przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Jacek Karnowski: Nasz pierwszy gość to minister Ewa Junczyk-Ziomecka, Kancelaria Prezydenta. Dzień dobry, pani minister. 

Ewa Junczyk-Ziomecka: Dzień dobry, panie redaktorze. 

Pani minister, w sprawie Katynia uroczystości się nie odbędą. Dziś się miały zaczynać, ale odbędą się w Święto Niepodległości 11 Listopada. Czy prezydent ustąpił, ugiął się? Tak to opisują dzisiejsze gazety. 

Panie redaktorze, pan znowu mi proponuje język z kampanii wyborczej. 

Jest kampania, nie da się ukryć, pani minister. 

Tak, ale Kancelaria Prezydenta, ministrowie tej Kancelarii, ja, my nie uczestniczymy w kampanii wyborczej, wykonujemy normalną pracę, a jak pan redaktor wie, bo przecież pan mnie zna, ja się zajmuję polityką przywracania pamięci od pierwszego tygodnia po objęciu tej funkcji, od dwóch lat, a prezydent sam – zapewne pan się ze mną zgodzi – tą polityką przywracania pamięci zajmuje się jeszcze od czasów, kiedy był prezydentem miasta stołecznego Warszawy i to jest konsekwentne działanie. 

Jeżeli nie ugiął się, nie ustąpił, to jak nazwać to, co stało się wczoraj? Jednak odwołano uroczystości. 

Nie odwołano, tylko przeniesiono. 

Przeniesiono, tak. 

Jak to nazwać? No, wobec używania tej uroczystości, która jest uroczystością... Przypominam, to są wydarzenia wielce tragiczne, przez polityków i przez media i wobec mieszanych uczuć, jakie w związku z tym zaczęli mieć przedstawiciele rodzin katyńskich, prezydent uznał, że nie można w takiej atmosferze wątpliwości i zarzutów, jakie politycy wysuwają, odnosić się do wydarzeń tak dramatycznych w historii Polski. 

To jak to wczoraj wyglądało? Bo to był dość dramatyczny dzień, rano ta atmosfera nerwowości, kolejnych protestów narastała, pojawiały się kolejne zapowiedzi wycofania się choćby aktorów z czytania tych nazwisk pomordowanych, kilka godzin Kancelaria Prezydenta nie udzielała komentarza, trwały jakieś narady w środku. Zastanawialiście się państwo, jak do tego podejść? 

Muszę panu powiedzieć, że takim decydującym momentem była moja rozmowa z panem Skąpskim, przewodniczącym Federacji Rodzin Katyńskich, który jeszcze przedwczoraj był w Warszawie, uczestniczył w naszych przygotowaniach, razem ten scenariusz w dużym stopniu już konkretnych wydarzeń w najbliższy piątek, sobotę i niedzielę opracowaliśmy i wczoraj dowiedziałam się, że pan Skąpski jednak uznał, że nie przyjedzie na te uroczystości. No, to jest autorytet niewątpliwie w rodzinach katyńskich. 

I co się stało? Co się stało, że zmienił nagle zdanie pan Skąpski, skoro wcześniej uczestniczył, partycypował w przygotowaniach, czyli zgadzał się, co najmniej się zgadzał, angażował się, a wczoraj mówi: nie? 

Pan Skąpski powiedział mi, że te wystąpienia polityków, list pana Andrzeja Wajdy spowodowały duże zamieszanie wśród rodzin katyńskich. I jedni do nas dzwonili z gratulacjami dla prezydenta, z konkretnymi pytaniami: „którego dnia nazwisko mojego ojca będzie wyczytywane?”, tymczasem inne osoby, dwie osoby wydrukowały ten list w Gazecie Wyborczej i powstała niejednoznaczna sytuacja. No, nie może być w przypadku wydarzeń katyńskich jakichkolwiek wątpliwości i niejednoznacznych komentarzy. 

To może rację ma Nasz Dziennik, który relację z tej sprawy tytułuje: „Andrzej Wajda pisze scenariusz”, w domyśle: scenariusz uroczystości, scenariusz działań prezydenta, że to jego list miał znaczenie decydujące. 

Wie pan, decydujące było zdanie prezydenta. Prezydent wyraźnie powiedział: nie, ofiar katyńskich, ludzi związanych z tą tragedią, rodzin nie możemy wystawiać na jakiekolwiek wątpliwości, nie możemy pozwolić na to, żeby politycy wykorzystywali tą sytuację, w związku z tym... 

Czyli pan Skąpski mówi pani: nie, nie będę brał w tym udziału i pani idzie do prezydenta i mówi: jest taka sprawa, panie prezydencie, trzeba coś zdecydować, tak? 

Nie, rozmowa była inna. Przede wszystkim my od początku wychodziliśmy z założenia, że będzie to uroczystość, która wszystkich nas połączy. Dlatego zaproszenia zostały wysłane do wszystkich senatorów, do wszystkich posłów i do wszystkich, oczywiście, stowarzyszeń i oddziałów rodzin katyńskich. Wydawało nam się, mnie się wydawało i teraz widzę, że naiwnie mi się wydawało, że taka tragedia może spowodować pewną wspólną refleksję, bo proszę zwrócić uwagę – kiedy był film, premiera filmu pana Andrzeja Wajdy, to na tę premierę wszyscy zgodnie przyszli i przeżyli ten film razem. 

Pani minister, kluczowe pytanie, bo pani mówi, między innymi wczoraj na konferencji prasowej, o kampanii wyborczej, że są ludzie, ośrodki, którzy prowadzą kampanię wyborczą. Kto? Kto, pani zdaniem spolityzował tę sprawą? 

To pan mnie zmusza jednak, żebym ja wchodziła w tę kampanię wyborczą, bo moja odpowiedź teraz to jest kontynuacja tej dyskusji, która chciałabym, żeby wokół tematu Katyń się zakończyła. Więc bardzo proszę, ciszej nad tą trumną. Uroczystości się odbędą, odbędą się w listopadzie. Nie wchodźmy teraz. Czy to ta gazeta, czy to ten dziennik, czy to to radio, czy ten polityk, czy tamten polityk rozpoczęli używanie tej uroczystości do jakichś walk politycznych. 

To wrócę jeszcze do tych wczorajszej sprawy. Jaka była rola prezydenta w podjęciu tej decyzji? Czy to była pani osobista decyzja, jakby pan prezydent scedował na panią prowadzenie tej sprawy, czy osobiście zaangażował się i uznał, że wobec narastającego napięcia trzeba się wycofać? 

Od początku to prezydent decyduje o polityce przywracania pamięci, od początku, to jest jego polityka, którą realizuje... 

To prawda, to jest jego znak firmowy. 

Tak, to jest jego znak firmowy. 

Pytanie o wczorajszą sytuację. 

Wczorajsza sytuacja wymagała dyskusji, wspólnej dyskusji pracowników Kancelarii, która się odbyła w gabinecie prezydenta. I prezydent był bardzo rozczarowany, że tak zostały jego intencje skomentowane czy też zinterpretowane i prezydent nie wyraził zgody, żeby w tej sytuacji pozwolić ranić pamięć i ranić rodziny ofiar. 

A kto wpadł na pomysł, by te uroczystości odbyły się właśnie 5 października, by zaczęły się 5 października? 

Muszę powiedzieć, że w momencie, kiedy pojechaliśmy 17 września do Katynia, prezydent postanowił tam pojechać wraz z rodzinami katyńskimi, z przedstawicielami, oczywiście, rodzin katyńskich oraz z przedstawicielami wszystkich religii, bowiem wśród ofiar katyńskich większość to byli katolicy, ale nie tylko. I tego samego dnia, jak pan pamięta, była premiera filmu. Ten dzień był niezwykle podniosły i uroczysty. 

I wtedy wpadł... 

Wtedy wydawało nam się, że to jest coś, co nas łączy wszystkich. 

Pani pomysł to był, pana prezydenta? 

To był wspólny pomysł Kancelarii, że skoro rzeczywiście jak patrzymy, tak to łączy nas wszystkich w tych gorących dniach sporów, dyskusji, to może w takim razie wprowadźmy do tej atmosfery tę uroczystość, o której to uroczystości, o podnoszeniu stopni wojskowych i służbowych w Kancelarii mówiliśmy od kwietnia tego roku i ciągle ten temat wracał. 

I wtedy nikomu się lampka nie zapaliła, że to jednak jest termin kampanii wyborczej i przy pisaniu nawet najuczciwszych, najszczerszych intencji właśnie ośrodkowi prezydenckiemu może to być odebrane jako próba użycia w kampanii politycznej? 

Panie redaktorze, muszę powiedzieć, że mnie się nie zapaliła, co prawdopodobnie świadczy o mojej naiwności, ale ja... W każdym miesiącu jest jakieś wydarzenie dotyczące przywracania pamięci i to jest w dużym stopniu moja codzienna praca. I muszę powiedzieć, że mnie się nie zapaliła, no bo cóż ja mam zrobić? Mam prosić o urlop bezpłatny, żeby się tym nie zajmować? Czy Kancelaria ma się zamknąć i pojechać na urlop, ponieważ toczy się kampania wyborcza? Proszę zwrócić uwagę, że w samym październiku tych różnych mniejszych i większych uroczystości przywracania pamięci jest kilka. 10 października w Teatrze Wielkim prezydent będzie odznaczał polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Ja organizowałam konferencję prasową dwa tygodnie temu, gdzie mówiłam o tych dwóch wydarzeniach, że oto kontynuujemy, jak co miesiąc, te uroczystości przywracania pamięci i w październiku będą dwie. 

Ale ta data październikowa nie jest związana z Katyniem, pani minister, bezpośrednio. 

Wie pan, począwszy od 1 września, wrzesień, październik kojarzy się, mnie się kojarzy, nam się kojarzy z II wojną światową. Parę dni temu prezydent pojechał do Muzeum Powstania Warszawskiego, ponieważ był to dzień, rocznica tego dnia, w którym po 63 dniach zakończyło się Powstanie Warszawskie. Czyli ten wrzesień-październik to jest taki trochę w cieniu początków II wojny światowej. 

Czy ta sprawa nie jest dowodem tego, że prezydent Lech Kaczyński przez dużą część polskiej opinii publicznej jest traktowany jako jednak prezydent jednej opcji politycznej, nie ma tego atrybutu ponadpartyjnego? 

Przykro mi to słyszeć, ponieważ ja w mojej codziennej pracy doświadczam zupełnie czegoś innego. Wizyty prezydenta w różnych środowiskach, nasza działalność codzienna dotyczy tak różnych spraw i ja nie zauważam, że prezydent jest prezydentem jednego ugrupowania i że wydarzenia katyńskie, uroczystości katyńskie są własnością jednej partii, to jest nieprawda. 

Ja tego nie powiedziałem, natomiast jest to prezydent, który związał się z projektem IV Rzeczpospolitej, z projektem budowy w pewnym sensie nowego państwa polskiego, a mamy spór III RP-IV RP. 

No, toczy się taki spór, ale on się toczy... Pan znowu mnie chce zaprosić do rozmowy na temat kampanii wyborczej... 

Taka moja rola, pani minister. 

Ale ja się na to nie chcę zgodzić. Ja powiem co innego, zupełnie na inny temat. Wczoraj wieczorem spotkałam panią Maję Komorowską na wieczorze poetyckim, na wieczorze literackim w Zamku Ujazdowskim i pani Komorowska powiedziała: proszę o mnie nie zapomnieć w listopadzie. To znaczy, że... 

Ale prawdziwa wierność to byłoby stanąć przy prezydencie teraz, 5 października pomimo... 

Ale, panie redaktorze, my mamy stanąć przy ofiarach, nad grobami ofiar i mamy stanąć przy rodzinach katyńskich, to jest nasze zadanie. 

No tak, to ogólne odniesienie nie znosi jakby też wyborów dnia dzisiejszego. Pani minister, jeszcze sprawa, którą Dziennik dziś na pierwszej stronie publikuje, „Warszawa bliżej Berlina”. Jak dowiedział się Dziennik, od kilku tygodni trwają dyskretne rozmowy polsko-niemieckie. Ich celem według naszych dyplomatów jest przyjęcie wspólnej deklaracji, która polepszyłaby relacje między obu krajami i być może nawet w czasie zaplanowanej na 12 października wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Berlinie mógłby nastąpić finał negocjacji. Pani coś wie na ten temat? 

To nie jest moja dziedzina, ale, oczywiście... I nie odpowiem panu bardzo szczegółowo na to pytanie, to jest raczej pytanie do moich kolegów, którzy zajmują się sprawami zagranicznymi. Jedno, co mogę powiedzieć – że prezydent wyjeżdża, jak państwo wiedzą, do Francji na spotkanie z Sarkozym i wyjeżdża do Berlina, to są te dwie najbliższe... I do Wilna. To są te trzy najbliższe wizyty. Natomiast prezydent... Zapewne jest to kontynuacja z tego, co wiem, kontynuacja bardzo dobrych stosunków z panią Angelą Merkel. Prezydent Polski i kanclerz Niemiec mają te stosunki bardzo dobre i się lubią. To nie jest polityczna odpowiedź, oczywiście... 

Ale pani z pewnością wie, co się mówi na korytarzach Kancelarii Prezydenta, czyli taki przełom, który byłby jednak... czy taka deklaracja, która byłaby ważnym wydarzeniem politycznym, jest możliwa, jest rozważana, pani słyszała o tym pomyśle? 

Ja cały czas słyszę, że musimy mieć dobre stosunki ze Wschodem i z Zachodem, zarówno z Niemcami, jak i z Rosją. I prezydent wykonuje różne gesty zauważalne czy niezauważalne, drobne i większe i to jest jakby praca w tym kierunku. Ale powiem znów raczej z mojej dziedziny, sprawy zagraniczne nie są moją dziedziną. 10 października, kiedy będzie uroczyste odznaczanie kilkudziesięciu polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, będzie dwóch cudzoziemców odznaczonych pośmiertnie. Jeden to jest Japończyk, który był konsulem w Grodnie, Suzihara, który pomógł przedostać się polskim obywatelom pochodzenia żydowskiego, wydostać się z Europy, w ten sposób kilka tysięcy osób uratował, a drugi to będzie Hosenfeld, ten oficer niemiecki, który na samym końcu w tym łańcuszku ludzi dobrej woli, którzy pomagali przetrwać Szpilmanowi, na końcu był ten niemiecki oficer Hosenfeld. Prezydent postanowił go także odznaczyć. 

On zginął na Wschodzie, gdzieś w łagrach... 

Tak, on zginął w łagrach. 

...bo był jeńcem sowieckim, ale pośmiertne odznaczenie. Dziękuję bardzo. Minister Ewa Junczyk-Ziomecka była gościem Sygnałów Dnia. Dziękuję, pani minister. 

Dziękuję.

Tekst wywiadu za stroną www.polskieradio.pl

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.