przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Monika Olejnik: Rozmawialiśmy tydzień temu, po nocnej burzy z taśmami prawdy, wydawało się, że już się nic gorszego nie może wydarzyć. Jednak się wydarzyło: Prawo i Sprawiedliwość oskarża przy pomocy „Gazety Polskiej” TVN o manipulacje, o to, że za sprawą taśm stały służby, stało WSI. Czy to moralne, panie ministrze?

Maciej Łopiński: Proponowałbym, żebyśmy ustawili rzeczy w odpowiedniej proporcji. Zacznijmy od tego, że w „Gazecie Polskiej” ukazał się tekst informujący, że jeden z pracowników, eksponowanych pracowników TVN jest byłym, aktualnym współpracownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych. A Prawo i Sprawiedliwość domaga się wyjaśnienia tej sytuacji, bo jeżeli Milan Subotić ma wpływ na politykę programową stacji, ma wpływ na programy tam realizowane, to sytuacja jest w najwyższym stopniu niepokojąca i nasuwa podejrzenia.

Panie ministrze, po pierwsze: Prawo i Sprawiedliwość zorganizowało konferencję po tym, jak w formie internetowej ukazał się artykuł, nie czekając na oświadczenia stacji TVN; po drugie: pan Milan Subotić, wedle tego, co mówią szefowie stacji, wedle tego, co mówią autorzy programu, nie miał wpływu na program „Teraz My”.

Ja tego nie wiem, przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza zapewnienia szefów TVN. Nie wiem, jaka jest struktura zarządzania komercyjną stacją telewizyjną.

Ale ja nie wiem, czy oni mają przysięgać na Pana Boga, że taka jest prawda.

Nie, no rozumiem, że TVN oddaje sprawę do sądu i mam nadzieję, ponieważ sądy są niezawisłe, mam nadzieję, że ta sprawa zostanie wyjaśniona na drodze postępowania sądowego, jak się rzeczy miały.

Ale czy wypada, czy moralne jest zachowanie Prawa i Sprawiedliwości, ten atak i mówienie, że to WSI stało za tymi taśmami, o to pytam: o tę konferencję, która była. No nie wiem, nie budziła pana zdumienia?

Ale pani redaktor, po programie „Teraz my” w ubiegłym tygodniu też się odbyła konferencja prasowa w nocy i jakoś to oburzenia specjalnego publicystów, komentatorów nie budziło.

Wie pan, tylko różnica jest taka, że ujrzeliśmy min. Lipińskiego z panią Beger i min. Mojzesowicza, którzy rozmawiali i proponowali różne sytuacje. Taka jest różnica. A w „Gazecie Polskiej” są supozycje, że to Milan Subotić miał wpływ na program „Teraz my”, to są supozycje, niesprawdzone, a tu mieliśmy prawdę, cała Polska mogła obejrzeć i taka jest różnica między tym.

Rozumiem, że redaktorzy „Gazety Polskiej” podchodzą do swojego zawodu odpowiedzialnie i skoro mówią, że opierają tekst na trzech niezależnych źródłach, to znaczy, że opierają tekst na trzech niezależnych źródłach. No, mamy tutaj oświadczenie przeciwko oświadczeniu. Ja sam z ciekawością czekam, jakie będą rozstrzygnięcia sądowe w tej sprawie.

No, ciekawe też jest, że Antoni Macierewicz twierdzi, że z komisji weryfikacyjnej nie było takiego przecieku na temat Milana Suboticia. Tu pan się uśmiecha.

Uśmiecham się. A czego pani się spodziewała po Wiceministrze Obrony Narodowej, który jest zobowiązany do przestrzegania tajemnicy państwowej?

Przestrzegał tajemnicy?

Ma potwierdzić, że jedno czy drugie nazwisko znajduje się w materiałach? Przecież nie może!

A znajduje się?

Ja tego nie wiem, ja nie widziałem tego raportu. Rozumiem, że raportu jeszcze nie ma, są tezy.

Ale to jest odwracanie kota ogonem! Ten człowiek (czy on był czy nie był, to sąd rozstrzygnie) nie miał wpływu na program. Program obejrzała cała Polska, on nie miał wpływu. Co mają zrobić dziennikarze Morozowski, Sekielski, skoro są oskarżani przez PiS, że nimi manipulowało WSI? No, panie ministrze...

Wie pani, czasami - mamy obydwoje doświadczenia dziennikarskie - czasami się zdarza, że są próby manipulacji dziennikarzem i próby manipulacji mają to do siebie, że człowiek manipulowany na ogół nie wie - bo inaczej to nie jest manipulacja.

No, mamy przykład manipulacji, która została wpuszczona do Wiadomości w sprawie pana Szlajfera i okazało się, że nie był agentem, ale nie został ambasadorem w Stanach Zjednoczonych. Ciekawa jestem, czy ktoś poniósł odpowiedzialność za wpuszczenie tego materiału, tak ohydnego materiału do Wiadomości. Zapewne te osoby pracują jeszcze w telewizji publicznej.

Nie mam pojęcia.

Ale podaję panu przykład.

Tak samo jak nie wiem, jaka jest struktura zarządzania TVN i kolaudacji programów, tak samo nie wiem, jaki jest mechanizm wydawania programów informacyjnych.

Rozumiem. Czyli minister Łopiński bardziej wierzy PiS i „Gazecie Polskiej” niż dziennikarzom i szefom stacji TVN, tak?

No...

No, tak wygląda.

Wierzę PiS. Wierzę PiS, uważam, że PiS chce realizować program, który jest dobrym programem dla Polski.

Nie, ja mówię w tej sprawie, panie ministrze.

Wie pani, to jest tak, że byliśmy świadkami przez cały tydzień ogromnego ataku na to wszystko, co PiS zrobił, na to, czego jeszcze nie zdążył zrobić.

Nie.

Ja miałem takie wrażenie, mówimy o swoich odczuciach. Pani miała inne wrażenie, zapewne, ja miałem inne wrażenie. Ciągle mi się wydaje, że tutaj brakuje symetrii, że cokolwiek by Prawo i Sprawiedliwość nie zrobiło, to w przekonaniu bardzo wielu przedstawicieli życia publicznego, tak to powiem, bo nie tylko dziennikarzy, to jest fatalne - i nie wszyscy dziennikarze też, żeby była jasność, uczestniczą.

Ja wiem, ale panie ministrze, skoncentrujmy się tylko na tych taśmach. Premier przeprosił, prawda, po paru dniach przeprosił. Za co przepraszał?

Za to...

Proponowano stanowisko...

Za to, że ludzie poczuli się urażeni tym, za to, że ludzie byli zaskoczeni - i obiecał, że tego typu negocjacji się nie będzie prowadziło. Jak zresztą mówiłem w naszym poprzednim spotkaniu, premier oczywiście wiedział o tym, że są prowadzone negocjacje. Natomiast nie był wprowadzony w kulisy. Jak się dowiedział, że pani poseł Beger stawia warunki, to powiedział: nie. Nie, nie zostanie sekretarzem, Renata Beger nie zostanie sekretarzem stanu.

Tak, ale dziennikarze zdemaskowali to, że jakoś nie budziłio obrzydzenia w ministrach rządu Jarosława Kaczyńskiego, że osoba, która ma wyrok na koncie, może stawiać propozycje - i to właśnie zdemaskowali, to strasznie boli PiS. I teraz się odwraca uwagę przy pomocy...

I dlatego premier przeprosił, tak. Ale ja nie uważam, że się odwraca uwagę.

No jak się nie odwraca, kiedy pan Kuchciński organizuje konferencję, na której zresztą (notabene to pierwsza taka konferencja) dziennikarze nie mogą zadawać pytań, tylko wygłasza oświadczenie. Ale ja chciałam się zapytać pana, który mieszka w Gdańsku, czy zgadza się pan ze słowami Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział: „My jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”.

Poetyka wiecu ma swoje określone wymagania. Ja rozumiem, że panu premierowi Kaczyńskiemu w tym porównaniu nie chodziło o całą opozycję, nie chodziło o wszystkich, którzy nie są z PiS.

Znaczy, chodziło o PO.

Chodziło głównie o tych...

O Leszka Millera?

O tych ludzi, którzy skorzystali w największym stopniu z transformacji systemowej. Skorzystali w największym stopniu z transformacji systemowej, chociaż nie powinni - i ci ludzie bardzo często powiązani byli ze służbami specjalnymi.

No to rzeczywiście, to jest wyjątkowa interpretacja. Na koniec chciałam zapytać pana ministra, czy Antoni Macierewicz powinien być szefem kontrwywiadu.

Ale ani ja, ani Kancelaria Prezydenta nie podejmuje tego typu decyzji. Jest to kwestia decyzji ministra, najpierw wniosku Ministra Obrony Narodowej a potem decyzji premiera.

Ale prezydent kiedyś powiedział, kiedy został likwidatorem, że ta decyzja ponosi w sobie pewne ryzyko. Czy jest ryzyko w sprawie szefa kontrwywiadu, czy nie ma takiego ryzyka?

Ja myślę, że zdaniem pana prezydenta plusy przeważają nad minusami. A minusy są, oczywiście, jak w każdej zresztą nominacji personalnej. (...) jak sam pan prezydent mówił, (...) obejmowanie stanowisk przez Antoniego Macierewicza wiąże się z pewnym ryzykiem, ale niewątpliwie jest to człowiek skuteczny, kompetentny. Zobaczymy.

Dziękuję bardzo. W każdym razie cały świat dowiedział się ile wynosi, ilu jest oficerów WSI po likwidacji, ilu jest naszych oficerów, którzy mogą wyruszyć w świat - tak że to jest fajna informacja. Nawet nie musieli szpiegować...

Na zakończenie chciałem tylko powiedzieć, że ja mam nadzieję, że te materiały będą mogły zostać odtajnione i zostaną odtajnione - i to chyba przetnie spekulacje.

Właśnie! I agenci będą też, poznamy nazwiska agentów...

Ja myślę, że jeżeli ci agenci byli werbowani spośród dziennikarzy, to powinniśmy poznać te nazwiska.

Nawet w latach 90.?

Myślę, że tak, ponieważ nie powinno się werbować dziennikarzy do wojskowych służb.

Po czerwcu, dziękuję bardzo.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.