przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Panie Premierze, wokół podpisanej przez Prezydenta RP 6 września br. zmiany ustawy – Ordynacja wyborcza do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw rozgorzała debata. Jakie jest zdanie Pana Premiera na temat zaproponowanych zmian?

Starałem się bardzo pilnie przyglądać tokowi prac nad ustawą, w trakcie całej procedury parlamentarnej. Robiłem to, zdając sobie sprawę z kontrowersji i gwałtownych protestów opozycji. Wiedziałem, że Pan Prezydent swoją decyzję w tej sprawie dokładnie rozważy. Mam pewien obraz prac nad tym aktem od samego ich początku. Nie ukrywam, że cele ustawy w pełni popieram. Mógłbym nawet powiedzieć, że nie idą one, w moim przekonaniu, dostatecznie daleko.

Dlaczego?

Dotychczas obowiązująca ustawa o ordynacji wyborczej do rad gmin, rad powiatów i sejmików wojewódzkich z 1998 roku przyjęła pewien model wzorowany na ordynacji do Sejmu, łącznie z pięcioprocentowym progiem wyborczym, co w sposób zupełnie oczywisty uprzywilejowywało największe partie polityczne. W wyborach samorządowych stwarzało to sytuację ograniczającą możliwości wyborcze małych ugrupowań reprezentujących interesy lokalne. Byłem wtedy przeciwko temu wzorowi ordynacji wyborczej, głosowałem przeciwko tej ustawie i w dalszym ciągu uważam, że nadmiernie faworyzowane są w niej partie polityczne. W wyborach samorządowych może to być czasem uzasadnione – na przykład w przypadku sejmików i rad dużych miast. Natomiast na poziomie powiatu i gmin mniejszych niż wielkomiejskie rzeczywiście stwarza ona wyraźne ograniczenia dla ugrupowań, które chcą reprezentować interesy lokalne. Otóż ta nowela do ordynacji wyborczej, o której dzisiaj mówimy, wbrew temu, co gwałtownie atakuje w tym akcie opozycja, poprawia w istocie pozycję tych lokalnych ugrupowań.

Skąd pomysł umożliwienia tworzenia bloków wyborczych?

Wprowadzenie możliwości blokowania list różnych komitetów wyborczych stwarza dla tych lokalnych ugrupowań możliwość wejścia w układ partyjny, w którym znajdą one swoje miejsce. Jeżeli uda im się w tej lokalnej skali przekroczyć pięcioprocentowy próg, to wchodzą wtedy w inny, korzystniejszy system rozdziału mandatów. Ustawa z 1998 roku przewidywała podział mandatów według systemu d’Hondta, który uprzywilejowuje duże ugrupowania. W tym wypadku dochodzi do korekty takiego stanu rzeczy. Gdy taki blok wyborczy osiągnie w wypadku sejmiku próg piętnastoprocentowy, a w pozostałych wypadkach dziesięcioprocentowy, to wówczas między partnerami takiego bloku podział następuje już według zasad nieporównanie korzystniejszych dla małych ugrupowań. I to jest, moim zdaniem, wyraźny postęp otwierający drogę ugrupowaniom lokalnym i poprawiający ich sytuację. Z tego powodu byłem zwolennikiem tej ustawy. Moim zdaniem można się nawet było zastanawiać, czy w tym zakresie nie powinno się pójść dalej, ale na obecnym etapie broniłbym tej ustawy, bo ona rzeczywiście poprawia sytuację lokalnych reprezentacji samorządowych.

Samorządowcy, którzy na zaproszenie opozycji przyjechali do Warszawy na tak zwane konsultacje, są jednak zupełnie odmiennego zdania. Twierdzą, że odbiera ona szanse na zdobycie mandatów właśnie małym lokalnym komitetom wyborczym, a premiuje duże struktury partyjne. Skąd taka opinia?

Nie zgadzam się z taką oceną. Jest tu pewna niekonsekwencja w stanowisku opozycji. Bardzo wielu, może większość znaczących posłów obecnych ugrupowań opozycyjnych, takich jak SLD i Platforma Obywatelska, którzy byli w Sejmie w 1998 roku, kiedy uchwalano dotychczasową ordynację, głosowała za ówczesną jej wersją. Ja uważałem wtedy, że to jest zbytnie uprzywilejowanie dużych struktur partyjnych i wraz z posłami Ruchu Odbudowy Polski głosowałem przeciw temu projektowi. To prawda – duże partie są uprzywilejowane, ale są uprzywilejowane przez zasady ordynacji z 1998 roku. Ta nowela natomiast, w ramach istniejącego systemu, poprawia nieco ich sytuację i otwiera drogę do organów samorządu mniejszym ugrupowaniom. Jeżeli będzie możliwość tworzenia bloków, to można oczekiwać, że główne ugrupowania partyjne będą chciały korzystać z tej możliwości. Będą więc zwracać się do różnych lokalnych ugrupowań po prostu po to, żeby wzmocnić swoją pozycję. Nie wymaga to aż tak bardzo szczegółowych uzgodnień, jak tworzenie koalicji, co w Polsce jest bardzo trudne z różnych powodów. Taka możliwość jest korzystna nie tylko dla PiS-u, który był uważany za główną siłę forsującą tę nowelę, ale dla wszystkich innych ugrupowań. Jestem bardzo ciekawy, kto najbardziej na nim skorzysta w nadchodzących wyborach, bo to jest sprawa otwarta.

Panie Premierze, pojawiają się głosy zaniepokojonych o to, że wyborcy nie będą do końca świadomi, komu ostatecznie przypadnie oddany przez nich głos – a w rezultacie, że w ogóle nie pójdą głosować. Czy Pana zdaniem są to obawy uzasadnione?

Nie, moim zdaniem nie są uzasadnione. Byłyby uzasadnione, gdyby w opinii publicznej utrwaliło się to tendencyjne przedstawianie problemu - nie w oparciu o konkretne przepisy i ich konsekwencje, tylko w oparciu o ogólnikowe, błędne oceny. Ustalił się taki slogan prowadzonej przez opozycję kampanii dezinformacyjnej, że wyborca będzie szedł głosować na PiS, a faktycznie może oddać głos na Samoobronę, która metodą bloku uzyska dostęp do podziału mandatów lub odwrotnie. To jest po prostu nieprawda. Ludzie zdecydowani głosować na duże ugrupowania polityczne są na ogół bardzo związani z partią, którą popierają. Natomiast tu chodzi głównie o elektorat, który jest zainteresowany w poparciu lokalnych inicjatyw przedstawicielstw środowiskowych. Ci ludzie będą mieli nową możliwość. Rzeczywiście, trzeba podjąć starania, żeby wiedzieli o tej możliwości i o wynikających z niej konsekwencjach. Starania, by rzeczowo przedstawić ludziom szanse, jakie komitetom lokalnym o mniejszych wpływach daje możliwość tworzenia bloków. Widać wyraźnie po obniżonej frekwencji w wyborach samorządowych, że Polacy w tych lokalnych sprawach nie zawsze chcą oddawać swój głos na partie ogólnokrajowe. Może chętniej oddaliby głos na lokalne ugrupowanie, ale uważają z kolei, że ono jest bez szans, więc do wyborów w ogóle nie idą. Otóż trzeba im uświadomić, że powstała szansa na to, że ich głos będzie się liczył, jeżeli oddadzą go na ugrupowania, które znajdą się w tym szerszym, zblokowanym systemie. Obawa, że obywatele nie pójdą do urn zawsze jest, ale to w znaczniej mierze zależy od tego, jak intensywnie będzie prowadzona akcja informacyjna w tej sprawie. W jej prowadzeniu zainteresowani będą w tych wyborach wszyscy, bo ten system jest korzystny dla wszystkich. Dlatego obaw o obniżenie frekwencji nie podzielam.

Dlaczego w takim razie zmiany ordynacji budzą takie emocje?

Myślę, że ten gwałtowny zgiełk protestów, który usłyszeliśmy, miał dwie przyczyny. Po pierwsze, polegał na pewnym niedoinformowaniu. W toku prac nad ustawą media prowadziły bardzo tendencyjną akcję w tej sprawie, dezinformując opinię publiczną. Po drugie, konsultacje działaczy z terenu były organizowane przez partie opozycyjne, które występowały z samej zasady przeciwko tej noweli. W związku z tym dobór tych działaczy, których fatygowano do konsultacji powodował, że ich opinie były określone sympatiami partyjnymi, a nie rzeczywistą analizą i oceną interesów społeczności lokalnych, które powinni reprezentować. Stąd też do tych protestów, które tu panowie przywołują, mimo wszystko nie przywiązywałbym jakiejś zasadniczej wagi.

A jednak, Panie Premierze, opozycja się nie poddaje. Złożyła do Trybunału Konstytucyjnego wniosek skarżący te ustawę. Autorzy tego wniosku starają się dowieść niezgodności zarówno samej nowelizacji, jak i trybu jej wprowadzenia z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej i z Europejską Kartą Samorządu Lokalnego.

Tę skargę traktuję raczej jako akt pewnej demonstracji politycznej. Jeśli chodzi o Europejską Kartę Samorządu Lokalnego, to przywołuje się ten jej zapis, który zaleca, aby zmiany w ordynacji nie następowały w okresie krótszym niż rok przed wyborami. Zdajmy sobie jednak sprawę z charakteru tego aktu. To jest pewien zalecany standard, ale przecież nie mający charakteru bezwzględnie obowiązującego ustawodawców krajowych. Jeżeli są ważne powody – a myślę, że w tych wyborach one rzeczywiście są – to można odstąpić nawet od obowiązującej w polskim ustawodawstwie zasady vacatio legis, tak jak to ma miejsce w przypadku tej ustawy. Dlatego ja tego zarzutu nie traktowałbym poważnie. Natomiast, jeśli chodzi o podnoszone bardzo liczne w tej skardze zarzuty sprzeczności z określonymi artykułami Konstytucji, to powiedziałbym, że jest to pewnego rodzaju prawnicza osobliwość. Skarga jest bardzo obszernym aktem, w którym uzasadnia się sprzeczność tej noweli nie tylko z konkretnymi przepisami Konstytucji, ale nawet z samą jej preambułą. Niemożliwe jest skonstruowanie poprawnego prawniczo zarzutu sprzeczności ustawy z czymś tak ogólnym, jak preambuła konstytucyjna. Charakterystyczne jest też grono osób popierających skargę – obok posłów z Platformy Obywatelskiej podpisali go posłowie z SLD, a także z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Można powiedzieć, że to pierwszy wspólny akt ugrupowań postkomunistycznych z ugrupowaniem nawiązującym, przynajmniej retorycznie, do tradycji „Solidarności”, jakim jest Platforma Obywatelska. Z tego punktu widzenia można uznać tę skargę za sprawę być może charakterystyczną dla obu tych ugrupowań i ich wzajemnych stosunków w przyszłości. Natomiast, jeśli chodzi o uzasadnienie skargi, to jest to wiele stron czasami bardzo efektownej publicystyki. Brak natomiast jakichkolwiek prawnych konstrukcji, które powinny być podstawą takiej skargi.

Jakie konkretnie zarzuty zgłasza opozycja w tej skardze?

Zacytujmy może przykładowe przepisy, do których odwołują się skarżący, jako do tych, które rzekomo pogwałciły ten akt ustawodawczy. Na przykład artykuł 2 Konstytucji: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. W zależności od oceny można wszystko uznać za sprzeczne albo zgodne z tym artykułem i w publicystyce to jest nawet łatwe do udowodnienia. Według rygorów prawniczego myślenia, uzasadnienia zarzutów, że przepisy ordynacji godzą w zasady sprawiedliwości społecznej czy w demokratyczne państwo prawa przeprowadzić się nie da. Mogłyby godzić wtedy, gdyby one ograniczały czyjeś prawa. Na przykład pozbawiały pewną grupę obywateli prawa do głosowania czy kandydowania w takich wyborach. Przecież nic takiego nie ma tu miejsca, więc wywód jest prawniczo pusty. Artykuł 7 Konstytucji: „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Nie wykazano w tej skardze, żeby w tej ustawie granice prawa były w jakikolwiek sposób przekroczone. To bardzo poważny zarzut, z reguły pociągający za sobą odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu. Tu niczego takiego wykazać nie sposób. To jest czysta retoryka. Dalej – artykuł 15 Konstytucji, kolejny, na który powołują się autorzy skargi: „Ustrój terytorialny Rzeczpospolitej Polskiej zapewnia decentralizację władzy publicznej”. Czy w tych przepisach naruszona jest czymkolwiek zasada decentralizacji? Czy pozbawiono lokalne komitety prawa występowania w tych wyborach? Mógłbym cytować dalej te przepisy, które są w skardze przywoływane, ale nie ma w niej żadnych konkretnych zarzutów o charakterze prawnym. Trybunał Konstytucyjny w moim przekonaniu powinien rozważyć, czy ta skarga w ogóle spełnia kryteria kwalifikujące ją do rozpoznania. Uważam ją za pewnego rodzaju prawnicze kuriozum.

Panie Premierze, wspomniał Pan o zaleceniu rocznego vacatio legis. Autorzy wniosku do Trybunału podnoszą postulat już nie rocznego, a trzymiesięcznego okresu poprzedzającego wybory, w którym to okresie zmiany w ordynacji nie powinny być dokonywane.

To jest jedyny punkt w tej skardze, w którym rzeczywiście jest, chociaż dalekie, odniesienie do prawniczej konstrukcji. Na czym ono jest jednak oparte? Przecież nie na żadnym przepisie ustawowym. Oparta jest wyłącznie na uzyskanych przez opozycję opiniach prawnych niektórych specjalistów z zakresu prawa ustrojowego, którzy próbują wyprowadzić tę zasadę z pewnej analogii. Otóż według przepisów nowelizowanej ustawy nie wolno w ciągu trzech miesięcy przed wyborami dokonywać zmian w okręgach wyborczych. To jest ze wszech miar uzasadnione i słuszne, tylko przecież wprowadzenie tej noweli w niczym nie narusza ani nie powoduje konieczności jakichkolwiek zmian w okręgach. W związku z tym, w moim przekonaniu, taka analogia nie jest trafna. Te opinie prawne są wyrazem raczej pewnej tendencji politycznej niż rzeczywistej oceny stanu prawnego.

Dziękujemy za rozmowę.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.