przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

„Dzierżyński lubił dzieci, dlatego nie zastrzelił dziecka, które prosiło go o chleb". Wie Pan, kto to powiedział? 
Nie mam pojęcia.

Posłanka PiS Aleksandra Natalli-Świat podczas wczorajszej debaty nad nowelizacją budżetu. Była poirytowana tym, że Tusk z Rostowskim zlikwidowali w budżecie rezerwę dla najbiedniejszych, ale nie zmniejszyli podatków, które miały tę rezerwę zasilać.
Pani Natalli-Świat jest delikatną kobietą i nie przekracza pewnych konwenansów. Dlatego na pewno ma rację, używając takich porównań. Nie namówi mnie pan do krytykowania jej.

Ale likwidacja rezerwy dla najbiedniejszych już się Panu nie podoba.
Uderzanie w ludzi ubogich w sytuacji, gdy zmagamy się z ciężkim kryzysem gospodarczym, to nie jest dobry manewr. Cały czas liczę na to, że rząd przygotuje jakąś spójną strategię wyjścia z kryzysu i wspólnie o tym porozmawiamy.

Rostowski z kolei liczy na wsparcie prezydenta w walce z - jak to nazwał - drugą falą kryzysu.
To jest jakaś pusta frazeologia. Nie wiem, o jakiej drugiej fali kryzysu Rostowski mówi i jakie wsparcie prezydenta ma na myśli. Jeśli idzie o ustawę budżetową, prezydent może ją podpisać albo odesłać do Trybunału Konstytucyjnego, który wszelkie wątpliwości wyjaśni w bardzo krótkim czasie, może nawet w ciągu jednego dnia. Ale stawiam dolary przeciw orzechom, że ustawę podpisze bez odsyłania do Trybunału. Zawetować jej nie może.

Niech Pan nie udaje, że nie wie, o co chodzi Rostowskiemu. Chciałby, żeby prezydent nie robił niespodziewanych wolt i nie budował przeszkód, tylko jeśli będzie trzeba, pozwolił np. na podwyżkę podatków.
Myśmy bardzo chcieli, żeby premier Tusk na ubiegłotygodniowe spotkanie z prezydentem przygotował na piśmie konkretne rozwiązania dotyczące załatania dziury budżetowej. Myślałem, że będziemy rozmawiać o podatkach, ale rozmawialiśmy o przekazaniu zysku Narodowego Banku Polskiego do budżetu, zaoszczędzeniu na otwartych funduszach emerytalnych i obcięciu pieniędzy na armię. Co może zrobić prezydent w sprawie NBP i OFE? Przecież to nie jest właściwy rozmówca w tych sprawach. NBP jest bankiem niezależnym, który działa w oparciu o ustawę i uchwałę Rady Polityki Pieniężnej.

Ale Tusk widzi w prezydencie mediatora między rządem a prezesem NBP, który jest związany z Lechem Kaczyńskim.
To błędne myślenie wynikające albo z niskiej kultury politycznej, albo z paniki, która ogarnia szefa rządu próbującego ratować poparcie dla siebie. To premier i minister finansów powinni prowadzić dyskretne - powtarzam - dyskretne negocjacje z szefem NBP, zarządem banku i Radą Polityki Pieniężnej.
Niedopuszczalne jest, by szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak zapowiadał publicznie wydarcie siłą zysku z NBP. Im więcej takich wypowiedzi, tym bardziej cierpi nasz wizerunek za granicą. Jedyne, co przyniósł na spotkanie Tusk i do czego prezydent mógł się odnieść, to było cięcie wydatków na armię której prezydent jest zwierzchnikiem.

I jak zareagował na pomysł rządu, by nie przeznaczać sztywno niemal 2 proc. PKB rocznie na obronność?
To poważna sprawa, bo jako członek NATO musimy mieć silną armię by mieć pewną pozycję Ale znowu: rząd coś burknął, że chce oszczędzać na zakupie uzbrojenia za granicą, ale nie mamy żadnych konkretów - co dokładnie i na jakiej zasadzie ma być ścięte. Nie dostaliśmy nic na piśmie. Ot, spotkaliśmy się z premierem na kawie, i tyle.

Któraś ze stron zaproponowała kolejne spotkanie?
Nie. Czekamy na ruch rządu, ale nie wiem, czy się doczekamy, bo już nieraz były takie miłe rozmowy przy kawie i nie miały ciągu dalszego.

Rząd jak ognia boi się podwyżki podatków, dlatego kluczy i próbuje urwać coś z NBP, coś z dywidend, coś z armii.
Zdaję sobie sprawę z tego, że Tuskowi głupio będzie w przyszłym roku, czyli roku wyborów prezydenckich, obwieścić Polakom, że podwyższa podatki, tym bardziej że w exposé zapowiadał obniżkę podatków. Premier już wyczuł, że podwyżka będzie fatalnie odebrana przez ludzi. Widział pan tytuły tabloidów? Napadły na Tuska, że chce drenować kieszenie, i wyliczyły, ile każdy z nas na tym straci. Tusk się przestraszył. On się strasznie boi mediów. Nie takie rządy wykładały się na kryzysie.

Tusk skończy jak Winston Churchill w 1945 r.? Wygrał wielką wojnę, ale przegrał z kryzysem gospodarczym.
Ludzie zawsze chcą czegoś nowego, myślą, że inny polityk rozwiąże sprawy lepiej, rozsądniej. Tuskowi właśnie wyrasta alternatywa - Stronnictwo Demokratyczne, które odwołuje się do tego samego elektoratu i tych samych wartości. Za chwilę więc Polacy mogą wybrać inną partię która ich zdaniem lepiej przeprowadzi nas przez chude lata.

W marcu powiedział Pan, że rząd Tuska upadnie już jesienią. Podtrzymuje Pan tę opinię?
Owszem. Uchroniłby się przed upadkiem tylko wówczas, jeżeli doszłoby do jakiejś wielkiej koalicji, np. z PIS. W dojrzałej demokracji, jak np. w Niemczech, CDU potrafiło się dogadać z SPD. Ale u nas takie porozumienie chyba by nie wyszło. A bardzo chętnie widziałbym taki dwuletni sojusz między dwoma głównymi partiami, którego celem byłaby walka z kryzysem.

Tylko co taki sojusz mógłby wywalczyć? Na pewno dalej nie byłoby konsensusu co do prywatyzacji, ściągania dywidend, cięć.
Ale może wreszcie przeprowadzono by reformę finansów publicznych. Poprawiłaby się ściągalność podatków, w tym VAT, doszłoby do przynajmniej ograniczonej reformy KRUS i ścięto by część wydatków na administrację To bolesne i trudne, ale rządzenie to też podejmowanie męskich, twardych decyzji, a nie tylko uśmiechanie się w blasku fleszy. Na pewno nie można ciąć wydatków na badania i naukę czyli to, co może napędzać naszą gospodarkę. Nie można też rozpoczynać wielkiego programu prywatyzacji, bo wyprzedawanie spółek za 20-30 proc. ich wartości jest niegospodarnością i głupotą. Ale w innych sprawach jest pole do kompromisu. Tylko trzeba chcieć.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.