przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Radzę sobie dzięki bliskim

Klara Klinger: Czy w Polsce brak wsparcia dla pracujących kobiet z małymi dziećmi?

Elżbieta Jakubiak: Sama nigdy nie miałam z tym problemów. Ale znam kobiety, które bały się zajść w ciążę i wiem o przypadkach, gdy pracodawcy nie chcieli zatrudniać młodych mężatek. W Polsce istnieje zbyt sztywne podejście do kodeksu pracy; jeśli jest zaznaczone, że pracuje się od 8 do 16, to zazwyczaj przełożony nie chce się zgodzić na pracę w innych godzinach. A przychylność pracodawcy umożliwiałaby lepsze pogodzenie obowiązków rodzinnych z zawodowymi. I kiedy zobaczyłam tekst na ten temat w "Dzienniku", przeczytałam go z uwagą i pomyślałam, że oto zaczyna się coś nowego. Przypomniałam sobie rozmowy ze znajomymi z Kanady, kiedy omawiałyśmy modę na robienie kariery przez kobiety. One mi powiedziały: Zobaczycie, to minie. U nas teraz w firmach są specjalne pokoje do karmienia, w firmie mamy serwer na którym wymieniamy się wózkami, śpiochami. Wręcz promuje się kobiety z dziećmi.

Jak wygląda pani zwykły dzień?

Na przykład wczoraj poszłam spać o 1.30 w nocy. Było spotkanie z korpusem dyplomatycznym, na którym moja obecność jako Szefa Gabinetu Prezydenta RP była niezbędna. Wróciłam do domu i dzieci oczywiście już spały. Rano wstałam przed siódmą i nie widziałam się nawet ze wszystkimi dziećmi - tylko z Asią i Tomkiem, 7-letnimi bliźniakami, które wstały na śniadanie. Do szkoły odwiozła je, jak zawsze, ich opiekunka Magda. Ja pojechałam do pracy. Moje młodsze dziecko, 5-letnia Zuzia jeszcze spała. I niestety tak wygląda cały mój tydzień. Do domu wracam najwcześniej o 21, więc kontakt z bliskimi siłą rzeczy ogranicza się do rozmów telefonicznych. Dziećmi przez cały dzień zajmują się Magda, mama i mąż. Tata dba o dodatkowe zajęcia, kładzie dzieci spać, opowiada bajki do poduszki. Ja, żeby czuć się choć trochę mamą, sprawdzam bliźniakom, które chodzą już do szkoły, zeszyty i porządkuję plecaki. (To tajemnica, bo one czują się bardzo odpowiedzialne i nie pozwalają mi tego sprawdzać). Wtedy mam poczucie, że chociaż trochę mam wgląd w to, co się dzieje w ich życiu. Na szczęście w Kancelarii nie trzeba udawać, że się nie ma dzieci. Nikt na to nie patrzy krzywo. A jak pracuję w weekend (a zdarza się to nie tak rzadko), to czasem biorę maluchy do pracy. Bawią się w urzędniczki, przekładają pieczątki. Zabieram je też czasem na oficjalne uroczystości. A na co dzień tłumaczę, że każdy ma swoje obowiązki i one rozumieją.

Czy dla pani dzieci jest to normalne, że czasem nie widzą mamy przez cały dzień?

Z tym miałam kłopot, bo w otoczeniu moich dzieci są rodziny, gdzie mamy albo mają wolny zawód, albo nie pracują. I rzeczywiście było trudno im wytłumaczyć, dlaczego w naszej rodzinie jest inaczej. Choć są do tego przyzwyczajone, bo ja po urlopie macierzyńskim zawsze wracałam do pracy.

Myślała pani, żeby rzucić pracę?

Sto razy. Ale mam poczucie obowiązku, odpowiedzialności.

A jak znosi tę sytuację mąż?

Jest dojrzałym mężczyzną, który zaakceptował w pełni moją pracę. I, paradoksalnie, bardzo dobrze wpłynęło to na jego relacje z dziećmi. Wydarzyło się coś fantastycznego: poczuł się mamą-ojcem. Bałam się, że będzie takim mężem zza drzwi, że wszystkie problemy dziecięce będzie znał z drugiej ręki. U nas zawsze przed snem jest zwyczaj bajki z buzi, czyli nie czytanej, tylko opowiadanej. Na początku trudno było zaakceptować dzieciom, że będzie to robił tata, a nie mama. Ale szybko odnalazł się w tej roli i bardzo na tym skorzystał. Rozumie problemy dzieci.

Czy można połączyć rolę supermamy i kobiety absolutnie spełniającej się zawodowo?

Myślę, że do pewnego stopnia tak. Nie uważam się za supermamę, ale jednak teraz praca dominuje nad obowiązkami rodzinnymi. Trudno to pogodzić.

Pracowała pani najpierw w Ratuszu, teraz w Kancelarii Prezydenta. Czy pracodawca jest wyrozumiały dla matki z dziećmi? Pora powrotów do domu na to nie wskazuje.

Ależ skąd! Zawsze, gdy dzieci były chore, mogłam brać zwolnienie, gdy wymagały dłuższej opieki, też nie było problemu. Prezydent mówił: przyjdziesz, jak będziesz mogła. Nigdy nie miałam kłopotów z ustaleniem relacji z przełożonymi. Okres ciąży wspominam jako bajeczny: koledzy bardzo dbali o mnie, uszyli mi nawet poduszkę, bo bolały mnie plecy. Zawsze miałam luksus bycia akceptowanym pracownikiem i matką.

Zatrudnia pani opiekunkę, pomaga mama i mąż. Co mają robić kobiety, które nie mają takiej pomocy?

To problem, o którym trzeba więcej mówić. Zdaję sobie sprawę, że większości Polek nie stać na zatrudnienie opiekunki. Wiele kobiet idzie do pracy nie tylko dlatego, że chce pracować czy robić karierę, ale również dlatego, że ich praca jest źródłem utrzymania rodziny. I zapewne nie jest to dla wielu łatwe. Szarpią się, jak znaleźć godną zaufania opiekunkę, martwią się, czy zdążą odebrać dziecko z przedszkola. Potrzebne jest nowe podejście do polskiej rodziny. Gdyby zwalczyć stereotypy, to duża część kobiet nie miałaby problemu z powrotem do pracy. W Polsce jest dużo do zrobienia. Więc warto o tym mówić.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.