przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Jak ocenia Pan ostatnie 12 miesięcy pracy w Kancelarii Prezydenta RP? 
Muszę podkreślić rzecz absolutnie najważniejszą: wszystkie działania prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie zdrowia Polaków poczynając od styczniowej Rady Gabinetowej, do grudniowej debaty nad ustawami, zakończonej wetem prezydenta, motywowała głęboka troska o dobro wspólne i bezpieczeństwo obywateli. Celowości zwołania prawie rok temu Rady Gabinetowej nikt dzisiaj już nie podważa …

Oponenci zarzucają prezydentowi, że wetuje sztandarowe projekty rządu z powodów politycznych. 
Nie mam żadnych wątpliwości, że są to powody stricte merytoryczne. Gdyby takie zapisy jak obligatoryjna komercjalizacja zgłosił rząd Jarosława Kaczyńskiego, prezydent Lech Kaczyński również by te ustawy zawetował.
Jego wizja reformy ochrony zdrowia kieruje się interesem społecznym, a więc uwzględnia powszechność, dostępność i równość oraz oczywiście wyższy standard świadczeń. 

Od lat mówi się o konieczności kompromisu w reformowaniu ochrony zdrowia, jednak wydaje się on coraz mniej realny. 
Obecnie, gdy Polska ma historyczną szansę na skok cywilizacyjny, bardzo dużo tracimy z powodu zastąpienia, szczególnie w mediach, kompetentnej debaty nad strategią rozwoju ważnych dziedzin w państwie przez swoisty handel emocjami. Ten konflikt i wyścig na emocje deformuje rzeczywistość i bardzo utrudnia modernizację państwa, nie tylko w zdrowiu. 

Czy konflikt nie jest istotą polityki, motorem zmian?
Zgoda, ale polityka, która traci z pola widzenia dobro wspólne, zasługuje na potępienie. Efektem dzisiejszych sporów politycznych jest coraz słabsze państwo, które nie potrafi skutecznie regulować tak ważnych dziedzin życia społecznego, jak ochrona zdrowia. Bardzo niepokoi, że przyzwyczailiśmy się do nieprzestrzegania konstytucji i zobowiązań z niej wynikających. Co gorsza, przestaliśmy nawet zwracać na to uwagę. 

Czy może Pan podać jakiś przykład? 
Konstytucja RP w artykule 68 zobowiązuje władze publiczne do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom. Tymczasem poziom opieki nad dziećmi i młodzieżą jest w niektórych obszarach alarmujący. Ostatnio bardzo pogorszyła się sytuacja finansowa pediatrycznych szpitali wysokospecjalistycznych. Od lipca 2008 roku przychody tych szpitali są niższe o 20 proc. Jeśli ktoś mi powie, że nie zagraża to bezpieczeństwu zdrowotnemu dzieci, to tylko bezradnie rozłożę ręce. Narasta dystans dzielący nas od innych krajów. Dotyczy to np. złego stanu opieki stomatologicznej u dzieci, co potwierdza wiele obiektywnych wskaźników. Mamy w kraju olbrzymie dysproporcje w tak wrażliwym obszarze jak psychiatria rozwojowa. W niektórych województwach rośnie liczba samobójstw dzieci i młodzieży, brak specjalistów sięga 50 proc., zaś infrastruktura jest szczątkowa. Nie słychać o tym w mediach. Dlatego brak powszechnej mobilizacji do odbudowania sektora publicznego w ochronie zdrowia jest dla Polski i Polaków szczególnie niebezpieczny. 

Czy Pana zdaniem prywatny sektor powinien mieć jedynie marginalne znaczenie w ochronie zdrowia? 
Oczywiście, że obok sektora publicznego równolegle należy umożliwiać rozwój sektora prywatnego. Ale wszystkie międzynarodowe doświadczenia jasno pokazują, iż dotychczas nigdzie na świecie nie udało się stworzyć powszechnego i skutecznego systemu opieki zdrowotnej bez mocnej sfery publicznej. W nowoczesnym, dynamicznie rozwijającym się i zmieniającym społeczeństwie właśnie państwo powinno być sprawnym regulatorem i kierować ciągłą „grą” między tymi dwoma sektorami. 

Jak Pan opisze własne kontakty z rządem? 
Ucieszyłem się, gdy premier jeszcze w styczniu ubiegłego roku podkreślał swoją osobistą odpowiedzialność za ochronę zdrowia w Polsce. Ale później okazało się, że ośrodek rządowy jest raczej zamknięty na dyskusję ze środowiskami innymi, niż krąg najbliższych współpracowników, zamknięty nawet dla autorytetów i prominentnych polityków własnej partii. 

Czy nie są to typowe relacje między rządzącymi a opozycją? 
Powszechnie znane są kłopoty systemu ochrony zdrowia w USA. Przebywając tam miałem osobiste kontakty z najbliższymi doradcami Baracka Obamy i Partii Demokratycznej. Zobaczyłem całkowicie odmienny sposób wypracowywania strategii. W Polsce zamiast wnikliwej, szerokiej dyskusji na argumenty mieliśmy w tym roku ponurą, medialną wymianę ciosów. To bardzo zaszkodziło edukacji społeczeństwa.
Rządowi zabrakło też czasu na spokojne rozmowy na najwyższym szczeblu. W czerwcu prezydent Kaczyński przekazał mi, że premier Tusk zaprasza na dłuższe, robocze spotkanie z dala od kamer. Zresztą premier sam osobiście wspominał mi o takim pomyśle i propozycji. Skończyło się na tym, że mijałem go na uroczystościach lub uprawiającego jogging w okolicy sopockiej plaży. Pech chciał, że zwykle biegłem lub jechałem na rowerze w przeciwną stronę. 

Jak ocenia Pan działania opozycji? 
O roli opozycji zasadniczo decyduje arytmetyka sejmowa. Nie jestem jednak pewien, czy opozycja wykorzystała wszystkie atuty merytoryczne i polityczne, którymi dysponowała. Tym atutem była przede wszystkim słabość niektórych propozycji rządu. Na skomplikowane problemy rząd zaproponował bowiem jedno lekarstwo: obligatoryjną komercjalizację. Nie chcę być złośliwy, ale przypomina mi to stosowanie w czasach dzielnego wojaka Szwejka na różne choroby tego samego leku … lewatywy. Szkoda, że opozycja mając znakomitych ekspertów, celnie i mądrze mówiących o ważnych rzeczach (przypomnę tu choćby wystąpienia sejmowe profesora Religi czy ministra Balickiego), nie zintegrowała swych działań tak by w pełni wykorzystać szansę na wytłumaczenie Polakom, jak powinien wyglądać nowoczesny system zdrowotny. 

Co dalej? 
Odpowiedź jest prosta: potrzebna jest wspólna praca wszystkich ośrodków władzy w Polsce nad optymalnymi rozwiązaniami. Niektórzy uważają, że dobrym pomysłem byłoby oddanie resortu koalicjantowi lub autorytetowi medycznemu z odpowiednim doświadczeniem menedżerskim i politycznym. Może ułatwiłoby to podjęcie skutecznej, wspólnej pracy dla naprawy systemu. 

Spodziewa się Pan zmiany na stanowisku ministra zdrowia? 
Ostatnio ten temat jest modny, ale nie wiem, jak jest naprawdę. Mówi się na przykład, że nowym ministrem zdrowia może być obecny sekretarz stanu w ministerstwie zdrowia - finansista, ekspert w zakresie handlu zagranicznego, poseł PO. Z pewnością finansista może zrobić dużo dobrego dla naprawy systemu, ale pozycja numeru 1 w resorcie byłaby błędem. Nawet najzdolniejsza osoba, by dobrze poznać i „poczuć” system, by posiąść odpowiednie kompetencje w tym najtrudniejszym z ministerstw potrzebuje co najmniej dwóch - trzech lat nauki i intensywnej pracy. Nieraz mówił o tym profesor Religa i miał rację. Nie twierdzę, że ministrem zdrowia musi być lekarz. Minister musi być przede wszystkim bardzo kompetentnym i doświadczonym politykiem. Przypomnę, że kilka lat temu premier Belka rzucił na głęboką wodę znakomitego finansistę. Miałem wówczas okazję osobiście poznać ministra Mariana Czakańskiego i długo z nim rozmawiałem. Postawił świetne diagnozy, wiedział, co trzeba robić. Ale skończyło się tak jak musiało się skończyć, czyli głęboką ulgą pana ministra, gdy odchodził ze stanowiska. 

Co chciałby Pan uczynić swoim priorytetem w pracy w ośrodku prezydenckim?
Byłoby znakomicie, gdyby rządzący zgodzili się w trudnej sytuacji w ochronie zdrowia posłuchać propozycji prezydenta Kaczyńskiego zgłoszonej jeszcze w styczniu 2008 roku wszystkim klubom parlamentarnym, by wspólnie i ponadpolitycznie przygotować plan średnioterminowy dla naprawy i rozwoju systemu zdrowotnego w Polsce.
Chciałbym przekonać ludzi systemu zdrowotnego, że stoimy przed niepowtarzalną szansą. Korzystając z własnych i światowych doświadczeń możemy stworzyć wzorcowy model. Dysponujemy wszelkimi atutami. Mamy kapitał ludzki, doświadczonych i dobrze wyedukowanych, nierzadko na własnych błędach, polityków zdrowotnych, menedżerów, partnerów społecznych. Co najważniejsze, jest w Polsce ciągle bardzo oddany chorym personel medyczny. Ale warunek osiągnięcia sukcesu jest jeden - wyłączmy zdrowie z obszaru agresywnej walki politycznej, bo to zdecydowanie nie służy zdrowiu Polaków, na dodatek osłabia państwo.

Mamy początek nowego roku, czas, kiedy wielu weryfikuje plany … 
Na realizację planów na 2009 r. pracowałem mocno przez ostatnie 6 miesięcy. Otóż, w polityce zdrowotnej marzy mi się wspólne przygotowanie przez najlepszych polskich ekspertów i polityków długofalowej, co najmniej w perspektywie dekady, strategii rozwoju zdrowia publicznego w Polsce. Mamy potencjał, by z ekspertami UE i WHO wypracować dokument europejskiej klasy. Ale lepiej nie zapeszajmy …

Jakie są Pana plany na najbliższy rok w pracy zawodowej?
Bardzo ambitnym i pasjonującym zajęciem będzie przygotowanie (wspólnie ze światowymi autorytetami) pierwszej w naszej części Europy rzetelnej, nowoczesnej analizy przyczyn poprawy zdrowia dorosłych Polaków po 1990 roku. Tych prawdziwych, bo póki co kierujemy się tu bardziej intuicją niż faktami. 

Mówimy o pracy, lecz jest przecież życie poza nią. Miewa Pan wakacje? 
W ubiegłym roku dotkliwie odczułem brak wolnego czasu (prócz kilku dni urlopu z najbliższymi na rowerach na Bornholmie). Nie było ukochanych nart, tenisa, piłki, a więc dyscyplin, które kiedyś jako sportowiec lub student w AZS czynnie uprawiałem. Jako ekspert w zakresie prewencji chorób serca, by szewc nie chodził bez butów, nieregularnie, ale przynajmniej próbowałem wypełnić pół godziny dziennie aktywnością fizyczną, choć to trochę nudne samemu biegać. Ten brak czasu wielu przyjaciół wypominało mi składając życzenia bożonarodzeniowe. Obiecałem poprawę …

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.