przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
„Polska”: PSL ma własne pomysły na walkę z kryzysem. Zakładają one zwiększenie deficytu budżetowego. Możemy sobie na to pozwolić?
Ryszard Bugaj: Wszystko zależy od tego, o ile zwiększymy ten deficyt.

Chodzi o około 5 mld złotych.
Jeśli ta kwota nie przekroczy 10 miliardów, to nie powinna wywołać negatywnych konsekwencji dla sprzedaży papierów dłużnych.

Byłby to jednak sygnał dla rynków, że Polska zwiększa poziom zadłużenia. Nie boi się Pan tego?
Na pewno nie zalecałbym zwiększania deficytu w takim stopniu, jak to jest robione na Zachodzie, gdzie czasem sięga ona wysokości 6 proc. budżetu. Jeśli natomiast wytłumaczymy zainteresowanym, że robimy to w trosce o to, aby w przyszłości ten deficyt nie był jeszcze większy, to taka decyzja nie powinna spowodować podwyższenia kosztów oprocentowania, które ponosimy przy finansowaniu deficytu i całego długu.

Pana zdaniem oszczędnościowe założenia w dobie kryzysu są błędne?
Obawiam się, że one doprowadzą do dodatkowego zmniejszenia popytu krajowego, co będzie oznaczało dalsze ograniczenie produkcji i większy ubytek dochodów budżetu państwa. Mimo dobrych intencji polityka rządu będzie miała odwrotny skutek. Rezultatem będzie pogorszenie stanu finansów publicznych. Jeżeli PKB będzie o pół procent mniejsze, to wpływy do budżetu spadną.

PSL postuluje uszczuplenie rezerwy walutowej NBP o kwotę do 5 miliardów złotych.
W sytuacji rozchwianych rynków i spadku wartości złotego, gdy rokowania są niepewne, puszczenie w świat sygnału, że sięga się po rezerwy dewizowe, to niedobra wiadomość. Wobec spekulantów giełdowych powinniśmy chociaż utrzymywać pozory, że jeśli oni będą bardzo podskakiwać, to NBP ma możliwości interweniowania i ratowania wartości złotówki.

A ma? Wielu ekonomistów w to powątpiewa.
To trochę pokerowa sytuacja, obie strony mogą blefować. W oficjalnych płynnych rezerwach zgromadziliśmy około 50 miliardów euro, ale mamy też tę przewagę, że jesteśmy stroną skonsolidowaną, a spekulanci na ogół swoich ruchów nie koordynują. Dlatego powinni być utwierdzani w przekonaniu, że NBP sporo kontroluje.

Przedstawiciele PSL mówią też o obniżeniu obciążeń związanych z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, co ma zachęcić banki do udzielania kredytów.
Dziś największym problemem banków jest brak zaufania do klientów. Banki nie udzielają kredytów, bo obawiają się, że kredytobiorca może mieć przysłowiowego "trupa w szafie". Zmiany w wysokości rezerw przeznaczanych na fundusz gwarancyjny tych obaw nie zmniejszą.

Co zatem może to uczynić?
Właśnie zwiększanie popytu, o którym mówiłem wcześniej. Jeśli przedsiębiorca nie będzie w stanie sprzedać tego, co wyprodukuje, nie będzie wiarygodny dla banku. Rządowe inwestycje są konieczne i powinny być nacelowane na polskie firmy, które pobudzają popyt krajowy, np. budownictwo mieszkaniowe.

Pojawił się też pomysł pomocy w spłacie kredytu hipotecznego dla regularnych i rzetelnych płatników.
Powinien tu być dołączony zapis socjalny, bo jeśli mamy w ten sposób wspierać ludzi, którzy kupują sobie trzecie 200-metrowe mieszkanie w Śródmieściu Warszawy i płacą 13 tysięcy za metr kwadratowy, to chyba nie powinniśmy angażować w to podatników. To byłby niezdrowy pomysł.

Minister gospodarki Waldemar Pawlak pracuje też nad pomysłem zwrotu podatku VAT przy zakupie nowego samochodu.
To chore, nie jesteśmy Niemcami. Ekologia oczywiście ma dla mnie duże znaczenie, ale przecież jest jakaś cena zmniejszania emisji CO2. Trzeba zacząć liczyć, ile nas to będzie kosztowało. To już lepiej oszczędzać na przyosiedlowych kotłowniach opalanych węglem. Po prostu inżynier Pawlak oszalał!

A pomysł unieważnienia toksycznych opcji walutowych?
Nie powinno się tego robić. Pomóc może trzeba trochę nieświadomym rzeczywistości konsumentom i poszukiwać dla nich jakichś ułatwień i wyjść awaryjnych. Ale przecież nie jest tak prosto zerwać umowy cywilno-prawne. Jak zarabiano na opcjach, to było dobrze, a teraz jest lament. Psim obowiązkiem przedsiębiorców było przewidzieć złe scenariusze.

Jak Pan ocenia te pomysły?
Liberalny liberalizm z elementami keynesowskimi, mało profesjonalny i podyktowany myślą, że PSL będzie dobry i dla przedsiębiorców, i dla biednych ludzi. A dziś trzeba przede wszystkim martwić się o biednych ludzi, a przedsiębiorcom pomagać o tyle, o ile to jest dobre dla biednych.

Co zatem należy robić?
Na pewno powiększyć trochę deficyt. Trzeba też wprowadzić zmiany podatkowe sprzyjające ludziom o niskich dochodach. Powinniśmy wykonać tutaj ruch w kierunku standardów europejskich, broń Boże nie dalej! Mielibyśmy dzięki temu małą redystrybucję dochodów w stronę uboższych grup, które generują popyt na rynku krajowym, np. na żywność i na podstawowe usługi. Tu nie tylko chodzi o sprawiedliwość społeczną. Poza tym koniecznie trzeba by zabezpieczyć podstawowe potrzeby najuboższych, szczególnie emerytów.

Ostatnie sondaże wskazują, że Polakom podoba się rządowe zaciskanie pasa, ale najchętniej zaczęto by od reformy KRUS, o czym PSL mówi niechętnie.
KRUS trzeba zreformować, ale nie na zasadzie: mamy do wzięcia 16 miliardów i tniemy wszystko. Tam można zaoszczędzić 2 lub 3 miliardy. Rolnikiem jest Wojciech Mojzesowicz, który z samej UE dostaje około 100 tysięcy złotych rocznie, a my mu fundujemy emeryturę na koszt państwa, co jest wielkim skandalem. Ale jest też duża część rodzin, które bez KRUS-u nie przeżyją.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.