przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Czwartek, 26 marca 2015

Wywiad Pierwszej Damy dla "Przyjaciółki"

  |   Wywiad Małżonki Prezydenta RP dla dwutygodnika "Przyjaciółka" Wywiad Małżonki Prezydenta RP dla dwutygodnika "Przyjaciółka" Wywiad Małżonki Prezydenta RP dla dwutygodnika "Przyjaciółka"

Wywiad z Małżonką Prezydenta RP Anną Komorowską ukazał się w dwutygodniku "Przyjaciółka" 26 marca 2015 roku.

 
Jaką, Pani zdaniem, rolę w życiu dziecka odgrywa rodzina?

Dla każdego dziecka rodzina i poczucie bezpieczeństwa, jakie ona powinna budować, są bardzo ważne. To, w jakiej atmosferze dziecko wzrasta, ma kluczowy wpływ na jego dorosłe życie. Jeśli jakieś sprawy zostaną zaniedbane w tym okresie, potem zwykle bardzo trudno jest je „odpracować”.

 

Co Pani, jako doświadczona matka, uważa za najważniejsze w wychowaniu dzieci?

Można by to zamknąć w trzech słowach: miłość, refleksja i konsekwencja. Dzieci, których rodzice kierują się tymi zasadami, mają bardzo duże szanse nie tylko na szczęśliwe dzieciństwo, ale również na to, żeby później, w dorosłym życiu były spełnionymi i szczęśliwymi ludźmi.

 

Jest Pani nie tylko mamą, ale też babcią pięciorga wnucząt. Czy często widuje się Pani z wnukami?

Staram się spotykać z nimi jak najczęściej – w Belwederze i odwiedzając je w ich domach, a także podczas wspólnych wyjazdów. Dbamy też o to, aby dzieci naszych dzieci spotykały się ze sobą. Zależy mi, by spędzały ze sobą jak najwięcej czasu, żeby dobrze się poznały, umiały się wspólnie bawić i nawzajem inspirować. I żeby w ten sposób tworzyły między sobą więzi i budowały wspólne wspomnienia.

 
Czym się różni bycie babcią od bycia rodzicem?

Pierwsza niepodważalna i zauważalna różnica – rodzice mają więcej energii niż dziadkowie (śmiech). Odczuwam to szczególnie, gdy zostaję na dłuższy czas z wnukami sama. A to są jeszcze maluchy – najstarszy Staś ma prawie 6 lat, najmłodsza Helenka – tylko 5 miesięcy. Wtedy muszę się motywować: „Dałaś kobieto radę z piątką, to z dwójką czy trójką też musisz sobie poradzić!” Staram się realizować linię wychowawczą rodziców, na ogół nie wprowadzam własnych reguł. Tym bardziej że z satysfakcją stwierdzam, że nasze dzieci, zajmując się swoim potomstwem, w generaliach trzymają linię, którą my z mężem stosowaliśmy. Z radością także obserwuję duże zaangażowanie ojców w wychowywanie.

 
Czy ma Pani na myśli ojców swoich wnuków?

Jak najbardziej – zarówno mój syn, który ma dwie córeczki, jak i zięć – ojciec dwóch synów i córki, doskonale sobie radzą. I to w czynnościach pielęgnacyjnych przy maluchach, jak i w mądrym spędzaniu czasu ze starszymi dziećmi, kiedy urządzają zabawy na świeżym powietrzu, na przykład podchody. I znajdują w tym ogromną przyjemność. Zauważyłam, że obecnie ojcowie bardziej angażują się w wychowywanie dzieci niż kiedyś. I to jest wspaniałe, bo nawiązują silne więzi na całe życie.

 

A kobiety coraz częściej pracują i jednocześnie wychowują dzieci. Czy stara się Pani promować rozwiązania ułatwiające godzenie sfery zawodowej i rodzinnej?

Oczywiście, zarówno mojemu mężowi, jak i mnie bardzo na tym zależy, dlatego na przykład staramy się nagradzać pracodawców przyjaznych rodzicom. W zeszłym roku ogłosiliśmy dla nich konkurs Dobry Klimat dla Rodziny. Główną wartością tej inicjatywy jest dostrzeżenie w pracowniku również rodzica. I zrozumienie zależności, że człowiek, który jest szczęśliwy w życiu rodzinnym, jest lepszym pracownikiem. 

 
Jakimi rozwiązaniami pochwalili się pracodawcy?

Cenną rzeczą jest na przykład elastyczny czas pracy czy kącik dla dziecka, w którym w szczególnych sytuacjach może ono przebywać z rodzicem w pracy. Spodobały mi się też warsztaty dla rodziców, wsparcie ich, kiedy oczekują dziecka czy zachęcanie ojców, aby korzystali z urlopów ojcowskich.

 

Rodzina jest największą wartością, ale nie wszystkie dzieci mają szczęście się w niej wychowywać. Jak Pani zdaniem powinna wyglądać opieka zastępcza?

Ważne, aby mały człowiek wzrastał otoczony miłością i troską rodziców czy opiekunów oraz ich akceptacją. Dlatego wysoko cenię tych, którzy decydują się pełnić funkcję rodziny zastępczej. Dzieci, uczestnicząc w życiu takiej rodziny, uczą się prawidłowych relacji oraz zwyczajnych życiowych czynności, także samodzielności i odpowiedzialności za siebie. Spotkałam w Ełku rodzinę zastępczą, w której dzieci uczą się gospodarować pieniędzmi, mając do dyspozycji kieszonkowe. Niektóre z nich zaoszczędziły na wakacje. Miałam także okazję zapoznać się z ciekawymi inicjatywami na rzecz rodzin zastępczych, które do Konkursu Dobry Klimat dla Rodziny zgłosiły lokalne samorządy. Szczególnie cenne są działania, które pokazują wysiłek, jaki podejmuje się, aby dziecko nie musiało trafić do opieki zastępczej, a jeśli już tam trafi, to żeby utrzymywało więzy z rodziną biologiczną.

 
Jak, Pani zdaniem, zachęcić potencjalne osoby do tego, aby zostały rodziną zastępczą?

Decyzja o tym, aby zostać rodziną zastępczą, rodzi się zapewne z potrzeby niesienia pomocy. Musi być przemyślana, bo bycie rodzicem zastępczym to bardzo trudna i wymagająca poświęceń praca, ale przynosząca wielką satysfakcję. To funkcja godna najwyższego szacunku, jeśli oczywiście jest właściwie pełniona. Trzeba pamiętać, że dziecko, które trafia do rodziny zastępczej, nie przychodzi z „czystą kartą”, może być obciążone chorobami, zaniedbane wychowawczo. Bywa, że nie potrafi nawiązać bliskich relacji, bo rodzice biologiczni nie pokazali mu, co znaczy kochać. Rodzice zastępczy często muszą nadrabiać wiele zaległości dziecka. Byłabym szczęśliwa, gdyby media pokazywały nie tylko te przypadki, kiedy rodzice zastępczy nie pełnią swej funkcji właściwie, ale też przedstawiały budujące historie rodzin zastępczych, które z miłością wspierają dzieci.

 
W „Przyjaciółce” staramy się pokazywać te pozytywne przykłady.

I tędy wiedzie właściwa droga! Fundacja Przyjaciółka, która pomaga chorym dzieciom i wspiera rodziny zastępcze, dociera do konkretnych osób, konkretnych dzieci – niektóre z nich miałam przyjemność poznać. Jednocześnie, dzięki wsparciu ludzi dobrej woli, także Czytelników „Przyjaciółki”, gromadzi środki na tę pomoc. Uważam, że działalność Fundacji Przyjaciółka jest godna najwyższego uznania.

 

Serdecznie dziękujemy za te słowa. Pani również aktywnie angażuje się w pomoc dzieciom, które utraciły rodziny. Chociażby teraz, przed świętami Wielkiej Nocy...

Mamy taką tradycję, że przez świętami zapraszamy do Pałacu Prezydenckiego znakomitych cukierników, którzy pieką mazurki i baby. Przygotowują też tuby z kolorową czekoladą, którą potem zaproszone przez nas dzieci z domów dziecka, również rodzinnych, dekorują te wypieki. Potem każdy może zabrać swoje dzieło ze sobą.

 
Czy Pani wnuki również uczestniczą w tej zabawie?

Nasze wnuki z zasady nie pokazują się w światłach jupiterów. Urządzimy rodzinne spotkanie i wspólne dekorowanie w domu. Ozdobimy czekoladą i lukrem mazurki. Będzie przy tym dużo zabawy, bo jest nas spora grupa. A potem nasze „dzieła sztuki” będą dekoracją świątecznego stołu.

 

Rozmawiała Monika Wilczyńska

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.