przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Kamiński: Mój cel to zapewnienie reelekcji Lecha Kaczyńskiego

Ile zarabia europoseł?

Michał Kamiński: Około 10 tysięcy euro miesięcznie.

A minister w Kancelarii Prezydenta?

Zadziwię panów, ale jeszcze nie pytałem. Na pewno dużo mniej.

Ponosi pan więc ofiarę?

Praca dla prezydenta to jeden z największych zaszczytów dla polityka. Wierzę w przywództwo braci Kaczyńskich. Twierdzę, że przez długie lata nie ma alternatywy dla ich przywództwa. A żyjemy w momencie przełomu - choćby ze względu na wejście Polski do Unii Europejskiej. Odpowiedź na te wyzwania znają tylko Lech i Jarosław Kaczyńscy.

Jednak na początku kadencji Lecha Kaczyńskiego nie został pan ministrem, choć uważano pana za współautora jego zwycięstwa. Podobno bardziej interesowała pana kariera posła w Parlamencie Europejskim.

Nie miałem wtedy propozycji pracy dla prezydenta.

Przez ostatnie dwa lata pan i Adam Bielan z doskoku doradzaliście prezydentowi i premierowi, wyjeżdżając równocześnie do Strasburga i Brukseli. Koniec tego rozkroku?

Rzeczywiście zdałem sobie sprawę, że nie posiadając daru bilokacji, nie będę miał realnego wpływu na strategię naszego obozu.

Kto pana do tego przekonał?

Podczas rozmowy z premierem rzuciłem, że jeśli trzeba, mogę się podjąć pracy dla prezydenta. Dwa tygodnie później dostałem oficjalną ofertę. To przejście trwało długo, bo zajmowałem się w Parlamencie Europejskim raportem w sprawie Ukrainy. Nie jest prawdą, że stawiałem jakieś warunki, domagałem się czyjegoś odejścia.

Odejście szefowej gabinetu prezydenta Elżbiety Jakubiak do Ministerstwa Sportu jest wiązane z pana przyjściem. Podobno nie mogliście razem pracować.

O tę zmianę trzeba pytać prezydenta i premiera. Mógłbym pracować z panią Jakubiak. W swoim obozie najczęściej kłócę się z Adamem Bielanem.

Ale po co pan teraz przychodzi? Prezydent popadł w kłopoty? Zorientował się, że dotychczasowi współpracownicy nie wystarczą? Gdyby wszystko było dobrze, nie wezwano by pana z Brukseli.

Elżbieta Jakubiak ujęła to celnie: na różne etapy potrzebni są różni ludzie.

Może celnie, ale nieczytelnie. Co to za nowy etap?

Mówię jasno: moim celem jest zapewnienie reelekcji Lecha Kaczyńskiego. Będę pracował nad jego wyborczym sukcesem.

Czyli to prawda, że ostatnio prezydent podjął definitywnie decyzję, że kandyduje na następną kadencję.

Elementem przywództwa braci Kaczyńskich jest prezydentura Lecha Kaczyńskiego. Nasza misja wykracza poza dwa, trzy lata. Nie jest niczym złym, że prezydent już dziś mówi, iż będzie się ubiegał o ponowny wybór.

Ale podobno przełamał się ostatecznie dopiero teraz.

Proszę o to pytać prezydenta.

Lech Kaczyński miał dobre sondaże jako minister sprawiedliwości i prezydent Warszawy. Dostał dobry wynik wyborczy w walce o prezydenturę RP. A potem poparcie dla niego się załamało. Co się stało?

Prezydentura Kaczyńskiego kontrastuje z prezydenturą Kwaśniewskiego. Tamta była czystym PR. Porównałem kiedyś poprzedniego prezydenta do Augusta III Sasa. On nie stawiał żadnych wymagań ani sobie, ani otoczeniu, ani szerszej publiczności. A jednak był kochany. Dziś jego rządy historycy uznają za jednoznacznie czarny okres. Ale wtedy hasło "Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa" miało wydźwięk pozytywny. Zero podatków, słaba armia, żadnego zaangażowania publicznego. Polska padała, ale w atmosferze zadowolenia.

Do kogo porównać Lecha Kaczyńskiego?

Na pewno on jest skrajnie daleko od wszelkich PR-owskich sztuczek. To problem dla wszystkich, którzy z nim pracują. Obecny prezydent nie znosi fałszu - nawet ze szkodą dla samego siebie. Przyznaje się do błędów. Stąd kontrast z Kwaśniewskim - w oczach opinii publicznej na niekorzyść Lecha Kaczyńskiego. A gdy dodać do tego niezwykle zajadłe ataki mediów, i to od samego początku... Wielkimi aferami były podobno: pomyłka z medalem dla Jaruzelskiego czy sprawa bezrobotnego Huberta K. - z którą prezydent notabene nie miał nic wspólnego. Takie epizody stały się przedmiotem poważnych debat. A poprzedniemu prezydentowi zdarzały się wpadki nieporównanie większe. Tyle że były one co najwyżej tematem wyrozumiałych żarcików.

Ale dlaczego, gdy Lech Kaczyński wchodził na mównicę podczas kampanii, wiedzieliśmy, co chce powiedzieć, a dziś przed kamerami jest speszony albo poirytowany?

Ja byłem przekonany, że prezydentura sprowadza się do nudy i celebry. A to bardzo ciężka praca. Prezydent uprawia dyplomację, interweniuje w przypadku konfliktów społecznych, rozsądza spory wewnątrz swojego obozu. Weźmy przykład z dnia dzisiejszego. Lech Kaczyński rozmawiał z prezydentem Litwy Adamkusem, którego zaprasza na wakacje do Juraty. Personalna dyplomacja to skądinąd niedoceniany wymiar tej prezydentury. Ale przecież przygotowanie się do takiej rozmowy to nie jest pięć minut.

To nie jest odpowiedź na nasze pytanie. Prezydent jest pogubiony, bo ciężko pracuje?

Nie mam wrażenia, żeby był pogubiony. Pamiętajcie, że rytm kampanii jest inny niż codzienna praca. Podczas kampanii otoczenie kandydata kontroluje przekaz, pisze scenariusze. A zwykły dzień głowy państwa pełen jest zaskakujących sytuacji, improwizacji...

I właśnie w takich sytuacjach Kwaśniewski radził sobie lepiej.

Historia oceni obie prezydentury.

Jeden z nas już uznał w tekście publicystycznym, że prezydentura Kaczyńskiego jest per saldo lepsza niż dwie poprzednie. Ale jeśli chce wygrać wybory, obecny prezydent musi być choć trochę wyluzowany.

Lech Kaczyński nie będzie klonem Kwaśniewskiego. Ani luz, ani wsiadanie do cudzego bagażnika nie są drogą do odbudowy autorytetu prezydentury. Atutem Lecha Kaczyńskiego nie jest PR-owska sprawność, lecz intelektualna uczciwość.

Zachwala pan prezydenta jak pannę. Wprawdzie brzydka i bez posagu, ale uczciwa.

Nie pierwszy to i nie ostatni cios poniżej pasa, jaki obecny prezydent musi znosić.

Polityk wygrywa wybory dzięki konfliktom. Ale czy to najlepsza droga dla prezydenta? Lech Kaczyński zbyt często występuje jako alter ego swojego brata: jeszcze mocniej niż premier krytykuje Platformę, zrywa osobiste stosunki z Pawłem Zalewskim.

Media robią problem z drobiazgów. Ja widzę osiągnięcia tej prezydentury w takich sprawach, które wymagały umiejętności dyplomatycznych, w których pojawiał się duch kompromisu. Tylko że one się nie przebijają. Po wypowiedzi na temat Pawła Zalewskiego mieliśmy setki komentarzy. Ale gdy prezydent rozwiązywał problemy górnictwa, nie czytałem pochwał, że jest dobrym negocjatorem. I nie czytałem analiz, z jak wielkim kunsztem Lech Kaczyński pomógł Orlenowi przejąć Możejki. Także pan, panie redaktorze, się tym nie zajął.

Pisałem o tym w jego sylwetce.

Ale nie poświęcił pan temu odrębnego tekstu. Jak prezydent powie, że lato jest zimną krzyk się rozlega straszny. Tej prezydenturze poważnych błędów przypisać nie sposób. Odwrócona flaga to potknięcie. A jak w takim razie nazwać nurkowanie poprzedniego prezydenta do bagażnika?

Daje pan przykład interwencji prezydenta w sprawach górnictwa. Lech Kaczyński zmusił rząd Marcinkiewicza do spełnienia wszystkich żądań górników. A dziś górnicze związki przysyłają kolejną listę żądań rządowi Jarosława Kaczyńskiego. Władza nie musi być konfrontacyjna wobec każdego żądania społecznego.

Ale tu chodziło o wspieranie na siłę nierentownej branży kosztem podatników.

Od początku lat 90. słyszałem w Polsce, że przemysł stoczniowy musi upaść. Bo stocznie są nierentowne. A równocześnie zachwycaliśmy się osiągnięciami Niemiec, które wspierały własne stocznie. Filozofia społeczna Lecha Kaczyńskiego to filozofia "solidarnej Polski" - potrzebnej po kilkunastu latach knajackiego liberalizmu.

Była ostatnio okazja, żeby prezydent zamanifestował tę filozofię - wyciągając rękę do strajkujących pielęgniarek.

Tylko że służba zdrowia dostała niedawno największą podwyżkę od 18 lat. Mam wrażenie, że pielęgniarki dążyły za wszelką cenę do konfrontacji.

Dlaczego?

To gazety pisały, że szefowe tego strajku były powiązane z lewicą.

To był czysto polityczny strajk?

Sytuacja służby zdrowia jest ciężka. Ale polityka solidarności społecznej nie oznacza socjalizmu. Dwa lata temu liberałowie przestrzegali, że PiS zrujnuje gospodarkę. Dziś mówią, że wzrost gospodarczy wynika z tego, że rząd nic nie robi. Zawsze musi być źle.

Podsumujmy: krytycy rządzącego obozu formułują pana zdaniem same puste zarzuty. Sprowadzono pana do Pałacu Prezydenckiego, żeby pan to sprawnie udowadniał?

Jako były dziennikarz jestem jak najdalszy od spiskowych teorii. Ale widzę coś niepokojącego w tym, że nawet jeśli znani komentatorzy pochwalą za coś Kaczyńskich, to natychmiast muszą opatrzeć te pochwały jakąś szpilą. Żeby nie być podejrzanym o "prokaczyńskość".

Wielu publicystów broni prezydenta choćby przed brzydkimi wypowiedziami ojca Tadeusza Rydzyka.

To akurat dobry przykład na potwierdzenie mojej tezy. Gdy sądzono Huberta K., winny był Lech Kaczyński. Rządzone przez niego państwo przedstawiano, jako bez mała totalitarne. A teraz ci sami ludzie chcą, aby prezydent żądał wydania taśm przez Radio Maryja. Proszę sobie wyobrazić, że prezydent uznaje się za obrażonego przez TVN czy RMF. I że jego urzędnicy zwracają się do tej stacji o nagranie. Chór "obrońców demokracji" zawyłby z całą mocą.

Ale jest i druga strona medalu. Prezydent potrafił się obrazić na "Tageszeitung". Prokuratura wszczęła nawet śledztwo w sprawie niemieckiego dziennikarza. A w przypadku obelg ojca Rydzyka Pałac Prezydencki udaje, że deszcz pada.

Ojciec Rydzyk przeprosił.

Przeprosiny zostały przyjęte?

Uznajemy sprawę za nieaktualną.

I teraz prezydent wystąpi w Radiu Maryja?

Nie wystąpił, przypominam, w tym radiu ani razu. I w wielu sprawach różni się z ojcem Rydzykiem. Na tym polega wolność przekonań.

Polacy nie oczekują od prezydenta, aby był gładki i nijaki. Ale niekoniecznie też chcą, aby był zbrojnym ramieniem własnego obozu. A Lech Kaczyński nie stanął nigdy ponad sporem. Ma jeden cel: obronę projektu politycznego brata.

Każdy, kto na niego głosował, wiedział, za czym i przeciw czemu jest Lech Kaczyński. Krytykujecie go za konsekwencję?

Czy każdy wiedział i to, że jako głowa państwa Lech Kaczyński nie będzie w stanie normalnie rozmawiać z Donaldem Tuskicm, liderem głównej partii opozycyjnej?

To Donald Tusk nie jest w stanie normalnie rozmawiać z Lechem Kaczyńskim. Prezydent nie ma z tym żadnych problemów.

I rozumiemy, że za każdym razem będzie nagrywał Tuska. Tak przecież postępował podczas jednego ze spotkań z liderem PO. To jest tworzenie klimatu normalnych politycznych konsultacji?

To była reakcja na to wszystko, co Tusk mówił o obu braciach Kaczyńskich.

Polityka jest brutalna. Ale jest czas wzajemnych ataków i jest też czas rozmowy.

Skoro polityka jest brutalna, nie widzę niczego strasznego w nagrywaniu rozmówcy, z czego prezydent nie robił przecież tajemnicy. Ta prezydentura była zajadle atakowana przez Platformę. Nie było atmosfery respektu, specjalnego traktowania głowy państwa - co stosowano choćby wobec Kwaśniewskiego. I nie może być tak, że jak atakują Kaczyńskich, mówi się: polityka jest brutalna. A jak oni odpowiadają, rozpętuje się gigantyczną histerię. PiS był o wiele mniej agresywny niż opozycja. Zestawcie wystąpienia parlamentarzystów obozu rządowego z przemówieniami posłów PO czy SLD.

Przypomnimy kilka głównych wystąpień Jarosława Kaczyńskiego. Wkrótce po niepowodzeniu rozmów z PO ogłosił tę partię "obozem zawłaszczania państwa", mówił o "lumpenliberałach".

To PO zerwała rozmowy koalicyjne z PiS.

Być może, ale nazwanie w ten sposób niedoszłego koalicjanta podważało w praktyce sens niezawartej koalicji. A co gorsza, prezydent chciał nagrywać Donalda Tuska tylko dlatego, że kilka tygodni wcześniej jego brat i lider PO zarzucili sobie nawzajem kłamstwo. Może powinien pan spróbować utrzymać prezydenta z dala od partyjnych awantur?

Ale my już dziesiątą minutę rozmawiamy, co kto komu powiedział, a kto włączył magnetofon. To są marginalne problemy.

Dobrze więc - spytamy inaczej. Czy prezydent powinien uczestniczyć w bieżącej polityce na dotychczasowych zasadach?

Nie chodzi o to, aby zmieniać postępowanie prezydenta. Warto tylko bardziej eksponować to, co w tej prezydenturze najważniejsze.

A co jest najważniejsze?

Trochę już powiedziałem - choćby zaangażowanie w politykę bezpieczeństwa energetycznego, w rozwój stosunków z Ukrainą czy Gruzją. To wielka zasługa Lecha Kaczyńskiego, może niedostatecznie pokazywana. Realne umocnienie sojuszu z USA. I aktywna polityka w Unii Europejskiej. Szczyt brukselski był sukcesem. Lech Kaczyński to zręczny gracz na arenie międzynarodowej. Nawet żywa reakcja prezydenta Sarkozyego na ostatnią katastrofę polskiego autobusu z pielgrzymami wynika z naszego rzeczywistego znaczenia. Polska liczy się w świecie.

Przywołajmy kłopoty z brukselskim szczytem. Polska delegacja nie do końca wiedziała, co z niego przywozi. A szefem tej delegacji był prezydent Lech Kaczyński.

To absolutna nieprawda, że nie wiedziała, co przywozi. Powstała kakofonia, ale ona wynikła z nielojalności w szeregach naszego obozu politycznego

Otwartym tekstem - o kogo chodzi?

Nie chcę wymieniać nazwisk.

Chodzi panu o tak zwanych szerpów?

Nic więcej nie powiem.

Ale przecież wszyscy członkowie delegacji byli namaszczeni przez prezydenta.

Ten szczyt był oczywistym sukcesem. Ale powstały przecieki, które to kwestionowały. Kto odpowiadał za te przecieki - nie wiem.

Powtórzmy: za bałagan w dyplomacji odpowiada również prezydent.

Nie ma żadnego bałaganu. Potwierdzam tylko, że w wielkim aparacie MSZ są również przeciwnicy obecnego układu rządowego. I oni nam nie pomagają.

Co pan chce eksponować w polityce krajowej?

Chcę, by prezydent był bardziej aktywny w patronowaniu różnym społecznym inicjatywom. Ale szczegółów zdradzić na razie nie mogę.

Niech pan da choć jeden przykład.

Chciałbym, aby Lech Kaczyński występował z projektami modernizacji naszego kraju. Jest tym zresztą bardzo zainteresowany. Dwa lata temu pokazaliśmy, że potrafimy prowadzić nowoczesną kampanię wyborczą. A teraz pokażemy, że Pałac Prezydencki może być motorem modernizacji. Na przykład informatyzacji wsi czy ułatwienia dostępu do wiedzy ludziom z Polski B czy C.

A Polska A? Pogodzi pan prezydenta z inteligencją?

Prezydent jest przecież erudytą, człowiekiem, który czuje się znakomicie w towarzystwie intelektualistów.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Pierwszy przykład z brzegu: kiedy Lech Kaczyński oznajmił, że nie można być inteligentem i sprzeciwiać się lustracji, zablokował ważną dyskusję i to w zarodku.

Wracamy do pytania: czy można być wybranym i prowadzić politykę konfliktu. Ten prezydent ma wyraźne poglądy i będzie je miał. Trzeba to odróżnić od formy prowadzenia polityki. Ale teflonowego Kaczyńskiego nie stworzę.

Na ile prezydent powinien jeszcze wierzyć w projekt IV RP? Mówi się coraz głośniej, że ten projekt staje się martwy.

Oczywiście prezydent nadal w ten projekt wierzy.

Po koalicji z Lepperem i Giertychem? Po tym, jak lider Samoobrony ogłosił się głównym bojownikiem o IV RP?

To trzeba wrócić do faktów elementarnych. Do tego, że Platforma odrzuciła dwa razy pomysł koalicji z PiS i raz pomysł wcześniejszych wyborów.

Ale może właśnie dlatego ten projekt jest martwy. Nie będzie nowej konstytucji. I nie bardzo wiadomo, co można by jeszcze zrobić w tym układzie rządowym.

Budujemy dom podczas szalejącej burzy i pod ostrzałem. Ale co mamy zrobić? Poddać się?

Może powiedzieć: nie budujemy Czwartej RP, a ulepszamy Trzecią.

To proces rozpisany na lata.

Dwa już minęły.

Minęły w warunkach niezawinionego przez nas kryzysu politycznego. Odnieśliśmy sukcesy w gospodarce, w polityce zagranicznej, w wymiarze sprawiedliwości. Według wszystkich badań Polacy czują się bezpieczniejsi. Polska jest postrzegana przez zewnętrznych obserwatorów jako kraj coraz mniej skorumpowany. A mój przyjaciel opowiada mi, że na prowincji urzędniczki boją się przyjmować bombonierki. Wreszcie zaś w rankingu inwestycyjnym Polska jest trzecia w Europie i siódma w świecie. Czy dlatego, że Kaczyńscy nie ingerują w gospodarkę? A może prowadzą taką politykę, która sprzyja gospodarce? Zachodni koncern podejmuje decyzję o inwestowaniu w Polsce rządzonej przez tego prezydenta i tego premiera.

A drugą stroną medalu jest upartyjnianie spółek Skarbu Państwa czy inwazja ludzi Samoobrony na posady w agencjach rolnych.

Właśnie temu się ostatnio przeciwstawiliśmy.

Bo przyłapaliście na czymś Leppera. Wcześniej uznawaliście to za naturalny koszt rządzenia.

Ta polityka zawłaszczania agencji zaczęła się tak naprawdę parę tygodni temu. Stanu idealnego nie osiągnęliśmy, ale IV RP nie jest projektem martwym. Mam na to najlepszy dowód: premier nie chce ratować tej koalicji, zaprzestając walki z korupcją. Dla nas to nie jest przecież politycznie wygodne.

A może po prostu Lepper zaczął wam zawadzać. To kwestia kalkulacji. Chcecie uciąć głowę Samoobronie.

Ryzykując utratę władzy? Gdyby któryś z braci Kaczyńskich wyniósł z płonącego domu dziecko, zaraz zaczęłaby się debata, jakie były jego prawdziwe intencje.

PiS ma w panu zręcznego piewcę sukcesów.

Raczej robotnika w dobrej sprawie.

Prezydent jest za przedterminowymi wyborami?

Prezydent wolałby, żeby rząd utrzymał stabilną i wiarygodną większość w tym parlamencie. Ale jeśli to będzie niemożliwe, wybory są konieczne. Tyle że to nie jest problem prezydenta. On w obecnej sytuacji nie będzie skracał kadencji Sejmu, bo nie ma do tego nawet odpowiednich uprawnień.

To, że albo ten Sejm się utrzyma, albo będą wybory, to my wiemy. Ale co jest lepsze?

Stabilność jest zawsze wartością.

Ale czy obecny parlament utracił możliwość wyłonienia stabilnej i wiarygodnej większości?

To zależy od LPR i Samoobrony. Albo przejdą do historii jako współtwórcy wzrostu gospodarczego i modernizacji kraju, albo zaryzykują utratę władzy - raz na zawsze. My będziemy po wyborach co najmniej silną opozycją powiązaną z urzędującym prezydentem. Oni mogą zniknąć.

Ale to oznacza, że wy dajecie jeszcze tej koalicji szansę? Łącznie z Lepperem?

Wobec Leppera sformułowano poważne zarzuty. Jego ta odpowiedź nie obejmuje.

To przecież nadal lider Samoobrony.

Więc to pytanie do całej partii. I do samego "Leppera, bo i on musi zdecydować, czy upór mu się opłaca. Ale takie recenzje nie są zadaniem prezydenckiego ministra

Przestaje pan być politycznym graczem, a staje się urzędnikiem?

W jakiejś mierze tak. Ale z kontaktów z premierem nie rezygnuję. Cenię sobie nasze częste rozmowy.

Pana przyjście do kancelarii zapowiada tak naprawdę permanentną kampanię prezydencką. Czy to będzie miało wpływ na ewentualne rządowe rozdanie w nowym parlamencie?

Nie widzę związku. Prezydent w partyjne kampanie nie będzie się angażował.

Donald Tusk to główny konkurent Lecha Kaczyńskiego w przyszłych wyborach prezydenckich. Czy to nie grzebie wszelkich szans na koalicję PiS - PO, także po wyborach?

Prezydent będzie postępował w granicach konstytucji. Na pewno nie zablokuje nominacji Donalda Tuska na premiera, jeśli wskaże go większość Sejmowa

Stawiamy pytanie polityczne. Czy możliwa jest koalicja PiS - PO?

W 2005 roku prezydent chciał takiej koalicji. Od tego czasu wiele się zmieniło. Z powodu agresji Platformy. Koalicja PO -PiS bez radykalnych zmian w Platformie jest mało realna. Ludzie z tamtej partii, których znałem i lubiłem przed rokiem 2005, popadli w amok nienawiści do Kaczyńskich. Ale powtarzam, jak przyjdą dwie partie i wskażą premiera, Lech Kaczyński nie będzie go na pewno blokował.

A jeśli powstanie koalicja PO - lewica. Prezydent będzie ją zwalczał na przykład częstymi wetami?

Prezydent nie może blokować jakiegokolwiek rządu. A czy będzie wetował? To pytanie do liderów PO i lewicy, czy wymyślą sensowne projekty ustaw. Ja tych ustaw na razie nie jestem sobie w stanie wyobrazić.

A może cała operacja pozbycia się Leppera jest po to, aby ułatwić wyborcze zwycięstwo Lechowi Kaczyńskiemu? Dojdzie do wcześniejszych wyborów parlamentarnych, po nich Tusk zgra się kilkoma latami wspólnego rządzenia z lewicą. To scenariusz, o którym mówi cała polityczna Warszawa.

Polityczna Warszawa lubi żyć bezpodstawnymi plotkami.

Przyprowadził pan na swoją nominację żonę i córeczki.

Starsza córka, która już znała prezydenta, była zachwycona, za to druga nie chciała się przywitać. Schowała się za mamę i łypała nieprzyjaźnie.

Przyprowadzając do pałacu rodzinę, nie próbował pan osłodzić swego wizerunku? Przecież pan kończy z kancelarią jako klubem przyjaciół prezydenta. Wnosi pan do ośrodka prezydenckiego ducha walki.

Mój wizerunek człowieka brutalnego i cynicznego jest nieprawdziwy i wy dziennikarze przekonacie się o tym jako pierwsi: Będę obrażał atmosferę wrogości.

Czyli na przykład spotkanie pani prezydentowej z kobietami w pałacu, tak mocno atakowane przez ojca Rydzyka, było OK?

Tak, chociaż ja nie zaprosiłbym Magdaleny Środy. Jej skrajna nienawiść do Kościoła powinna wykluczać ją z debaty publicznej.

Rozmawiali: Michał Karnowski i Piotr Zaremba
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.