przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Zdeterminowany

Gdy Polacy poszli do urn wyborczych, wybierali nie tylko między hasłami Polski liberalnej a Polski solidarnej. Wybierali miedzy dwiema wizjami prezydentury. Większość opowiedziała się za kandydatem, który deklarował, że będzie wspierał plany naprawy państwa przedstawione przez PiS, że włączy się w proces uzdrawiania życia publicznego. Dziś patrząc na wyniki sondaży, widać, że Lech Kaczyński płaci cenę za to, że odszedł od modelu prezydentury nijakiej swego poprzednika.

Tym bardziej dziwią zarzuty wysunięte przez Piotra Zarembę, jakoby obecny prezydent był niezdecydowany i pozbawiony determinacji. Gdyby Zaremba miał rację, to nie byłoby powodów do licznych i agresywnych ataków części środowisk politycznych i części mediów na prezydenta. Kaczyński jest bowiem krytykowany za to, że nie unika włączania się w proces naprawy państwa, że on i partia, z której się wywodzi, objęli ster rządów nie po to, by Polską administrować, ale by Polskę zmieniać. Publicyście "Newsweeka" prezydent jawi się jako polityk bez jasnego planu działania, niezdolny do wsłuchania się w argumenty opozycji. Stawia go na pozycji wartownika strzegącego wpływów PiS bez względu na koszty. Trudno mi znaleźć jakikolwiek argument uzasadniający taką tezę. Przypominam, że jeszcze w styczniu prezydent próbował pomóc w zbudowaniu koalicji PiS-PO, w doprowadzeniu do "rozmów ostatniej szansy". Jeśli próba ta zakończyła się fiaskiem, to nie z winy prezydenta. To Jan Rokita stwierdził wówczas, że należy skończyć z "chocholim tańcem".

Roztrząsając zalety i wady obecnej prezydentury, Zaremba nie zauważył dużej - o wiele większej niż Kwaśniewskiego – aktywności w legislacji i sprawach społecznych. Prezydent skierował do Sejmu 14 projektów-ustaw, w tym o kapitalnym znaczeniu, jak ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy i likwidacji WSI. Kończą się prace nad ustawą o bezpieczeństwie energetycznym. Poprzedni prezydent podczas dwóch kadencji przygotował 47 ustaw. Kaczyński nie unika włączania się w społeczny arbitraż: dzięki jego mediacji w czerwcu udało się doprowadzić do porozumienia między rządem a górnikami w sprawie wypłat nagród z zysku - a była to kwestia niezwykle trudna. Poparcie prezydenta zdecydowało też o wycofaniu się rządu z pomysłu zniesienia kosztów uzyskania przychodu w przypadku umów o dzieło.

Wiele stron można by zapisać, zbijając zarzut o braku aktywności prezydenta Kaczyńskiego na arenie międzynarodowej. Zgadzam się z Zarembą - aktywności w tej sferze nie mierzy się tylko częstotliwością zagranicznych wizyt. Jej wyznacznikiem nie są jednak także efektowne, lecz puste gesty. To, że prezydent nie naśladuje Rokity i jego sloganu "Nicea albo śmierć" nie oznacza, że kwestia traktatu konstytucyjnego przestała go interesować. Dla Polski pilną kwestią jest dziś rozszerzenie układu z Schengen na nowe państwa członkowskie - w tej sprawie Lech Kaczyński współdziała z prezydentami Czech, Słowacji i Węgier. Powoli, bez rozgłosu podejmowane są starania o poprawę relacji z Rosją. Gdyby prezydent unikał podejmowania decyzji wywołujących społeczne dyskusje i - jak chce Zaremba - nie miał ani determinacji, ani samozaparcia, może wycofałby polskich żołnierzy z Iraku i sprzeciwiłby się projektowi polskiego kontyngentu do Afganistanu. Taka decyzja na pewno spotkałaby się z aplauzem wielu polityków i części opinii publicznej. Kaczyński uważa jednak, że nasz kraj nie może pozwolić sobie na utratę wiarygodności jako członek NATO i partner USA.

Niemal całkowite zignorowanie osiągnięć trzech kwartałów prezydentury Lecha Kaczyńskiego nie jest jedynym fragmentem tekstu Zaremby, z którym nie sposób się zgodzić. Publicysta porównuje sposób sprawowania urzędu przez obecnego prezydenta z prezydenturą Kwaśniewskiego. A przecież ta prezydentura tylko na pozór była bezstronna i ponadpartyjna. Rzekome dystansowanie się od liderów SLD - słynna "szorstka przyjaźń" z Millerem - to jedynie efekt konfliktu w obozie postkomunistów. Olbrzymią naiwnością byłoby uznanie tarć na linii Kwaśniewski - Miller za walkę tego pierwszego przeciw zawłaszczaniu państwa przez SLD. W chwilach, gdy rozstrzygały się sprawy o istotnym znaczeniu dla polityków Sojuszu, Kwaśniewski zawsze stawał po ich stronie. Pod koniec drugiej kadencji pozbył się maski prezydenta wszystkich Polaków, nie kryjąc, że interes partyjnych kolegów jest dla niego ważniejszy od dobra publicznego. Lech Kaczyński w odróżnieniu od swojego poprzednika nie musi i nie chce zakładać żadnych masek. Nie będzie sztucznie zaprzeczał, że od chwili zaprzysiężenia na najwyższy urząd w RP nic go z PiS nie łączy. Wspiera bowiem działania PiS zmierzające do uzdrowienia państwa - tak jak to deklarował w kampanii. Odcięcie się od tych deklaracji oznaczałoby prezydenturę uników, prezydenturę bez decyzji, gdzie wszelkie działania skierowane są na zdobycie krótkotrwałej popularności. Prezydenturę złą w skutkach dla Polski.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.