przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Anita Werner, Paweł Siennicki: Politycy PiS mówią, że gdyby Lech Kaczyński mógł, to by pana usynowił.

Aleksander Szczygło: Dzieli nas zbyt mała różnica wieku.

To dla pana komplement?

Ogromny.

Na "czerwone" reaguje pan jak byk?

Mam łagodną naturę.

Chyba od niedawna, bo w MON był pan nazywany pogromcą "czerwonych".

Dlatego, że kazałem zdjąć portret Konstantego Rokossowskiego? Nie powinien tam w ogóle wisieć.

Wojsko jest wciąż "czerwone"?

Trochę wciąż jest.

To chyba ucieszył się pan, gdy minister Macierewicz zdemaskował sowieckich agentów wśród byłych szefów MSZ?

Antoni Macierewicz nie zachował umiaru. Jest nieroztropny. Urzędnik państwowy nie może wypowiadać takich stanowczych słów.

To była szarża kawaleryjska Macierewicza?

Tak. Ale ja go nawet za to na swój sposób lubię.

Zdumiewające. Za co?

Macierewicz, mimo pewnej przesady, dobrze opisuje rzeczywistość. Lubię go za konsekwencję i stabilność poglądów.

Dobrze opisuje rzeczywistość? Macierewicz wszędzie wokół siebie widzi spiski.

Może dostrzega platonowskie "cienie w pieczarze"? A może ma bardziej wyostrzony zmysł?

Cel uświęca środki?

Nie.

Wybór Macierewicza był podyktowany tą maksymą.

Nie. On czuje rzeczywistość przez skórę i dlatego zajmuje się likwidacją WSI.

To była jednak gra w rosyjską ruletkę. Wiadomo było, że ten rewolwer wystrzeli.

Ale skończy się jak w amerykańskim filmie. Będzie happy end.

Odejdzie z MON, gdy zakończy swoją misję?

Zobaczymy. Jeżeli dobrze wykona zadanie, to nie widzę powodu.

Dlaczego Lech Kaczyński jest małostkowy?

To nieprawda. Prezydent ma serce wielkie jak Pałac Kultury.

Chyba nie dla wszystkich.

Każdy z nas kogoś mniej czy bardziej lubi. Prezydent jest życzliwie nastawiony do ludzi.

Dlaczego Lech Kaczyński po oskarżeniach Macierewicza nie stanął po jednej stronie z takim autorytetem jak Władysław Bartoszewski?

Żeby pozostać autorytetem, trzeba swoim postępowaniem przestrzegać pewnych zasad. Nie można podpisywać listu szkalującego władze Rzeczypospolitej po odwołaniu szczytu Trójkąta Weimarskiego.

Żartuje pan. Ten list nikogo nie szkalował, wyrażał jedynie zaniepokojenie sygnatariuszy, w tym także profesora Bartoszewskiego.

List był bolesny i niesprawiedliwy. W książkach Marqueza występuje generał Bolivar. Gdy walczył o niepodległość państw Ameryki Południowej, był bohaterem. Ale później zatracił się. Ocena wielkiej postaci, która żyje, trwa przez cały czas.

Profesor Bartoszewski zatracił się jak generał Bolivar, podpisując ten list?

Nie wierzyłem, że go podpisał. To był dla mnie szok. Podobnie jak profesor Geremek. Polityka nie jest zimną grą, w której nie liczą się emocje.

Takimi reakcjami jak Lech Kaczyńskiego wobec Bartoszewskiego nie buduje się autorytetu prezydenta.

Słowa są przede wszystkim po to, żeby opisywać rzeczywistość i własny stosunek do zdarzeń. Prezydent wyznaje taką zasadę. I tak powinno być.

Prezydent powinien mieć większy dystans do siebie.

Lech Kaczyński ma ten dystans i jest wielkoduszny, zapewniam. Ale przez ostatnie lata obecnemu premierowi i prezydentowi przypisywane są wyłącznie złe intencje i zła wola. To stało się sposobem na uprawianie polityki, rytuałem. O dwóch czarnych ludach w osobach braci Kaczyńskich można powiedzieć wszystko, najbardziej absurdalne rzeczy, a gawiedź będzie się śmiała i rzucała kamieniami.

I dlatego czarny lud tak wali na odlew?

Nie wali na odlew, ale każdy z nas ma emocje.

Prezydent powinien jednak panować nad nimi. Także wtedy, gdy oceniał sędzię Małgorzatę Mojkowską.

Ta wypowiedź dotyczyła tylko tego, że prezydent zna panią sędzię Mojkowską.

Nie tylko. To było podważenie autorytetu sądu.

Nie. Wszystkie władze w Polsce mogą być krytykowane. Sędziowie podlegają ocenie i będą podlegać, bo nie są wyjęci spod krytyki.

To w takim razie sędzia Mojkowską zmieszała z błotem Zytę Gilowską?

Gdy ktoś jest przekonany o własnej niewinności, ma prawo reagować w taki sposób, jak Zyta Gilowska.

PiS powinno teraz wyrzucić do kosza nową ustawę lustracyjną.

Proces Gilowskiej rzuca światło na możliwość odnalezienia prawdy o przeszłości. Szansę na podpisanie ustawy przez prezydenta oceniam na 50 procent.

Prezydent przeprosi Mieczysława Wachowskiego za nazwanie go wielokrotnym przestępcą, co nakazał mu sąd?

Na miejscu prezydenta nie przeprosiłbym. Żaden sąd nie zmieni mojego zdania na temat Wachowskiego.

Zdarzyło się panu pomylić Jarosława i Lecha Kaczyńskiego?

Tylko przez telefon.

Premier często bywa w Pałacu Prezydenckim?

Nie. Ale wiem, że często prezydent z premierem rozmawiają przez telefon.

Premier skarży się na Andrzeja Leppera?

Nie wiem. Z wicepremierem jest jak z bohaterem "Martwych dusz", Pawiem Iwanowiczem Cziczikowem. To człowiek o wielu obliczach. Stosownie do okoliczności bywa skromny i sentymentalny, elokwentny i bezceremonialny, pokorny lub pewny siebie.

Teraz lider Samoobrony jest pewny siebie, bo grozi przedterminowymi wyborami.

Andrzej Lepper zmienia się w weekend. Zbliża się sobota, więc on czuje, że musi coś powiedzieć. I mówi. Nie trzeba jednak przywiązywać wagi do jego weekendowych wypowiedzi.

Lepper jest weekendowym rozrabiaką?

Może nie potrafi inaczej zagospodarować sobie wolnego czasu.

Praca z Lechem Kaczyński przypomina bardziej pilotowanie szybowca czy prowadzenie lokomotywy, bo potrafi pan jedno i drugie?

Ze względu na pułap lot szybowcem. Ale nie jest tak cicho.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.