przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Niedziela, 8 kwietnia 2012

Wywiad Pierwszej Damy dla RMF FM

Wywiad Pierwszej Damy dla RMF Extra   |   Wywiad Pierwszej Damy dla RMF Extra Wywiad Pierwszej Damy dla RMF Extra Wywiad Pierwszej Damy dla RMF Extra Wywiad Pierwszej Damy dla RMF Extra

Pierwszy raz przekroczyłam próg Belwederu na początku sierpnia 2010 roku, żeby zobaczyć jak tu wszystko wygląda. Mieliśmy również propozycję, zamieszkania  w apartamentach na Krakowskim Przedmieściu, ale wybraliśmy Belweder. Właściwie od początku wiedziałam, że tu będzie przyjemniej, bo budynek jest mniejszy i dla higieny życia lepiej mieszkać pod jednym dachem, a pracować pod drugim, żeby w domu nie było pracy od rana do wieczora. Nigdy nie miałam poczucia, że coś za sobą zostawiam, że wkraczam w inny świat. Zmieniłam na jakiś czas mieszkanie. To wszystko. Zresztą mieszkaliśmy bardzo blisko stąd, więc nie była to odległość ani mentalna ani geograficzna, co nie zmienia faktu, że kiedy przejeżdżam obok naszego starego mieszkania na Rozbrat czuję duży sentyment. Mieszkaliśmy tam przecież 25 lat.

 

Cieszę się, że w Belwederze dobrze się nam mieszka. Słyszałam, ze tego miejsca nigdy nie opuścił duch Marszałka Piłsudskiego, że bywa tu czasami, chyba jednak porusza się tylko po parterze, bo do nas na górę jeszcze nie zawitał. Ale gdyby się zjawił, to nie byłoby to chyba nieprzyjemne spotkanie (śmiech).

 

Skoro mowa o Marszałku, przejdźmy do jego gabinetu, który został odtworzony i otwarty dokładnie w dniu imienin Marszałka, 19 marca. Najpierw mamy adiutanturę. Ta stara szafa, w której wisi mundur adiutanta. Buduje klimat. Myślę, że duch Marszałka lubi odwiedzać to miejsce, choćby ze względu na to, ze są tu jego meble. To biurko należało do Marszałka, podobnie jak łózko, bo to gabinet i sypialnia w jednym. Nad łóżkiem wisi ryngraf z Matką Boską Ostrobramską, a tu - widzi pani - szklanka z herbatą. Marszałek słynął z picia mocnej, czarnej herbaty. Obok piękne, intarsjowane pudełko. Pewnie prezent, w którym Marszałek trzymał swoje dokumenty. Na ścianie na razie tylko dwie czarno – białe fotografie, ale mam nadzieję, ze jeszcze ich trochę przybędzie, bo córka Marszałka, pani Jaraczewska obiecała wzbogacić nasze zbiory rodzinnymi fotografiami.

 

Co widać za oknem? Ogrody Belwederu. Kiedyś służyły rodzinie Marszałka, a teraz naszym gościom. My sami też korzystamy, chodzimy tam na spacery z psem.  Widzi pani  - wiosna się zaczyna, tulipany już kwitną. I krokusy. Czekam na żonkile, które sadziliśmy jesienią razem z delegacją z Podlasia i Fundacją „Pomóż im”, jako symbol zmagania się z chorobą nowotworową.

 

Nie wiem jeszcze gdzie wyrośnie tulipan, który został nazwany w Holandii „Anna Komorowska”.  Na pewno znajdę jakieś miejsce. To bardzo ładny kwiat. W kolorze fuksji. Różowo-fioletowy. Jeśli dobrze pamiętam, zasada jest taka, że te kwiaty wchodzą do sprzedaży dopiero po „ochrzczeniu”,  a więc będzie je można kupić w sezonie jesiennym, choćby przez internet.

 

Czy kupuję coś przez internet? Tak, oczywiście. Ale kurierzy nie podjeżdżają pod Belweder tylko na ogół przywożą zamówienie do któregoś z dzieci.

 

Bardzo lubię prace w ogrodzie. Mam swój ogródek 300 km od Warszawy, ale mogę tam uprawiać tylko rośliny „survivalowe” czyli takie, którym żadne złe warunki nie straszne, i które sobie poradzą bez mnie. Choćby takie jak  tulipany czy lilie.

 

Przejdźmy do Sali Lustrzanej. Stąd można wyjść bezpośrednio do ogrodu. Pani Jaraczewska opowiadała mi, że jako dziecko na tych ścieżkach uczyła się jeździć na rowerze. Obiecała, ze kiedyś więcej o tym opowie, mielibyśmy historię świadka.

 

Ja już też mogłabym opowiedzieć o Belwederze parę anegdot. Jak choćby tę o naszym psie, który wbiegł podczas koncertu fortepianowego. Pianista zachował zimną krew i nie przestał grać mimo, ze dźwięki fortepianu mieszały się z dźwiękami pazurów psa na parkiecie. Na szczęście nasza suczka najwyraźniej jest melomanką, bo nie szczekała.

 

Tu w Sali Lustrzanej, pod oknem stało łóżko Marszałka w chwili jego śmieci. A tu obok w Sali Pompejańskiej katafalk z jego trumną… Dwa lata temu także z trumną Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego…

 

Sala Pompejańska jest chyba najpiękniejsza w całym Belwederze,  zdobiona motywami nawiązującymi do archeologicznych odkryć w Pompejach. Czasem przyjmujemy tu gości.  Ostatnio prezydenta Gaucka, tutaj tez jedliśmy lunch ze szwedzką parą królewską, w maju ubiegłego roku. Zasada jest taka, że dół Belwederu pełni funkcje reprezentacyjne, nasze prywatne życie toczy się piętro wyżej. Staramy się tego podziału przestrzegać.

 

Teraz przechodzimy do Sali Kominkowej. Ten kominek działa, w środku jest prawdziwe drewno. Po oficjalnych spotkaniach można tu zasiąść i prowadzić rozmowy w nieco luźniejszej niż przy stole formie. O czym rozmawiam z innymi pierwszymi damami? O sztuce, o akcjach charytatywnych, o podróżach, o dzieciach, wnukach, życiu w różnych krajach, o tym co jest wspólne, a co zupełnie inne.  

 

Obok mamy Salę Malinową. Meble, które tu pani widzi to ogromna rzadkość w Warszawie, bo są autentyczne. Należały do Wielkiego Księcia Konstantego, brata cara Aleksandra. I one, jak niewiele rzeczy w Warszawie, ale podobnie jak Belweder, przetrwały wojnę. Tu w Belwederze mieszkał Wielki Książę Konstanty, który miał żonę Polkę. Z innych sławnych postaci, które bywały w Belwederze warto wspomnieć o Fryderyku Chopinie, który tu koncertował jako mały chłopiec.  Żeby  jednak duch Wielkiego Księcia Konstantego tak nad nami  nie triumfował, na ścianie wisi obraz przedstawiający Olszynkę Grochowską.

 

Zapraszam dalej. Tu jest właśnie miejsce, które wyjaśnia skąd pochodzi nazwa Belweder. Belvedere czyli piękny widok. Za oknem widać Łazienki. Belweder od samego początku był związany z Łazienkami. Pani Jaraczewska mi mówiła, że przed wojną granice Belwederu były znacznie przesunięte, ten staw był jego częścią, zimą dzieci z Belwederu jeździły tu na łyżwach.

 

Czy zdarza mi się spacerować po Łazienkach? Oczywiście.

A tutaj, w Sali Konferencyjnej odbywają się również koncerty. Cykl koncertowy rozpoczął się we wrześniu 2010 roku. Grali wtedy wszyscy polscy uczestnicy konkursu szopenowskiego. Zrodził się pomysł, żeby ten z naszych rodaków, który najdalej zajdzie w konkursie miał swój koncert w Belwederze. I tak się stało. Od tej pory odbyło się tu kilkanaście koncertów. Są to zarówno koncerty muzyki klasycznej jak i lżejszej, także kabarety m. in. Piwnica pod Baranami, Czerwony Tulipan. Chyba jeszcze nikt nie grał tu rockowo. Chociaż nie, na 30 lecie „Solidarności” był tu koncert „Piosenki prawdziwej” i niektóre aranżacje zaproponowane przez wykonawców, były rzeczywiście w konwencji rockowej. Czy to tak jak u Obamów? Nie sądzę. Kabarety odwiedzały Belweder już za czasów Marszałka Piłsudskiego, także nasz wzór jest znacznie starszy.

 

Kuchnia mieści się w piwnicach Belwederu. W  naszych prywatnym apartamencie mamy też swoją, niewielką kuchnię, żeby szybko coś przygotować. Mieszkamy tu z dwójką młodszych dzieci, ale w święta będą wszyscy. Nasze dzieci, moja mama, moja siostra, siostra mojego męża i ich rodziny. W sumie 30 osób. Na pewno będą farbowane w cebuli jajka i zawody w tłuczeniu jajek. Nie zna pani tego? Dwie osoby biorą jajka w ręce i się stukają, komu pierwszemu jajko się stłucze ten przegrywa. Nagrodą jest satysfakcja. Uścisk ręki prezydenta? Nie, nie koniecznie. Prezydent też czasem przegrywa w tych zawodach.

 

Czy nazywam to miejsce domem? Zdecydowanie tak. Od dłuższego czasu kiedy mówimy, że spotykamy się w domu myślimy o górze Belwederu. Kiedy skądś wracam i mówię, że jadę do domu mam na myśli Belweder. Dzieci pieszczotliwie mówią „Belvu”. „Spotykamy się w Belvu”. Nasza prywatna część jest przeniesieniem domu z Powiśla. Salon jest w całości urządzony naszymi meblami, mamy tu swoje kanapy, posiłki jemy przy tym samym stole, przy którym jedliśmy na Powiślu. Dlatego czuję, że to jest dom. Są i ludzie i sprzęty, które to podkreślają.

 

Jak zaczynamy dzień? Dosyć wcześnie. Jeśli oficjalne obowiązki mi nie przeszkodzą, codziennie rano idę na basen, wychodzę o 7.30. Uwielbiam pływanie. Basen o poranku dobrze mi robi, pozwala przemyśleć różne sprawy, przygotować się do tego, co mnie czeka w ciągu dnia. Ale na wspólne śniadania w dzień powszedni nie mamy czasu. Przed moim wyjściem razem z mężem pijemy kawę, to wszystko. Mąż czasem idzie spacerem do Pałacu na Krakowskim Przedmieściu. Z reguły z psem wychodzą dzieci, albo kto może. Ciekawe zresztą gdzie teraz jest. Pewnie gdzieś śpi, dzisiaj jest niskie ciśnienie, wszyscy jesteśmy senni, a nasza Ponia, albo jak mówią dzieci – Draka – to już starsza pani. Cocker-spanielka. Jest bardzo dobrze wychowana. Dokładnie wie na które kanapy  wolno jej wchodzić. I nawet jeśli mięso leży na stole, ona go nie tknie. O, pies obudzony przybiegł, Ponieczka, chodź. … Po koncercie wczoraj zeszła na dół, szukała mnie w tłumie i była bardzo szczęśliwa, kiedy mnie w końcu znalazła. Goście czasami bywają niezdyscyplinowani i dokarmiają ją poza protokołem (śmiech).

 

Nasze prywatne życie jak już mówiłam toczy się w Belwederze, na piętrze. Tam też spotykam się koleżankami. Przychodzą na kawę, na kolacje, na winko. Czasem ja wyskakuję do kawiarni. Byłam trzy tygodnie temu. Czy z „obstawą”? Nie, do środka weszłam sama. Uznałam, ze moje koleżanki są dla mnie wystarczającą „obstawą”(śmiech). Do kina czasem chodzę, do teatru. Przecież mimo wszystko prowadzimy normalne życie.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.