przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Jak określiłby Pan obecną sytuację polskiej służby zdrowia?

W Polsce przeżywamy w ostatnich dekadach dwa skomplikowane procesy jednocześnie. Po pierwsze, zgodnie z kierunkiem rozwoju medycyny na świecie, dzięki antybiotykom i szczepionkom w znacznej mierze uporaliśmy się z chorobami zakaźnymi, a weszliśmy w erę zmagań z tzw. chorobami cywilizacyjnymi. Są to epidemie miażdżycy, chorób nowotworowych i urazów. Kraje wysoko rozwinięte przeszły te zmiany wcześniej od nas. Po drugie, odrzucając utopijną gospodarkę planową i system nakazowo-rozdzielczy, w którym służba zdrowia była tylko pozornie bezpłatna, staramy się wejść w obszar nowoczesnej gospodarki rynkowej. Przy braku wystarczających środków, oraz nawykach wyniesionych z poprzedniego systemu, jednak egalitarnego, proces ten stwarza dodatkowe trudności.

Czy nie możemy zatem skorzystać z gotowych wzorców w niektórych krajach zachodnich?

Wbrew pozorom w większości wysoko rozwiniętych państw, niezależnie od stosowanych rozwiązań, występują mniejsze lub większe kłopoty w systemach ochrony zdrowia. Nie ma prostych recept na uzdrowienie systemu. W Polsce wytworzył się na przykład pewien mit pozytywnego amerykańskiego systemu. Głównie dzięki najnowocześniejszym na świecie technologiom, stosowanym przynajmniej przez część placówek. Trzeba jednak pamiętać, że osiągnięto to za pomocą niewiarygodnie, jak na standardy europejskie, wysokich kosztów, nie zapewniając przy tym w pełni efektywnego ich wykorzystania.

Polską służbę zdrowia dzieli jednak przepaść...

Akurat pod względem efektywności system w Polsce wyróżnia się, szczególnie w porównaniu do krajów Unii Europejskiej, wysoką efektywnością pomiędzy nakładami a uzyskiwanymi wskaźnikami zdrowotnymi. Wydaje mi się jednak, że społeczne, zdrowotne, ekonomiczne i polityczne rezerwy dalszego trwania obecnej sytuacji ulegają wyczerpaniu. Społeczeństwo się starzeje, gwałtownie rosną koszty nowych technologii medycznych, narasta frustracja nisko wynagradzanych pracowników medycznych. Musimy pilnie podjąć systemowe działania naprawcze.

Wspomniał Pan o frustracji. Często słyszymy o strajkach i protestach. Co jest główną przyczyną napięć?

We wszystkich krajach zagadnienia ochrony zdrowia są trudne i stanowią delikatną materię. Każdy kraj – podobnie jak każdy pacjent - ma swoje charakterystyczne cechy, wymaga więc indywidualnej diagnozy i rozwiązań specyficznych dla danego środowiska. Pacjenci, ale także pracownicy nie zawsze rozumieją, że przemiany wymagają czasu. Siłą rzeczy dokonują się one w warunkach „eksperymentalnych”, czasem metodą prób i błędów. Naprawa systemu jest procesem, którego nikt w historii uprzednio w takich warunkach nie dokonywał. Jest to trudny proces, także w sferze odbioru społecznego. Reformy specyficzne dla naszego regionu i dostosowane do sytuacji ekonomicznej musimy więc wypracować w dużej mierze sami.

Trudno jednak oczekiwać innych reakcji na często trudne i niepopularne kroki ...

Dlatego w naprawie tak trudnego i złożonego problemu pierwszorzędne znaczenie ma edukacja i komunikacja społeczna. Jest to również konieczny warunek uzyskania poparcia dla zmian od społeczeństwa, pracowników, ekspertów, partii politycznych i środków masowego przekazu. Tymczasem dialog społeczny w dziedzinie zdrowia jest w naszym kraju jednym z mocno zaniedbanych obszarów. Wśród Polaków istnieje niestety wiele nieprawdziwych i szkodliwych stereotypów na temat opieki zdrowotnej.

Jakich na przykład?

W każdej dyskusji o systemie opieki zdrowotnej musi być uwzględniony aspekt ekonomiczny. Mamy tu bowiem do czynienia z wielkimi, w skali państwa, nakładami i przepływami finansowymi, oraz kosztami. Brak wnikliwej analizy ekonomicznej i oczekiwań różnych grup interesu może wręcz uniemożliwić naprawę czegokolwiek.
Podam przykład. Moi zaprzyjaźnieni starsi pacjenci nieraz skarżą się, że przez kilkadziesiąt lat w PRL uczciwie pracowali, mało zarabiali, pieniądze na zdrowie były w jakiś sposób gromadzone. A teraz dowiadują się, że na wszystko brak pieniędzy. Czekają nieraz w bardzo długich kolejkach. Otóż, bardzo szybko zapomnieliśmy, że tamten system z ekonomicznego punktu widzenia okazał się po prostu bankrutem. Nic z tamtych środków nie zostało. Odwrotnie. Do dzisiaj istotna część obsługi długu pośrednio lub bezpośrednio, choć dokładnie to trudno wyliczyć, wynika ze zobowiązań PRL, które III RP przejęła.
Oceniając ilość środków finansowych możliwych do przesunięcia na ochronę zdrowia trzeba pamiętać, że przy dochodzie państwa planowanym w br. na ok. 227 mld zł, koszt samej obsługi długu publicznego ma wynosić ponad 28 mld zł. To niewiele mniej niż budżet NFZ. Przy takich uwarunkowaniach makroekonomicznych trudno będzie zabezpieczyć potrzeby zdrowotne na odpowiednim poziomie bez współfinansowania prywatnego, w tym uzupełniających i dobrowolnych ubezpieczeń indywidualnych. Obecnie w systemie publicznym mamy ok. 1000 zł rocznie na jednego obywatela, co starcza na 3-4 dni pobytu w szpitalu …

Elity polityczne mają pomysł na tą sytuację?

Wiedza o problemach ochrony zdrowia w środowiskach politycznych powinna być lepsza. Jak dotąd, niezależnie od opcji politycznej, od początku transformacji ustrojowej politycy zajmujący się zdrowiem stanowili zbyt małą siłę, co w konsekwencji prowadziło do nadmiernego upolitycznienia procesu naprawiania systemu ochrony zdrowia. Nie należy tu jednak naiwnie oczekiwać pełnej niezależności politycznej sfery zdrowia. Przekonała mnie o tym ostatnia, styczniowa relacja radia BBC z debaty parlamentarzystów brytyjskich na tematy dotyczące zdrowia. Pomimo stabilnego systemu ochrony zdrowia w Wielkiej Brytanii dyskusja była bardzo gorąca i nie zawsze merytoryczna …
 
Jak ocenia Pan dotychczasowe próby reform służby zdrowia?

Aktualne trudności są w jakiejś mierze efektem właśnie owego nadmiernego i szkodliwego upolitycznienia procesu naprawy systemu. Wynikają one na przykład z niektórych niedociągnięć odważnej reformy w 1999 roku, później nadmiernie krytycznej oceny tej reformy i mocno upolitycznionej „kontrreformy” w 2003 roku. Duże szkody spowodowały również niespójności kolejnych prób naprawiania systemu. W efekcie mamy duże rozczarowanie społeczeństwa i pracowników służby zdrowia, wzmacniane sposobem relacjonowania zagadnień zdrowotnych przez środki masowego przekazu, które ze swej natury, koncentrują się raczej na zjawiskach negatywnych, nierzadko jednostkowych i incydentalnych. Z drugiej strony często tego typu publikacje pomogły zwrócić uwagę na konkretny problem czy ukarać winnych zaniedbań i nadużyć.
Na marginesie reformy z 1999 roku wydaje mi się, że za mało wykorzystujemy kadrę menedżerów z tamtego okresu w bieżącym naprawianiu systemu w kraju. Po płynących z tamtego okresu naukach i nauczkach ich potencjał jest naprawdę duży. W zarządzaniu kadrami uważa się, że prawdziwy menedżer to dopiero ten, kto doświadczył już porażki, obojętnie zasłużonej czy niezasłużonej.

Ma Pan receptę na zmianę sytuacji?

Do poprawy funkcjonowania systemu należy podejść bardzo poważnie i zgodnie z nowoczesnymi zasadami zarządzania wielkim projektem. Tak, jak to tylko możliwe, trzeba unikać znanych z poprzednich lat akcji doraźnego łatania dziur. Ważnym elementem powinna być publiczna debata, tak ukierunkowana, by równocześnie pomagała w przygotowaniu oraz realizacji procesu naprawy.

Poruszył Pan kwestię dobrowolnych ubezpieczeń, która niedawno była szeroko dyskutowana. Jest na nie miejsce?

Dodatkowe dobrowolne ubezpieczenia mogą być z kilku powodów przydatne i potrzebne. Programy wyborcze obu największych partii zawierały ten postulat. Ale takie ubezpieczenia powinny być wprowadzone w odpowiednim czasie – najpierw trzeba przyjąć tzw. koszyk, czyli zakres, czas i standard świadczeń. Trzeba też określić ich obszar działania. Odnoszę wrażenie, że ostatnia żywa dyskusja w mediach na ten temat to był trochę falstart, najpewniej spowodowany nieprecyzyjnym przekazem informacji.
Otóż, wszystkie istotne problemy staram się zwykle konsultować z przedstawicielami różnych środowisk, pokoleń i opcji politycznych. W ostatnio rozpoczętej dyskusji i rozmowach nie spotkałem nikogo, kto w kiepskich warunkach wielu publicznych polskich szpitali, wobec braku miejsc, konieczności stawiania dostawek, niekiedy na korytarzach, za słuszne by uznał tworzenie w tych samych jednostkach ekskluzywnych sal klasy pierwszej.
Zarówno lekarze, jak psycholodzy społeczni i socjolodzy, którzy dobrze znają polskie uwarunkowania, uważają, że wprowadzenie takiego podziału w publicznej służbie zdrowia spowodowałoby pogorszenie warunków dla większości. Dla osób biedniejszych dostęp do opieki zdrowotnej stałby się przy realizacji takiego scenariusza w jeszcze większym stopniu niż obecnie fikcją.
Co innego dostęp do wyższego standardu świadczeń w opiece ambulatoryjnej, oraz hospitalizacji w jednostkach prywatnej służby zdrowia. Bardzo ważną sprawą, jeśli ubezpieczenia dodatkowe mają odegrać istotną rolę w systemie, będzie opracowanie atrakcyjnego systemu zachęt, tak by były one odpowiednio popularne.
 
Czy to nie jest tak, że najlepszym lekarstwem na naprawę systemu stanowi prywatyzacja i całkowicie wolny wybór?

Tu zdecydowanie przestrzegałbym przed zbyt prostym podejściem do problemu. Umożliwienie całkowicie wolnego wyboru i utworzenie wolnego rynku świadczeniodawców czy ubezpieczycieli, bez odpowiednich regulacji, może wywołać efekty odwrotne do zamierzonych: gorszą efektywność i pogorszenie zdrowia populacji. Z drugiej strony, mimo mnożących się drobnych zmian i usprawnień, kosztowne społecznie i finansowo jest dalsze utrzymywanie instytucji charakteryzujących się znacznym deficytem odpowiedzialności właścicielskiej i nadzorczej, oraz niewydolnych w zakresie powierzonych im zadań.

Liczba problemów nie nastraja optymistycznie...

Ale jest też bardzo wiele pozytywnych zjawisk. Polskie społeczeństwo potrafi także reagować wspaniale, nie tylko rozumiejąc, ale wręcz przejmując konieczne zmiany na swoje barki. Jednym z przykładów jest poparcie społeczne dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Podobnie wielki program hospicyjny, który cieszy się w kraju i Europie powszechnym szacunkiem i rozwinął także przy pomocy wolontariuszy. To przykłady pozytywnej reakcji, inicjatywy i oddolnego włączenia w proces zmian, który dotyczy nas wszystkich. Wierzę, że nawet przy ograniczonych środkach finansowych, jakimi dysponujemy w Polsce, możemy dopracować się jednego z najbardziej efektywnych systemów opieki zdrowotnej.

Co stanowi o nowoczesności systemu ochrony zdrowia?

Cztery podstawowe zasady nowoczesnego i zdolnego do stałego rozwoju systemu powinny stanowić:
- solidaryzm po stronie obywateli,
- racjonalizacja pozwalająca wyeliminować nadużycia eksploatujące solidaryzm,
- obecność mechanizmów rynkowych, ale poddanych odpowiednim regulacjom, tak by usługi były na wysokim poziomie, ale równocześnie efektywne ekonomicznie,
- oraz prosty dostęp do systemu dla obywatela i łatwe poruszanie się w nim. Wszystko to powinno zdecydowanie zwiększyć poczucie bezpieczeństwa Polaków w odniesieniu do szeroko pojętych problemów dotyczących zdrowia. Sami Polacy zaś powinni w zdecydowanie większym stopniu być aktywni w stosunku do swojego zdrowia. Nie zapominajmy, że więcej niż 50% naszego zdrowia zależy od stylu życia i zachowań prozdrowotnych.

Czy polska służba zdrowia zmierza w tym kierunku?

Obecnie w Polsce wykształcają się trzy sektory lecznictwa: państwowy, prywatny i spółdzielczy. Jednocześnie nie ma jeszcze dostatecznie przejrzystych prawnych regulacji ich współpracy i funkcjonowania. Do tego dominuje wciąż centralne finansowanie przez NFZ. Eksperci zachodni widząc strukturę wydatków NFZ naprawdę nie dowierzają, że koszty administracyjne tej instytucji wynoszą poniżej 2%, ostatnio jest to liczba bliższa 1% budżetu. By taka organizacja mogła być sprawna i dobrze realizować swoje zadania, w tym kontrolne, środki powinny być kilkakrotnie wyższe. Stąd żywe dyskusje i spory, a także problem korupcji, na co zwróciła uwagę m.in. Fundacja Batorego. Korupcja jest jednak w dużej mierze skutkiem niedopracowania zmian systemowych, dlatego procesy reorganizacyjne należy przyspieszać.

Które dotychczasowe zmiany ocenia Pan pozytywnie?

Krytykowany i zmieniony system kas chorych, mimo wytworzenia zbyt dużych dysproporcji regionalnych, po raz pierwszy próbował wprowadzić liczenie jednostkowych kosztów leczenia. Szczęśliwie zbiegło się to z rozwojem komputeryzacji i system liczenia kosztów, mimo dużych kłopotów, stale jest doskonalony. Akademie Medyczne dobrze szkolą kadrę, jeśli nasi absolwenci są przyjmowani do pracy w najlepszych ośrodkach w świecie. Dwa ogólnopolskie narodowe programy w chorobach serca i naczyń oraz onkologii zaczynają przynosić wyraźne efekty. Obecnie chorzy z zawałami serca w Polsce są leczeni podobnie jak w krajach wysoko rozwiniętych. Również ogólnopolski program zwalczania chorób nowotworowych poprawia wykrywalność nowotworów, mimo wciąż dużych braków zarówno w wyposażeniu, jak i finansowaniu nowoczesnej terapii. Skomputeryzowaliśmy wyniki ogólnopolskich badań epidemiologicznych i profilaktycznych nadciśnienia tętniczego i innych czynników ryzyka chorób serca i naczyń. Szeroko wykorzystujemy metodę sondażu reprezentatywnego w ocenie zdrowia Polaków, a także ich wiedzy i zachowań zdrowotnych. Mamy bardzo dobry i precyzyjny krajowy rejestr zawałów serca. W podanych dziedzinach nasze osiągnięcia z satysfakcją pokazujemy na każdym forum w Europie.

Mimo tego trudno mówić o euforii w społecznych opiniach o stanie służby zdrowia…

Oczywiście jest wciąż cała masa problemów. Mamy zbyt ograniczone środki finansowe w służbie zdrowia, a w rezultacie źle opłacany personel medyczny. Większa niż uprzednio swoboda gospodarcza przyspiesza szereg procesów, inne utrudnia. Nie wypracowano do dziś jasnych relacji między sektorem prywatnym, państwowym i spółdzielczym - stąd podejrzliwość i wyszukiwanie czasem rzeczywistych, a niekiedy urojonych relacji korupcyjnych. Do tego zadłużenie części szpitali, czy zbyt mała drożność współpracy podstawowej opieki zdrowotnej z medycyną specjalistyczną. Nie do końca określone są obszary działania samorządu lekarskiego, związków zawodowych lekarzy, czy organizacji skupiających lekarzy już sprywatyzowanych, którzy działają jak przedsiębiorcy. Istotnych korekt wymaga również określenie roli płatnika, czyli NFZ, a przede wszystkim poprawa sprawności regulatora, czyli Ministerstwa Zdrowia.

Często pada argument, że w związku z trudną sytuacją Polskę opuszczają najzdolniejsi lekarze i specjaliści.

Emigracja lekarzy i pielęgniarek jest oczywiście zjawiskiem niekorzystnym, również ekonomicznie. Obciąża budżet, gdyż często wyjeżdżają specjaliści, których nie mamy w nadmiarze, a studia medyczne są studiami długimi, kosztownymi i przeważnie nieodpłatnymi. Jest to dotkliwy problem dla niebogatego społeczeństwa. Emigracja paradoksalnie przyczynia się jednak do tego, że decydenci zaczynają bardziej rozumieć problemy środowiska służby zdrowia. I to także przyspieszy reformy. Pamiętajmy też, że w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie problemy wydają się pozornie dobrze uregulowane – na przykład w Anglii czy Niemczech – lekarze również emigrują do USA z powodów ekonomicznych. Problemem jest zatem bardziej skala tego zjawiska, niż sam fakt emigracji.

Które kroki są Pana zdaniem najpilniejsze?

Podstawowym warunkiem skutecznej reformy jest jak największe uniezależnienie tego procesu od bieżącej polityki. Dyskusje powinny być merytoryczne i wolne od tzw. poprawności politycznej. Musimy odważniej niż dotąd rozmawiać i stawiać tezy. Przykładowo, jeśli otwarcie nie powiemy i wszyscy nie zgodzimy się, że jedną z największych wad systemu jest brak elementarnej odpowiedzialności właścicielskiej w zakładach opieki zdrowotnej, to przy największej pracy i najlepszych chęciach, nie osiągniemy pożądanych efektów. Myślę tu na przykład o ustawie dotyczącej sieci szpitali. Trzeba gruntownie zmienić formułę zespołu opieki zdrowotnej. Ona była na swój sposób nowoczesna, ale kilkanaście lat temu. Tylko odważna dyskusja, włącznie z rozważeniem wad i zalet spółek opartych o zasady prawa handlowego, może wytyczyć nowy kierunek w tej sprawie, kluczowej dla naprawy systemu.

Pozostaje problem pieniędzy. Czy powinniśmy płacić większą składkę?

Pragnę podkreślić jeszcze raz, że niemożliwa jest naprawa systemu bez uwarunkowania jego działania mechanizmami finansowymi. Przestrzeganie zasad ekonomicznych powoduje efektywniejsze wykorzystanie środków, co w rezultacie służyć będzie dobru chorych. Dzisiaj ta prawda często przegrywa z partykularnymi interesami różnych grup i części systemu ochrony zdrowia. Lekarze, w obecnej dobie rozwoju medycyny i przy dzisiejszych sposobach finansowania świadczeń, nie mogą nie liczyć się z kosztami.

Czyli paradoksalnie jest też pole do lepszego wykorzystania środków?

Na pewno tak. Trudno tu komentować oczywiste straty, jakie powoduje na przykład odkładanie od kilku lat decyzji co do architektury informacyjnej całego systemu, oraz spraw szczegółowych, ale ważnych, jak wdrożenie informatycznego rejestru usług medycznych. Niemożliwe jest racjonalne planowanie i zarządzanie czymkolwiek, gdy nie ma dobrych, rzetelnych informacji. Brak informacji utrudnia działanie na każdym poziomie. Niezrozumiały i szkodliwy jest np. opór przeciw wprowadzeniu kas fiskalnych w praktykach lekarskich.
 
O systemie informacyjnym mówi się od dłuższego czasu. Dlaczego jeszcze nie powstał?

W Polsce próbuje się wprowadzić odwrotną kolejność działań – wyścig firm, narastający od kilku lat, powoduje niebezpieczeństwo podporządkowania systemu informacyjnego w ochronie zdrowia potrzebom i interesom firm informatycznych, które błędnie upatrywały dotąd swój sukces, lub zagrożenie porażką, w jednorazowym akcie wyboru jednego wykonawcy na wiele lat. Przecież najpierw trzeba określić potrzeby systemu informacyjnego, jego cele, specyfikację funkcjonalną i spójną architekturę – a później tworzyć rozwiązania informatyczne, na przykład słynny RUM. Dopiero w takim kontekście możemy mówić o czymś nowoczesnym i bezpiecznym. Same zaś rozwiązania informatyczne powinny być rozproszone, zdecentralizowane, realizowane przez wielu dostawców, według precyzyjnych standardów określonych przez regulatora, czyli Ministerstwo Zdrowia. Co ważne, rozwiązania informatyczne powinny być otwarte na postęp technologiczny, nie ulegać pokusie przerostów technologicznych generujących wysokie koszty i możliwie uniwersalne w celu uniknięcia uzależnienie od wąskiej grupy dostawców.

Podsumowując - jest Pan optymistą?

Nie zdecydowałbym się na pracę dla Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, gdybym nie był optymistą. Mamy historyczną szansę na przyspieszenie rozwoju cywilizacyjnego Polski w ogóle, w tym na rozwiązywanie problemów w dziedzinie zdrowia. Wynika ona z naszej akcesji do Unii Europejskiej i dostępnych środków pomocowych. Powinniśmy też wykorzystać dobrą koniunkturę gospodarczą w Polsce, umożliwiającą przeznaczenie istotnych środków finansowych na przemiany w systemie opieki medycznej. Ekonomiści przewidują, że tempo wzrostu PKB w najbliższych latach będzie wynosiło około 4.5-5%. Oznacza to większe wpływy do budżetu. Do tego korzystna relacja złotówki do innych walut oznacza malejący koszt zadłużenia. Malejąca inflacja oznacza stabilne koszty leków, materiałów itp. Wszystko to stwarza niepowtarzalną szansę na zwiększenie finansowania w procesie naprawy systemu ochrony zdrowia.

Proszę na koniec powiedzieć, jakie są najbliższe plany Doradcy Prezydenta d.s. zdrowia?

W najbliższych miesiącach najbardziej zależy mi na utworzeniu grupy młodych ekspertów pracujących w Zespole Polskie Zdrowie 2010-2020. Ma to być przedsięwzięcie odnoszące się do bardzo szeroko pojętych problemów związanych ze zdrowiem. Myślę tu o: makroekonomii, finansach państwa, demografii, nowych technologiach, ubezpieczeniach, socjologii i psychologii społecznej. W tych dziedzinach brakuje w Polsce dobrych, długofalowych opracowań. Bardzo zależy nam na współpracy z młodym pokoleniem wybitnych polskich talentów. Na ich promocji. Mam już zgodę Prezydenta i Szefa Kancelarii na powołanie Zespołu i … pierwsze zmartwienie. Ilość chętnych do współpracy, jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem rekrutacji, jest zbyt duża, a szkoda byłoby tracić zapał młodych ekspertów. Być może potrzebna będzie inna formuła - na przykład powołanie zespołu i kilku grup roboczych. Chcę też promować rozwój kształcenia ekonomicznego wśród młodych specjalistów z obszaru ochrony zdrowia. Chciałbym żeby rozumieli oni lepiej uniwersalność mechanizmów gospodarczych i w tym kontekście przydatność branżową tej wiedzy. Zawsze pamiętając jednak, że końcowym i najważniejszym parametrem oceny systemu i głównym celem jego funkcjonowania musi być dobre zdrowie Polek i Polaków.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.