| | |
A | A | A
Środa, 16 stycznia 2013

Wystąpienie prezydenta podczas inauguracji obchodów 150. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego

Szanowni Państwo!

 

Chciałem przede wszystkim podziękować za pozytywną reakcję na zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego na inaugurację obchodów 150. rocznicy powstania styczniowego. Tak to już jest z historią i polityką, że gdy się za blisko mieszają, czasami są źródłem poważnych kłopotów i negatywnych emocji. Ale przecież te 150 lat to jest dystans tak duży, dystans tylu pokoleń, że jestem przekonany, iż możemy wspólnym wysiłkiem zminimalizować ryzyko wikłania 150. rocznicy powstania styczniowego, rocznicy niezwykłej, ważnej dla Polaków, w bieżące spory polityczne. Możemy pokazać, że historia – którą mamy jedną, wspólną, choć zawsze są pokusy, żeby ją pisać na nowo – może być dobrym przykładem tego, że przy normalnym w demokracji sporze politycznym, przy różnicach sympatii także do przeszłości, do konkretnych ludzi i zdarzeń, potrafimy wskazywać na to, co nas łączy i co jest ważne dla przyszłości narodu. Nie poprzez bezkrytyczne obchodzenie każdej rocznicy, ale właśnie poprzez refleksję nad wspólną historią.

 

Dlatego w sposób szczególny chcę podziękować przedstawicielom środowisk politycznych, że zechciały być dziś tutaj z nami. Chcę podziękować przedstawicielom władzy lokalnej, samorządowej wszystkich poziomów, wojewodom, przedstawicielom administracji państwowej, ministrom. Serdecznie dziękuję księdzu kardynałowi Nyczowi, reprezentującemu tutaj tradycję Kościoła warszawskiego, od którego tamte wydarzenia sprzed 150 lat przecież się zaczęły.

 

Chcę serdecznie podziękować wszystkim organizacjom i stowarzyszeniom, które już wyszły z całym szeregiem inicjatyw – samodzielnie, bez żadnego namawiania albo realizując mój apel z poprzedniego roku spod krzyża Traugutta. Serdecznie dziękuję za inicjatywy, za chęć nadania obchodom 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego zarówno wymiaru ogólnonarodowego, jak i lokalnego. Bo na tym polega fenomen powstania styczniowego, że jeśli mierzyć historię Polski i polską drogę ku wolności krzyżami i cmentarzami – a niestety od czasu do czasu tak ją mierzymy – to żadne z powstań narodowych i żadne z wydarzeń poza II wojną światową nie zostawiło po sobie tylu lokalnych wspomnień, tylu lokalnych kotwic pamięci w postaci krzyży, w postaci cmentarzy, w postaci upamiętnień różnych wydarzeń z tamtego okresu. W skali kraju, w dzisiejszych granicach państwa polskiego, to jest około 500 miejsc. Z żadnego innego okresu historycznych zmagań nie ma takiej ilości miejsc, w których polska pamięć z walki narodowowyzwoleńczej jest zakotwiczona tak mocno.

 

Beż żadnej przesady można więc powiedzieć, że powstanie styczniowe to niebywała okazja do dalszego budowania zaangażowania, wiedzy i przeżywania historii zarówno w wymiarze lokalnym, tak potrzebnym dla głębokości przeżycia, dla trwałości tej tradycji, jak i w wymiarze ogólnonarodowym.

 

Pamięć o powstaniu styczniowym jest także niebywałą okazją do budowania zrozumienia dla wspólnoty losów wykraczających poza granice państwa polskiego, także poza granice narodu polskiego. To nie jest tylko i wyłącznie wspomnienie Francesca Nullo, Potebni czy żuawów francuskich walczących w powstaniu styczniowym. To jest także pamięć o powstańcach styczniowych z Litwy, z Łotwy, z Białorusi – tych, dla których było ono ostatnim akordem I Rzeczypospolitej. Ostatnim akordem wspólnej walki narodowo-wyzwoleńczej i pierwszym akordem w ich niełatwej drodze już samodzielności narodowej, odbudowy świadomości narodowej – litewskiej, łotewskiej, białoruskiej. To są sprawy, które także dzisiaj mogą być przypominane z korzyścią dla aspiracji szukania w historii również tego, co łączy narody, które zbudowały dzisiaj odrębne państwa; narody, które mają swoje odrębne drogi rozwoju historycznego, ale mają także wspólne korzenie. Powstanie styczniowe jest ważne dla zrozumienia również tego, co nas łączy i powinno łączyć, także w wymiarze ponadnarodowym, z narodami sąsiednimi.

 

To jest 150. rocznica powstania styczniowego. I warto pamiętać, że nie tylko my dzisiaj mamy kłopoty z nadaniem rocznicowym obchodom charakteru ogólnonarodowego. Warto sięgnąć pamięcią – ci, którzy mogą, a pewnie jest na sali parę takich osób – do 100. rocznicy obchodów w roku 1963. Nie ma już dzisiaj na sali nikogo, kto mógłby się cofnąć pamięcią do obchodów 50. rocznicy w roku 1913. Proszę Państwa, żebyśmy nie mieli kompleksów, ale mieli ambicję zmieniania świata, warto przypomnieć, że w 50. rocznicę powstania styczniowego dawały o sobie znać tak gigantyczne podziały i tak ogromne chęci uwikłania sporu o powstanie styczniowe w bieżącą batalię polityczną, że dzisiaj można myśleć o tym z przykrością. Był to spór między obozem Piłsudskiego a Narodową Demokracją. Tuż w przeddzień wybuchu I wojny światowej jedna strona kreowała się na zwolenników czerwonych, druga – na zwolenników białych. I obie strony głównie wzajemnie się oskarżały.

 

Rok 1963 też był rokiem pozornych, nieprawdziwych sporów, nieprawdziwych kreacji. Bo przecież ówczesna władza po prostu popełniała nadużycie historyczne, kreując się na czerwonych z 1863 roku. Jestem przekonany, że dzisiaj, po 150 latach, możemy powiedzieć, że do lamusa historii przeszły podziały na białych i czerwonych. I konia z rzędem temu, kto potrafi dzisiaj łatwo wskazać, który z powstańców był biały, a który czerwony. Czy Langiewicz był z tej, czy z innej frakcji, czy Mierosławski był czerwony – to historycy wiedzą. Dzisiaj ci, którzy zapalają świeczki na powstańczych cmentarzach, ci, którzy mówią o powstaniu styczniowym, tych podziałów już w ogóle nie stosują. Warto o tym pamiętać, myśląc o naszych dzisiejszych problemach i sporach. Za ileś lat zostanie po nas tyle, ile zbudujemy pamięci ważnej dla budowania poczucia wspólnoty – nie tylko tej wynikającej z zamierzchłej historii, ale i tej, którą my sami tworzymy.

 
Proszę Państwa!
 

Chciałem wyrazić moją głęboką nadzieję, że 150. rocznica powstania styczniowego uruchomi ogromną ilość inicjatyw lokalnych, organizowanych przez konkretnych ludzi, konkretne stowarzyszenia, konkretne środowiska samorządowe i konkretne środowiska polityczne również. Wszystkie zapowiedzi aktywnego przypominania rocznicy powstania styczniowego witam z gorącym sercem. I do tego zachęcam wszystkich. Zachęcam do tego, aby jeśli chcemy konkurować, to na tej zasadzie: kto będzie bardziej otwarty na wspólne przeżywanie historii, kto będzie bardziej otwarty na zapraszanie różnych środowisk do wspólnej refleksji, do wspólnego przeżycia.

 

Dzisiaj, kiedy cieszymy się wolnością, kiedy nie musimy gloryfikować walki, poświęcenia i samego dramatu przegranego powstania, możemy pozwolić sobie również na mówienie głośno o tym, że naszym pokoleniom przypadł lepszy los. Możemy mówić o patriotyzmie pracy, patriotyzmie służby innemu człowiekowi, patriotyzmie, który nie wymaga już poświęceń ostatecznych. Ale w każdej sytuacji – nawet tak szczęśliwej jak ta, w której znalazło się nasze pokolenie – jesteśmy winni pamięć połączoną z refleksją nad tym, w o ile trudniejszych warunkach musiały toczyć walkę o wolne państwo polskie poprzednie pokolenia.

 

I na koniec chciałbym podkreślić jeszcze jedno, co czasami umyka, że przecież powstanie styczniowe, tak jak wszystkie ruchy powstańcze, miało za cel odbudowę państwa polskiego, nowoczesnego państwa polskiego – własnego, ale też dobrego i nowoczesnego. Dlatego jednym z elementów rozpoczynających się obchodów rocznicy powstania styczniowego będzie spotkanie pod pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego w pobliżu Sejmu. Przecież o to samo państwo biliśmy się wtedy i zabiegamy dzisiaj. To samo podziemne państwo istniało w powstaniu styczniowym i w okresie II wojny światowej. Z tego wyciągać należy wnioski o potrzebie szanowania państwa polskiego, także w aspekcie historycznych zmagań o jego istnienie i funkcjonowanie. Dla marzenia o dobrym, nowoczesnym państwie można znaleźć pewną inspirację z czasu powstania styczniowego, bo przecież już wtedy była mocna, zdecydowana refleksja, że nie da się nie tylko odbudować państwa polskiego, ale i dobrze go prowadzić bez rozwiązywania problemów społecznych, bez rozwiązania najważniejszego wtedy problemu, jakim było uwłaszczenie chłopów, bez uobywatelnienia wszystkich bez różnicy wyznania i narodowości. Te dylematy ówczesne, te dramaty, ale także i sukcesy, mogą stanowić źródło głębokiej refleksji nad współczesnością i przyszłością. W tym widzę sens obchodzenia 150. rocznicy powstania styczniowego, aby wyjść poza tradycyjny schemat myślenia „bić się czy nie bić”, „heroizm to czy brak odpowiedzialności” i przejść do myślenia o tym, co dla nas dzisiaj wynika z tamtych doświadczeń. I dobrych, i złych, ale na pewno wielkich.

 

Chcę wszystkim raz jeszcze serdecznie podziękować i raz jeszcze prosić, abyśmy wspólnym wysiłkiem zadbali o to, by na wszystkich powstańczych cmentarzach – i w Polsce, i poza jej obecnymi granicami – zapłonęły znicze, by zostały złożone kwiaty i by tam koncentrowały się dobre myśli i ważna, choć nie zawsze prosta refleksja, bez której naród jest narodem bezrefleksyjnym, a więc mniej mądrym. To ma być źródło naszej zbiorowej mądrości, przydatnej dzisiaj i na przyszłość. Serdecznie dziękuję.

 

Poleć znajomemu