosja to nie wróg

 

Współdziałanie NATO i Rosji w dziedzinie obrony przeciwrakietowej jest strategicznym imperatywem dla obydwu stron. NATO i Rosja są niejako na nie skazane. NATO nie bierze pod uwagę innej opcji. Za to ze strony Rosji słychać głosy, że jeżeli jej warunki nie zostaną przyjęte, to będzie zmuszona rozbudowywać swój nuklearny arsenał uderzeniowy. Taka opcja byłaby oczywiście kosztowna i szkodliwa przede wszystkim dla samej Rosji.

 

NATO nie bierze pod uwagę takiej potrzeby, bo nie traktuje Rosji jako wroga, tzn. kogoś, kto celowo przygotowuje się do agresji na NATO. Nie ma też żadnych interesów, a co za tym idzie żadnych planów, by zaatakować Rosję. Jeśli więc Rosja chciałaby wydawać pieniądze na rozwój arsenału przeciwko NATO, które do ataku na Rosję wcale się nie przygotowuje, to byłby to problem samej Rosji (choć oczywiście także o negatywnych konsekwencjach zewnętrznych).

 

Nie wydaje się prawdopodobne, aby Rosja chciała rzeczywiście dokonać takiego wyboru. Dlatego można mieć w miarę uzasadnioną nadzieję na podjęcie przez obydwie strony – NATO i Rosję – wyzwania, jakim jest kooperatywne podejście do budowy sieci obrony przeciwrakietowej w przestrzeni euroatlantyckiej, chroniącej wszystkie jej podmioty przed asymetrycznymi zagrożeniami rakietowo-nuklearnymi.

 

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.