przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Ile będzie raportów po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych?

Aleksander Szczygło: Jest już jeden raport, komisji likwidacyjnej, którym dysponuje marszałek Sejmu i sejmowa komisja do spraw służb specjalnych. I będzie kolejny z prac komisji weryfikacyjnej. Ta komisja dokonywała oceny oświadczeń składanych przez byłych funkcjonariuszy byłego WSI.

I ten ostatni raport będzie mógł ujawnić prezydent?

Tak. Ujawnienie ma dotyczyć sposobu działań niezgodnego z prawem i wykraczającego poza zakres prawnych obowiązków WSI. Ma też dotyczyć oficerów i funkcjonariuszy oraz osób cywilnych współpracujących ze służbami. Ma opisywać sposób wpływania na świat polityczny, medialny i gospodarczy.

Kiedy prezydent ujawni raport?

Pierwszy możliwy termin przypada na koniec stycznia.

Prezydent nie będzie zwlekał?

Przypominam, że raport nie jest jeszcze gotowy.

A kiedy będzie gotowy?

To zależy od autora Antoniego Macierewicza. I wtedy dopiero będzie możliwe podanie raportu do publicznej wiadomości.

Realnie patrząc, kiedy to będzie?

Początek lutego. Tak myślę.

Zdaniem opozycji raport stanie się orężem do jej zwalczania.

Wszystkie informacje, które jakoś dotykają osób publicznych, będą miały wpływ na sytuację polityczną. Na to już nie ma rady. Ale każdy z nas odpowiada za to, co kiedyś robił w życiu, i jeśli zbłądził, musi ponieść konsekwencje.

Pan nie odpowiedział na pytanie.

Bo go nie rozumiem. Jak raport może się stać orężem w walce politycznej?

Informacje wyciekają, dlatego pytałam pana o terminy upublicznienia raportu. Przecieki mogą dotyczyć wyłącznie opozycji. Marek Borowski, ostatnia ich ofiara, kategorycznie zaprzeczył, by współpracował z SB, a taka sugestia pojawia się podobno – bo tego nie wiemy – w raporcie likwidacyjnym WSI. Ale musi się tłumaczyć i być może część ludzi i tak mu nie uwierzy.

Jakie my możemy mieć wpływ na przecieki? Żaden.

Niektórym taki scenariusz mieści się w głowie.

Ale mnie się nie mieści. Ja, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, o jakim wycieku my rozmawiamy i skąd on wyszedł. I nie wiem do którego raportu mam się odnosić: czy tego, który jest w Sejmie, czy tego, który dopiero powstaje? My autorami przecieków nie jesteśmy i nie będziemy.

Prezydent ujawni raport w całości?

Oczywiście. Gdy tylko prezydent zadecyduje o upublicznieniu raportu, zdjęta zostanie z niego klauzula tajności. Nie ma żadnej możliwości wyciągania fragmentów, by epatować Polaków kolejnymi odcinkami serialu – kto, co i za ile.

Czy ten raport to będzie lista Macierewicza bis?

Racjonalny osąd rzeczywistości jest przykrywany przez osobistą niechęć wielu osób do Antoniego Macierewicza.

Nieuzasadnioną?

Ja mam o panu Macierewiczu jak najlepsze zdanie.

I o jego działalności też?

I o jego działalności też. Uważam, że ma wyostrzony zmysł na fakty niebezpieczne dla funkcjonowania demokratycznego państwa. Być może tylko czasem ma zbyt oryginalny sposób wysławiania się.

Rzeczywiście. Bardzo oryginalny.

Czasem, rzeczywiście, zbyt przejaskrawia rzeczywistość.

Wtedy, gdy oskarżył byłych ministrów spraw zagranicznych o współpracę z sowieckim wywiadem, to było przejaskrawienie czy nadużycie?

On nie mówił o wszystkich byłych ministrach.

Mówił o większości.

Zgoda. To był pewien skrót myślowy.

Sam pan się śmieje z tego, co pan mówi.

Śmieję się. Ale na poważnie – on dawał wyłącznie do zrozumienia, że ktokolwiek współpracował z PRL-owskimi służbami, ten siłą rzeczy „wysługiwał się” sowieckim służbom. Pewnie coś w tym mogło być, choć wnioski, które wyciągnął z tych informacji Antoni Macierewicz, nie były zbyt precyzyjne.

To jaką ma pan gwarancję, że teraz będzie precyzyjny?

O podaniu raportu do publicznej wiadomości zdecyduje prezydent. I prezydent zadba o to, aby fakty tam zawarte miały odniesienie do rzeczywistości, a nie były literackimi popisami umiejętności Antoniego Macierewicza. To po pierwsze. A po drugie, Macierewicz jest jedną z 24 osób, które będą współautorami raportu. 12 osób wyznaczył prezydent i w ten sposób zabezpieczył się przed możliwością swobody twórczej którejkolwiek z nich.

W Sejmie znajduje się raport z likwidacji WSI, o którym już krążą legendy, także dotyczące dziennikarzy. Czy zostanie on ujawniony?

Nie słucham legend, ale ten raport nie będzie ujawniony. Jawny będzie wyłącznie ten dotyczący łamania prawa przez oficerów, a także polityków i być może dziennikarzy, którzy wiedzieli o przestępstwach dokonywanych przez WSI i nie próbowali im zapobiec.

Ale z tego pierwszego raportu już są przecieki.

No tak, ale ten raport jest własnością Sejmu. Siedem egzemplarzy do poufnej wiadomości członków sejmowej komisji do spraw służb specjalnych. Jest ściśle tajny, bo zawiera też informacje o sposobie działania służb specjalnych, które pozostają niezmienne.

A skoro ma być nieujawniony, to to będą przecieki? Pokusa jest silna.

Nie popadajmy w szaleństwo, bo można by domniemywać, że każdy materiał tajny, który przychodzi do prezydenta lub premiera czy posłów, zaraz będzie ujawniony.

I tak się zdarzało.

Za to grozi odpowiedzialność kama i odpowiednie organy powinny ścigać autorów przecieków. Przyznam, że zupełnie nie rozumiem tych urzędników państwowych, którzy za punkt honoru uważają przekazanie jakichś tajnych materiałów dziennikarzom. Od przekazywania informacji dziennikarzom są rzecznicy prasowi. I niech tak zostanie.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.