przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Niedziela, 19 października 2008

Trasa Niepodległości. Wizyta Prezydenta RP w Lublinie

  |  

19 października 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński odwiedził Lublin, miasto na trasie obchodów 90. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, pod hasłem „Nauka i Wiedza Fundamentem Niepodległości”. 

Prezydent RP złożył kwiaty przed pomnikiem Jana Pawła II i Stefana Kardynała Wyszyńskiego oraz przed tablicą upamiętniającą pracowników i studentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zamordowanych w czasie II wojny światowej. Lech Kaczyński uczestniczył także we Mszy Świętej w Kościele Akademickim KUL.

Podczas wizyty Prezydent RP wziął udział w uroczystej inauguracji roku akademickiego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w roku jubileuszu 90-lecia jego powstania. 

W czasie uroczystości Prezydent RP powiedział:

„Eminencjo, Księże Prymasie, Ekscelencje Księża Metropolici Kościoła rzymskiego i ortodoksyjnego, Ekscelencje Księża Biskupi, Magnificencjo, Magnificencje, Panie i Panowie Posłowie, Pani Wojewodo, Panie i Panowie Profesorowie, Adiunkci, Szanowni Państwo, Panie i Panowie Studenci,

Mam dzisiaj dwa niezupełnie takie same cele. Z jednej strony chciałem powiedzieć kilka słów o dziewięćdziesięcioleciu tej jakże ważnej w naszym kraju uczelni. Także o siedemdziesięcioleciu, bo jak przed chwilą się dowiedzieliśmy, o czym zresztą dobrze wiedziałem, w roku 1938 przyznano uniwersytetowi wszystkie prawa uczelni państwowej. Chciałem też wygłosić, zgodnie z otrzymanym poleceniem, coś w rodzaju wykładu inauguracyjnego i ten nie będzie już miał nic wspólnego z polityką w sensie bezpośrednim, chociaż z problemem władzy, jej zakresu, w szczególności władzy sądowniczej, wspólnego będzie miał dużo. Dziewięćdziesiąt lat to w życiu uczelni w państwie, które właśnie dziewięćdziesiąt lat temu odzyskało niepodległość, już bardzo dużo. Wiele polskich uczelni, a właściwie ich miażdżąca większość, ma przecież historię znacznie krótszą. Tylko Uniwersytety: Warszawski, najstarszy z naszych Jagielloński, powinienem wymienić może na pierwszym miejscu, ale sam jestem z Uniwersytetu Warszawskiego, Wileński, Lwowski - także starsze od Warszawskiego - miały historię dłuższą. Można jeszcze wymieniać różne Instytuty, jak na przykład Marymoncki czy Puławski. Można mówić o Wyższej Szkole Medycznej czy Prawniczej w Warszawie w okresie Księstwa Warszawskiego, czymś co później zostało zmienione w Uniwersytet Warszawski. Można by pewnie wymieniać również inne przykłady, ale ten Uniwersytet jest w istocie w naszym kraju piąty. Niewiele później powstała Akademia Piastowska, która po roku zmieniła się w Uniwersytet Poznański, znany dzisiaj nam wszystkim jako Uniwersytet Adama Mickiewicza. Generalnie rzecz biorąc tak wygląda historia Polski uniwersyteckiej.

Jest to uczelnia w naszych warunkach stara w najlepszym tego słowa znaczeniu. Trzeba jednak też pamiętać, że jej historia była całkowicie nietypowa. Oto, po roku 1944, bo przecież tutaj wprawdzie nie 22 lipca, ale kilka dni później wkroczyli bolszewicy i po krótkim czasie rzekomej współpracy z polskim podziemiem, przeszli do jego likwidacji, ale uniwersytet się utrzymał po latach działalności konspiracyjnej i przetrwał cały niezwykle trudny okres komunizmu. Była o tym mowa w wystąpieniu Magnificencji Księdza Rektora. Powiem więc tylko tyle, że przez dziesiątki lat było to jedno z nielicznych miejsc, gdzie można było uprawiać filozofię w sposób otwarcie inny niż marksistowska. Nie znaczy, że polskie uniwersytety, wydział warszawski filozofii, czy krakowski, w istocie tylko te dwa wtedy istniały, to byli sami marksiści, zresztą kwitł tam tak zwany rewizjonizm. Był profesor Ingarden, profesor Kotarbiński, żaden z nich do marksizmu się nigdy bezpośrednio nie przyznał. Filozofia katolicka uprawiana była w istocie tylko tutaj. Tu uprawiana była kanonistyka, ten uniwersytet był gettem, ja sam należę do pokolenia, dla którego kończenie KUL-u wydawało się rzeczą dość egzotyczną, choć jestem katolikiem, ale to się w latach siedemdziesiątych już zaczęło zmieniać. Zmieniło się kompletnie w latach osiemdziesiątych. A sama instytucja, jako coś niezwyczajnego w tym świecie, który opanował komunizm, choćby z tego powodu zasługuje na szczególny szacunek. Trzeba jej przypisać szczególną rolę. Nie zamierzam nie doceniać roli ATK, utworzonej z wcześniejszego wydziału teologii na Uniwersytecie Warszawskim, choćby dlatego, że sam byłem kiedyś profesorem tej uczelni, jeszcze przed przekształceniem jej w Uniwersytet Kardynała Wyszyńskiego, ale rola KUL-u była rolą szczególną, chciałem za to najserdeczniej podziękować.

Mieliście też w istocie profesorów, których zna dzisiaj cały świat. W szczególności sługę bożego Jana Pawła II. Także innych, którzy przeszli do historii. Wykształciliście wielu biskupów, arcybiskupów polskiego Kościoła. Studiował tu Prymas Tysiąclecia, którego portret mam w tej chwili za plecami. To dorobek w naszej historii niezwykły, to dorobek, który w naszej historii pozostanie na zawsze. Była mowa, mówił o tym Ksiądz Profesor Rektor Jego Magnificencja Ksiądz Profesor Wilk, że w roku 1968 Rektor Ksiądz Granat przyjął pewną grupę studentów usuniętych z innych uniwersytetów. Na początku siedemdziesiątych lat przyjęto tutaj następną grupę studentów. Też usuniętych w 1968 roku, wtedy aresztowanych i przebywających aż do amnestii w roku 1969 w więzieniu, czołówkę tak zwanej grupy komandosów. Znaczna ilość osób z tej grupy na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie ukończyła studia. A przecież to nie byli ludzie z tradycji katolickiej. Mówił dzisiaj Jego Ekscelencja Ksiądz Metropolita Lubelski o współpracy z Wielką Szkołą Rabinów. To wtedy nie była współpraca ze szkołą rabinów, ale to było przyjęcie ludzi wyrosłych w całkiem innej atmosferze, innym świecie, niezależnie od ich olbrzymich zasług, ich patriotyzmu, tego, że równie jak my są Polakami, to była decyzja w sensie ideowym bardzo odważna. I chociaż moje drogi i drogi tych ludzi się rozeszły z czasem, tu chciałbym też również za to podziękować.

Księże Prymasie, Księża Arcybiskupi i Biskupi, Szanowni Państwo,

Przejdę teraz do tego, co chciałem powiedzieć w ramach dziedziny, która przez wiele lat, w szerokim tego słowa znaczeniu, była moją specjalnością, bo gdybym mówił o mojej specjalności w węższym tego słowa znaczeniu, nie o prawie, tylko o pewnej części dogmatyki prawa, prawie pracy, dziedzinie dogmatyki, która ukształtowała się zresztą późno, jednym z jej dwóch głównych fundatorów był wprawdzie nie profesor uniwersytetu KUL-u, tylko profesor ATK i SGPIS-u, gorliwy katolik Profesor Maciej Święcicki, którego miałem zaszczyt, pod sam koniec jego życia, znać. Będę mówił o szerszych problemach i dlatego jeżeli kogoś urażę przynajmniej fragmentaryczną ignorancją to z góry przepraszam. Proszę pamiętać, że czynnym profesorem nie jestem już ponad osiem lat, a przedtem też miałem wiele lat przerwy.

Chciałem powiedzieć kilka słów, na pewno mało zorganizowanych, być może chaotycznych, o pewnym problemie, który mnie nie jako prawnika, ale jako polityka, jako Prezydenta Rzeczpospolitej nurtuje od wielu lat. Wcześniej nurtował mnie jako ministra sprawiedliwości, czy generalnego prokuratora, ale przede wszystkim człowieka, który stara się obserwować życie społeczne i życie polityczne, a przede wszystkim mechanizmy władzy. Chodzi tutaj o problem, który można ująć w kilku płaszczyznach, w dwóch przede wszystkim i każda z nich będzie zasadna. Jedna z nich to płaszczyzna relacji między tym, co nazywamy tworzeniem prawa a tym, co nazywamy jego stosowaniem, ale mniej więcej to samo zagadnienie, a przynajmniej fragment tego zagadnienia, można ująć w płaszczyźnie zupełnie innej, to znaczy wykładni prawa, czyli mówiąc najprościej - teorii jego interpretacji, a mówiąc jeszcze prościej, do kiedy mamy do czynienia z wykładnią, a od którego momentu tworzymy już w istocie nową normę. Oczywiście nie mówię tutaj o wykładni dokonywanej przez naukowców, tylko wykładni dokonywanej przez funkcjonariuszy państwa, a w pierwszym rzędzie sędziów. Z tą problematyką łączy się ściśle pojęcie, które jest zarówno pojęciem prawno-konstytucyjnym, jak i pojęciem teoretycznym, więc w Polsce jest pojęciem zarówno języka prawnego, języka przepisów prawa, jak i języka prawniczego, czyli języka o prawie - meta języka w stosunku do języka prawnego, to jest pojęcie państwa prawnego, w jego różnych odmianach. I w końcu problematyka, o której mówimy ma liczne już odniesienia do nawet nie teorii, ale filozofii prawa.

Filozofia prawa swojego czasu też była uprawiana prawie wyłącznie na KUL-u i ATK. Na uczelniach świeckich uprawiana była wyłącznie tak zwana teoria prawa, dzisiaj niektórzy twierdzą, że nie ma tutaj odrębności między tymi dwoma naukami. Jest najwyżej odrębność szkół, ale to rzecz oczywista. Inni twierdzą, że rzeczą odrębną w dalszym ciągu stanie się gałęzi wiedzy, gałęzi prawoznawstwa jest teoria oddzielna, filozofia prawa. Nie rozstrzygając, nie będąc zdolnym do rozstrzygnięcia tego sporu, mogę powiedzieć, że to co mnie tak interesuje ma odniesienia także prawno-filozoficzne, mianowicie do wielkiego sporu między prawniczym pozytywizmem, a prawem natury. Z pewnym udziałem w tym sporze, co najmniej jeszcze normatywizmu kelsonowskiego, a także tak zwanego realizmu prawniczego. Inaczej mówiąc, gdybym chciał mówić długo i w sposób odpowiednio kompetentny, mówiłbym tutaj przez wiele godzin, ale zapewniam wszystkich obecnych, Dostojnych Gości, Szanowne Panie i Panów Studentów, że długo mówić nie będę.

Zacznijmy od tego jak wygląda sprawa stanowienia i stosowania prawa. Tutaj mamy do czynienia z dwoma w istocie doktrynami podstawowymi, według jednej, która zwana jest doktryną anglosaską, prawo może być stanowione, ale orzeczenie sądu, to co potocznie nazywamy precedensem, również może być źródłem prawa. W jednej i drugiej doktrynie występuje jako dopuszczone, kiedyś dominujące, dzisiaj zmarginalizowane prawo zwyczajowe, ale o tym dziś mówić nie będziemy. Natomiast doktryna kontynentalna, doktryna europejska bardzo ściśle oddziela to, co jest władzy stanowieniem, czyli właściwość władzy ustawodawczej i to, co jest prawa stosowaniem, co jest przedmiotem działań także władzy wykonawczej, żeby było jasne, ale w szczególności władzy sądowniczej. W Polsce, w naszym porządku prawno konstytucyjnym, którego oczywiście nie można mieszać z porządkiem teoretycznym, chociaż jeden na drugi zachodzi w sposób oczywisty, stoimy na gruncie charakterystycznym dla prawa kontynentalnego, a więc w zasadzie ścisłego oddzielania stanowienia i stosowania prawa. Tak zresztą mówi nasza Konstytucja, która bardzo wyraźnie stwierdza, iż władzę ustawodawczą sprawują u nas Sejm i Senat, prezydent i rząd władzę wykonawczą, dokładnie Rada Ministrów. Natomiast władzę sądowniczą sądy i trybunały. Ten trójpodział ma z doktryną prawa kontynentalnego niemały związek, chociaż nie jest też to, żeby było jasne. I powstaje pytanie, czy rzeczywiście coś, co jest praktyką w naszym kraju, temu modelowi odpowiada, czy w istocie żyjemy w kraju, w którym jedni prawo tworzą, a drudzy je stosują, co łączy się oczywiście z interpretacją, żeby sprawa była jasna, to nie jest tak, że sytuacja w Polsce jest jakąś sytuacją szczególną. Mówię o problemie, który dotyka również inne kraje. Przyjąłbym założenie, że to, co jest swoistą prawniczą ideologią, czyli zasada podziału w Polsce nie znajduje odbicia w rzeczywistości. Inaczej mówiąc, że na gruncie polskiej praktyki konstytucyjnej trudno niejednokrotnie odróżnić stosowanie prawa od jego stanowienia, w największym stopniu dotyczy to norm o największym stopniu ogólności, mianowicie norm ustawy zasadniczej, czyli Konstytucji Rzeczpospolitej, ale jest prawdą, że dotyczy to także poszczególnych ustaw, a czasem nawet aktów niższego rzędu. Można powiedzieć, że klasycznym tego przykładem było wykorzystanie faktu, że od roku 1992, czyli od przepisów tak zwanej Małej Konstytucji, Polska jest demokratycznym państwem prawnym. Nie pamiętam, czy w zmianach z 1989 roku nie było już podobnego zapisu, ale to ma mniejsze znaczenie.

Pojęcie państwa prawnego jest pojęciem, które ukształtowało się w wieku dziewiętnastym. Niektórzy mówią, że w Niemczech, niektórzy mówią, że we Francji, też nie będziemy się wdawali w tej spór. Jest rzeczą niewątpliwie pewną, że jest to pojęcie, które cechuje ochronę obywatela przed władzą. Czy ono zostało sformułowane? Ono w sposób pragmatyczny służy określeniu swoistej relacji między rządzącymi a rządzonymi. Zakresem w ramach, którego rządzeni mogą kierować różnego rodzaju nakazy dla rządzonych, nakazy lub też zakazy. To nie ulega najmniejszej wątpliwości, że to pojęcie łączy się w pierwszej fazie swojego rozwoju z czymś, co można by uznać za kompromis między władzą legitymowaną w sposób tradycyjny, czy władzą monarchy, historycznie absolutnego, a rodzącym się jeszcze w sposób wstępny społeczeństwem obywatelskim. Inaczej mówiąc, jest to narzędzie ograniczenia przez owo społeczeństwo uprawnień legitymowanej tradycyjnie, a więc naszej europejskiej cywilizacji, przede wszystkim boskim pochodzeniem monarchii.

To pojęcie się rozwijało, dzisiaj można mówić o dwóch jego kolejnych fazach, jeśli chodzi o rozwój teoretyczny. Demokratyczne państwo prawne. To ostatnie ma odniesienie o charakterze już normatywnym, występuje w języku prawnym, jako zasada demokratycznego państwa prawnego właśnie, ale istnieje też jeszcze wyższy, jak niektórzy uważają, poziom rozwoju, jeżeli idzie o to pojęcie, mianowicie tak zwane aksjologiczne państwo prawa. Polska z punktu widzenia porządku prawno konstytucyjnego jest demokratycznym państwem prawnym i co z tej reguły, która zapisana jest w normach ustawy zasadniczej, wszystko jedno, czy dawniej obowiązującej, czy obecnie, miałoby wynikać? Otóż, jeżeli przeanalizuje się orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, to miałoby z tego wynikać wiele niezwykle jasno sformułowanych norm prawa. A wiec na przykład zasada ochrony praw nabytych, to już jest zasada, której w drodze wykładni, do tego przejdę za chwilę, nie udałoby się tak łatwo wywieść zasady demokratycznego państwa prawnego. Ta zasada, nie oceniam jej słuszności, bywała w niezwykle zróżnicowany sposób wykorzystywana już dla celów ochrony tych, czy innych interesów, po roku 1989. Muszę powiedzieć, że nie zawsze byłbym w stanie się zgodzić z tym, że mamy tutaj do czynienia z ochroną interesów w sensie aksjologicznym słusznych.

Zasada demokratycznego państwa prawnego odgrywała jeszcze jedną rolę: swoistej nadwartości. Co przez to rozumiem? Jest stosunkowo utrwalony system tak zwanych podstawowych wartości społecznych: wolność, solidarność, sprawiedliwość, godność, niektórzy dodają jeszcze do tego równość, ale to jest przedmiot sporu, niektórzy uważają, że równość to jedynie element wchodzący w skład wartości jaką jest sprawiedliwość, czasami solidarność, w pewnym zakresie również godność, inaczej mówiąc, jako wartość odrębna nie występuje. Ale, szczególnie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, modne było przekonanie nie tylko w kręgach osób upoważnionych z mocy konstytucji do stosowania prawa, ale także w kręgach politycznych, przekonanie, że zasada państwa prawnego, z jej interpretacją dokonywaną przede wszystkim przez Trybunał Konstytucyjny, jest swoistą nadwartością, czyli że możemy powiedzieć tak: ta czy inna norma jest niesprawiedliwa, jest sprzeczna z zasadą solidarności, pochodzi z innego systemu, gdzie prawa stanowione były w sposób nie mający nic wspólnego z zasadą demokratycznego państwa prawnego. Nawet formalnego państwa prawnego, bo to jednak zakładało pewne ograniczenie, co najmniej ubezwłasnowolnienia społeczeństwa. A owa zasada ubezwłasnowolnienia była moim zdaniem jednym z dwóch, trzech podstawowych zasad, które fundowały ustrój komunistyczny, ale mimo wszystko w ramach owej nadwartości, jakim jest państwo prawne i normy sformułowane w oparciu o ten ogólny zapis: sprawiedliwość, godność, solidarność, rzadziej wolność, powinny ustąpić. To, w moim przekonaniu, sposób wykorzystywania pojęcia państwa prawnego, w sposób fundamentalny szkodliwy.

Dlaczego? Jeżeli dokonujemy tego rodzaju oceny, to musimy sobie zadać pytanie, dlaczego jej dokonujemy. Oczywiście tutaj trzeba się odwołać do względów dwojakiego rodzaju, albo względów natury aksjologicznej albo względów natury pragmatycznej. Zacznijmy od względów natury aksjologicznej, które oczywiście zawsze są sprawą pewnego wyboru. W tym realnym ludzkim świecie, bo ja w ten sposób nie chcę zakwestionować boskiego, naturalnego pochodzenia tych czy innych reguł, ale powstaje pytanie, dlaczego coś, co jest wartością instrumentalną, powtarzam, pojęcie państwa prawnego jest zdecydowanie wartością o charakterze instrumentalnym, ma służyć innym wartościom, początkowo ograniczeniu monarchii, później także demokratycznemu sposobowi wyłaniania władz, zawsze ograniczeniu zakresu władzy nad autonomią jednostki, ale powtarzam, w tym zakresie ona ma czemuś służyć, nie jest wartością samą w sobie. A więc jakie są przesłanki do tego, żeby traktować ją jako nadwartość? Czy wartość instrumentalna może stać ponad wartościami podstawowymi? W moim najgłębszym przekonaniu nie. Stąd też pewien sposób myślenia charakterystyczny dla prawników, a także niemałej części polityków, w szczególności lat dziewięćdziesiątych, należy uznać za fałszywy.

Jest jeszcze drugi punkt widzenia, punkt widzenia pragmatyczny, który abstrahuje już od elementarnej wartości, przede wszystkim od tego, czy z udziału w czymś, co jest złe, można później dla siebie wyciągać pozytywne skutki? Moim zdaniem nie, ale w płaszczyźnie instrumentalnej powstaje pytanie, co dobrego wyszło z takiego sposobu rozumienia państwa prawnego dla tego, co jest tak bliskie katolickiej nauce społecznej, która jest jednym z jej fundamentów i co zamyka się w trudnym do zdefiniowania, pojęciu dobra wspólnego, jeżeli przez dobro wspólne rozumieć na przykład szybki rozwój kraju, wzrost dobrobytu jego obywateli, jeżeli nie wszystkich, to możliwie najszerszych grup, to moim zdaniem tego rodzaju sposób rozumienia zasady państwa prawnego był skrajnie nieskuteczny, ponieważ w praktyce służył do ochrony interesów, które z owym rozwojem nie miały nic wspólnego. Był swoistym neutralizatorem wartości, a jednocześnie zdołał skutecznie zatrzymać proces przywracania tego, co lepiej służyłoby naszemu rozwojowi.

Tu dwa słowa wyjaśnienia, wracam na chwilę do polityki. Otóż, Szanowni Zebrani, jestem najgłębiej osobiście przekonany, bo tu mógłbym to w oddzielnym wykładzie udowadniać, że sytuacja, w której walka o własność, walka o znalezienie się w najwyższej grupie społecznej, czy w wyższych grupach społecznych, która w Polsce się zaczęła po roku 1989, a która toczyła się w warunkach głębokiej nierówności, czyli uprzywilejowaniu tych, którzy brali udział w poprzednim systemie, że ta walka gdyby skończyła się inaczej, to efekty rozwoju naszego kraju byłyby lepsze. Nie twierdzę, że przełomowo lepsze, ale twierdzę, że lepsze w sposób istotny. Również z pragmatycznego punktu widzenia zasada demokratycznego państwa prawnego, jako zasada, która dawała podstawę w istocie do tworzenia całego systemu norm i zacierania różnicy między stanowieniem prawa a jego stosowaniem, okazała się zasadą fałszywą. Jeszcze w większym stopniu, choć już w mniejszym stopniu na płaszczyźnie orzecznictwa sądowego, można byłoby to powiedzieć o swoistym rozumieniu zasady aksjologicznego państwa prawnego, można tutaj znajdować odniesienia do prawa natury, ale z góry mówię, że w moim głębokim przekonaniu, prawo natury rozumiane w ten sposób, że odwołuje się ono do pewnej aksjologii, która nie znajduje oparcia w przekonaniu o istnieniu inteligencji wyższej niż ludzka, a więc w przekonaniu, że istnieje Stwórca tego świata i Twórca jego reguł, jest, używając określenia Marszałka Józefa Piłsudskiego na temat pierwszych rozdziałów „Kapitału” Marksa, bzdurą. Można i w jakimś zakresie trzeba być zwolennikiem prawa natury, ale wtedy trzeba wierzyć, że to prawo wynikło nie z czegoś, co jest ślepe tylko z czegoś, co wyposażone jest w inteligencję, a w takim razie może to być związane tylko i wyłącznie z wiarą w Boga.

Przejdźmy na chwilę do drugiej płaszczyzny tego samego zagadnienia, już bardzo skrótowo, do spraw związanych z wykładnią prawa, bo przecież, jeżeli byśmy zapytali sędziów Trybunału Konstytucyjnego, przy całym moim olbrzymim szacunku, tak się złożyło, że wielu z nich to moi koledzy z jednego roku studiów, to oni by powiedzieli, że oni prawa nie tworzą, oni prawo jedynie stosują. To samo odpowiedzieliby Panie i Panowie sędziowie Sądu Najwyższego. A jego orzeczenia czasem mają podobny charakter. Jakby to uzasadniali? Uzasadnialiby to przez to, że proces, który zachodzi w trakcie wydawania orzeczenia nie jest procesem prawotwórczym, a jedynie jest procesem wykładni. Oczywiście na temat wykładni też powstały bardzo grube tomy, w tym i klasyczne nasze dzieło, sprzed pięćdziesięciu lat, nazywało się „Wykładnia prawa ludowego”, tak trzeba było to wtedy nazywać, ale w istocie jest to niezwykle poważna monografia, powstały i późniejsze. Natomiast dzisiaj mamy w istocie trzy podstawowe teorie lub, ponieważ wiedza nie ma charakteru całościowego, to trzy podstawowe zagadnienia związane z wykładnią prawa. Powstała koncepcja tak zwanej wykładni derywacyjnej. Na czym ona, mówiąc w największym skrócie, polega? Jest taki polski profesor, który, opierając się zresztą o dorobek szkoły łódzkiej, twierdził, że jest 147 reguł wykładni, które można uporządkować w pewnej kolejności. I osoba dokonująca wykładni, a przede wszystkim sędzia, powinien te reguły stosować po kolei, inaczej mówiąc, wykładnia ma ściśle określone reguły i czasami jest tak, że wystarczają trzy reguły pierwsze, a czasami do wniosku dotyczącego znaczenia normy dochodzimy dopiero po zastosowaniu wykładni numer sto czterdzieści siedem. Powtarzam, są one ściśle uporządkowane, to jest koncepcja czysto teoretyczna.

I jest druga, tak zwana argumentacyjna teoria wykładni, która zakłada, że proces wykładni ma znacznie bardziej dowolny charakter. A w szczególności, używając też pewnego modelu, w miarę w Polsce utrwalonego, nie trzeba zaczynać od wykładni językowej, żeby przechodzić do wykładni, tak zwanej systemowej, zwanej też systematyczną, i kończyć na wykładni funkcjonalnej, czyli inaczej zaczynamy od języka, później od kontekstu systemowego i przechodzimy do kontekstu funkcjonalnego, także to jest sprawa pewnej dowolności. Oczywiście, jeżeli przyjąć teorię argumentacyjną, to swoboda tego, kto dokonuje wykładni jest wręcz olbrzymia, jeżeli przyjmujemy teorię derywacyjną, to jest ona mniejsza, choć powstaje elementarne pytanie: skąd wiemy, że te 147 reguł wykładni obowiązuje? Kto powiedział, że one mają walor obowiązywania i że sędzia stosujący prawo może je, musi je stosować? Odpowiedzi na to pytanie musiałaby udzielić konstytucja i są tacy, którzy twierdzą, że należałoby ustalić reguły wykładni, jako reguły prawnie wiążące. To są problemy też w olbrzymim stopniu praktyczne.

Jest jeszcze trzeci aspekt, który dzisiaj bywa kwestionowany i moim zdaniem to kwestionowanie jest zjawiskiem, z punktu widzenia pewności prawa, bezpieczeństwa obywateli, a także państwa prawnego, które zakłada, samo w sobie nie jest koncepcją złą, pewne ograniczania władzy rządzących nad rządzonymi. To jest tak zwana zasada bezpośredniego rozumienia prawa, są wybitni teoretycy, w tym polscy, i to do niedawna było dość powszechnie przyjęte, zgodnie z opinią których część przepisów prawa, nawet znaczna część, może być rozumiana w sposób bezpośredni, nie potrzebny jest proces interpretacji, one rozumieją się same przez się. Powtarzam, wydawałoby się to proste i z punktu widzenia tego systemu, za którym się opowiadam, czyli systemu jak największej pewności prawa i jak najmniejszym ograniczeniem władzy konkretnych osób, jako że sędziowie są konkretnymi osobami nad innymi ludźmi, jest to zasada pragmatycznie skuteczna, ale ostatnio cały kierunek w myśleniu nowoczesnej lingwistyki, a tutaj prawo i lingwistyka mają na siebie wzajemne oddziaływanie, przede wszystkim lingwistyka na prawo, w nieporównanie mniejszym stopniu na odwrót, tak zwanym neopragmatyzmie, to się kwestionuje. A zgodnie z tym nawet przepis, który mówi, że prawo jazdy można uzyskać w wieku lat szesnastu, czy siedemnastu, może podlegać interpretacji i możemy dojść do wniosku, że tak naprawdę to nie wiek lat szesnastu, bo te szesnaście może oznaczać trzynaście albo dwadzieścia trzy. Wydawałoby się, że rzeczy najbardziej oczywiste, zgodnie z tą koncepcją, podlegają pewnej interpretacji, to jest sposób myślenia, o którym bym nie wspominał, gdyby nie to, że także wśród tych, którzy decydują o tym, co naprawdę w Polsce obowiązuje, ten sposób myślenia ma również swoich zwolenników.

Po co Szanowni Państwo ja o tym wszystkim mówię? Wiemy, że dużo czasu minęło, pewnie już nic nie powiem o relacji między prawem naturalnym a prawem pozytywnym, ze względu na te fakty, o których mówimy, ale mówię dlatego, bo żyjemy w świecie, a w szczególności żyjemy w kraju, w którym władza korporacji sędziów jest władzą olbrzymią, jest to władza jednych ludzi nad drugimi trzeba, o tym pamiętać, jest to władza ludzi, nie władza Boga. Wszyscy ludzie są grzeszni, a wiec z tego wynika, że sędziowie także, po części to również dotyczy prokuratorów. A skoro tak, to wymagają pewnej kontroli, dla niektórych wystarczy kontrola przy konfesjonale, ale to po pierwsze musi być osoba wierząca, po drugie praktykująca, po trzecie musi bardzo poważnie traktować spowiedź. A co jeżeli tego zabraknie? Temu będzie poświęcone moje najbliższe spotkanie z naukowcami i intelektualistami w Lucieniu, które organizuję od prawie trzech lat. Prawie zawsze również z udziałem osób duchownych, duchownych intelektualistów. Robię to czasami z czystego zamiłowania do tego, żeby się dowiadywać czegoś. Nie śmiem powiedzieć, skąd się w ogóle wziął wzór Lucienia, bo bym dokonał niestosownych porównań, ale często, dlatego żeby pomyśleć nad problemami, które są może na co dzień mniej dostrzegalne, a w rzeczywistości są fundamentalnymi problemami i naszego kraju, i jak powiedział Ksiądz Arcybiskup Metropolita jednoczącej się Europy.”

W trakcie uroczystości Prezydent RP wręczył odznaczenia osobom zasłużonym dla Uczelni.

Odznaczeni zostali:
za wybitne zasługi w pracy naukowej i dydaktycznej, za działalność organizacyjną i społeczną

Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski
Adam Strzembosz

Krzyżem Komandorskim Z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski
Stanisław Kardynał Nagy*

pośmiertnie
ks. Antoni Słomkowski

Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski
Leszek Mądzik
ks. Arcybiskup Alfons Nossol*
Antoni Stępień
s. Zofia Zdybicka

Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski
o. Leon Dyczewski
Stanisław Kiczuk
ks. Karol Mrowiec
ks. Remigiusz Popowski
Stefan Sawicki*
ks. Walerian Słomka
ks. Stanisław Wilk

pośmiertnie
ks. Marian Kurdziałek
ks. Jan Nagórny

Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski
Piotr Francuz
ks. Mirosław Kalinowski
Grażyna Karolewicz
Józef Kostek
ks. Stanisław Zięba

za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce,
za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej

Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski
Andrzej Paluchowski*
Wojciech Samoliński
Wit Wojtowicz

Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski
Paweł Nowacki

pośmiertnie
Adam Konderak 
Jan Stepek 

Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski
Wojciech Butkiewicz
Bożena Iwaszkiewicz-Wronikowska*
Maciej Sobieraj
Jan Wasilewski*
Krzysztof Żórawski

pośmiertnie
Krzysztof Paczuski.

Prezydent RP przekazał również na ręce Jego Magnificencji Rektora ks. prof. Stanisława Wilka Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari nadany, za czyny wybitnego męstwa i odwagi, pośmiertnie 1 czerwca 1989 r. przez Prezydenta Rzeczypospolitej na Uchodźstwie ppor. Janowi Bołbottowi, studentowi Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, poległemu 20 września 1939 r. wraz z 49 żołnierzami w obronie niepodległości Rzeczypospolitej podczas walk z Armią Sowiecką na fortyfikacjach granicznych „Tynne” w rejonie Sarn.

Lech Kaczyński spotkał się również z mieszkańcami Lublina. Po południu Prezydent RP złożył wieniec pod pomnikiem Marszałka J. Piłsudskiego oraz przy płycie upamiętniającej śmierć ofiar Zamku Lubelskiego. Następnie na Zamku Lubelskim odbyło się spotkanie ze środowiskiem kombatantów, obrońców niepodległej Polski oraz osób zaangażowanych w działalność na rzecz środowisk kombatanckich.

Podczas uroczystości odznaczeni zostali:
za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej

Krzyżem Komandorskim Z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski
Józef Franczak ”Lalek”- Ostatni ”Żołnierz Wyklęty” Rzeczypospolitej
order odebrał syn Pan Marek Franczak **

za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność
na rzecz środowisk kombatanckich

Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski
Michał Kaszczyk*

Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski
Antoni Gwiazdowski*
Helena Jabłońska
Jerzy Jóźwiakowski*
Józef Spólnicki*
ks. Zbigniew Staszkiewicz

Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

Zdzisław Bednarczyk
Kazimierz Bral
Fabian Daniłowicz*
Mieczysław Fik
Jan Fiuk
Stanisław Gajewski
Stefan Góralski
Jan Gromadzki
Stanisław Kasperek
Zbigniew Kruk
ks. Leon Kuśmierczyk
Cecylia Mazur
Aleksander Orzeł*
Kazimierz Puacz
Stanisław Pupek
Jerzy Rożenek*
Jan Rylewicz
Zdzisław Rzedzicki
Robert Sadowski
Czesław Siepsiak
Piotr Węgrzyn

pośmiertnie
Stanisław Bielak
Antoni Świderek.

* Osobom nieobecnym odznaczenia zostaną wręczone w późniejszym terminie. 
** komunikat w tej sprawie ukazał się dnia 17 marca br. pt. Order dla ostatniego „żołnierza wyklętego” 



Biogramy osób odznaczonych:


Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski

Józef Franczak, pseud. „Lalek”, „Laluś”. Urodził się 17 marca 1918 r. w Kozicach Górnych. Ukończył Szkołę Podoficerską Żandarmerii w Grudziądzu. Był żołnierzem kampanii wrześniowej. Po 17 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł. Już w 1940 r. wstąpił do ZWZ, a następnie do AK. Działał w podziemiu do 1944 roku. W 1944 r. jako oficer, został przymusowo wcielony do 2. Armii Wojska Polskiego, walczył nad Wisłą. W styczniu 1945 r., będąc świadkiem wydawania wyroków śmierci na AK-owców zdecydował się na dezercję. Odtąd przez następne 18 lat ukrywał się przed władzą ludową. Swoją działalność w podziemiu antykomunistycznym i niepodległościowym rozpoczął w Zgrupowaniu mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W 1947 r. związał się z oddziałem kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Po śmierci „Uskoka” ukrywał się, samotnie wykonując kilka akcji w Lublinie i okolicach. Nie skorzystał z amnestii ogłoszonej w 1956 r. Przetrwał w konspiracji antykomunistycznej 18 lat. Jego miejsce pobytu zostało ustalone przez organy bezpieczeństwa dopiero w październiku 1963 r. Zginął podczas obławy we wsi Majdan Kozic Górnych 21 października 1963 r. Został pochowany przez SB w bezimiennym grobie w Lublinie. Dopiero w 1983 r. władze PRL pozwoliły przenieść ciało ostatniego żołnierza niepodległej Polski do rodzinnego grobu w Piaskach.


Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski

Michał Kaszczyk, pseud. „Siłacz”, „Stały”, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., żołnierz ZWZ i AK. Dwukrotnie aresztowany przez NKWD, wywieziony do obozu w Kalininie, później do Ostaszkowa. Do kraju wrócił w 1946r., ścigany przez UB wstąpił w szeregi Zrzeszenia WiN. W 1948 r. aresztowany i skazany wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Białymstoku na 4 lata więzienia. Wyszedł na wolność w styczniu 1952 r.


Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski

Antoni Gwiazdowski, pseud. „Wrzawa”, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., w okresie okupacji pełnił funkcję łącznika w szeregach Armii Krajowej, następnie od maja 1945 r. do sierpnia 1948 r. w Zrzeszeniu WiN. Za działalność niepodległościową skazany wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Białymstoku na karę 9 lat więzienia, złagodzonej na mocy amnestii do 5 lat. Więziony w Białymstoku, Rawiczu i Suwałkach.

Helena Jabłońska, pseud. „Niusia”, łączniczka w szeregach Armii Krajowej Obwód Lubartów, następnie w szeregach Ruchu Oporu AR i Zrzeszenia WiN w okresie
od października 1944 r. do maja 1949 r. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie skazana na 8 lat więzienia. Więziona od czerwca 1949 r. do października 1953 r.

Jerzy Jóźwiakowski, pseud. „Ragis”, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., od lipca 1944 r. łącznik w szeregach Armii Krajowej na Placówce ppor. Mariana Książka ”Nieuchwytnego”. uczestniczył w wielu akcjach bojowych i dywersyjnych, w czasie akcji ”Burza” uczestniczył w podejmowaniu zrzutów dla oddziałów partyzanckich, eskortowaniu rannych oraz w walkach z Niemcami w rejonie Zwierzyńca.

Józef Spólnicki, żołnierz NOW i NSZ pseud. „Tadeusz”, po zakończeniu działań wojennych represjonowany przez UB i Milicję. W 1990 r. założyciel i członek Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

Ksiądz Zbigniew Staszkiewicz, żołnierz Armii Krajowej, były kapelan Środowiska Żołnierzy 27 Wołyńskiej DP AK w Lublinie, budowniczy kościoła św. Anny w Kowlu, proboszcz parafii w Puławach i w Lublinie, nauczyciel katecheta młodzieży niesłyszącej, działacz ”Solidarności” prześladowany przez reżim komunistyczny.


Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski

Zdzisław Bednarczyk, pseud. „Mrówka”, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik akcji ”Burza”, od września 1945 r. do marca 1947 r. żołnierz lubelskiego Okręgu WiN w zgrupowaniu ”Zapory”. Po zakończeniu działań wojennych represjonowany przez władze komunistyczne. Jest Prezesem Koła SZŻAK w Podolu.

Kazimierz Bral, wywiadowca w szeregach WiN od marca 1948 r. do lutego 1950 r., brutalnie przesłuchiwany przez UB w lutym 1950 r.

Fabian Daniłowicz, żołnierz Armii Krajowej, a następnie Zrzeszenia WiN. W 1946 r. aresztowany przez suwalskie UB i skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku na karę 6 lat więzienia.

Mieczysław Fik, pseud. „Jastrząb”, żołnierz Armii Krajowej, zrzeszony w Stowarzyszeniu Żołnierzy Oddziałów Partyzanckich Okręgu Lubelskiego ”Wolność i Niezawisłość”.

Jan Fiuk, pseud. „Szary”, żołnierz Armii Krajowej, Ruchu Oporu AK i Zrzeszenia WiN.

Stanisław Gajewski, pseud. „Staś”, żołnierz I i II konspiracji w szeregach Armii Krajowej, Ruchu Oporu AK i Zrzeszenia WiN, represjonowany przez reżim komunistyczny, w lutym 1951 r. aresztowany - w śledztwie przebywał do sierpnia tego roku.

Stefan Góralski, pseud. „Grot”, ”Słowik”, żołnierz I i II konspiracji w szeregach Armii Krajowej, Ruchu Oporu AK i Zrzeszenia WiN, represjonowany przez reżim komunistyczny, w sierpniu 1946 r. aresztowany przez UB z Lubartowa, po zakończeniu śledztwa odwieziony na Zamek Lubelski i wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego skazany na karę 8 lat więzienia, zmniejszonej na mocy amnestii do 4 lat.

Jan Gromadzki, łącznik w szeregach WiN od grudnia 1950 r. do czerwca 1952 r.

Stanisław Kasperek, uczestnik wojny obronnej 1939 r. , od maja 192 r. do lipca 1944 r. żołnierz Armii Krajowej. Od 1990 r. członek Koła Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Niemcach.

Zbigniew Kruk, pseud. „Witek”, żołnierz Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej, w listopadzie 1944 r. aresztowany przez NKWD i uwięziony w Zamościu. Wyrokiem sądu wojennego Trybunału I Ukraińskiego Frontu Wojsk Lotniczych NKWD skazany na karę śmierci zamienioną we Lwowie na 10 lat łagrów, do kraju wrócił 13 grudnia 1955 r.

Ksiądz Józef Kuśmierczyk, pseud. „Chmurny”, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, pracował w wywiadzie, prowadził nasłuch radiowy do końca okupacji.

Cecylia Mazur, łączniczka w szeregach WiN od września 1948 r. do grudnia 1951 r., siostra Józefa Franczaka ”Lalka”.

Aleksander Orzeł, żołnierz Armii Krajowej od maja 1942 r. do lipca 1944 r. Aresztowany przez UB w lutym 1945 r. – zbiegł po dwóch miesiącach.

Kazimierz Puacz, łącznik-wartownik w szeregach AK-WiN od sierpnia 1945 r. do marca 1947 r.. Przesłuchiwany przez UB w latach 1947-1956.

Stanisław Pupek, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, pseud. ”Brzoza”. od 2005 r. Prezes Okręgu Lubelskiego Związku Żołnierzy NSZ.

Jerzy Rożenek, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., wcielony do NOW – pseud. ”Komar”, potem NSZ, wielokrotnie aresztowany i przesłuchiwany przez UB, b. Prezes Koła Związku Żołnierzy NSZ.

Jan Rylewicz, pseud. ”Rygiel”, żołnierz I i II konspiracji w szeregach ZWZ-AK, Ruchu Oporu AK i Zrzeszenia Win, prześladowany przez reżim komunistyczny, aresztowany
w październiku 1946r., wyrokiem Wojskowego Sądu Okręgowego w Lublinie skazany na 3 lata więzienia, po wyjściu na wolność, na mocy amnestii, w kwietniu 1947 r. dalej prowadził działalność konspiracyjną. Ponownie aresztowany w lutym 1952 r. i wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie skazany na karę śmierci, zamienioną na 15 lat więzienia. Korzystając z amnestii wyszedł na wolność w sierpniu 1956 r.

Zdzisław Rzedzicki, strzelec-łącznik w szeregach AK-WiN od czerwca 1945 r. do czerwca 1947 r. Robert Sadowski, łącznik w szeregach Armii Krajowej od grudnia 1943 r. do stycznia 1945 r.Czesław Siepsiak, goniec i łącznik w szeregach WiN od grudnia 1947 r. do grudnia 1948 r.

Piotr Węgrzyn, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r.

Stanisław Bielak, pseud. ”Mały”, żołnierz I i II konspiracji w szeregach AK-WiN , więzień reżimu komunistycznego, aresztowany w maju 1947 r. i osadzony na Zamku Lubelskim, skazany wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie na 12 lat więzienia, karę odbywał w więzieniu w Sztumie, na wolność wyszedł 17 grudnia 1954 r.

Antoni Świderek, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., żołnierz NSZ – w oddziale ”Cichego”. Prezes Koła Terenowego Związku Żołnierzy NSZ.
 

Lokalizacja

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.