przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 10 czerwca 2010

Wywiad Anny Komorowskiej dla "Gazety Wyborczej"

Wywiad z Anną Komorowską ukazał się w "Gazecie Wyborczej" 10 czerwca 2010 roku.

 

Renata Grochal: Stresuje panią nowa rola, zainteresowanie mediów? W poniedziałek w Katowicach na pani spotkanie z Europejską Unią Kobiet przyszło 500 osób.

 

Anna Komorowska: Byłam mile zaskoczona, że tyle osób przyszło na spotkanie w środku tygodnia, ludzie przecież pracują. To było naprawdę bardzo miłe. Jeśli chodzi o stres, to odczuwałam go z początku, zwłaszcza zdjęcia robione z ukrycia były dla mnie stresujące.

 

Wcześniej paparazzi polowali na męża, teraz na mnie. Jak szłam na spacer z wnukiem czy z psem, z odległości robili mi zdjęcia. Szybko to wychwyciłam, bo mam wyczulone oko jeszcze z czasów opozycji, wtedy trzeba było uważać, czy jest się śledzonym. Raz nawet podeszłam do fotoreportera i spytałam, czy chciałby być fotografowany z zaskoczenia. Powiedział, że nie, ale jakoś musi zarabiać. Dodał, że mogę wezwać policję. Powiedziałam, że nie będę korzystać z takich metod.


Była pani za tym, żeby mąż kandydował?

 

I tak, i nie. Utrata życia prywatnego i "uroki" kampanii przemawiały za tym, żeby nie kandydował.


A dzieci były za czy przeciw?

 

Nasze dzieci mają od 21 do 31 lat, są dorosłe. Też zdawały sobie sprawę, że start ojca czy prezydentura mogą oznaczać utratę prywatności. Mimo że mąż już ponad 20 lat jest w polityce, udało nam się dotąd tę prywatność zachować.


Sztabowcy narzekali, że na początku nie chcieliście angażować się w kampanię. A rodzina ociepla wizerunek polityka.

 

Rodzinę się ma i nasza rodzina jest na zdjęciach w spotach. Dzieci nie jeżdżą na spotkania wyborcze, ale jak trzeba będzie rozwieszać plakaty, będą to robić. Czytają stronę internetową, mają swoje uwagi. Ale w minimalnym stopniu pokazują się w mediach, bo chcą bronić swojej prywatności.

 

Jaka jest ta kampania? Początek zdominowała smoleńska katastrofa, teraz powódź.

 

To trudna kampania, bezprecedensowa. Widzę, jak szalenie zajęty jest mąż: z jednej strony ma obowiązki marszałka Sejmu, a z drugiej - prezydenta. Jego konkurenci mogą skupić się na kampanii. Jak jest posiedzenie Sejmu, to mąż nie ma możliwości, żeby pojechać na spotkania z wyborcami.


Jak Bronisław Komorowski radzi sobie w kampanii?

 

Dobrze.

 

A te wpadki: z konstytucją w sprawie stanu klęski żywiołowej, pomyłka w sprawie stanowiska Marka Belki, niefortunne wypowiedzi o wodzie, która spływa do Bałtyku... To może zaważyć na wyborach.

 

Każdemu zdarzają się przejęzyczenia. Główny konkurent męża był początkowo mało widoczny i raczej małomówny, więc cała uwaga mediów skoncentrowała się na mężu.

 

Było też porównanie Dunek do kaszalotów przed ubiegłorocznymi wyborami do PE.

 

Mąż powtórzył zasłyszany dowcip. Mam wrażenie, że trochę za bardzo idziemy w polityczną poprawność. Mąż nie miał złych intencji, nie chciał obrazić tych kobiet.

 

Nie przeszkadza pani, że mąż poluje? Choć co prawda zadeklarował ostatnio - pod naciskiem sztabu - że nie będzie.

 

Nie przeszkadza mi to.

 

1, 2, 3, 4, 5, NASTĘPNA
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.