przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
27 maja 1990 roku - pierwsze wybory samorządowe w wolnej Polsce. Jak Pan wspomina tamte dni?

Oczywiście, doskonale pamiętam ten dzień, choć minęło od niego przecież sporo lat. Startowałem w tych wyborach w ekipie, której przewodziła Franciszka Cegielska, czyli z ludźmi tworzącymi Komitet Obywatelski Solidarność w Gdyni. Byliśmy zdeterminowani, by te wybory wygrać. Mieliśmy ambitny program, mnóstwo energii i najlepszej woli. Byli wśród nas ludzie znakomicie wykształceni, a przy tym z tą konieczną w pracy społecznej pasją czynienia dobra. No, i wygraliśmy! Zdominowaliśmy 50-osobową wówczas Radę, co pozwoliło nam bez tracenia energii na wewnętrzne spory rozpocząć i systematycznie realizować nasz wyborczy program. I tak jest do dziś…

W maju 1990 roku trwał jeszcze entuzjazm wyborów parlamentarnych z 4 czerwca 1989 roku. Polacy żyli zachodzącymi zmianami. Czy podobne emocje towarzyszyły wyborom samorządowym?

Naturalnie! To był wspaniały czas wielkich nadziei, budowania praktycznie od podstaw nowych struktur, instytucji, mechanizmów władzy samorządowej. Dziś, z perspektywy 17 lat mogę przyznać, że tym właśnie entuzjazmem, radością z odzyskanej wolności, z prawdziwego samorządu – nadrabialiśmy oczywiste braki w doświadczeniu. Praktycznie przecież zaczynaliśmy od zera, oczekując na konieczne regulacje prawne. To był wspaniały czas dla młodych ludzi, a ja miałem wtedy przecież zaledwie 26 lat.

Czy uważa Pan, że społeczeństwo doceniało wówczas znaczenie odradzania się samorządu?

Z pewnością odczuwaliśmy zarówno zainteresowanie naszą pracą, jak i poparcie społeczeństwa. Świadczyła o tym zarówno frekwencja wyborcza, jedna z najwyższych w kraju, jak i uczestnictwo mieszkańców w spotkaniach z przedstawicielami samorządu, Wreszcie to, co jest wyróżnikiem naszego miasta – ruch obywatelski przejawiający się w aktywności organizacji pozarządowych, czy tez w radach dzielnic, które zaczęły powstawać na początku lat 90-tych. Był to wówczas ewenement w skali kraju.

Od momentu odbudowy samorządu terytorialnego jest Pan z nim związany. Czy już wtedy spodziewał się Pan, że na tak długo?

Nie, nie spodziewałem się tego. Przyznam, że wówczas byłem na początku zawodowej drogi. Miałem skrystalizowane plany związane z moją profesją. Jestem prawnikiem, sędzią. Okazało się jednak, że to samorząd na długie lata zdeterminuje moje życie zawodowe. Choć musiałem zawiesić moje obowiązki sędziowskie na czas pracy w samorządzie, to związków z prawem nie zerwałem. Mam zajęcia ze studentami tego kierunku na Uniwersytecie Gdańskim.

27 maja 2007 r. obchodziliśmy 17. Dzień Samorządu Terytorialnego. Patrząc z perspektywy minionych lat, co Pana zdaniem jest największym sukcesem samorządności terytorialnej w Polsce?

To, jak dziś wyglądają wsie, miasteczka i duże miasta w Polsce jest przede wszystkim dorobkiem samorządu. Samorząd udowadnia, że nawet w trudnych warunkach finansowych, w niestabilnej sytuacji prawnej i podatkowej, można być dobrym gospodarzem. Samorząd wyzwolił energię, myślenie obywatelskie. W samorządzie dobrze się czuje demokracja.

Ale te siedemnaście lat to nie tylko sukcesy. Co uznałby Pan za porażkę?

Nie nazwałbym porażką, lecz raczej chroniczną chorobą samorządu permanentne niedoszacowanie zadań, cedowanych przez państwo na samorządy. Kompetencje samorządu rosną i to bardzo dobry trend, ale - mimo deklaracji, warszawska centrala skąpi funduszy na realizację tych nowych kompetencji. Wystarczy przytoczyć przykład problemów powiatów z finansowaniem szpitali.
Pewną porażką, moim zdaniem, jest małe zainteresowania mediów rzeczywistymi przecież i namacalnymi osiągnięciami samorządu w Polsce. Rzadko w telewizji, w radiu, w prasie wielkonakładowej, w tygodnikach opinii można zobaczyć, przeczytać czy usłyszeć o świetnych organizatorach, charyzmatycznych liderach cywilizacyjnych przemian w małych wsiach i miasteczkach, a są to najczęściej samorządowcy.

Dzień Samorządu stanowi dobrą okazję do postawienia pytania o obecne problemy władz lokalnych. Co, w Pana ocenie, jest przedmiotem największej troski samorządowców?

Myślę, że to zarówno niedostatek funduszy na realizacje ambitnych zadań, jak i coraz częściej – kłopoty kadrowe firm wykonawczych. Jeszcze niedawno najpoważniejszym problemem były procedury przetargowe, powodujące przeciąganie terminów zakończenia inwestycji, jednak ostatnio większym od tego problemem jest brak zgłaszających się do przetargów. Z wyżej wymienionych powodów.

W realizacji wielu przedsięwzięć samorządowych mogą pomóc środki unijne. Ich absorpcja, chociaż coraz lepsza, nie wszędzie jest jednak wystarczająca. Jak pomóc samorządom w efektywniejszym wykorzystywaniu funduszy z UE?

Z pewnością o wszystkim decydują ludzie, ich kwalifikacje, pracowitość, pasja. I to jest zawsze klucz do sukcesu – stworzenie dobrego zespołu fachowców, którzy potrafią zdefiniować zadania i skutecznie zabiegać o fundusze na ich realizacje.

Jakie inne, poza finansowymi, korzyści daje samorządom integracja z Unią Europejską?

To są oczywiście standardy. Prawo unijne, normy tak czasami w Polsce ironicznie komentowane, w istocie wprowadziły w wielu dziedzinach naszego życia ład i racjonalność. Otwarcie granic, to także wielka korzyść z integracji. Choć exodus Polaków emigrujących w poszukiwaniu pracy jest zjawiskiem budzącym dziś niepokój przez swa skalę, to uważam, że ostatecznie w perspektywie kolejnych lat, Polska odniesie z niego pożytki.

W 2012 roku w Polsce odbędą się w Polsce mistrzostwa Europy w piłce nożnej. W związku z tym, jakie wyzwania stoją przed polskimi samorządami?

To jest z wielka szansa i ogromne zadanie. Ostatnio przeczytałem, że EURO 2012 ma takie znaczenie dla Polski, jak w latach 20-tych XX wieku budowa Gdyni – portu i miasta. Bardzo podoba mi się to porównanie i uważam, że znakomicie oddaje ono skalę i rangę tych obu wyzwań. Mamy szanse w szybkim tempie nadrobić wiele lat zaległości cywilizacyjnych. Im więcej zadań będzie w rękach samorządów, tym większe prawdopodobieństwo powodzenia ambitnych zamiarów. Oby ustawodawca wyszedł naprzeciw tym wyzwaniom, choćby upraszając procedury, tworząc warunki dla partnerstwa publiczno – prawnego.

Czy mistrzostwa stanowią szansę rozwoju także dla miast i gmin, które nie będą gościły uczestników tej imprezy?

Wszyscy skorzystamy, choć w różnym stopniu. Zapewne, największe szanse mają te gminy, małe i duże, które znajdują się w orbicie miast – organizatorów. Już na etapie przygotowań - budowy nowej i remontu dotychczasowej infrastruktury lokalne firmy, cała społeczność zyska. Także podczas samej imprezy, gdy trzeba będzie zagwarantować bazę hotelową, komunikację, wszelkie usługi – korzyści odniosą ci, którzy podejmą wyzwanie. Z pewnością trzeba myśleć o EURO 2012 nie jak o celu samym w sobie, lecz jako znakomitej okazji do przyspieszenia. Impreza skończy się po miesiącu, zatem podejmowany dziś wysiłek musi przynieść efekty dalekosiężne.

Jak Pan sądzi, w jakim kierunku będą ewoluowały samorządy, jakich zmian można się spodziewać w zakresie ich funkcjonowania?

Bez wątpienia samorządy będą coraz silniejszymi strukturami, decydującymi o jakości życia, czy to na wsi, czy w małym miasteczku, czy w dużej metropolii.
Z pewnością, dla rozwiązywania problemów komunalnych będą się coraz częściej łączyć, by osiągnąć efekt synergii.
Przestrzegałbym przed próbami narzucania samorządom konieczności związków i podporządkowywania mniejszych większym. Siłą samorządów jest lokalny patriotyzm, poczucie tożsamości, tradycji, wspólnego doświadczenia.

Czego by Pan życzył samorządowcom z okazji Dnia Samorządu Terytorialnego?

Życzę, także sobie, niewyczerpanych sił i determinacji w realizowaniu powziętych zamiarów, dobrego prawa i oczywiście skuteczności, tak by wyborcy byli z nas zadowoleni, a my z tego powodu usatysfakcjonowani.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.