przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Morozowski bez pardonu atakuje głowę państwa

W ostatnich dniach po Warszawie krąży następujący dowcip. Narada w TVN, pewna Ważna Osoba z kierownictwa stacji poucza dziennikarzy: „Zarzucano nam, że krytykujemy każde posunięcie rządu, chwaląc najbardziej nawet szkodliwe posunięcia opozycji. Dość tego – teraz będzie odwrotnie”. Po lekturze poniedziałkowego felietonu Andrzeja Morozowskiego skłonny jestem uwierzyć, że w tej anegdocie tkwi ziarno prawdy.

Redaktor Morozowski puścił wodze fantazji. Przewiduje dla Polski scenariusz, którego nie powstydziliby się twórcy słynnego peerelowskiego serialu „Życie na gorąco”. Kraj, gdzie rządy objęła ekipa stojąca po „jasnej stronie mocy” ma oto zamienić się w jakąś bananową republikę, gdzie polityczni konkurenci niszczeni są przez złego prezydenta i jeszcze gorszych jego współpracowników. Byłoby to może i zabawne, gdyby nie fakt, że Andrzej Morozowski miota oszczerstwa pod adresem głowy państwa całkiem serio. Oszczerstwa poparte jedynie głębokim przekonaniem autora, a nie konkretnymi faktami.

Lech Kaczyński „być może buduje już sobie” tajne, podręczne archiwum... Autor słyszał od „osób, które miały szczęście rozmawiać z prezydentem” o tym, że pan prezydent chętnie wykorzystuje wiedzę z tajnych dokumentów... Panu Morozowskiemu „wydaje się”, że dostęp do tajnych dokumentów zyskują też spin doktorzy PiS. Wszędzie hipotezy, powoływanie się na słowa anonimowych, ale oczywiście bardzo wiarygodnych informatorów – słowem, pokrętna logika i styl jako żywo przypominający publikacje „Rzeczywistości”. Ostra publicystyka polityczna ma swoją wartość, może budzić uznanie niezależnie od tego, czy zgadzamy się z poglądami autora – ale poetyka donosu budzi tylko i wyłącznie niesmak. Andrzej Morozowski nie przytoczył bowiem na uzasadnienie swoich insynuacji ani jednego faktu, zasłaniając się rewelacjami anonimowych informatorów. A wszak kilkanaście miesięcy temu z oburzeniem odniósł się do publikacji „Gazety Polskiej”, gdzie zasugerowano, że Milan Subotić, którego nazwisko znalazło się w raporcie Komisji Weryfikacyjnej, wpływał na ujawnienie „taśm Beger” w programie „Teraz My”. Mówiono wtedy wiele o insynuacjach, o rzekomym porozumieniu dziennikarzy z władzą. Święty gniew redaktora minął – zupełnie, jak w przytoczonej na wstępie anegdocie...

Leszek Miller jako premier niemal do końca swoich rządów wszelkie niepowodzenia tłumaczył skutkami rządów AWS. Czyżby ten scenariusz tłumaczenia własnych klęsk miał się powtórzyć? „Wydaje się bowiem” – cytując felieton Andrzeja Morozowskiego – że ewentualne niepowodzenia obecnej koalicji i ewentualne niespełnienie wyborczych obietnic politycy i niektórzy dziennikarze będą tłumaczyć rzekomymi prywatnymi archiwami prezydenta, przeciekami i Bóg wie jeszcze jakimi spiskami.
Panie redaktorze, jeśli ma Pan udokumentowaną wiedzę o jakiś rzeczywistych nadużyciach – proszę ją ujawnić. Jeśli nie – myślę, że nie warto Pana dziennikarskiego talentu rozmieniać na drobne, dołączając do chóru oszczerców. Dziś, gdy PiS już nie rządzi, trudno brak obiektywizmu tłumaczyć szlachetnym tropieniem nadużyć władzy.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.