przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
I. Uwagi ogólne

Minął rok od kiedy wypowiadał się Pan na temat ochrony zdrowia na stronie internetowej Kancelarii Prezydenta RP. Dlaczego ponownie zdecydował się Pan zabrać głos?

W tym czasie doszło do wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Odpowiedzialność za państwo przejęła koalicja PO-PSL. Nowe regulacje unijne dotyczące czasu pracy lekarzy, narastające napięcie w środowisku medycznym, próby inicjatywy ustawodawczej rządu, Rada Gabinetowa, zwołanie Białego Szczytu - wszystko to sprawiło, że problemy ochrony zdrowia stały się w jeszcze większym stopniu głównym problemem w państwie.

Czy to znaczy, że całą winę za obecną sytuację w służbie zdrowia ponosi rząd Premiera Donalda Tuska?

Oczywiście, że nie! Obiektywna i pełna analiza problemów służby zdrowia wymaga szerszej perspektywy niż czas, jaki dzieli nas od ostatnich wyborów. Przy takich ocenach uwzględniać trzeba lata 2006-2007, czyli pracę poprzedniego rządu, 18 lat transformacji od 1989 r., wreszcie bardziej odległe, ale ciągle wywierające swe piętno czasy PRL.

Czy to nie świadczy, w takim razie, po prostu o nieudolności naszej klasy politycznej?

Polskim elitom politycznym na pewno można sporo zarzucić. Jednak należy pamiętać, że ochrona zdrowia to jedna z najtrudniejszych dziedzin do zarządzania, a tym bardziej reformowania. Wynika to z rozległości dziedziny, jej wrażliwości społecznej i politycznej, oraz dynamicznych zmian technologicznych i demograficznych. Z tych powodów reforma ochrony zdrowia jest procesem ciągłym i tak naprawdę nigdy nie kończącym się. Działania prowadzi się na żywym organizmie społecznym. Dotyczą one ludzi chorych, często starszych i niektóre proponowane zmiany, jak dodatkowe ubezpieczenia, w ogóle nie będą ich dotyczyć. Dlatego proces ten wymaga bardzo starannych i czasochłonnych działań przygotowawczych.

Z tego, co Pan mówi wnioskuję, że Polacy jeszcze długo będą mieć utrudniony dostęp do specjalistów, a oczekującym w kolejkach na planowane zabiegi należy życzyć dużo zdrowia i sił, by to oczekiwanie przetrzymali.

Tak źle być nie musi. Polska ma dzisiaj niepowtarzalną szansę na nadrobienie zaległości i skok cywilizacyjny w wielu dziedzinach, w tym w obszarze zdrowia. Nie możemy tej szansy zmarnować. Nasze dzieci i wnuki surowo rozliczą nas z tego, jak wykorzystaliśmy wejście do Unii Europejskiej, fundusze europejskie oraz dobry stan polskiej gospodarki.

Czego więc jeszcze trzeba?

Zgody. Prezydent Lech Kaczyński bardzo liczył i dalej liczy na zgodną współpracę głównych sił politycznych. Po wyborach w 2005 i 2007 roku, podkreślał, że zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem dla Polski byłaby wielka koalicja PO-PIS.

Ale wielkie koalicje nie są powszechną praktyką polityczną.

To prawda. Proszę jednak zwrócić uwagę, że obecnie w Niemczech rządzi właśnie wielka koalicja. Niemieccy politycy uznali, że czas jest szczególny i przynajmniej na parę lat trzeba porzucić partyjne przepychanki. W Polsce potrzebę budowy jak najszerszej koalicji na rzecz wykorzystania obecnej, dziejowej szansy Polski widać jak na dłoni w wielu obszarach. Także gdy przyjrzymy się szczupłym zasobom kadrowym zdolnym podjąć dzieło reformy w ochronie zdrowia. Zwycięzcy wyborów z ubiegłego roku na pewno potrzebowali i potrzebują wzmocnienia w obszarze zdrowia. Potwierdza to falstart obecnego rządu w przygotowaniu pakietu ustaw zdrowotnych. Podobnie Prawo i Sprawiedliwość potrzebowało wzmocnienia kadrowego po wygranych wyborach w 2005 r.

Może taka ponadpartyjna współpraca jest niemożliwa i należy po prostu przyjąć to do wiadomości.

Zdecydowanie się z takim stanowiskiem nie zgadzam. Najlepszym przykładem na pozytywne efekty wspólnych działań w ochronie zdrowia jest przygotowany w 2002 roku Narodowy Program POLKARD. Od początku była w nim polityczna ponadkadencyjna zgoda. W Programie POLKARD wykorzystano najlepszych ekspertów do prowadzenia wieloletniej optymalnej polityki zdrowotnej w zakresie chorób serca i naczyń, które są przyczyną prawie połowy zgonów w Polsce. Kolejni Ministrowie Zdrowia wspierali i kontynuowali Program. Utworzono w kraju sieć dobrze wyposażonych ośrodków kardiologii interwencyjnej, a ostatnio oddziałów diagnostyki i terapii udarów mózgu. Spowodowało to, że chorzy niezależnie od stopnia zamożności są nowocześnie leczeni, tak jak w bogatych krajach europejskich. Zmniejszyła się ilość zgonów z powodu zawałów serca. Spodziewamy się istotnej redukcji liczby powikłań udarów mózgu.

W takim razie, jak by Pan krótko zdiagnozował obecne problemy?

Stoimy przed naprawdę wielkimi wyzwaniami i trudnymi problemami. „Wyzwalanie się na niepodległość” pracowników służby zdrowia, zmiany struktury właścicielskiej i spółki prawa handlowego, regulacje unijne, postępy technologiczne w diagnostyce i terapii wymagają wielkiej pracy organizacyjnej i intelektualnej, mocnego zaplecza merytorycznego i politycznego.

Jaką terapię proponuje rząd?

Nowy rząd za podstawę procesu naprawy przyjął tzw. uszczelnianie systemu bez zwiększania nakładów. Zapowiedziano rezygnację ze zwiększenia składki ubezpieczeniowej, o co zabiegali wszyscy poprzedni ministrowie zdrowia, niezależnie od opcji politycznej.

Sądzi Pan, że to wystarczy?

Życzę oczywiście sukcesów, ale będzie to bardzo trudne, gdyż każda reforma i zmiana systemu z zasady wymaga dodatkowych nakładów. Ostatnio Premier Donald Tusk nieco zmodyfikował zdanie w tej sprawie. Dzisiaj jednak największym problemem jest to, że rząd uchyla się od odpowiedzi na fundamentalne pytanie, w jakim kierunku mają iść zmiany i jaki ma być docelowy model systemu ochrony zdrowia w naszym państwie.

Czy jednak nie było tak, że rząd PiS również długo przygotowywał założenia proponowanych zmian.

Rzeczywiście długo trwało docieranie się tzw. priorytetów prof. Zbigniewa Religi i programu PiS. Jednak poprzedni rząd od początku jasno przedstawiał przesłanki ideowe w odniesieniu do ochrony zdrowia. W ostatecznym kształcie powstał nowoczesny program. Każda jego kontynuacja przez nowy rząd bardzo cieszy.

Wróćmy do pytania o główne kierunki zmian. Do jakiego modelu powinniśmy dążyć?

Ostatnio coraz częściej pojawiają się niepokojące wypowiedzi niektórych liberalnych ekspertów, głównie ze sfery bankowej. Eksperci ci ni mniej ni więcej tylko zachęcają, abyśmy cofnęli się do standardów obowiązujących w USA, ale… 50 lat temu. Promując czysto rynkowe rozwiązania, kwestionują fundamentalne zasady nowoczesnego systemu ochrony zdrowia takie jak powszechność opieki i zasada solidaryzmu. Autorzy tych koncepcji najwyraźniej nie zadali sobie trudu poznania współczesnych trendów w Europie i na świecie.

Do zgłębienia tych kwestii potrzeba pewnie sztabu naukowców i analityków.

Zgoda. Ale wystarczy wsłuchać się w debatę programową w toczącej się w Stanach Zjednoczonych kampanii prezydenckiej. Zdrowie stanowi jeden z trzech głównych jej elementów. Coraz częściej i demokraci, i republikanie mówią o takich sprawach jak to, że 9 mln dzieci w USA nie jest objętych ubezpieczeniem zdrowotnym, a więcej niż połowa indywidualnych bankructw w ubiegłym roku była spowodowana rachunkami za leczenie. Dlatego amerykańscy politycy wyraźnie zmierzają do powszechności ubezpieczenia zdrowotnego, zdecydowanego przyspieszenia rozwoju zdrowia publicznego oraz radykalnej redukcji olbrzymich marż pośredników w systemie, który przez lata był niedostatecznie regulowany.

Jest Pan przeciwny liberalnym rozwiązaniom?

Jestem przeciwny stosowaniu jednej doktryny do różnych obszarów działania współczesnego państwa. Przenoszenie uproszczonych wizji państwa z kampanii wyborczych do codziennej praktyki rządzenia i reformowania kraju byłoby ogromnym błędem. Nowoczesne państwo stosuje selektywnie różne metody, które są optymalne dla danego obszaru. Wiadomo, że dla jednych obszarów najlepsze będą mechanizmy rynkowe, ale w innych państwo powinno zachować wiodącą rolę. Nowoczesne państwa nie kierują się doktrynami i ideologiami, tylko w coraz większym stopniu pragmatyzmem i skutecznością.

Nie pytam o gospodarkę, bo domyślam się, że właśnie tam widzi Pan domenę dla mechanizmów rynkowych. Czy mógłby Pan przedstawić najważniejsze poglądy Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wyrażane podczas różnych dyskusji?

Do priorytetów Prezydenta należy dbanie o zrównoważony rozwój różnych grup społecznych oraz pomniejszanie strefy wykluczeń. Jest to całkowicie zgodne z priorytetami unijnymi i Światowej Organizacji Zdrowia. Dlatego nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej stanowią punkt wyjścia do oceny wszelkich działań reformatorskich.

Jaka jest w tym względzie sytuacja w Polsce na tle innych krajów europejskich?

Polskę w Unii Europejskiej negatywnie wyróżniają bardzo duże nierówności w dostępie do świadczeń zdrowotnych oraz bardzo niskie nakłady na publiczny system ochrony zdrowia. Niewątpliwie przy tak ograniczonych środkach osiągamy relatywnie bardzo dobre wskaźniki zdrowia Polaków. Jest to sukces m.in. pracowników służby zdrowia. Ale trzeba podkreślić, że społeczne, zdrowotne, ekonomiczne i polityczne rezerwy dalszego trwania takiej sytuacji uległy wyczerpaniu. Społeczeństwo się starzeje, gwałtownie rosną koszty nowych technologii medycznych. Narosła frustracja pracowników. W tej sytuacji naprawianie systemu bez dodatkowych nakładów to gra trudna i bardzo ryzykowna.

II. Odpowiedzialność

Kto odpowiada za obecny stan ochrony zdrowia w Polsce?

Trzeba jasno i otwarcie powiedzieć, że za stan ochrony zdrowia w naszym kraju, tak samo jak w całym cywilizowanym świecie, odpowiadają politycy, a nie pracownicy służby zdrowia. Całkowicie zgadzam się z wybitnym polskim lekarzem prof. Tadeuszem Tołłoczko, który w każdym publicznym wystąpieniu powtarza jak Katon Starszy w senacie rzymskim o Kartaginie, iż: „kto ma żyć, a kto ma umrzeć – współcześnie zależy nie od lekarzy, a od polityków i ekonomistów”. Dlatego jedną z najważniejszych spraw z politycznego punktu widzenia jest w Polsce przerwanie niepisanego „porozumienia” polityków, przyzwalającego na niewydolność systemu publicznego.

Niepisane porozumienie polityków. To zabrzmiało groźnie.

Oczywiście, że nie chodzi o żaden spisek. Postawę polityków zdominowało myślenie typu: odsuńmy to, bo i tak nic znaczącego nie da się zrobić. Obserwując debatę publiczną, trudno również nie dostrzec, jak niskie są kompetencje polityków w zakresie zdrowia publicznego i organizacji ochrony zdrowia. Klasówka z tych tematów w polskim Parlamencie chluby posłom by nie przyniosła. Tymczasem na trudne problemy jedyną odpowiedzią może być tylko ciężka praca i wysokie kompetencje.

Nie do końca przekonuje mnie argument, że jedynym powodem odkładania reformy służby zdrowia są niskie kompetencje polityków w tej dziedzinie. Ze swej natury parlament jest ciałem politycznym, a nie eksperckim.

Pełna zgoda. Brak kompetencji to tylko jedna z przyczyn. Ważna, ale zapewne wcale nie najważniejsza. Niechęć kolejnych ekip do gruntownej przebudowy systemu ochrony zdrowia wynika ze strachu przed spadającymi słupkami poparcia. To nie tylko przeszłość, ale jak sądzę niestety teraźniejszość. Dobra wola jednej grupy polityków, ekspertów, Prezydenta na wiele się nie zda dopóty, dopóki nie pojawi się wspólny front działań. Ale na to się raczej nie zanosi. W ostatnich latach kalendarz polityczny był tak skonstruowany, że od 2000 r. co roku odbywały się wybory lub referenda. Pod tym względem rok 2008 jest wyjątkowy, ale już od następnego karuzela wyborcza rusza od nowa. Czy to ułatwi działania i porozumienie? Nie sądzę.

Może powinien Pan doradzać Prezydentowi, by wyszedł z jakąś inicjatywą?

Lech Kaczyński nieustająco zachęca do ponadpolitycznych rozmów dotyczących ochrony zdrowia. Szkoda, że jego styczniowa inicjatywa pozostała bez echa. Przypomnę, że już jako Prezydent-elekt wykazywał duże zainteresowanie i troskę sprawami zdrowia Polaków. Warto to zaangażowanie przypomnieć, ponieważ opinia publiczna, niestety, nie była o tym należycie informowana. Podsumowanie działań Prezydenta w latach 2006-2007 opublikowano na stronie Kancelarii Prezydenta RP w związku z obradami Rady Gabinetowej. Ostatnio, 28 marca br., Kancelaria Prezydenta oraz Komitet Epidemiologii i Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk zorganizowały, z udziałem Lecha Kaczyńskiego, wspólną strategiczną naradę na temat przyszłości zdrowia publicznego w Polsce. Dyskusja dotyczyła politycznych, finansowych i prawnych uwarunkowań rozwoju tej kluczowej dla systemu dziedziny.

Wracamy do fundamentalnych kwestii docelowego modelu ochrony zdrowia. Co proponuje Prezydent Lech Kaczyński?

Głównym celem i zadaniem Pana Prezydenta będzie ocena proponowanych zmian ustawowych pod kątem utrzymania solidaryzmu, a więc spójności i kompletności systemu powszechnego ubezpieczenia. Trzeba pamiętać, że umożliwienie wyjścia z systemu nawet niewielkiej części osób płacących większe stawki spowoduje zdecydowane pogorszenie wydolności całego systemu. W zasadzie załamie ten system. Po drugie, polskie doświadczenia minionych lat powodują zrozumiałe dla wszystkich wyczulenie na zmiany struktury właścicielskiej. Tak, by potencjalne gry prawne i finansowe nie powodowały nazwijmy to nieekwiwalentnej prywatyzacji. Nie można lekceważyć zagrożeń na zaistnienie tych zjawisk. Wysokość długu szpitali wynosi ponad 10 mld zł. Nie jest to opinia odosobniona, że niektóre propozycje ustaw z tzw. nieformalnego posiedzenia rządu z 8 stycznia br. takie zagrożenia zawierały. Podsumowując, naprawa systemu ochrony zdrowia to tak naprawdę zmiana ustrojowa. Tak jest od końca XIX w., od reform Otto von Bismarcka. Dlatego Prezydent, chciałby znać priorytety rządu dotyczące budowy nowego systemu, oraz w jaki sposób te priorytety wpłyną na bezpieczeństwo zdrowotne obywateli.

Polski system polityczny jest tak skonstruowany, że wdrożone mogą być te reformy, które przegłosuje parlament i na które zgodzi się Prezydent. A więc ośrodek rządowy do pewnego stopnia jest skazany na porozumienie z Prezydentem. Gdzie widzi Pan możliwość kompromisu z rządem w kwestii modelu docelowego systemu ochrony zdrowia?

Na tym polega problem Prezydenta, że ciągle nie wie, do czego zmierza koalicja rządowa. Jaka ma być główna filozofia proponowanych zmian? Jakie mechanizmy rynkowe i w których miejscach systemu mają działać? Czy mają one być celem czy narzędziem? Co ma gwarantować zreformowany system, szczególnie środowiskom najuboższych?

Doradza Pan Prezydentowi w zakresie zdrowia Polaków. Zapewne więc zna Pan poglądy Lecha Kaczyńskiego w tych sprawach. Za jakim modelem docelowym opowiada się Prezydent?

Przygotowanie projektu reformy to gigantyczna praca, którą praktycznie może podjąć jedynie rząd, do czego zresztą jest konstytucyjnie zobowiązany. Prezydent Lech Kaczyński będzie pracował z każdym rządem i szczegółowo analizował każdy przedłożony projekt. Trudno jednak oczekiwać od Prezydenta szczegółowych rozwiązań. Mogę jedynie powiedzieć, że zdaniem Prezydenta w naszym obszarze kulturowym, geograficznym, społecznym, ekonomicznym i politycznym, ochrona zdrowia powinna rządzić się przede wszystkim regułami sfery socjalnej, a nie rynkowej.

Czyli ciężar finansowy utrzymania zdrowia publicznego powinien spoczywać na państwie?

Drugi wspólnotowy program działań w dziedzinie zdrowia na lata 2008–2013 przyjęty przez Parlament Europejski 23 października ub. roku zakłada, że dobre zdrowie społeczeństwa jest czynnikiem wpływającym na wzrost gospodarczy. Postrzeganie wydatków na zdrowie tylko jako obciążenie finansowe jest zatem niewłaściwe. Rzeczywistym kosztem dla społeczeństwa są bezpośrednie i pośrednie koszty związane ze złym stanem zdrowia oraz brakiem wystarczających inwestycji w dziedzinie zdrowia.

III. Ile mechanizmów rynkowych w służbie zdrowia

Coraz częściej pojawiają się poglądy, że dzisiejsza medycyna to przede wszystkim ekonomia i biznes.

Trudno nie zgodzić się, że współcześnie medycyna to nie tylko nauka i wiedza, sztuka i moralność, ale także ekonomia i biznes. Zdrowie obywatela i społeczeństwa stanowią konkretną wartość ekonomiczną. Tym bardziej punktem wyjścia każdej dyskusji o mechanizmach rynkowych lub prywatyzacji w ochronie zdrowia muszą być zapisy art. 68 Konstytucji. W systemie publicznym celem jest zapewnienie obywatelom równego dostępu do świadczeń.

Publiczną debatę zdaje się dominować pogląd, że państwo w tym obszarze wykazało dużą nieudolność i służbę zdrowia może uzdrowić tylko rynek.

Faktycznie, w dzisiejszej debacie publicznej na temat reformy ochrony zdrowia dominuje niebezpieczny trend. Dyskusja o problemach systemu publicznego jest całkowicie niesymetryczna. Tak jakby całkowicie stracono wiarę w możliwość istnienia w Polsce wydolnego systemu publicznego. Dużo więcej uwagi poświęca się, zamiast naprawie tego systemu, zastąpieniu go elementami niepublicznymi i rynkowymi. Są to koncepcje i rozwiązania najczęściej słabo zbadane i niedostatecznie przeanalizowane. Ich autorzy opierają się bardziej na intuicji niż wiedzy. Niewątpliwie należy wykorzystywać mechanizmy wolnego rynku. Trzeba jednak pamiętać, że wolny rynek wymienia obywatelską solidarność przede wszystkim na walkę o zysk.

Dlaczego obawia się Pan nadmiaru mechanizmów rynkowych w ochronie zdrowia?

Powtarzam: w samych mechanizmach rynkowych nie widzę nic złego, szczególnie tam, gdzie rynek działa dziesiątki czy setki lat i jest elementem kultury życia codziennego. Pamiętajmy jednak, że podstawowym elementem gry rynkowej jest zysk. Świadczeniodawca zmuszony do walki z konkurencją może przyjąć co najwyżej postawę uczciwego handlowca. Pod warunkiem, że jego konkurent taką postawę też przyjmie. W cywilizowanych, dojrzałych społeczeństwach obowiązują wykształcone na przestrzeni wielu lat bardzo surowe, i ściśle przestrzegane, zasady uczciwej praktyki rynkowej. Istnieją prawne zabezpieczenia i skuteczne mechanizmy regulacyjne. Skuteczność takich mechanizmów zmniejsza się jednak w sytuacji, gdy przedsiębiorstwo jest „na dorobku” i nastawione na „szybki zysk”, a rynek nie ma jeszcze dobrych mechanizmów regulacyjnych.

W ogóle nie widzi Pan miejsca dla elementów rynkowych w systemie?

Oczywiście, że tak nie jest. Jednak gdy w tak wrażliwym segmencie jak ochrona zdrowia chce się wprowadzać mechanizmy rynkowe, to wcześniej należy społeczeństwo do takich zmian solidnie przygotować. Nie można społeczeństwa motywować bliżej nieokreślonymi obietnicami. Braki dobrych analiz w odniesieniu do skutków zmian obniżają bowiem wiarygodność ich propagatorów. Każdy obywatel powinien wiedzieć, jak zmieni się jego dostęp do świadczeń lekarskich i ich cena. Bardzo precyzyjnie trzeba też przedstawić program zabezpieczenia uboższej części społeczeństwa. Dlatego naprawy systemu nie można czynić pospiesznie i na skróty. Brak odpowiednio długiej i głębokiej debaty społecznej, w tym konsultacji społecznych dotyczących ustaw, będzie skutkował konfliktami, które w ochronie zdrowia są szczególnie bolesne.

IV. „Biały szczyt”

Wielu miało nadzieję, że przełomem w polskiej służbie zdrowia stanie się „Biały szczyt”, którego był Pan obserwatorem. Jak Pan ocenia przebieg i rezultaty Białego szczytu?

Warto najpierw przypomnieć jego genezę. Otóż 8 stycznia br. odbyło się nieformalne posiedzenie rządu, po którym poinformowano o rezygnacji z rządowej ścieżki legislacji ustaw zdrowotnych. Równocześnie mieliśmy protesty środowisk pracowniczych i apele do Prezydenta. Dwa dni później odbyło się w Pałacu Prezydenckim spotkanie Prezydenta z przedstawicielami wszystkich klubów parlamentarnych. Zaproponowano wówczas ponadpartyjne rozmowy. Niestety propozycja pozostała bez odpowiedzi. Kilka dni później, 14 stycznia, odbyła się Rada Gabinetowa. Prezydent pytał rząd o planowane działania doraźne wobec narastającego zagrożenia bezpieczeństwa finansowego systemu, wynikającego z nowych regulacji czasu pracy lekarzy. Dyrektorzy szpitali, chcąc uporać się z problemami, zadłużają szpitale, co wymyka się kontroli i może zagrażać bezpieczeństwu zdrowotnemu Polaków już w bliskiej przyszłości. W drugiej części Rady Gabinetowej Lech Kaczyński pragnął dowiedzieć się o docelowy model ochrony zdrowia. W efekcie opisanych wyżej zdarzeń rząd podjął inicjatywę „Białego szczytu”, który rozpoczął się 21 stycznia i trwał 69 dni.

Czym w takim razie w istocie był „Biały szczyt”?

Stanowił pogłębioną naradę strony rządowej i społecznej. Było to ważne wydarzenie choćby z tego powodu, że dało jakiś oddech w negocjacjach strajkowych.

A jeśli chodzi o sprawy merytoryczne?

Od tej strony „Biały szczyt” nie mógł się udać. W jego założeniu tkwił bowiem błąd logiczny. Zamiast próby opracowania mapy poglądów głównych organizacji społecznych, chciano koniecznie doprowadzić do przyjęcia dość szczegółowego wspólnego stanowiska. Wobec sprzecznych interesów pracodawców, pracowników, przedstawicieli samorządów i pacjentów z definicji nie jest to możliwe. W efekcie końcowego dokumentu nie podpisały główne związki zawodowe lekarzy, pielęgniarek, niektórzy przedstawiciele pacjentów i NSZZ Solidarność. Na marginesie warto wspomnieć, że mapę poglądów strony społecznej powinno się zbudować dużo wcześniej, jeszcze będąc w opozycji lub gotową wziąć nazajutrz po wygranych wyborach z odpowiedniego departamentu Ministerstwa Zdrowia.

Co było w takim razie przedmiotem obrad „Białego szczytu”?

Podczas „Białego szczytu” prof. Marek Safjan zaproponował związkom zawodowym i innym uczestnikom opracowanie strategicznych założeń reformy. Trzeba powiedzieć, że to dość oryginalne podejście. Zwykle takie strategiczne założenia są domeną ekspertów merytorycznych i polityków. Uczestnicy „Białego szczytu” powinni raczej przedyskutować poszczególne elementy programu reformy w kontekście jej skutków społecznych i systemowych. Prawdopodobnie nie było to możliwe z powodu braku odpowiednich materiałów.

Podczas narad dyskutowano o nakładach na system publiczny, o potrzebie wzrostu odpowiedzialności właścicielskiej poprzez wprowadzenie spółek prawa handlowego. Sporo uwagi poświęcono sprawom ubezpieczeń dobrowolnych i alternatywnych, które jeśli dobrze pamiętam, były też w programie PiS z roku 2005. Dużo dyskutowano o współpłaceniu. W tym ostatnim przypadku trzeba pamiętać, że Polska jest krajem europejskim o rekordowo dużym współpłaceniu za leki. Aż 45% rodzin z osobami chorymi lub starszymi odczuwa brak pieniędzy na leczenie lub lekarstwa. Ponad 3/5 Polaków jest przeciw częściowej odpłatności za świadczenia w publicznej służbie zdrowia. Dlatego bardzo słuszna była decyzja Premiera Donalda Tuska o rezygnacji z wprowadzenia na obecnym etapie współpłacenia pacjentów za świadczenia, postulowanego przez większość uczestników szczytu.

Rząd szukał poparcia dla swoich projektów ustaw zdrowotnych. Czy je znalazł?

Podczas „Białego szczytu” rząd nie uzyskał poparcia jego najważniejszych uczestników dla projektów ustaw. Zasygnalizowano za to problem ubezpieczenia rolników. Rząd nie ustosunkował się do problemu płac i odrzucił propozycję ponadzbiorowego układu zbiorowego. Z kolei uczestnicy obrad absolutnie słusznie podkreślili, że prace dotyczące reformy ubezpieczeń musi poprzedzić przygotowanie koszyka świadczeń gwarantowanych, zaś ustawy dotyczące zakładów opieki zdrowotnej wymagają wcześniejszego rozwiązania problemu ich zadłużenia.

V. Ubezpieczenia

Integralnym elementem systemu ochrony zdrowia są ubezpieczenia. W styczniu po Radzie Gabinetowej dużo dyskusji i komentarzy wywołała propozycja wprowadzenia dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych. Jakie jest stanowisko ośrodka prezydenckiego wobec tych propozycji?

Prezydent nie mógł w tej sprawie wypowiadać się szczegółowo, bo po prostu projektu tej ustawy nie otrzymał i jej nie znał. Prezydent podtrzymał jedynie swoje wcześniejsze poglądy. Stwierdził, że nie poprze takiej ustawy, która prowadziłaby do powstania dwóch kategorii chorych w publicznych jednostkach ochrony zdrowia. Taka sytuacja mogłaby zwiększać nierówności w dostępie do świadczeń.

Obecnie tekst projektu ustawy jest wszystkim znany. Na ostatnim posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia wywołał burzliwą dyskusję.

Ustawa o dobrowolnych ubezpieczeniach zdrowotnych była zapowiadana jako jeden z filarów reformy. Ostatnio okazało się jednak, co już wcześniej podkreślała opozycja, że projekt złożony przez posłów PO jest niekonstytucyjny. Marszałek Sejmu zasugerował wstrzymanie prac nad nim z powodu wad prawnych.

Jaki docelowy model ubezpieczeń zdrowotnych by Pan proponował?

Mam w tym obszarze cały czas sporo różnych wątpliwości. Zastanawiam się, czy tradycyjny model ubezpieczeniowy stosowany w innych dziedzinach będzie w przyszłości optymalny dla działu ochrona zdrowia. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze, w nowoczesnej opiece zdrowotnej głównym celem staje się budowanie potencjału zdrowia, zapobieganie utracie zdrowia, oraz aktywne wykrywanie chorób w bardzo wczesnych fazach. Drugą ważną kwestią odróżniającą ubezpieczenia zdrowotne od innych ubezpieczeń, np. komunikacyjnych, stanowi fakt, że składkę zdrowotną płacimy przez całe życie, ale zdecydowanie największe „szkody” i koszty przypadają na dwa ostatnie lata życia.

Co należy robić, by nie hamować rozwoju rynku ubezpieczeń dodatkowych, a jednocześnie racjonalizować wydatki NFZ?

Brak właściwej wyceny procedur medycznych i tzw. koszyka świadczeń gwarantowanych jest ważnym źródłem nieracjonalności systemu. Powstanie koszyka będzie miało jeszcze jeden ważny efekt. Zmusi nas wszystkich do bardzo ważnej debaty i przyznania, że nie stać nas w Polsce na wprowadzanie od razu ze środków NFZ wszystkiego, co najnowsze w światowej medycynie. Z niektórych nowości, zanim z czasem nie potanieją, trzeba, niestety, rezygnować. Ponadto historia medycyny uczy, że zdrowa doza konserwatyzmu we wprowadzaniu nowych technologii medycznych, których odległe skutki poznamy dopiero za wiele lat, globalnie na pewno służy pacjentom.

Trzeba też ograniczyć przerzucanie obowiązków diagnostycznych i terapeutycznych z opieki podstawowej na szpitale. Brak kontroli w tym zakresie skutkuje bardzo dużym wzrostem liczby hospitalizacji i kosztów. Na pewno niewłaściwe jest również to, że w bezpośrednim sąsiedztwie publicznych szpitali powstają jednostki niepubliczne, w których zatrudnia się na dodatkowych godzinach tych samych lekarzy, którzy pracują w państwowym lecznictwie. W efekcie przypadki ciężkie i powikłania trafiają do lecznictwa publicznego, często akademickiego.

Pojęcie koszyka świadczeń gwarantowanych zaczyna nabierać właściwości magicznego zaklęcia. Przysłuchując się wypowiedziom polityków i ekspertów można odnieść wrażenie, że koszyk jak różdżka czarodzieja rozwiąże wszystkie problemy.

Żaden pojedynczy czynnik niczego nie rozwiąże. Warto np. rozważyć połączenie ryzyka dotyczącego zdrowia (obecnie NFZ) z ryzykiem choroby (obecnie ZUS, KRUS). Przed wojną w Polsce ubezpieczony w Kasie Chorych z tytułu ryzyka choroby otrzymywał kompleksowo: pomoc lekarską, położniczą, szpitalną i świadczenia pieniężne, np. zasiłek chorobowy, połogowy czy pogrzebowy. Podobnie dzisiaj w niektórych krajach obowiązuje zasada instytucjonalnego łączenia świadczeń zdrowotnych ze świadczeniami pieniężnymi, czyli z zasiłkami chorobowymi czy świadczeniami rehabilitacyjnymi. Od trafnej diagnozy, prawidłowego leczenia i rehabilitacji zależy długość okresu niezdolności do pracy, a więc czasu pobierania zasiłku chorobowego. Finansowanie i kontrola tego procesu przez tę samą instytucję, która ubezpiecza w całości ryzyko choroby, jest więc merytorycznie uzasadniona. Obecny system rozdzielający oba ryzyka nie motywuje lekarzy do racjonalnych wydatków związanych z procesem leczenia. Nierzadko zasiłek chorobowy staje się świadczeniem zastępczym dla działań diagnostycznych i leczenia, co skutkuje długotrwałą niezdolnością do pracy i rentą.

Czyli nie podziela Pan stanowiska prezentowanego przez obecny rząd, że najpierw uszczelniamy system, a później go reformujemy?

Bez debaty o przyszłym kształcie tego systemu mówienie o jego uszczelnianiu nie ma większego sensu, bo tak naprawdę nie wiemy, do czego się odnosimy. Dzięki retoryce uszczelniania pojawia się wrażenie, że szpitale marnotrawią olbrzymie pieniądze na niewłaściwe leki, zbyt drogi sprzęt, czy zbyt wysokie płace. Ale czy tak jest naprawdę?

VI. Potrzeba debaty publicznej i edukacji społeczeństwa. Uwagi końcowe

Czy ma Pan również wrażenie, że debata publiczna o zdrowiu toczy się w bardzo wąskim kręgu polityków i ekspertów?

W krajach zachodnich w debacie nad kształtem systemów ochrony zdrowia w dużo większym stopniu niż u nas bierze udział społeczeństwo. Polacy pragną by system ochrony zdrowia był nowoczesny i dawał im poczucie bezpieczeństwa. Powstaje jednak zasadnicze pytanie, w jakim stopniu nasze społeczeństwo jest przygotowane do takiej dyskusji. Obawiam się, że jest tak jak z politykami. I w tym obszarze istnieją bardzo duże potrzeby edukacyjne. Trzeba też wypracować dobre standardy dla takiej dyskusji. Kształt obecnej debaty prowadzi donikąd. Unikanie trudnych i zasadniczych tematów, powoduje, że dyskusja staje się instrumentalna, przebiega od awarii do awarii, dotyczy skutków, a nie przyczyn. W efekcie dominuje w niej gra na efekt polityczny, a nie meritum. Tymczasem w sytuacji, w której nie można zapewnić wszystkim członkom społeczeństwa wszelkich dostępnych osiągnięć medycyny, bo nie stać nas na to, należy stworzyć przejrzysty i reprezentujący szerokie grupy społeczeństwa system ustalania hierarchii potrzeb i priorytetów działań.

Jest Pan czynnym lekarzem i nauczycielem akademickim. Jak w tym wszystkim odnajdują się ludzie służby zdrowia, w szczególności w relacji z pacjentami?

Ludzie służby zdrowia udają się na coraz większą, nie tylko zewnętrzną, ale i wewnętrzną emigrację. Niepokoi postępująca dezintegracja więzów społecznych wewnątrz tych grup, jak i między grupami pracowników. Martwi pogorszenie relacji między pracownikami służby zdrowia a pacjentami. Tymczasem żadnego konfliktu interesów między chorym, a lekarzem i pielęgniarką nie ma. Chory chce być zdrowy, a lekarz i pielęgniarka chcą odnieść sukces. Z drugiej strony znaleźliśmy się w sytuacji, w której dziennikarz oczekuje skandalu, adwokat błędu, a administracja odpowiedniego sprawozdania wykazującego oszczędności pomimo wzrostu kosztów i niedoszacowania finansowego procedur leczniczych i diagnostycznych. Efektem ubocznym intensywnej walki z korupcją było wytworzenie takiej atmosfery w mediach, która sprzyjała łatwym i często niesprawiedliwym uogólnieniom dotykającym całe środowisko medyczne. Nie zmienia to faktu, że samo środowisko lekarskie nie poradziło sobie jeszcze z problemem korupcji.

Z tego, co Pan mówi wynika, że w Polsce zainteresowanie elit problemami systemu opieki zdrowotnej jest niewielkie.

Niestety muszę zgodzić się z tym poglądem. Może wynika to z tego, że osoby o wysokim czy bardzo wysokim statusie społecznym i majątkowym bez większych problemów docierają do lekarza w publicznej placówce czy w prywatnym gabinecie lub klinice, gdy takiej pomocy potrzebują. Stąd niedocenianie wagi problemu. A obecne problemy w ochronie zdrowia, nie tylko strajki, muszą budzić naprawdę duży niepokój. Powinny również wyzwalać w wielu środowiskach opiniotwórczych większą chęć pomocy w ich rozwiązaniu. Pamiętam dobrze, że gdy byłem przedstawiany jako doradca do spraw zdrowia w Pałacu Prezydenckim Papieżowi Benedyktowi XVI od razu wynikł temat ówczesnych strajków lekarzy w Bawarii, którymi Ojciec św. bardzo się martwił. Warto by wobec tak wrażliwych i trudnych problemów, także w sferze etycznej, jakie mamy w ochronie zdrowia w Polsce, nie zabrakło głosów autorytetów udzielających mądrych podpowiedzi.

Przeglądam notatki z naszej rozmowy i ogólny obraz jest raczej pesymistyczny?

Pomimo wielu negatywnych zjawisk wierzę, że szansy na zbudowanie nowoczesnego publicznego systemu ochrony zdrowia w Polsce ciągle jeszcze nie zmarnowaliśmy. Obecna zła sytuacja powinna nas tym bardziej mobilizować do profesjonalnej i roztropnej pracy reformatorskiej, bezpiecznej dla pacjentów i wszystkich ubezpieczonych. Przykład Białego szczytu jaskrawo pokazuje, że jest chęć i potrzeba dyskusji. Ochrona zdrowia to bowiem jeden z głównych problemów społeczno-politycznych, który źle rozwiązany grozi destabilizacją. By odnieść sukces musimy nie tylko dobrze rozpoznawać i usuwać przyczyny. Musimy starać się również lepiej siebie wzajemnie rozumieć, mieć do siebie trochę więcej zwykłej ludzkiej życzliwości. W terminologii medycznej i psychologicznej nazywa się to empatią.

Jest Pan niewątpliwie krytyczny wobec poczynań rządu Premiera Donalda Tuska w sferze zdrowia ...

Recenzując prace rządu w obszarze zdrowia staram się nie zapominać o oczywistym fakcie, że zdecydowanie łatwiej jest coś oceniać, niż działać, nieraz w trudnych warunkach, i brać za to odpowiedzialność. Jednak moje oceny dyktuje najgłębsze przekonanie, że zdrowie nie ma barw politycznych i musi być wspólną troską wszystkich partnerów politycznych.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.