przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Rolnictwo w Polsce charakteryzuje się obecnie niższą konkurencyjnością, produktywnością i wydajnością niż rolnictwo w innych krajach Unii Europejskiej. Jaka jest kondycja polskiego rolnictwa, i czy zmieniła się ona po wejściu do Unii Europejskiej?

Teza o gorszej konkurencyjności naszego rolnictwa nie jest do końca słuszna. Mamy rolnictwo bardzo zróżnicowane. Jest wiele gospodarstw małych, produkujących wyłącznie lub głównie na potrzeby rodziny. W przypadku tej grupy, nie dostarczającej żywności na rynek lub czyniącej to w minimalnym stopniu, żądanie wysokiej produktywności, intensywnego rolnictwa, dającego wysokie plony jest nieporozumieniem. W tych gospodarstwach stosuje się raczej technologie ekstensywne, duży udział pracy ręcznej, najczęściej nie stosuje się chemicznych środków ochrony roślin i nawozów sztucznych. Można w pewnym uproszczeniu powiedzieć, że wytwarzanie żywności w tych gospodarstwach odbywa się prawie ekologicznie. Sądzę, że grupa gospodarstw mniejszych, raczej ekstensywnych, produkujących na potrzeby rodziny rolniczej nie będzie brała udziału w europejskim wyścigu o to, kto jest bardziej konkurencyjny. Oczywiście nie można się łudzić - z tak rozumianego rolnictwa nie da się utrzymać całej rodzinie i żyć z niewielkiej produkcji na przyzwoitym poziomie. Tej grupie rolników i członków ich rodzin należy zaoferować dodatkową pracę, najczęściej poza rolnictwem, głównie w firmach powstających na obszarach wiejskich. Mamy również wcale niemałą grupę gospodarstw towarowych, dostarczających większość swojej produkcji na rynek. Te gospodarstwa szybko inwestują, powiększają swój areał, kupują nowe maszyny rolnicze i ciągniki, stosują te same rozwiązania technologiczne co inni rolnicy w Unii Europejskiej. Znaczna część gospodarstw towarowych nie ustępuje rolnictwu europejskiemu w zakresie plonów i wydajności. Konkurencyjność tej grupy gospodarstw zdecydowanie poprawia się od czasu naszego wejścia do Unii Europejskiej. Pojawiły się nowe możliwości wsparcia inwestycyjnego ze środków Unii Europejskiej, zafunkcjonował system wsparcia finansowego w postaci tzw. dopłat bezpośrednich, z których w największym stopniu korzystają gospodarstwa duże, pojawiły się wreszcie większe możliwości zbytu polskich produktów rolno-spożywczych na rynku europejskim i światowym.

Kiedy zatem ta grupa polskich rolników będzie mogła konkurować, jeśli chodzi o wydajność, z rolnikami z innych krajów Unii Europejskiej?

Chciałbym przewrotnie postawić inne pytanie: czy polscy rolnicy są skazani na konkurowanie w zakresie wydajności z rolnikami z innych krajów UE? Wydaje mi się, że naśladowanie rozwiązań technologicznych stosowanych w starej Unii Europejskiej nie byłoby dla polskiego rolnictwa korzystne. Kierunek na maksymalizację plonów poprzez intensywną chemizację rolnictwa, jego „uprzemysłowienie”, stosowanie ryzykownych metod modyfikacji genetycznych roślin i zwierząt, i inne działania mające „wydusić” z przyrody jak najwięcej, nie licząc się z kosztami, jest, moim zdaniem, dla Polski nierealne i szkodliwe. Rozwiązania stosowane na wielkich polach Stanów Zjednoczonych, Kanady, Brazylii, Argentyny i części krajów Europy Zachodniej, często szkodliwe dla środowiska naturalnego, w tym bioróżnorodności przyrodniczej, w Polsce powinny być eliminowane lub stosowane tylko w największych gospodarstwach i to pod ścisłą kontrolą. Świat oczywiście potrzebuje coraz więcej żywności. Rolnictwo dostarcza, i dostarczać będzie również surowców nieżywnościowych, np. energii odnawialnej, ale oprócz dużych ilości taniej żywności, często z racji pospiesznej produkcji o niskiej jakości, część konsumentów na świecie poszukuje innego pożywienia. Coraz większe znaczenie zaczyna mieć żywność jakościowa, o wysokich parametrach zdrowotnych, o niepowtarzalnych smakach, wytwarzana według tradycyjnych receptur. Konsumenci poszukują także żywności, która posiadając wszystkie wymienione cechy, jest identyfikowana terytorialnie, pochodzi z określonych regionów świata i jest częścią ich spuścizny cywilizacyjnej. Jestem przekonany, że Polska swojej szansy powinna upatrywać właśnie w żywności o wysokiej jakości. Polskie rolnictwo zużywa stosunkowo mało chemii. Mamy mało zanieczyszczone, bogate przyrodniczo środowisko obszarów wiejskich. Ekstensywność produkcji rolniczej, czyli to, czego wstydziliśmy się przez dziesiątki lat realnego socjalizmu, ta tzw. „renta zapóźnienia” może przewrotnie okazać się naszą szansą. Łatwiej bowiem jest Polsce przekształcać rolnictwo w kierunku jakościowym, przyjaznym środowisku, niż krajom, które, stosując industrialne metody wytwarzania przez wiele lat, pogorszyły przy okazji znacznie stan swojego środowiska naturalnego.

Mamy więcej małych czy średnich gospodarstw? Jaka jest struktura polskiego rolnictwa?

Jak wspomniałem, mamy bardzo złożoną strukturę polskich gospodarstw. Jest ona w dalszym ciągu odwzorowaniem, elementem spuścizny historycznej naszej ojczyzny. Na południu i południowym wschodzie Polski, czyli na terenach dawnego zaboru austriackiego, obserwujemy duże rozdrobnienie gospodarstw chłopskich. W województwie małopolskim dla przykładu średnia powierzchnia gospodarstwa wynosi 3,7 ha. Trochę inaczej układała się sytuacja w zaborze rosyjskim, ale i tutaj, czyli w części środkowej i wschodniej Polski, dominują gospodarstwa małe i średnie. Północ i zachód Polski charakteryzują się większym udziałem gospodarstw dużych, np. w województwie warmińsko-mazurskim średnia powierzchnia gospodarstw wynosi ok. 20 ha. Tu w strukturze własności dominowały Państwowe Gospodarstwa Rolne i Rolnicze Spółdzielnie Produkcyjne. Tak więc bogactwo struktur mamy ogromne. Słyszę czasami opinie niektórych liberalnych ekonomistów twierdzących, że taka struktura jest przeszkodą w unowocześnianiu polskiego rolnictwa. Twierdzą oni, że tylko eliminowanie gospodarstw mniejszych, szybka koncentracja ziemi w gospodarstwach większych, towarowych oraz intensywne metody wytwarzania są szansą polskiego rolnictwa w nawiązaniu konkurencji z innymi krajami. Jest to teza rażąca swoim uproszczeniem, trochę przypominająca twierdzenie, że idee komunistyczne są słuszne, a skoro naród ich nie rozumie to trzeba wymienić naród. Mamy rolnictwo takie, jakie mamy. Twierdzę nawet, że właśnie dzięki takiemu rolnictwu, a także uporowi polskiego chłopa, jego miłości do ziemi i wsparciu ze strony Kościoła katolickiego, zawdzięczamy to, że spustoszenia mentalne okresu komunizmu były w Polsce stosunkowo najmniejsze spośród wszystkich krajów bloku wschodniego. Szukać musimy rozwiązań takich, które są realne w naszych warunkach, a nie opowiadać bałamutnie, że struktura polskiego rolnictwa jest przeszkodą na drodze jego modernizacji.

Ale czy duże rozdrobnienie gospodarstw rolnych i niska wydajność z hektara nie są głównymi przyczynami słabości polskiego rolnictwa na tle innych krajów Unii Europejskiej? 

Myślę, że nie. Małe gospodarstwa są również w niektórych innych krajach Unii. Dominują w Austrii, Grecji, we Włoszech, w Bawarii a także w Rumunii. I co? Czy ktoś twierdzi, że Austria czy Bawaria ma kiepskie rolnictwo? Kraje o rozdrobnionym rolnictwie szukały i szukają innych dróg jego modernizacji. Stawiają na organizowanie się gospodarcze rolników w grupy producenckie, np. o charakterze spółdzielczym, rozwijają produkcję żywności najwyższej jakości, ukierunkowują rolników na tzw. działy specjalne produkcji rolnej oraz, dbając o rozwój obszarów wiejskich, tworzą warunki, by ci, dla których nie wystarcza pracy w małych gospodarstwach, mogli znaleźć tą pracę poza rolnictwem. To są drogi przetarte i sprawdzone. Nie musimy wyważać otwartych drzwi ani naśladować drogi koncentracji i industrializacji rolnictwa.

A jaka jest przyszłość ludności wiejskiej w kontekście szybkich zmian cywilizacyjnych zachodzących na świecie?

Zmiany na obszarach wiejskich, które obserwowaliśmy w ciągu ostatnich 30-40 lat w Europie charakteryzowały się dużą migracją ludzi ze wsi do miast. Bardzo wielu mieszkańców wsi europejskich, nie widząc dla siebie przyszłości, nie mając pracy, bo intensywne rolnictwo zmniejszało zapotrzebowanie na pracę ludzką, zastępując ją mechanizacją, szansy dla siebie upatrywało w przeniesieniu się do miasta. To miasta kojarzyły się z postępem, rozwojem cywilizacyjnym, awansem społecznym i sukcesem osobistym. Zjawisko to, chociaż zrozumiałe w kontekście rozwoju przemysłu, budowy dróg i autostrad, rozwoju funkcji usługowych miast doprowadziło do znacznego wyludnienia wielu obszarów Europy. Rozrostowi metropolii towarzyszył proces depopulacji obszarów wiejskich. Wydaje się, że proces marginalizacji obszarów wiejskich Europy jest zjawiskiem niekorzystnym. Wieś europejska powinna być także ważnym elementem konkurencyjności Europy, zapisanej w strategii lizbońskiej. Współczesny rozwój komunikacji, łatwość przemieszczania się, dostępność do Internetu sprawiają, że wiele zawodów może być wykonywanych niezależnie od miejsca zamieszkania. Zresztą zjawisko wzrostu atrakcyjności zamieszkania na wsi obserwujemy także w Polsce. Wielu ludzi z miast, po uzyskaniu odpowiedniego statusu materialnego, przeprowadza się na wieś. Zjawisko to, obserwowane przede wszystkim wokół dużych miast, będzie się w najbliższych latach nasilało. Według prognoz, ilość mieszkańców polskich obszarów wiejskich nie tylko nie zmniejszy się w najbliższych latach, ale wzrośnie z obecnych 38% do ok. 44%. Możliwość znalezienia nowej pracy na obszarach wiejskich, a jednocześnie pozostanie w swoich dotychczasowych siedliskach jest często najważniejszym argumentem dla „starych” mieszkańców wsi. Jest bardzo ważne, że tutaj mają swoje korzenie, tu są „u siebie”, tu mogą świadomie korzystać z tradycji rodziny i regionu. Migracje oczywiście będą miały miejsce, ale winny wynikać z decyzji i wyborów osobistych, a nie przymusu ekonomicznego. Szczęśliwie Unia Europejska dostrzega błędy popełnione w jej starych krajach, które spowodowały znaczne zniszczenie struktury wsi europejskiej, ucieczkę części mieszkańców do miast i rozliczne kłopoty rolników, którzy na wsi pozostali. Dlatego też UE modyfikuje swoją Wspólną Politykę Rolną w kierunku rozwoju obszarów wiejskich. Poprzez różnego rodzaju formy wsparcia zachęca się do inwestowania na obszarach wiejskich, do tworzenia miejsc pracy, poprawia się warunki życia, zwiększa się dostępność usług potrzebnych mieszkańcom. Polska, ze swoją bogatą siecią osiedleńczą, dużą ilością miejscowości, dość równomiernym zasiedleniem i zagospodarowaniem obszarów wiejskich nie powinna dopuścić do powtórzenia błędów Europy Zachodniej prowadzących do wyludniania się obszarów wiejskich.

Przyjrzyjmy się sytuacji ekonomicznej rodzin wiejskich. Jakie są ich dochody? Co się na nie składa?

Trzeba rozróżnić dochody rodzin wiejskich i rodzin rolniczych. Rodziny mieszkające na wsi, lecz nie utrzymujące się z rolnictwa mają strukturę dochodów zbliżoną do tych w mieście. Jeżeli rodziny te posiadają także niewielkie gospodarstwo, to po stronie dochodów mogą wykazać produkcję części żywności na samozaopatrzenie. Choć zależy to w dużej mierze od indywidualnej aktywności i zaradności. Natomiast rodziny rolnicze uzyskują z reguły dochody niższe, niż utrzymujące się z pracy poza rolnictwem, choć rozwarstwienie dochodów, rozrzut między dochodami niskimi i wysokimi jest coraz bardziej dostrzegany. Na dochody rolników ma zdecydowany wpływ sytuacja na rynku produktów rolnych, warunki pogodowe i klimatyczne oraz, a może przede wszystkim, poziom kosztów niezależnych od rolnika, takich jak ceny energii, w tym paliw, ceny nawozów i innych środków produkcji, a także usług niezbędnych dla prowadzenia gospodarstwa, np. weterynaryjnych. Dlatego też można powiedzieć, że dochody rolnicze w większym stopniu niż dochody pracownicze zależą od koniunktur rynkowych z jednej strony, a polityki państwa z drugiej.

Proszę powiedzieć, jakie są charakterystyczne oznaki przemian na polskiej wsi w ostatnich latach.

Zmiany w świadomości, w postrzeganiu świata, zmiany obyczajowe szczególnie wśród młodzieży, są podobne jak w innych środowiskach. Może bardziej niż gdzie indziej utrzymuje się ważna rola rodziny dającej oparcie i stabilność swoim członkom. Obserwujemy także większą potrzebę, co naturalne, korzystania z różnorodnych osiągnięć cywilizacji, takich jak kultura, wypoczynek, dostęp do mediów, w tym Internetu. Rolnicy w znacznie większym stopniu niż kiedyś chcą kształcić swoje dzieci. Wysiłek rodzin chłopskich z tym związany jest bez porównania większy niż rodzin nierolniczych. W dalszym ciągu obserwujemy dużo gorszy dostęp mieszkańców wsi do edukacji na wszystkich poziomach kształcenia. Także wymagania stawiane obecnie rolnikom są bez porównania większe niż kiedyś. Tak więc lekceważące i obraźliwe opinie o „głupim Jasiu, który pozostał na gospodarstwie” na naszych oczach przechodzą do historii. Nowoczesny rolnik musi często spełniać kryteria zdecydowanie trudniejsze niż jego rówieśnik w mieście.

Mimo wszystko rolnictwo polskie ma olbrzymi potencjał – tkwi on między innymi w niskim zużyciu nawozów sztucznych i pestycydów, co umożliwia rozwój upraw ekologicznych. Czy do tego potencjału można także zaliczyć oświatę rolniczą i doradztwo rolnicze?

Mając środowisko rolnicze mało skażone, o dużej bioróżnorodności, powinniśmy część naszego rolnictwa przekierować na produkcję żywności ekologicznej. W Polsce o wiele łatwiej jest przestawiać produkcję żywności według przyjętych na świecie założeń ekologicznych. Również struktura gospodarstw zachęca do rozwoju rolnictwa ekologicznego. Ten kierunek powinien uzyskiwać silne wsparcie ze strony państwa. Pomoc w przestawianiu gospodarstw, podtrzymaniu dochodów w pierwszych latach po przejściu na metody ekologiczne, ale przede wszystkim pomoc w budowie rynku i dystrybucji produktów byłyby ważnym elementem wsparcia. Ważne jest również, by nie dopuścić pod pięknym szyldem rolnictwa ekologicznego do nadużyć i patologii z wyłudzaniem środków publicznych przez osoby deklarujące „ekologiczność”, lecz nie wytwarzające niczego na rynek oczekujący produktów ekologicznych.

Bardzo ważną rolę w modernizacji rolnictwa pełni na świecie oświata rolnicza i doradztwo rolnicze. Trzeba bowiem osobom chcącym pracować w rolnictwie przekazać niezbędny pakiet wiedzy, trzeba nauczyć, jak radzić sobie w zmieniającym się świecie. Wiedza rolnicza, podobnie z resztą jak w wielu innych działach dezaktualizuje się i w związku z tym wymaga właściwie permanentnego uzupełniania. Sprawdza się powiedzenie, że człowiek - także rolnik - musi całe życie się uczyć. Niestety, stan polskiej oświaty rolniczej jest niepokojący. Przekazanie w 1999 roku szkół rolniczych do samorządów powiatowych doprowadziło w zdecydowanej większości do pogorszenia warunków pracy szkół rolniczych. Majątek szkół często przeznaczony został na inne cele. Władzom powiatu zabrakło wyobraźni co do roli szkolnictwa rolniczego. Często także nie było stać powiatów na dofinansowanie oświaty rolniczej. Państwo pozbywając się szkół pozbyło się odpowiedzialności za kształcenie kolejnych roczników przyszłych rolników. Próba naprawienia tej sytuacji poprzez przejście szkół rolniczych pełniących funkcje ponadregionalne lub kształcących w zawodach unikalnych do Ministerstwa Rolnictwa, podjęta przez poprzedni rząd, nie jest niestety kontynuowana przez obecny.

Również niejasna jest sytuacja publicznego doradztwa rolniczego. Ośrodki Doradztwa Rolniczego, które odgrywają najważniejszą rolę w zapewnieniu rolnikom dostępu do najnowszej wiedzy, wymagają wsparcia i jasnego określenia ich przyszłości. Moim zdaniem, jedną z najlepszych opcji dla doradztwa rolniczego byłoby jego połączenie z samorządem rolniczym. Dzisiaj mówi się o samorządzie rolniczym, czyli Izbach Rolniczych, o przekazaniu doradztwa sejmikom wojewódzkim, a także o jego prywatyzacji. Boję się o przyszłość doradztwa rolniczego.

A jaką rolę odgrywają organizacje rolnicze w zarządzaniu rolnictwem?

Autentyczne organizacje rolnicze pomagały w rozwoju rolnictwa i obszarów wiejskich w wielu krajach Europy. Głównym zadaniem organizacji rolniczych było reprezentowanie interesów rolników wobec władz publicznych, udział w podejmowaniu strategicznych decyzji dotyczących przyszłości rolnictwa oraz wyjaśnianie rolnikom konieczności zmian i ich konsekwencji gospodarczych, społecznych, cywilizacyjnych. Taką rolę mogłyby i powinny pełnić również polskie organizacje rolnicze. Niestety, duża liczba organizacji rolniczych sprawia, że ograniczone są możliwości ich oddziaływania na władze publiczne. Jestem przekonany, że w Polsce działalność autentycznych organizacji rolniczych jest bardzo potrzebna. Musi być jednak ona oddzielona od angażowania się przez nie w doraźne rozgrywki polityczne. Działalność organizacji winna służyć artykułowaniu potrzeb środowiska rolniczego, aktywnym udziale w podejmowaniu decyzji dotyczących przyszłości, a także wspieraniu polskich starań o jak najlepsze warunki dla naszego kraju w Unii Europejskiej. Wydaje się, że szczególną rolę w tym zakresie mają do odegrania Izby Rolnicze oraz tzw. związki branżowe, czyli związki producentów poszczególnych grup artykułów rolno-spożywczych.

W zarządzaniu ważne są także szkolenia. Czy programy szkoleniowe oraz pomoc w inwestycjach dla młodych rolników spełniają oczekiwania?

Większość rolników poważnie myślących o przyszłości korzysta z różnorodnych form szkoleń. Tam szukają wiedzy pomagającej rozwijać ich gospodarstwa. Jednak jakość szkoleń często pozostawia wiele do życzenia. Rolnicy oczekują wiedzy praktycznej, przydatnej przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, pomagającej starać się o środki unijne. Trzeba wymagać, by firmy szkoleniowe, przede wszystkim prywatne, korzystające ze środków publicznych na organizowanie szkoleń podnosiły jakość swojej oferty edukacyjno-szkoleniowej, tak by odpowiadała ona rolnikom-beneficjentom. Jedną z form pomocy dla młodych rolników są specjalne premie wypłacane, pod pewnymi warunkami, młodym ludziom przejmującym gospodarstwo rolne. Mechanizm ten stosowany jest w większości krajów europejskich, jednak nie można mieć złudzeń: dodatkowa 50-tysięczna premia może być pomocna dla uruchomienia gospodarstwa, ale nie wystarczy na wszystkie inwestycje i nie zapewni przyszłości, gdy nie ma innego wsparcia i pomysłu, co chciałoby się w gospodarstwie robić. 

A propos pieniędzy, czy w pełni wykorzystujemy fundusze pomocowe dla rolnictwa? 

Przed naszą akcesją mówiło się często, że polscy rolnicy nie są przygotowani do absorpcji pomocy unijnej. Nic bardziej mylnego! Kolejki przed siedzibami Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa pokazują, że wszystkie działania uruchamiane dla rolników są przyjmowane i poszukiwane. Można wyraźnie dostrzec, że środków dla rolnictwa jest zbyt mało w stosunku do potrzeb. Problemem zdecydowanie poważniejszym jest słabe przygotowanie instytucji państwowych, odpowiedzialnych za obsługę środków pomocowych. Obserwowane od kilku miesięcy zamieszanie w głównej polskiej instytucji płatniczej, czyli Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, polegające na wymianie kadr może doprowadzić do paraliżu tej instytucji i wstrzymania napływu środków pomocowych dla polskiego rolnictwa

Następują zmiany we Wspólnej Polityce Rolnej Unii Europejskiej. Jaki jest główny cel tych zmian?

Unia Europejska właściwie modyfikuje swoją politykę rolną nieustannie od chwili swojego powstania. Również i obecnie toczy się dyskusja, co poprawić we Wspólnej Polityce Rolnej, jakie nowe mechanizmy uruchomić, jakie kierunki wspierać, by rolnictwo europejskie było w stanie zapewnić wyżywienie mieszkańcom kontynentu, podjęło się nowych zadań związanych z ochroną dziedzictwa przyrodniczego oraz sprostało konkurencji globalnej w produkcji rolniczej. Do najważniejszych zmian Wspólnej Polityki Rolnej zaliczyć możemy modyfikacje systemu wsparcia finansowego, mające na celu oddzielenie wsparcia od produkcji, czyli pozostawienie większej swobody rolnikom w podejmowaniu decyzji produkcyjnych pod kątem zapotrzebowania rynku, a nie spodziewanych dopłat. Ważnym kierunkiem zmian jest także rozwój obszarów wiejskich, czyli wsparcie działań mających na celu poprawienie ich atrakcyjności w zakresie np. dostępności pracy, usług zdrowotnych, edukacyjnych, kulturalnych itd. Dyskusje toczące się w całej Europie co do przyszłości Wspólnej Polityki Rolnej niedługo przekładane będą na konkretne decyzje polityczne. Unia przesądzi o wielkości środków na obszary wiejskie, o kierunkach i trybie ich dystrybuowania. Niezmiernie ważne jest to, by Polska, jeden z największych krajów rolniczych Europy, o specyficznym charakterze obszarów wiejskich i swojego rolnictwa, brała aktywny udział w wypracowywaniu przyszłych decyzji europejskich, tak by było one korzystne dla naszego kraju i naszej racji stanu.

A jak Pan ocenia przyszłość rolnictwa w dobie globalizacji, wzrastającego znaczenia Chin, Indii, krajów Ameryki Południowej?

Proces globalizacji w rolnictwie światowym polega z jednej strony na wzroście zapotrzebowania na żywność w krajach, w których znaczna część społeczeństwa głodowała lub niedojadała (wymienić tu trzeba przede wszystkim Chiny, Indie, część krajów Afryki i Ameryki Południowej), z drugiej zaś na wzroście produkcji rolniczej w krajach, które do niedawna nie liczyły się specjalnie na światowym rynku rolniczym. Dotyczy to przede wszystkim Brazylii, Argentyny, Australii i Nowej Zelandii, Rosji i Ukrainy, a także, niezależnie od wzrostu konsumpcji, Chin i Indii. To, że wzrasta zapotrzebowanie świata na produkty rolnicze, zarówno żywnościowe jak i nie żywnościowe, jest dobrą informacją dla naszego kraju. Pozwala z większym optymizmem myśleć o wykorzystaniu rolniczej przestrzeni produkcyjnej Polski. Możemy zwiększać produkcję rolniczą, mając na uwadze wzrost zapotrzebowania na rynkach światowych. Moim zdaniem powinniśmy szukać sukcesu w segmencie żywności o wysokiej jakości. Taka żywność powinna być naszym znakiem rozpoznawczym na rynkach światowych. Niech podstawową masę żywności taniej, wytwarzanej przemysłowo na dużą skalę produkują inni. My myślmy przede wszystkim o tych konsumentach, którzy, szukając najwyższej jakości, są gotowi także za nią odpowiednio zapłacić. Oczywiście mając rolnictwo zróżnicowane musimy rozwijać się wielokierunkowo, szukać przyszłości dla każdego typu gospodarstw, ale jakość powinna być naszym priorytetem.

Gdyby Pan dzisiaj decydował o rozwoju polskiej gospodarki rolno-spożywczej, jakie produkty eksportowe promowałby Pan?

Mamy wiele produktów mogących zaspokoić nawet najbardziej wybredne podniebienia konsumentów. Trudno wskazać jeden typ produktów, tym bardziej, że zmieniają się przecież mody i gusty tych, których chcemy żywić. Mamy na pewno znakomite produkty mięsne, niczym nie ustępujemy światu w jakości produktów mlecznych, możemy być dalej potęgą w produkcji owoców i soków, dużo można by mówić o znakomitych polskich alkoholach, np. wódkach czy miodach pitnych. A przecież jest jeszcze wspaniała żywność ekologiczna… Można by wymieniać długo. Ważne jest, byśmy chcieli i potrafili wypromować naszą żywność nie tylko u siebie, ale również w innych krajach. Byśmy umieli przekonać świat, że to co polskie, jest najlepsze!

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.