przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Monika Olejnik: Zażenowanie, obrzydzenie – chyba takie uczucia towarzyszą nam w tych ostatnich dniach. Gościem „Kropki nad i” jest Aleksander Szczygło, minister, Szef Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jakie ma Pan odczucia, jakie ma odczucia Pan Prezydent, kiedy otwiera gazety, kiedy słyszy te wypowiedzi, kiedy słyszy polityków Samoobrony, kiedy słyszy panie, które obciążają polityków Samoobrony?

Aleksander Szczygło: Prezydent jest przede wszystkim zasmucony z powodu czegoś takiego, o czym pisała „Gazeta Wyborcza” – ale co do pewności, że to się zdarzyło nie jesteśmy jeszcze przekonani – no i oczekujemy wszyscy na wyniki postępowania prokuratorskiego. Bo to będzie pewne – albo zaprzeczenie, albo potwierdzenie tego, o czym ostatnio w mediach jest bardzo dużo.

Ale nurzamy się w okropnych słowach cały czas. Dzisiaj Andrzej Lepper z jednej strony przepraszał, wicepremier przepraszał za swoich kolegów i za swoje koleżanki, za ich nieobyczajne zachowanie i mówienie o kobietach, ale posłuchajmy co mówił:

Andrzej Lepper: Ta pani była kilkakrotnie w hotelu sejmowym, a może kilkanaście razy nawet. I inne panie też były. Robiliśmy tam czy Wigilię czy moje imieniny, urodziny, spotkania działaczy z terenu, spotkania posłów, senatorów, radnych sejmików z nami razem, po wyborach – i dzisiaj mam również sygnały, że ta pani była, również ja nie wykluczam, w pokoju moim, że zawsze wszyscy w pokoju się zmieścili, tak – wszyscy, jeden na drugim leżał.

No, właśnie.

Poczekajmy na wyniki postępowania prokuratorskiego, które dotyczy całej tej sprawy. Myślę, że jest szansa na to, żeby ono się zakończyło w przeciągu chyba najbliższych kilku dni i wtedy ferowanie wyroków będzie bardzo mocno uprawdopodobnione, bo będzie się opierało na faktach. Do tej pory mamy słowa, słowa i jeszcze raz słowa.

Skoro o słowach to teraz Krzysztof Filipek.

Krzysztof Filipek: Gdybym się znalazł z tą panią na bezludnej wyspie i od nas miało zależeć, czy gatunek ludzki będzie istniał, to zapewniam, że zdecydował bym się na to, żeby wyginął.

No, to jest odważne sformułowanie ze strony posła Filipka.

Ministra, sekretarza stanu...

Ministra, sekretarza stanu. Odważne w tym sensie, że nie należy żartować sobie czy nawet próbować żartować sobie z sytuacji, która dotyka bardzo wielu osób, szczególnie pań, które w tym przypadku zgłaszają swoje pretensje co do zachowań, w ich mniemaniu złych zachowań, polityków, o których mowa. Także to jest czas, w którym należy zastanowić się nad tym, ażeby o pewnych rzeczach mówić z większą rozwagą i ze spokojem czekać na rozstrzygnięcia prokuratorskie, ale nie żartować sobie z takich zdarzeń.

Wie Pan, tutaj czekać, a w przypadku pani Zyty Gilowskiej, kiedy Rzecznik Interesu Publicznego miał wątpliwości, Pani Profesor natychmiast została zdymisjonowana. Nikt nie czekał, chociaż Pani Profesor mówiła, że to wszystko jest nieprawda. Nie było takiej swoistej koalicji, jaka jest teraz, poczekajmy na zarzuty. Czy dlatego, że za Panią Zytą Gilowską nikt nie stał, czy dlatego, że nie miała ugrupowania, które byłoby potrzebne, nie wiem, do głosowania, a tutaj jest to ugrupowanie potrzebne? Dlaczego jest taka solidarność męska, bym powiedziała?

Nie wiem, szczerze. Pani Redaktor niewłaściwie opisuje obecny stan rzeczy: nie ma żadnej solidarności męskiej, jest przede wszystkim oczekiwanie na rozstrzygniecie przez prokuraturę.

Ale proszę powiedzieć, dlaczego przy Zycie Gilowskiej natychmiast została zdymisjonowana?

Tę decyzję podjął poprzedni premier.

Ale poprzedni premier, nie wiem, przy akceptacji chyba, bez akceptacji...?
    
Nie wiem, czy przy akceptacji czy nie, czy bez akceptacji, ale jest tak, że w przypadku pani premier Zyty Gilowskiej decyzja została podjęta rzeczywiście bardzo szybko. Ale ja bym tych dwóch rzeczy nie łączył, to nie są sprawy, czy sytuacje...

No, bo tutaj mówimy: poczekajmy na zarzuty. Ale, wie Pan, w przypadku Pana Łyżwińskiego to będzie dowód w postaci badania DNA, prawda, a w przypadku Pana Ppremiera Andrzeja Leppera to mamy słowo przeciwko słowu cały czas.

Tak, tak. To jest prawda, ale musimy też się zdać na umiejętności prokuratorów, którzy tę sprawę badają i przy ich doświadczeniu na pewno jest tak, o czym zresztą wielokrotnie wspominał  Pan  Prokurator Kaczmarek, o sposobach na to, żeby dociekać w tak trudnej sprawie prawdy, czyli tego, co obiektywnie opisuje rzeczywistość.

A czy dla czystości sytuacji nie lepiej by było, gdyby wicepremier oddał się do dyspozycji premiera do czasu wyjaśnienia sprawy?

Ale myślę, że wyniki tego postępowania prokuratorskiego w ciągu najbliższych  kilku dni będą znane. I to jest powód, jak sądzę. Szczególnie trzeba przypomnieć, że to na wniosek premiera Prokurator Krajowy Pan Janusz Kaczmarek kazał rozpocząć postępowanie w tej sprawie. I to jest, jak do tej pory, postępowanie w sprawie, a nie przeciwko komuś. Myślę, że te kilka dni niczego nie rozwiązują. Można poczekać, bo z tego, co wiadomo, postępowanie toczy się bardzo szybko, z dużym zaangażowaniem prokuratury i wyniki będą w niedługim czasie. I po tych wynikach, nie czekając na wyrok sądowy... Bo można byłoby powiedzieć, że przecież poczekajmy na wyrok sądowy. Nie, w tym przypadku jest tak, że sprawa jest na tyle bulwersująca, że rozstrzygnięcia związane z  zebraniem dowodów przez prokuraturę będą wystarczające do podjęcia decyzji przez premiera. Premier zresztą to zapowiedział. Jeżeli byłyby takie zdarzenia czy potwierdziłyby się zdarzenia, o których mówią w ciągu ostatnich kilku dni media, to decyzja w tej sprawie premiera będzie decyzją jednoznaczną.

Ale to wiemy, że będzie decyzja jednoznaczna. Ale z drugiej strony to, jak mówię, no cały czas nurzamy się w tych słowach strasznych, w tym wszystkim, słyszymy od wicepremiera, który mówi, że „ja nie byłem materacem u Pana Łyżwińskiego”. I tak się zastanawiam, czy z takimi osobami można robić rewolucję moralną, czy można poświęcać wszystko, właściwie pewne wartości, które przyświecają i prezydentowi, i premierowi. Obaj, jak wiemy, są dżentelmenami, prezydent Kaczyński, wiele kobiet pracuje u prezydenta Kaczyńskiego i odnosi się do nich z wielkim szacunkiem. Czy można poświęcać te wartości? Cała Polska tylko o tym mówi, przecież to jest jakiś wstyd i hańba dla nas.

Pani redaktor, no tak...

I dla nas, kobiet, tak samo, że tak się traktuje kobiety w taki sposób.

Tylko, że tu mamy do czynienia z sytuacją,  że to, o czym mówi Pani Redaktor, jest jak na razie w domyśle prawdą, nie ma dowodów na to. Po to jest to postępowanie prokuratorskie. Ja się zgadzam z Panią Redaktor, że w takich sytuacjach dobór słów, które będą opisywały rzeczywistość – one nie będą słowami, które wulgaryzują tę rzeczywistość – jest też rzeczą bardzo ważną. Że nie można dokonywać własnych emocjonalnych wynurzeń przy pomocy słów, które są nie do przyjęcia nie tylko w Sejmie, parlamencie, ale też i na ulicy. Po prostu pewnych słów przy opisie rzeczywistości używać się nie powinno.

Nie mówiąc o czynach i o zachowaniach – jeżeli to wszystko, co mówi Pani Aneta Krawczyk, jest prawdą, to jest po prostu bulwersujące, wstrząsające, że się wykorzystuje sytuację kobiet, sytuację jakąś taką do takich rzeczy.

No tak, oczywiście, jeżeli to się potwierdzi – przy tym założeniu, o którym zawsze musimy pamiętać.

A czy nie lepszy byłby rząd mniejszościowy, Panie Ministrze?

Myślę, że nie, dlatego, że doświadczenia z kilku pierwszych miesięcy rządu Kazimierza Marcinkiewicza pokazały, że każde posiedzenie Sejmu, szczególnie wtedy, kiedy w grę wchodzą ustawy, które nie są prostymi rozwiązaniami, ale koniecznymi, jest pewnym wydarzeniem, które sytuuje się na pograniczu rozpadu, w tym przypadku współpracy trzech partii, które podpisały taką współpracę i lepiej jest, żeby istniała stabilna większość, która potrafi przeprowadzić pewne reformy w państwie – co też się udaje, mimo wszystko.

Ale, przepraszam – Donald Tusk ma propozycję dla premiera, że jeżeli opuszczą rząd i Pan premier Giertych i Andrzej Lepper, to zobowiązuje się Platforma Obywatelska do popierania rządu Jarosława Kaczyńskiego i proponuje szybsze wybory.

Ale jakiego popierania?

Myślę, że poparcia w ważnych, jakiś ważkich sprawach, a tak to powinny być wcześniejsze wybory.

Ale tutaj w grę wchodzi przede wszystkim określenie dokładnych zasad, na jakich miało by się to opierać. To po pierwsze, a po drugie, Pan Przewodniczący Donald Tusk otrzymywał oferty współpracy od Prawa i Sprawiedliwości po wyborach w ubiegłym roku, na początku tego roku, odrzucał je.

Ale coś się wydarzyło, Panie Ministrze, nie można tak sobie przejść, jesteśmy w innej rzeczywistości od poniedziałku – mam takie wrażenie, że jesteśmy w zupełnie innej sytuacji.

Ale nie można też zapominać o przeszłości, tej niedalekiej przeszłości, która nastraja pesymistycznie do propozycji, które będzie składał Pan Donald Tusk.

A Pana nastraja optymistycznie? Jak Pan słyszy polityków Samoobrony, to Pan ma dużo optymizmu w sobie?

To nie jest to samo. To jest tak, że ja tych rzeczy nie porównuję. Oczywiście, że nie nastraja mnie to optymistycznie.

Jak mamy młodzież uczyć, jeżeli jeszcze nie dawno cała Polska, wszyscy myśleli o uczennicy, która popełniła samobójstwo?

Nie można tych dwóch rzeczy łączyć, Pani Redaktor.

Nie, można, bo to idzie z góry. Jak teraz możemy mówić dzieciom, jak mają się zachowywać, skoro widzą polityków. Widzą na pierwszych stronach gazet, jak politycy się zachowują. Oglądamy „Fakt” i czytamy, że orgie się odbywały.

Ale, Pani Redaktor, co do tego nie mamy pewności, że tak było, dlatego ja proszę o zachowanie umiaru...

Ale mnie Pan prosi?

...w epatowaniu takimi zdarzeniami, co do których prokuratura prowadzi postępowanie. Poczekajmy na wyniki tego postępowania. Myślę też, że wskazywanie odpowiedzialności jakiejś grupy mniejszej, większej, w tym przypadku polityków za wychowanie  młodzieży – jest pewnym nadużyciem.

Nie jest to nadużycie, bo Państwo właśnie chcą wychowywać młodzież.

Nie, od wychowywania dzieci są rodzice. I od tego wszystkiego zaczyna się całe świadome, dorosłe życie...

Czyli Roman Giertych nie powinien wychowywać naszych dzieci?

...całe dorosłe życie każdego z nas.

Ja wiem, czyli Roman Giertych nie powinien wychowywać naszych dzieci, nie powinien mówić jakie zasady powinny być, że powinny być mundurki?

To są dwie różne rzeczy  Roman Giertych powinien próbować stworzyć taki system edukacji, który pozwala połączyć dwie bardzo istotne rzeczy, a więc szacunek dla tradycji i nowoczesność, czyli to, co w odniesieniu do Polski od wejścia do Unii Europejskiej, właściwie od 1989 roku, stanowi naszą szansę.

Ja wiem, ale czy rodzice powinni wyłączać telewizor, chować gazety?

Tego się nie da zrobić.
 
Nie wiem, przechodząc koło kiosku – to zamykać oczy dzieciom?

Tego się nie da zrobić, Pani Redaktor. Okres, kiedy można było cokolwiek zamykać...

No więc właśnie, więc to spada na rodziców oczywiście, ale jednocześnie to się...

Przede wszystkim na rodziców i w związku z tym oprócz tego należy też...

Ale to politycy też dają przykład, wzory czerpiemy z Piłsudskiego, z różnych polityków, z współczesnych polityków też można czerpać wzory, a jakie możemy czerpać wzory?

Te wzory, które są bardzo dobre u niektórych polityków, którzy funkcjonowali, funkcjonują.

A niech Pan powie o politykach, z których możemy czerpać teraz wzory, którzy są współczesnymi naszymi politykami w Polsce.

To znaczy, po 1945 roku?

Nie, ja teraz mówię o tych współczesnych, teraz, w tej w tej chwili.

O osobach publicznych, które swoją całą życiową postawą udowodniły, że wartości są rzeczą najistotniejszą w ich życiu. I to jest pewna grupa osób, która funkcjonuje w życiu publicznym od dłuższego czasu i myślę, że na pewno byłoby co najmniej kilka osób, co do których można by było powiedzieć czy pokazać ich młodym ludziom i powiedzieć, że tak żyją ludzie, którzy zasługują na szacunek. To jest Pan Profesor Chrzanowski. To nie jest proste – oczywiście, że nie jest proste.

Myślę, że gdybyśmy zapytali prof. Chrzanowskiego dzisiaj, co powinien zrobić premier Jarosław Kaczyński, to chyba by miał tylko jedną odpowiedź.

Ja myślę, że przy dużym spokoju Pan Profesor Chrzanowski powiedziałby jednak żeby zachować spokój i umiar w ocenie rzeczywistości, jeżeli nie znamy do końca faktów. I to trzeba mówić, i z takim stanowiskiem należy występować – z apelem, żeby te epatowanie tym, co się dzieje w ostatnich kilku dniach, nie przekroczyło pewnej granicy.

Gdy premier Kazimierz Marcinkiewicz zdymisjonował profesor Zytę Gilowską, nie zauważyłam chóru obrońców Pani Profesor, nie zauważyłam okrzyków polityków z Prawa i Sprawiedliwości czy też okrzyków wydobywających się z Pałacu Prezydenckiego, że tak nie powinno być. Nie miała obrońców Zyta Gilowska oprócz dziennikarzy. A Pan Andrzej Lepper ma obrońców.

Jeżeli ja pamiętam tę chwilę, mogę się mylić oczywiście, to w obronie czy w ocenie tego zdarzenia, które dotyczyło dymisji Pani Premier, Pan Prezes – ówczesny Prezes, obecny również, ale wtedy tylko Pprezes Prawa i Sprawiedliwości – wypowiadał się inaczej.

Ale premier nie poniósł konsekwencji z tego tytułu, pamięta Pan?

Ale to są rzeczy, które się dzieją w czasie i pewnie każdy czas ma swoje szczególne powody dla takiego lub innego zachowania się.

No dobrze, okaże się, że materiał genetyczny DNA jest taki sam Pana Łyżwińskiego i Pani Anety Krawczyk – i co wtedy? Bo to najszybciej się może okazać.

To, o czym premier mówił, to znaczy, że takie zachowania, jeżeli tak by było w przypadku Pana Łyżwińskiego... Pan Łyżwiński jest posłem, który zawiesił swoje członkostwo czy aktywność, nie wiem jak to nazwać, w Samoobronie, powinny być wyciągnięte konsekwencje przez władze partii.

A odpowiedzialność polityczna?

No, oczywiście.

I to uprawdopodobni zeznania Pani Anety Krawczyk?

Na pewno tak.

Uprawdopodobni. I konsekwencją tego powinno być odejście Andrzeja Leppera z rządu?

No nie, wina  jednak jest rozstrzygana indywidualnie, Pani Redaktor.

To możemy jeszcze długo czekać, bo prokuratura tak szybko tego nie rozstrzygnie.

Myślę, że rozstrzygnie dokładnie, ale bardzo szybko – tak, żeby oczekiwanie na te rozstrzygnięcie nie było...

Do tej pory prokuratura nie rozstrzygnęła sprawy, skąd się wziął wyciek w sprawie notatki między ministrem Jesieniem a zastępcą ambasadora amerykańskiego, a tylko pięć osób wiedziało o tej notatce, miało ją w dyspozycji i do tej pory nie wiemy, skąd był wyciek, chociaż prokuratura też żwawo zajęła się tą sprawą.

Nie wiem, nie znam postępu prac w tym przypadku.

Przyzna Pan, to było kilka tygodni temu i prokuratura tego do tej pory nie rozstrzygnęła, więc tu może trwać i trwać, bo to jest o wiele bardziej skomplikowana historia.

Nie wiem, czy jest bardziej skomplikowana czy nie jest bardziej skomplikowana.

No, tam cztery osoby miały notatkę, chyba nie było ciężko rozstrzygnąć kto?

Ja myślę, że też istnieje taka maniera w niektórych polskich urzędach, że wycieki informacji, które mają charakter nawet nie tyle zastrzeżony, poufny, tajny, ściśle tajny, ale służbowy – bo w tym przypadku możemy mówić o notatce, która ma charakter służbowy – że wycieki takich materiałów stają się elementem aktywności pozazawodowej takich urzędników.

No pamiętam, że Pan był wtedy oburzony tym wyciekiem.

Oczywiście, byłem oburzony przede wszystkim tym, że coś takiego się stało.

Rozmawialiśmy w radiu…

Byłem oburzony przede wszystkim tym, że coś takiego się stało.

No i nierozstrzygnięte. I prokuraturę mamy dzielną,  prokuratorów dzielnych. I nie wiemy.

Ale ja myślę, że w przypadku tej drugiej sprawy – tej, o której rozmawiamy – determinacja do tego, żeby dokonać szybkiego rozstrzygnięcia jest wystarczająca, żeby w przeciągu kilku dni ocenić, jak się sprawy mają.

Poprzednia sprawa też była bulwersująca…

Była i jest bulwersująca, bo doszło do nieprawidłowości zarówno w funkcjonowaniu, któregoś z urzędów…

I nie wiemy, kto jest winien.

...ale też doszło do nieuprawnionej ingerencji w sprawy publiczne.

No tak, oczywiście. Ale nie wiemy, kto jest winien temu, że to się znalazło. A według Pana prokuratura powinna się zająć tym artykułem – nie artykułem, tylko tą sprawą, o której pisze dziś „Rzeczpospolita”, mianowicie o wyciekach w sprawie raportu, o tym, że dziennikarze mówią, że agentami byli, nie wiem, dziennikarz z tygodnika „Wprost”, telewizji Trwam, agenci WSI, pracownicy „Teleexpressu”, członkowie zarządu Polsatu itd.?

Jeżeli jest tak, że materiały, na które powołuje się „Rzeczpospolita” mają gryf tajności, albo ściśle tajne i zostały ujawnione, to oczywiście prokuratura powinna się tym zająć, bo to jest łamanie ustawy o tajemnicy państwowej i służbowej i dopóty, dopóki nie ma innych zgodnych z prawem regulacji, które pozwalają pokazywać informacje z przeszłości, to tego rodzaju... Nie, oczywiście nie dziennikarzami, ale tymi, którzy dopuszczają się przecieków, prokuratura powinna się zainteresować – dlatego, że to się oczywiście wiąże przede wszystkim z tym, że tak długo trwają prace nad upublicznieniem raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Tego raportu o likwidacji, ale w tym szerszym pojęciu, bo to jest wynik pracy komisji likwidacyjnej. Dzisiaj w Sejmie udało się w końcu przyjąć sprawozdanie komisji obrony narodowej dotyczącej tego projektu, który umożliwi podanie do publicznej wiadomości przez Prezydenta treści raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

A czy Prezydent nam odczyta ten raport i te nazwiska osób, które współpracowały z WSI?

Nie, nie odczyta, tylko materiał zostanie skierowany między innymi do Prezydenta, ale nie tylko, zostanie przez Prezydenta podany do publicznej wiadomości. To podanie do publicznej wiadomości będzie jednoznaczne ze zdjęciem klauzuli tajności.

I wtedy będą podane nazwiska tych wszystkich, którzy współpracowali z WSI?

Wtedy będą podane nazwiska wszystkich tych osób, bo zakres podmiotowy został określony już w tej ustawie, która została uchwalona w czerwcu tego roku. Tych osób, które współpracowały z WSI w tych obszarach, w których nie powinny współpracować. Czyli chodzi o media, o biznes i o politykę, bo żadną wartością nie jest to, ażeby wojskowe służby miały swoich współpracowników w tych obszarach.

Ale w obszarach strategicznych wojskowe służby chyba powinny mieć jakieś, jeśli mówimy o biznesie, o strategicznych – LOT jest strategiczny czy nie? Strategiczny czy nie? Tam WSI powinno być czy nie?

Nie sądzę, żeby były powody, dla których agenci Wojskowych Służb Informacyjnych mieliby mieć swoją agenturę.

A w PKN Orlen – to jest strategiczny czy nie?

Od zabezpieczenia tego rodzaju firm, jak PKN Orlen i inne istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, są służby cywilne. Od ochrony kontrwywiadowczej. Od tego są odpowiednie służby i zapewniam Panią Redaktor, że nie są to służby wojskowe.

Czyli wojskowe służby nie powinny brać udziału w tym?

Nie powinny, mają inne zadania. Maja chronić państwo polskie przed wpływem obcej agentury wojskowej i współpracować za granicą, czyli tworzyć ochronę wywiadowczą, kontrwywiadowczą dla udziału polskich wojsk w różnych operacjach poza granicami kraju. Ale, co jest też istotne, żadna agentura zagraniczna nie będzie ujawniona.

I na koniec chciałam się dowiedzieć od Pana, czy Prezydent zgadza się z tym, żeby to wojewodowie decydowali o tym, w jakim sposób samorządy będą wydawały pieniądze unijne. Pan Prezydent, który był prezydentem Warszawy –  czy zgadza się na to?

Ja nie znam tego projektu ustawy, który został przedstawiony, ale problem dyskusji o tym, czy nadzór wojewodów nad przestrzeganiem przepisów prawa przez samorządy…

Chodzi o to, że jak będzie konkurs na coś tam powiedzmy i na wykorzystanie unijnych pieniędzy, to jeżeli wojewoda stwierdzi, że są nieprawidłowości, tylko nie jest określone, jakie to są nieprawidłowości, to może odrzucić taką ofertę. Na przykład konkurent powie, że są, zadzwoni do wojewody i powie, że są nieprawidłowości. I w ten sposób wojewoda będzie mógł ingerować. Czy Prezydentowi Polski odpowiada to?

To tak się łatwo nie daje określić, to pojęcie nieprawidłowości jest pojęciem tak szerokim i niedookreślonym…

No właśnie, tak jest w tej ustawie, w tym projekcie.

…że byłoby to dosyć trudne.

No właśnie tak jest w tym projekcie i moje pytanie: czy Prezydenta, byłego prezydenta Warszawy, to nie niepokoi?

Zobaczymy projekt ustawy, który został przegłosowany i jeśli się okaże, że można go zracjonalizować w tym fragmencie, o którym Pani Redaktor mówi, to na pewno to zostanie zrobione.

A jeżeli nie? Prezydent się na to zgodzi?

Tego rodzaju rozwiązania, w których jest zbyt duża doza dowolności w podejmowaniu decyzji administracyjnych, a tutaj każda taka decyzja ma charakter decyzji administracyjnej, zawsze budzą zastrzeżenia.

To psucie państwa, bo z jednej strony jest samorząd, a z drugiej mamy wojewodę, który jest rządowy.

Ale w Polsce nie jest tak, że obok siebie istnieją państwo rządowe i państwo samorządowe. Jesteśmy państwem unitarnym.

Wydawało mi się, że jest demokracja samorządowa…

Oczywiście, że jest.

Ale to już inna historia. Czy Zyta Gilowska podała się do dymisji według Pana?

Nie, nie podała się.

Dziękuję bardzo.

Dziękuję.

To była „Kropka nad i”. I nie ma zamiaru?

I nie miała zamiaru podać się do dymisji.

To była „Kropka nad I”. Minister Aleksander Szczygło. Monika Olejnik. Dziękuję.

Dziękuję.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.