przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Debata o roku 1989.

 

Zorganizujcie debatę na jeden z tematów dotyczących tematu przełomu roku 1989 lub odzyskania wolności.
 
Zacznijmy od tego, po co w ogóle jest debata. Dzięki niej można spojrzeć na to samo zagadnienie z dwóch stron, przeanalizować je, opowiedzieć się po jednej ze stron i uargumentować swój wybór.
 
Wyróżniamy różne rodzaje debat:
  1. Debata „za i przeciw” – stosujemy, gdy chcemy spojrzeć na problem z dwóch różnych punktów widzenia. Uczestnicy dzielą się na dwie grupy –zwolenników i przeciwników tezy.  W tej debacie ważni są obserwatorzy, którzy w głosowaniu wybierają, kto debatę „wygrał”.
  2. Debata „oksfordzka” jest odmianą debaty „za i przeciw”. W dyskusji biorą udział dwa kilkuosobowe zespoły, które reprezentują zwolenników i przeciwników tezy. Słuchacze siedzą za zespołami, osoby niezdecydowane mogą zmieniać miejsce.
  3. Dyskusja zwana metodą „akwarium”. Kilka osób siedzi w kręgu i dyskutuje. Pozostałe są obserwatorami – analizują i oceniają sposób argumentacji. Potem dyskutujący i oceniający zamieniają się rolami.
  4. Dyskusja panelowa – temat jest dyskutowany przez wybraną grupę osób, czyli tzw. „panel”, kieruje nim moderator. Pierwsza część jest zwykle przygotowana, a druga żywa, bo bierze w niej udział publiczność. Całość koordynuje moderator. Dyskusja panelowa nie kończy się opowiedzeniem po którejś ze stron.
  5. Dyskusja plenarna jest otwartą dyskusją – zwykle kilkunastu osób. Prowadzący otwiera dyskusję, zachęca do zabierania głosu, pilnuje czasu wypowiedzi, czuwa nad przechodzeniem do kolejnych punktów i zamyka dyskusję. Na koniec ją podsumowuje.
  6. Dyskusja nieformalna – ma swobodny charakter i biorą w niej udział wszyscy na równych prawach. Prowadzący tylko inicjuje rozmowę, a potem trzyma się z boku.
  7. Dyskusja sokratejska – czyli dochodzenie do prawdy. Uczestnicy siedzą w kręgu i dyskutują na temat. Prowadzący zadaje pytania, zmierzając do tego, by to, co było niejasne stało się jasne.
  8. Dyskusja z zaproszonym gościem – pierwsza część należy do zaproszonej osoby, w drugiej uczestnicy zadają jej pytania.
  9. Dyskusja punktowana – 4-8 uczniów siada w kręgu, pozostali dookoła. Dyskusja jest punktowana wg ustalonego planu, np. za trafny komentarz + 2 punkty, za błąd rzeczowy – 2
 
I jeszcze garść praktycznych wskazów dla uczestników debaty: trzymajcie się tematu, wystąpienie zaczynajcie od najsilniejszego argumentu, popierajcie argumenty dowodami np. danymi statystycznymi, opiniami autorytetów i ekspertów, używajcie różnorodnych argumentów, starajcie się przewidzieć strategię przeciwnika, słuchajcie uważnie przeciwnika, żeby potem dobrze odpierać jego argumenty. Nie czytajcie z kartki, starajcie się nie mówić zbyt szybko i nie nadużywać gestykulacji.
 
Poniżej przykłady tematów i materiałów:
 
Debata z udziałem uczestników wydarzeń 1989 roku.
 
Pomysł polega na organizacji spotkania z uczestnikami wydarzeń roku 1989. Można na nie zaprosić też dziennikarzy, historyków, nauczycieli, rodziców .
 
Przygotowania:
·         Znalezienie i zaproszenie gości. Należy poszukać lokalnych działaczy z tego okresu, oraz postarać się zaprosić osoby o znanych nazwiskach, ich obecność przyciągnie słuchaczy.  
·         Znalezienie Sali. Odpowiednia sala znajdzie się na pewno w szkole, na uczelni, w domu kultury, sali urzędu miejskiego, czy w bibliotece.
·         Określenie tematu debaty. Ciekawe są konfrontacje opinii z „obu stron barykady". Dyskusje często dotyczą też współczesności - co chcielibyśmy poprawić, jakie są wyzwania na najbliższe 20 lat.
·         Wybór prowadzącego. Powinna to być osoba o obdarzana autorytetem, zdecydowana, żeby mogła sprawnie poprowadzić żywą dyskusję.
·         Promocja wydarzenia. Z pewnością zainteresują się taką debatą lokalne gazety i dodatki do gazet, rozgłośnie regionalne. Organizatorzy powinni zadbać o plakaty i wysłanie zaproszeń do tych osób, na których obecności szczególnie im zależy.
·         Aby spotkanie było ciekawsze, można w kuluarach urządzić wystawę o roku 1989. Starych zdjęć, dokumentów można poszukać zwracając się z apelem o wypożyczenie przez lokalne media. Sprawdzić należy, czy jakieś dokumenty przechowały się w urzędzie miasta, w muzeum regionalnym, w bibliotece miejskiej czy gminnej. Dobre efekty może też dać sprawdzenie archiwalnych egzemplarzy gazet.
 
Kiedy w Polsce rzeczywiście skończył się komunizm?
 
Poniżej prezentujemy teksty, które w różny sposób opowiadają o upadku komunizmu. Po ich lekturze zorganizujcie dyskusję na temat: który moment w historii Polski można uznać za koniec komunizmu?
 
1. Kiedy skończył się komunizm. Spór o rok 1989. Z dr hab. Antonim Dudkiem, prof. Janem Kofmanem i prof. Andrzejem Paczkowskim rozmawia Andrzej Brzeziecki. Tygodnik Powszechny (22/2007)

ANDRZEJ BRZEZIECKI: - Kalendarz polityczno-historyczny niekoniecznie jest zgodny z tym, który wisi na ścianie. Dlatego za początek wieku XX uznaje się wybuch I wojny światowej, a za jego koniec właśnie rok 1989. Który moment w historii Polski możemy uznać za początek owego roku 1989?

JAN KOFMAN: - Z wewnątrzkrajowej perspektywy polityczną genezą roku 1989 jest amnestia 1986 r. W sferze gospodarki wskazałbym na koniec 1988 r., kiedy Mieczysław Rakowski wprowadzał rzeczywiście dość radykalną reformę po porażce pierwszego i drugiego etapu „reform” gospodarczych. Reformy Rakowskiego oznaczały deregulację rynku, co stanowiło nową jakość.

ANTONI DUDEK: - Dodałbym marzec 1985 r., czyli dojście Michaiła Gorbaczowa do władzy. W 1986 r. mamy tego pierwsze echa w Polsce. Drugi element to zmiana nastrojów społecznych, które na przełomie 1985-1986 r. zaczęły się pogarszać. Badania CBOS lądowały na biurku gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Znał je i mając przyzwolenie Moskwy zaczął szukać wyjścia z sytuacji. Stąd amnestia, stąd powołanie Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa, do której zaproszono ludzi spoza partii. Rok 1986 r. to jeszcze szukanie po omacku.
 
(…)
 
Brzeziecki - Rok 1989 to cztery najważniejsze wydarzenia, o których Panowie mówili: Okrągły Stół, wybory w czerwcu, powołanie rządu Mazowieckiego i reformy Balcerowicza. Które z nich wpisują się w logikę rewolucji, a które miały charakter ewolucyjny?
 
 DUDEK: - Okrągły Stół i rząd Mazowieckiego to ewolucja, wynik wyborów i przyjęcie planu Balcerowicza to rewolucja. Przy innym wyniku wyborów moglibyśmy mieć do czynienia z innym kształtem wydarzeń, jakąś ewolucyjną liberalizacją ustroju, a gen. Jaruzelski rządziłby kilka lat. Po 4 czerwca 1989 r. mamy do czynienia z nową jakością. To pierwsza data III Rzeczypospolitej.

PACZKOWSKI: - Można by powiedzieć tak: wybory zmieniły kierunek, ale nie rozpoczęły czegoś nowego. To Okrągły Stół rozpoczął pewien bieg wydarzeń. Komuniści żadnych zmian ustrojowych nie chcieli, zamierzali w pewnym zakresie dopuścić opozycję do sfery władzy, ale jej nie oddawać. Byli przekonani, że wyborów nie przegrają. Sądzili, że to, co sobie zapewnili przy Okrągłym Stole, przyniesie im korzyści i będzie z korzyścią dla kraju. Proponuję więc: Okrągły Stół jest ostatnim ważnym wydarzeniem w dziejach PRL, a wydarzeniem założycielskim III RP są wybory z 4 czerwca. A może dzień 5 czerwca, kiedy okazało się, że PZPR zaakceptowała wyniki?

KOFMAN: - Ale bez mentalnego przełomu, który doprowadził do koncepcji Okrągłego Stołu, tego wszystkiego, o czym Panowie mówią, by nie było. Warto także patrzeć na wydarzenia w Polsce, mając na uwadze to, co stało się w Chinach na placu Tiananmen. Dla mnie i Okrągły Stół, i wybory to ostatnie wydarzenia PRL-u. Od 4 czerwca 1989 r. zaczynało się nowe.

 
PACZKOWSKI: - Czyli Joanna Szczepkowska miała rację.
 
2. Rzeczywistość przeszła moje oczekiwania. Prof. Henryk Samsonowicz, minister edukacji w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, specjalnie dla se.pl wspomina i ocenia wybory 4 czerwca 1989 roku.
 
"Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm" - powiedziała aktorka Joanna Szczepkowska w Dzienniku Telewizyjnym" kilka miesięcy po pierwszych wolnych wyborach. Zdanie to stało się symbolem. W tym roku mija 19 rocznica pierwszych wolnych wyborów. Ich wynik był całkowitym sukcesem Solidarności. Zaledwie 40 proc. wyborców oddało swój głos na kandydatów innych niż wystawieni przez Komitet Obywatelski "Solidarność". Dość wspomnieć, że w wyborach do Senatu "S" zdobyła 99 mandatów na 100.
 
Klęska obozu rządzącego była ogromna i nie całkiem spodziewana. Jeszcze parę dni przed wyborami w gronie partyjnym martwiono się, jak opinia zachodnia przyjmie sytuację, gdy "Solidarność" nie zdobędzie ani jednego mandatu. Pocieszano się, iż na pewno kilka mandatów zdobędzie. Opozycja z kolei zastanawiała się, jak powinna się zachowywać w parlamencie, jeśli zdobędzie kilkanaście lub trochę więcej mandatów.
 
Se.pl: Jak Pan Profesor wspomina atmosferę wyborów? Jak wówczas Pan oceniał to, co się dzieje?
 
Prof. Henryk Samsonowicz: Nie miałem i nie mam najmniejszych wątpliwości, że to był przełom w dziejach Polski. Wyniki wyborów przekroczyły moje najśmielsze nadzieje. Ich skutki również. Jeszcze w przeddzień wyborów mówiłem znajomym, że uzyskamy więcej niż 50 proc. głosów w Senacie i w znacznym stopniu wypełnimy wolne miejsca w Sejmie. Jednak rzeczywistość przeszła oczekiwania. Było to przeżycie wyjątkowe. Pokazało, jak niewydolny jest system i jak jest on odrzucony przez społeczeństwo. Stało się jasne, że sukces opozycji musi zmienić stosunki społeczne, polityczne i miejsce Polski na mapie Europy i świata.
 
Wybory zapoczątkowały nową erę i dały asumpt do innych podobnych działań: upadek muru berlińskiego, wydarzenia w Czechosłowacji, na Węgrzech, w Rumunii, a prawdopodobnie stąd bierze swój początek również upadek Związku Radzieckiego. To był początek nowej epoki w dziejach Europy.
 
Se.pl: Był Pan Profesor ministrem edukacji w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Jakie przede wszystkim problemy musiał Pan pokonać?
 
Prof. Henryk Samsonowicz: Trzeba było wprowadzić daleko idące zmiany, odejść od jedynie słusznej wykładni historii, która nie odpowiadała ani potrzebom społeczeństwa, ani rzeczywistości. Trzeba było zaangażować w reformę programową środowiska nauczycielskie, dać szansę szkołom niepublicznym i społecznym, wprowadzić nową ustawę o szkolnictwie wyższym, która umożliwiłaby powstanie niepublicznych szkół wyższych. Oczywiście, zdarzało się, że nowe instytucje bywały niesprawne, jednak i tak jeśli chodzi o stopień scholaryzacji, dokonał się niesamowity skok.
 
Se.pl: Czy opozycja miała już wówczas swój pomysł na Polskę, plan, jak zorganizować nową rzeczywistość?
 
Prof. Henryk Samsonowicz: Jak najbardziej. Od końca lat 70-tych istniały różne instytucje. Jeśli chodzi o edukację, działało Społeczne Towarzystwo Oświatowe, stowarzyszenia w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu. Tak więc już w trakcie obrad Okrągłego Stołu mieliśmy sprecyzowane cele.
 
Se.pl: Co by Pan Profesor powiedział krytykom Okrągłego Stołu?                     
 
Prof. Henryk Samsonowicz: Życzyłbym im, żeby wówczas byli na miejscu. Gdyby przeciągali ten stan, hamowaliby postęp. Sytuację można było rozwiązać w różnych sposób, np. siłowy. Jednak ja jestem zwolennikiem innych rozwiązań. Polacy powinni być dumni, że potrafili pokojowo ucierać stanowiska i przechodzić do tworzenia podstaw ustroju. W historii rewolucje przebiegały dwojako. Po pierwsze, tak jak w Rosji bolszewickiej czy we Francji pod koniec XVIII wieku, gdzie mieliśmy do czynienia z narastającymi i krwawymi konfliktami i radykalizacją, która prowadziła do niekoniecznie korzystnych wydarzeń. Drugi sposób, to taki jak u nas.
 
W moim przekonaniu, ten cykl ewolucyjny, który zaczął się od Okrągłego Stołu, sprawdził się jak najlepiej, umożliwił wielką reformę gospodarczą i zmiany ustrojowe, szczególnie istotne było powstanie samorządów terytorialnych. W końcu mieliśmy możliwość wypowiadania i realizowania swoich postulatów. Pomimo wszystko jest postęp. Każdy może zobaczyć, że społeczeństwo wygląda teraz zupełnie inaczej niż przed 20-toma laty.
 
Prof. Henryk Samsonowicz - historyk mediewista, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, członek Pan, po wyborach 1989 minister edukacji w rządzie Tadeusza Mazowieckiego (do stycznia 1991). Autor 800 prac naukowych, 16 książek i podręczników uniwersyteckich.
 
Obrady "okrągłego stołu" czy upadek muru berlińskiego - co jest prawdziwym symbolem końca komunizmu?
 
Obrady „okrągłego stołu” czy upadek muru berlińskiego - co jest prawdziwym symbolem końca komunizmu?
 
Mimo, że dla wielu Polaków to obrady „okrągłego stołu” są symbolem upadku komunizmu, to najlepiej zapamiętanym wydarzeniem na świecie, związanym z historią przemian jest upadek muru berlińskiego. Przedstawiamy artykuły wyjaśniające oba wydarzenia. Ustosunkujcie się do pytania będącego tematem debaty.
 
 1. CBOS: Solidarność i Jan Paweł II najbardziej wpłynęli na upadek komunizmu (z PAP z 2009-02-10)
 
„Solidarność” i działania opozycji demokratycznej w PRL oraz pontyfikat Jana Pawła II najbardziej przyczyniły się do upadku systemu komunistycznego w ZSRR i dawnych krajach bloku wschodniego - uważają respondenci CBOS. Solidarność jako motor przemian wskazało 44 proc. badanych, pontyfikat Jana Pawła II - 38 proc.

Na trzecim miejscu wśród powodów, które doprowadziły do przemian ustrojowych znalazła się gospodarcza niewydolność systemu komunistycznego (27 proc. wskazań). Respondenci wskazywali też na politykę Michaiła Gorbaczowa i pierestrojkę (25 proc.), politykę Ronalda Reagana i militarną przewagę Stanów Zjednoczonych nad ZSRR (10 proc.), działania opozycji w innych krajach bloku wschodniego (9 proc.). 13 proc. badanych wybrało odpowiedź "trudno powiedzieć". Jak czytamy w komentarzu do sondażu: "Zasługi Solidarności i generalnie opozycji demokratycznej w Polsce oraz wkład papieża Polaka w obalenie komunizmu szczególnie często podkreślają ci, którzy - co najmniej emocjonalnie - zaangażowani byli w przemiany ustrojowe: osoby deklarujące, że przed rokiem 1989 uważały się za przeciwników ówczesnego systemu, badani biorący udział w działaniach o charakterze opozycyjnym (np. w protestach przeciwko ówczesnej władzy, spotkaniach opozycji), a przede wszystkim ci, którzy przed rokiem 1989 należeli do Solidarności".

44 proc. badanych uważa, że wydarzenia, jakie miały miejsce w Polsce w 1989 roku, przyczyniły się do upadku komunizmu także w innych krajach bloku wschodniego. 37 proc. jest zdania, że wydarzenia 1989 roku w Polsce nie tylko przyspieszyły proces zmian w innych państwach bloku wschodniego, ale były koniecznym warunkiem upadku komunizmu w tej części Europy. Tylko 7 proc. sądzi, że to, co się działo w Polsce w 1989 roku, nie miało większego znaczenia dla rozwoju wydarzeń w innych krajach.
Za najbardziej przełomowe wydarzenie, wyznaczające koniec komunizmu w naszym kraju ankietowani uważali obrady okrągłego stołu (40 proc. wskazań). Na następnych miejscach znalazły się: ustąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego i wybór Lecha Wałęsy na prezydenta (15 proc.), pierwsze całkowicie demokratyczne wybory do Sejmu i Senatu w 1991 r. (9 proc.), wybory 4 czerwca 1989 r. (6 proc.), powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego (5 proc.), rozwiązanie PZPR (5 proc.), przyjęcie przez Sejm założeń planu Balcerowicza (3 proc.). 17 proc. badanych wybrało odpowiedź "trudno powiedzieć".

CBOS zauważa, że obrady okrągłego stołu są "najczęściej uznawane za wydarzenie wyznaczające koniec komunizmu w Polsce przez wszystkie grupy społeczno-demograficzne, przez wszystkich badanych niezależnie od ich orientacji politycznej przed 1989 rokiem i obecnie".
 
2. Koniec komunizmu, to upadek muru berlińskiego. Niemiecki historyk dla „Dziennika”, 5 grudnia 2008.
  
Bez "Solidarności" nie byłoby przemian w Europie. Tak samo jak nie byłoby ich bez 1956 r. w Budapeszcie, czy 1968 r. w Pradze. To są wszystko kamienie milowe walki z komunizmem. Ale my nie mówimy o datach, tylko o symbolach, czyli o wydarzeniu, które zwięźle opisuje długi proces. I właśnie upadek muru berlińskiego takim wydarzeniem jest - mówi DZIENNIKOWI Lothar Probst, historyk z uniwersytetu w Bremie.
 
Artur Ciechanowicz: Gdyby miał pan bez zastanowienia wymienić wydarzenie, które symbolizuje upadek komunizmu w Europie, co by to było?

Lothar Probst: Upadek muru berlińskiego.
 
No właśnie. Jak to jest, że w świadomości Europejczyków właśnie wydarzenia z 11 listopada kojarzą się z końcem komuny, a nie na przykład wcześniejszy Okragły Stół w Polsce, czy Aksamitna Rewolucja w Czechach?

Dlatego, że sam mur berliński też był symbolem. Tylko czegoś innego. Utożsamiał podział Europy na dwa bloki. Siłą rzeczy więc upadek muru musiał oznaczać odejście epoki zimnej wojny do historii.
 
Według pana więc wydarzenia w innych krajach nie mają znaczenia?

Nic takiego nie powiedziałem. Byłem w Polsce w 1989 r. Bez "Solidarności" nie byłoby przemian w Europie. Tak samo jak nie byłoby ich bez 1956 r. w Budapeszcie, czy 1968 r. w Pradze. To są wszystko kamienie milowe walki z komunizmem. Ale my nie mówimy o datach, tylko o symbolach, czyli o wydarzeniu, które zwięźle opisuje długi proces. I właśnie upadek muru berlińskiego takim wydarzeniem jest.
 
A dlaczego takim wydarzeniem nie może być np. Okrągły Stół? Jaką przewagę ma mur nad stołem?
Jak już mówiłem mur był symbolem zniewolenia. Jego upadek jest więc automatycznie symbolem wolności. Poza tym, prawda jest też taka, że żyjemy w epoce obrazków. Zdjęcia walących się ścian i ludzi padających sobie w objęcia mimo wszystko wywołują większe emocje niż wizerunek Wałęsy i Rakowskiego.
 
Lothar Probst - historyk z uniwersytetu w Bremie
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.