przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Robert Łuchniak: Naszym gościem jest prof. Ryszard Legutko, sekretarz stanu prezydenta RP. Witam serdecznie. 

Ryszard Legutko: Dzień dobry panu, witam państwa. 

Robert Łuchniak: Wczoraj odbył się w Pałacu Prezydenckim trzeci i ostatni etap spotkań okrągłego stołu ds. edukacji. Reprezentowane były rozmaite środowiska. Pan, panie profesorze, dokonał pewnego podsumowania tych spotkań. Oczywiście są pewne kwestie sporne, jeśli chodzi o przyszłość polskiej edukacji. Jakie konkluzje wczoraj padły na zakończenie tego spotkania. 

Ryszard Legutko: Strony uzyskały całkowitą zgodę właściwie w jednej tylko kwestii, tzn. w kwestii przeciwdziałania patologiom w polskich szkołach. Natomiast w innych sprawach różniły się. Z jednej strony resort i korporacje samorządowe, a z drugiej strony związki zawodowe i opozycja parlamentarna. Jeśli chodzi o organizacje pozarządowe, no to one różnie. Jedne raczej popierały resort, inne opozycję, a więc taki układ dualistyczny się wytworzył. 

Robert Łuchniak: Najbardziej gorąca sprawa to sześciolatki idące do szkoły. Ale na początek zapytam o inną rzecz. Pan powiedział, że fundamentalne spory dotyczyły nowej podstawy programowej. Tutaj cytat: „Resort argumentował, że cały pomysł tego dokumentu opiera się na likwidowaniu rozmaitych szkolnych fikcji, że pozwoli on na stawianie młodzieży realistycznych i dających się wyegzekwować wymagań". Czy to prawda? 

Ryszard Legutko: To zależy jak będziemy na to patrzeć. Mi się wydaje, że polityka resortu jest taka, żeby dostosować wymagania do poziomu przeciętnego ucznia (zaakceptować istniejący stan rzeczy). Nam się wydaje, że te wymagania powinny być wyższe, żeby jednak tych młodych ludzi podciągać do góry. Za pięć lat znowu się okaże, że te wymagania, które są realistyczne dzisiaj będą zbyt wysokie i wtedy znowu powiemy, że to jest fikcja i trzeba to zmienić i dopasować do rzeczywistości. Ja się boje takiego myślenia i skłaniałbym raczej resort do podwyższenia wymagań, do zwiększenia oczekiwań wobec młodych ludzi. 

Robert Łuchniak: Panie profesorze, sześciolatki idące do szkoły to podnoszenie poprzeczki, czy obniżanie? 

Ryszard Legutko: Właściwie to jest tak, że resort popełnił tutaj błąd propagandowo-argumentacyjny. Po co posyłać sześciolatki do szkoły? Argumentacja resortu była demograficzno-ekonomiczna. Nawet jeśli ta argumentacja jest słuszna, to rodziców nie interesuje przyszły rynek pracy, tylko własne dzieci. Rodzice boją się, że ten sześcioletni wysiłek wychowawczy zostanie w szkole zmarnowany. Co do zasady, to właściwie wszyscy są zgodni, że można sześciolatki posyłać do szkoły, nie ma jakiegoś fundamentalnego oporu. Natomiast zdecydowana większość uczestników tych spotkań edukacyjnych uznała, że trzeba z tym poczekać, albo rozłożyć w czasie. Nie ma się co spieszyć. Trzeba rodziców przygotować, trzeba ich przekonać, że nic takiego w szkole się nie stanie. 

Robert Łuchniak: No tak, ale to jest rozłożone w czasie, ponieważ ten plan przewiduje wejście w życie tego pomysłu w ciągu trzech lat. 

Ryszard Legutko: No tak, ale czy nie można tego zacząć w 2012 roku, a w między czasie te szkoły przygotować? Tam jest kwestia podręczników itd. To są realne obawy wielu rodziców. 

Robert Łuchniak: Ja to odbieram tak, że nie tyle sześciolatki nie są gotowe na szkołę, ile szkoła na sześciolatków. Pan będzie namawiał prezydenta do krytyki sztandarowego pomysłu, czyli właśnie obniżenia obowiązku szkolnego do sześciolatków. Czy to znaczy, że ewentualna ustawa spotka się z wetem prezydenta? 

Ryszard Legutko: Pan prezydent nie podjął jeszcze decyzji. Tak naprawdę, to wczoraj pan wiceminister oświaty wręczył panu prezydentowi tekst ustawy. Ta ustawa musi być jeszcze zbadana. Są różne możliwości manewru. Kwestia, jakby przesunięcia tego w czasie, to nie jest jakaś sprawa doktrynalna. Zobaczymy, co się będzie działo. Przede wszystkim pan prezydent będzie musiał się z tą ustawa zapoznać szczegółowo. Tak naprawdę, to są trzy ustawy: karta nauczyciela, ustawa o systemie oświaty, ustawa Ministerstwa Pracy o emeryturach pomostowych. 

Robert Łuchniak: Co do argumentów ministerstwa odnośnie sześciolatków pobrzmiewa właściwie jeden argument: niektórzy twierdzą, że problem polega na dysproporcjach między dziećmi, wynikających z zamożności rodziców. Tych bogatszych stać na przedszkole. Biedniejsi natomiast puszczają dzieci samopas. Przyspieszenie szkoły to jest możliwość nadrobienia tych dysproporcji. Wprzęgnięcie wcześniej dzieci w obowiązek szkoły to jest robienie tego, czego nie robi rodzina. Czy jest coś sensownego w tego typu myśleniu? 

Ryszard Legutko: Nie do końca. Przede wszystkim jest zerówka, gdzie dzieci są uczone wcześnie. To nie jest tak, że przychodzi taka tabula rasa w wieku lat siedmiu do pierwszej klasy, bo jest wychowanie przedszkolne, jest zerówka. To dziecko już coś umie. Ja się zgadzam, że są dysproporcje. To jest fakt oczywisty, bardzo zresztą trudny do usunięcia - z tym się borykają wszystkie społeczeństwa i nie odnoszą szczególnych sukcesów. Ale to niekoniecznie musi mieć związek z zamożnością. To ma duży związek z nastawieniem rodziców. Niestety, rośnie liczba rodziców zamożnych, którzy zaniedbują swoje dzieci właśnie dlatego, że uważają, że są na tyle zamożni, że instytucje zajmą się ich dziećmi, a to jest błąd. W tym wieku rola rodziców jest szczególna. I odwrotnie - są rodzice, którzy nie są zamożni, a jednak dbają o rozwój swoich dzieci. Tak że to się nie układa według kategorii dochodu ekonomicznego. 

Robert Łuchniak: Niemniej można znaleźć na forach internetowych bardzo burzliwe dyskusje. Tylko przypomnę, że akcja „Ratuj maluchy!" to jest akcja przeciwko sześciolatkom w szkole i udało się organizatorom tej akcji zebrać 34 tysiące podpisów. Tak że to jest naprawdę niebagatelne zainteresowanie. Ale na przykład padają takie argumenty, że nowa ustawa daje szansę na szybszy rozwój dzieci i wejście na rynek pracy. Inny argument jest taki - mali Anglicy biegną z tornistrami do szkoły w wieku 5 lat i zapewniam, że warunki w ich placówkach są jeszcze bardziej surowe, niż w naszych, a wymagania znacznie większe. Nie zauważyłam, aby w jakikolwiek sposób ucierpiał na tym poziom cywilizacyjny Wielkiej Brytanii. 

Ryszard Legutko: Oj, to jest wyjątkowo niemądry argument. No co z tego, że w innych krajach. Trzeba przyjrzeć się temu, jak działa system edukacyjny w innych krajach. Ja przy całej swojej anglofilii i miłości do cywilizacji angielskiej nie chciałbym, aby polskie szkoły działały tak, jak szkoły angielskie. Jeżeli mówimy, że nasza szkoła jest marna, to naprawdę, jak porównamy to ze szkołą angielską, to tam ten upadek jest dramatyczny. 

Robert Łuchniak: No to samo jest w niemieckich szkołach, tylko tam jest osobne wejście, osobne pomieszczenia dla tych maluchów, które mają 6 lat, no a de facto jest to takie przedszkole w szkole, prawda? Te porównania z Zachodem bardzo różnie wyglądają. Ja jeszcze zapytam o taką rzecz, panie profesorze. Chodzi o zapisy w projekcie nowelizacji ustawy o systemie oświaty, które ułatwią stowarzyszeniom, firmom i prywatnym osobom przejmowanie szkół od samorządów. Teraz jest tak, że aby samorząd zlecił jakimś organizacjom pozarządowym prowadzenie szkoły, to najpierw musi tę istniejącą publiczną zlikwidować. A teraz można by taką publiczną szkołę przekazać, niektórzy mówią sprywatyzować od razu. Ja zaobserwowałem, że samorządowcy są za tym rozwiązaniem, bo to ich zwalnia z powinności wynikających z karty nauczyciela. Jak samorządowcy przy okrągłym stole oświatowym wypowiadali się w tej sprawie? 

Ryszard Legutko: Samorządowcy bardzo popierali ten pomysł. Samorządowcy w ogóle uważają, że samorządy mogą być nie tylko organami prowadzącymi, czyli tak jak w tej chwili odpowiadać za gospodarowanie szkołami, ale mogą też przejąć na siebie obowiązek edukacyjny w ścisłym sensie tego słowa, a więc być odpowiedzialnymi za profilowanie szkół, za współtworzenie programów, całej polityki edukacyjnej i samorządy twierdzą, że one sa gotowe to robić i że one chcą to robić i będą to robić dobrze. Ale to jest ten punkt, który bardzo podzielił strony przy okrągłym stole, ponieważ wiele podmiotów się temu kategorycznie sprzeciwiało, posługując się argumentem, że jednak co innego jest bycie organem prowadzącym zarządzanie szkołą - i tutaj to jest w porządku, samorządy robią to dobrze - a co innego jest odpowiedzialność za edukację, koncepcję edukacji, treść edukacji. To jest rola państwa i państwo powinno być odpowiedzialne za te treści. Ponadto nie ma dobrego powodu, żeby otwierać, czy pozbywać się szkół państwowych. Innymi słowy, szkoły, które są prowadzone przez samorządy czy stowarzyszenia i organizacje, nie są z konieczności lepszymi szkołami. Tu pojawiły się też głosy bardzo krytyczne wobec tego, pojawiło się słowo „prywatyzacja", że tak naprawdę chodzi tutaj o zrobienie dobrych interesów, natomiast nie chodzi tutaj o dobro szkoły. Ale to nie jest mój pogląd. Ja nie mam żadnych danych, żeby tak twierdzić. 

Robert Łuchniak: A jaki jest pogląd prezydenta? 

Ryszard Legutko: Prezydent w tym sporze pomiędzy państwowcami i samorządowcami jest raczej po stronie państwowców. 

Robert Łuchniak: Bardzo dziękuję panie profesorze. 

Ryszard Legutko: Dziękuje panu, dziękuję państwu.

Źródło: www.rdc.pl

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.