| | |
A | A | A
Niedziela, 11 listopada 2012

"Najważniejsze w tym święcie jest poczucie wspólnoty"

Prof. Tomasz Nałęcz

Przemysław Henzel: - Czym jest Święto Niepodległości dla współczesnych Polaków?   Z czym powinna nam kojarzyć się data 11 listopada?

 

Prof. Tomasz Nałęcz: Najważniejsze w tym święcie jest poczucie wspólnoty, jaką nam daje własne, suwerenne państwo. To zrozumiałe, że Polacy bardzo różnią się poglądami, jak to nasze państwo powinno na co dzień funkcjonować. I spierajmy się o to przez 364 dni w roku. Ale w tym wyjątkowym dniu, w Święto Niepodległości, bądźmy razem, jak rodzina przy wspólnym świątecznym stole.

 

Z czego, my, Polacy, powinniśmy być obecnie najbardziej dumni?

 

Na pewno wspólnie możemy być dumni z naszej historii. Łączy ona Polaków i jest niczym fundament, na którym wznosimy gmach dzisiejszej państwowości. Jeśli chodzi o sprawy bieżące to każdy jest dumny trochę z czego innego. Najważniejsze, by szanować te odmienności, by nie domagać się od rodaka, by patrzył na świat tak, jak życzy sobie tego sąsiad, a nie on sam.

 

Symbole narodowe stają się coraz bardziej popularne, ale daleko nam chociażby do Stanów Zjednoczonych, gdzie flaga powiewa prawie nad każdym domem. Dlaczego tak się dzieje?

 

Widzę to trochę inaczej. My, Polacy, mamy kłopoty z patriotyzmem dnia codziennego. Historia nas przyzwyczaiła, że patriotyzm to walka, bitewna ofiara, cierpienie za ojczyznę. Przyzwyczailiśmy się, że sztandary powiewają nad idącym do boju wojskiem, nad barykadami. Stąd mamy opór, by posługiwać się nimi w sytuacjach nieheroicznych. Od tej matrycy historii nie łatwo się uwolnić.

 

Czy współcześni Polacy mogą być dumni ze swojego patriotyzmu?

 

Ależ są, i nie wstydzą się tego demonstrować. Robią to bardzo chętnie, jeśli tylko mają stosowną okazję. Nieprzypadkowo przodujemy w Europie, jeśli chodzi o dumę z naszych sportowców.

 

Niektóre osoby twierdzą, że symboli narodowych, takich jak np. flagi czy godło, nie należy eksponować, ponieważ może to rodzić szkodliwe podziały. Powołują się na doświadczenia rozmaitych nacjonalizmów, które takie symbole mają podobno podsycać. Czy nie jest to przesada?

 

Wręcz nie rozumiem takich poglądów. Ja jestem wzruszony, jak tysiące kibiców śpiewa hymn. Gdzie tu nacjonalizm? To jakieś pomieszanie wrażliwości i pojęć.

 

Czy bycie Polakiem, dumnym z własnej flagi, kłóci się z równoczesnym byciem nowoczesnym Europejczykiem? Europa jest przecież silna jednością w swojej różnorodności?

 

Całkowicie podzielam ten ostatni pogląd. Nie widzę najmniejszej sprzeczności między poczuciem europejskości i przynależnością do konkretnego narodu. Europa jest silna właśnie swoją różnorodnością, także narodową.

 

Podczas obchodów Święta Niepodległości w zeszłym roku w Warszawie doszło do zamieszek i interwencji policji. Jak można dziś ocenić tamte wydarzenia?

 

Źródłem agresji było dążenie do monopolu i odmawianie prawa do demonstrowania innym. To właśnie różni tamte demonstracje od inicjatywy kombatantów i prezydenta Komorowskiego, proponujących iść wspólnie w marszu "Razem dla Niepodległej". Ten marsz nikogo nie wyklucza, nie jest przeciwko komukolwiek skierowany. Nie aspiruje też do wyłączności.

 

W tym roku zapowiedziano już co najmniej trzy konkurencyjne manifestacje w stolicy. Czy symbolem tego dnia mogłaby sie stać jedna wielka manifestacja, w której udział mogliby wziąć wszyscy chętni?

 

Jedność może być podyktowana tylko potrzebą serca. Jeśli jej braku nie zastąpi tego żaden apel, żadna inicjatywa polityczna. Skoro ludzie chcą ten dzień świętować na swój własny sposób, mają do tego prawo. Byle by tylko nie zwracali się przeciwko sobie. Byleby wspólnego święta nie zamieniali w wojnę, na której cierpi miasto i jego mieszkańcy.

 

Czy Święto Niepodległości, w ten jeden szczególny dzień, mógłby stać się dniem pojednania narodowego, dniem dumy z Polski? Jaki apel o pojednanie można by wystosować?  

 

Taką właśnie propozycją jest łączący a nie dzielący Polaków marsz "Razem dla Niepodległej". Wierzę, że pojawi się na nim wiele osób.

 

Jak ocenia Pan polską politykę historyczną? Zdarza się przecież, że nawet ona prowadzi w Polsce do ostrych sporów.

 

Wspólna przecież historia w naturalny sposób jest cementem łączącym poszczególne elementy wspólnoty narodowej. Ale są też ludzie używający jej jako maczugi do łomotania politycznej konkurencji. To kwestia indywidualnego wyboru i nikomu niczego tu nie można nakazać.

 

Z profesorem Tomaszem Nałęczem rozmawiał Przemysław Henzel.

Poleć znajomemu