przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Jarosław Kurski: Czy lustracja powinna objąć Kościół?

Aleksander Szczygło: To jest sprawa do rozstrzygnięcia przez sam Kościół. Konstytucja i konkordat przewidują autonomię państwa i Kościoła.

Ale jednak w jakiś sposób prezydent zaangażował się w sprawę arcybiskupa Wielgusa. Czy może pan opowiedzieć trochę o kulisach tej sprawy?

Stolica Apostolska podejmuje w tej sprawie autonomiczne decyzje. Nie mam nic więcej do powiedzenia w tej sprawie. Papież podjął decyzję o powołaniu arcybiskupa Wielgusa, skłonił też księdza arcybiskupa do złożenia rezygnacji. To są rzeczy, które wynikają z konkordatu i z konstytucji.

A czy władza świecka w jakiś sposób dawała znać Stolicy Apostolskiej co sądzi na temat całej sprawy?

Wykładnia konkordatu nie przewiduje możliwości ingerowania władzy świeckiej w obsadę stanowisk kościelnych. Dobrze, żeby tak zostało.

Jednak w czasie niedoszłego ingresu prezydent Kaczyński był obecny i w momencie, kiedy arcybiskup ogłosił swoją decyzję, prezydent klaskał. Ulga? Satysfakcja? Jakie jest stanowisko prezydenta w tej sprawie?

Stanowisko jest takie, jak mówiłem. Tu w grę wchodzi autonomia obu podmiotów.

A jak prezydent przyjął wystąpienie prymasa, które właściwie było obroną arcybiskupa Wielgusa?

Nie rozmawiałem z prezydentem na ten temat.

A na temat wczorajszego wystąpienia?

Wczorajszego wystąpienia nie słyszałem. Wiem tylko, że było podobne w duchu do kazania na mszy w katedrze.

 Prymas mówił, że to medialna nagonka, która przypomina mu nagonkę komunistycznych mediów z czasów obchodów milenijnych, że nie dano arcybiskupowi Wielgusowi prawa do obrony.

Dotykamy tutaj elementu formalnego, braku formalnych uregulowań dotyczących sposobu dokonywania lustracji w obszarze Kościoła. Jeżeli będą formalne procedury to wtedy tego rodzaju działania medialne nie będą miały miejsce. Nie można zapominać o przysługującemu każdemu obywatelowi prawu do obrony przed sądem cywilnym. Ale to są długie postępowania i czasami jest to tylko uprawnienie iluzoryczne.

Prezydent Kaczyński jest zwolennikiem lustracji w tej formie powiedziałbym bardziej cywilizowanej, gwarantującej oskarżonemu prawo do obrony. Jutro będzie w sejmie pierwsze czytanie propozycji prezydenta w sprawie lustracji. Jak te propozycje zostaną przyjęte przez posłów?

Mamy do wyboru dwie rzeczy, albo sejm przyjmie nowelizację prezydenta, albo ustawa, która została uchwalona zostanie uchylona przez TK. Wtedy będzie obowiązywała stara ustawa. Posłowie i senatorowie muszą się zastanowić co jest lepsze. W przekonaniu prezydenta lepiej poprawić uchwaloną ustawę, zasada domniemania niewinności musi zostać zachowana, bo to jest podstawa funkcjonowania europejskiego systemu prawnego. Osoba, do której przeszłości są wątpliwości, z akt IPN będzie wynikało, że była współpracownikiem, będzie miała prawo bronić się, ale przed sądem okręgowym, zgodnie z kodeksem postępowania karnego. Nie może być tak, że państwo rzuca na obywatela oskarżenie i obywatel ma się sam obronić.

To dlaczego prezydent podpisał tę nową ustawę lustracyjną?

Bo ona jest wyraźnym postępem w stosunku do obecnie obowiązującej ustawy, szczególnie jeśli chodzi o długość postępowań procesowych. W Warszawie jest jeden sąd lustracyjny, apelacyjny, skład sądu niewiele się zmienia, bo obsada kadrowa sądu apelacyjnego jest ograniczona. To był powód, dla którego prezydent podpisał ustawę. Oprócz tego oczywiście jasne określenie współpracy z SB.

Powiedział pan, że jeżeli propozycje prezydenta nie zostaną zaakceptowane to prezydent skieruje skargę do TK i TK odrzuci obowiązywanie tej ustawy. Czyli prezydent świadomie podpisywał wadliwą ustawę?

Prezydent nie skieruje podpisanej ustawy do TK, dlatego, że kilka dni temu skargę złożyła już jedna z partii politycznych.

Ale jest pan przeświadczony, że TK tą ustawę odrzuci?

Tak.

Czyli prezydent podpisywał ustawę mając świadomość, że ona jest wadliwa...

I jednocześnie zapowiadając w czasie podpisywania, że zgłosi nowelę, która umożliwi poprawienie tej ustawy i tak się stało.

Przyzna pan, że to sięganie prawą ręką do lewej kieszeni. Straszna kombinacja.

Chodziło o to, że pozytywne wartości wynikające z nowo uchwalonej ustawy przeważają nad wartościami negatywnymi.

W klubie PiS jest frakcja młodych posłów, lustratorów, którzy może słabo pamiętają PRL, za to są przeciwnikami nowelizacji ustawy lustracyjnej. Czy pan myśli, że prezydent zdoła zebrać większość, żeby uzyskać poparcie dla swojej wersji ustawy lustracyjnej?

Albo będzie nowelizacja, albo będzie stara ustawa. To jest wybór dla wszystkich rozgrzanych do białości jeżeli chodzi o pęd do wszechogarniającej lustracji.

Jest pan bardzo kategoryczny.

Taka jest prawda.

Wczoraj wziął pan udział w spotkaniu prezydenta z klubem parlamentarnym PiS. Rozmawialiście zapewne także o ustawie lustracyjnej. Czy prezydent próbował jakoś przekonać tych młodych gniewnych?

Prezydent mówił o dwóch istotnych punktach związanych z rozpoczynającym się posiedzeniem sejmu, wybór nowego prezesa NBP i nowelizacja ustawy lustracyjnej. Mocno wskazywał na fundament europejskiego systemu prawnego, na zasadę domniemania niewinności.

Z jaką to się spotkało reakcją? Jaka była atmosfera na sali?

Była bardzo dobra. Było to drugie, albo trzecie spotkanie prezydenta z klubem parlamentarnym. Myślę, że większość osób zrozumiała intencję prezydenta.

Jest pan optymistą i prezydent jest optymistą co do losów tej ustawy?

Ja w ogóle jestem optymistą.

Czy sądzi pan, że Sławomir Skrzypek to najlepszy z możliwym kandydatów na szefa NBP w czterdziestomilionowym kraju?

Jeżeli wziąć tego rodzaju zbiór osobowy no to rzeczywiście można sobie wyobrazić, ze pewnie są lepsze kandydatury, tylko my ich nie znamy.

Nie ma pan żadnych zastrzeżeń do tego kandydata? Komentatorzy, opozycja wymieniają jego wady polegające na małym doświadczeniu w bankowości, braku kwalifikacji, tym, że myli punkty bazowe z procentowymi, nie zna nazwisk byłych szefów banku. To kilka wpadek, które jednak rzucają cień niepokoju na tą kandydaturę.

Znam Sławomira Skrzypka od 16 lat, jesteśmy w tym samym wieku. Myślę, że czas pomału przechodzić do sytuacji, w której osoby, które zdobywały wykształcenie i doświadczenie w wolnej Polsce będą zajmować stanowiska. Ludzie, którzy zdobyli wykształcenie po 1989 roku są lepiej przygotowani do odpowiedzialności za państwo.

Bo nie mają obciążenia PRL-u?

Po części też.

Leszek Balcerowicz był gorzej przygotowany od Sławomira Skrzypka?

Ja nie dokonuję porównania do profesora Balcerowicza. Kadencja przez którą sprawował funkcję prezesa NBP może być różnie oceniana, ale oczywiście po jej zakończeniu należą mu się podziękowania za pełnienie tej funkcji. To jest naturalny proces. Po 1989 roku problemem w Polsce, który narastał, było to, że młodzi ludzi, którzy wchodzili w dorosłe, świadome życie mieli w ograniczonym zakresie możliwość realizacji własnych marzeń o życiu. Jednym z elementów pokazywania, że tak nie jest, jest wprowadzanie tego pokolenia na rynki.

Czyli to jest nowa, generacyjna zmiana?

Tak, ona musi następować stopniowo.

 Ale akurat na stanowisku szefa NBP?

Zapewniam, że wykształcenie, doświadczenie, umiejętności Sławomira Skrzypka są wystarczające do tego by zarządzać NBP. Nie jest obciążony dogmatycznym myśleniem o rzeczywistości, które jest udziałem niektórych ekonomistów i to pozwala mu na racjonalne patrzenie na to, co Polskę czeka w ciągu najbliższych kilku lat, jeżeli chodzi o strefę euro.

Właśnie nie wiadomo co on sądzi w sprawie euro?

Wiadomo, to jest racjonalny pogląd większości ekonomistów. Nie można w ekonomii być obciążonym dogmatycznym myśleniem, a to niestety czasami u obecnego prezesa NBP było widoczne.

LPR ocenia kompetencje nowego prezesa przez pryzmat podwyżek dla nauczycieli. Jest pomysł, żeby podwyżki w wysokości 500 milionów złotych sfinansować z zysku NBP. Co pan o tym sądzi?

To są pieniądze, o których obecny prezes NBP, Leszek Balcerowicz poinformował rząd kilka dni temu. Te zyski są większe, niż przewidywano w założeniach budżetowych. Nikt z nas nie będzie podważał konieczności podwyższenia pensji nauczycielom.

To oczywiste, ale na początku Jarosław Kaczyński mówił, że nie ma o tym mowy, że nie ma na to środków budżetowych. A nagle się znalazły.

Informacja o dodatkowych pieniądzach z zysków NBP przyszła parę dni temu. Jeżeli są realne pieniądze, nie powodujące wzrostu deficytu to racjonalne wydatki w postaci podwyżek dla nauczycieli są jak najbardziej zasadne.

źródło: www.tok.fm
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.