przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Krzysztof Kaczmarczyk: W studiu Sygnałów Dnia Maciej Łopiński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, z którym rozmawia Krzysztof Ziemiec.

Krzysztof Ziemiec: Dzień dobry, panie ministrze.

Maciej Łopiński: Kłaniam się uprzejmie, witam pana, witam państwa.

Panie ministrze, dokładnie rok temu prezydentem Rzeczpospolitej został Lech Kaczyński. Jak pan ocenia ten rok? Pierwszy rok ważny. Więcej porażek, więcej sukcesów?

Nie dokładnie rok temu, jutro mija rok, jeśli wolno mi sprostować.

Wydawało mi się, że to już dziś. W każdym razie bardzo blisko, prawda?

Tak, jesteśmy bardzo blisko, jutro jest rok od objęcia urzędu przez Lecha Kaczyńskiego. Myślę, że to była dobra prezydentura i wbrew temu, co się mówi i pisze, była to prezydentura aktywna. Proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj chyba do Sejmu wpłynie kolejny projekt, piętnasty już projekt ustawy, który prezydent Kaczyński zgłasza. To jest wielokrotnie więcej niż w przypadku jego poprzednika. Oczywiście, poprzednik piastował to stanowisko przez lat dziesięć, Lech Kaczyński tylko rok, ale w ciągu roku piętnaście projektów ustaw to jest naprawdę duża aktywność legislacyjna głowy państwa. Wśród tych ustaw są tak fundamentalne dla Polski ustawy, jak ustawa o likwidacji WSI, ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy, ustawa o Funduszu Pomocy Ofiarom Klęsk Żywiołowych, ustawa o powołaniu fundacji wspierającej demokrację i rozwój Europy Środkowej i Wschodniej czy wreszcie ustawa o ustanowieniu Krzyża Wojskowego, która daje szansę uhonorowania osób, które służą w misjach.

Pan powiedział, że to jest dobra prezydentura wbrew temu, co się mówi i słyszy, ale większość Polaków surowo ocenia prezydenta, przynajmniej ten pierwszy rok – jedna trzecia zapytanych przez GFK Polonia (to sondaż dla Rzeczpospolitej) uważa, że prezydentura Lecha Kaczyńskiego jest przeciętna, ani zła, ani dobra, tyle samo osób ocenia ją źle. Jedynie 3% odpowiada, że Kaczyński jest prezydentem bardzo dobrym.

No, ale 16% odpowiada, że jest prezydentem dobrym, o ile pamiętam. Ja biorę, oczywiście, pod uwagę sondaże, natomiast nie powodują one w moim myśleniu jakichś dramatycznych przełomów. Zresztą chciałem zwrócić pana redaktora i państwa uwagę na jedno – od trzech miesięcy, bo mamy przegląd takich sondaży – od października notowania prezydenta rosną. Dziwnym zbiegiem okoliczności państwo mnie zawsze pytają o komentarz wtedy, kiedy się pojawia jakiś jeden sondaż, który nie jest korzystny dla prezydenta.

To jest pierwszy, pewnie jutro będą kolejne.

Wtedy, kiedy się pojawiają sondaże korzystne, a one się pojawiały już w grudniu, w listopadzie, w październiku, to jakoś państwo mnie o komentarz nie pytacie. Natomiast tak, oczywiście, nie mam zamiaru zaprzeczać faktom, poziom poparcia w sondażach dla Lecha Kaczyńskiego jest niższy niż był na początku prezydentury. Czym to można tłumaczyć? Tym, że to jest jednak prezydentura zmian, że w ogóle polityka, którą prowadzi partia, z której się pan prezydent Kaczyński wywodzi, chociaż nie jest jej członkiem, przypominam, w tej chwili, jest partią, która dążyła do tego, żeby objąć władzę w Polsce nie po to, żeby Polską administrować, tylko żeby Polskę zmieniać. Zmiany, nawet jeżeli się okazują korzystne, zawsze budzą niepokój w ludziach i to jest zupełnie normalne. Nie chcę przez to powiedzieć, że w prezydenturze Lecha Kaczyńskiego, że w pracy naszej, to znaczy jego urzędników, są same sukcesy, nie, ale ja per saldo, podobnie jak mój szef, oceniam ten rok dobrze.

Co lepiej pan ocenia – politykę prowadzoną tu, w kraju, politykę wewnętrzną, czy tę zagraniczną, którą prezydent też kreuje?

Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to mamy tutaj do czynienia z dużą aktywnością głowy państwa. To są liczne wizyty, liczne spotkania, ale przede wszystkim to jest inny duch w polskiej polityce zagranicznej, to jest kierunek, w którym my bardzo wyraźnie artykułujemy swoje stanowisko, bronimy swoich interesów. Przyznam, że jestem trochę zdziwiony, jak słyszę takie opinie, że w zasadzie wszyscy członkowie Unii Europejskiej, szczególnie tej starej Unii tak zwanej, mają prawo do artykułowania swoich interesów, mają prawo do obrony swoich interesów, a jeżeli my tych interesów bronimy, to od razu się podnoszą uwagi krytyczne.

Ale chyba w Polsce takich uwag nie ma. Są za to takie, że, niestety, nie wszystko wychodzi tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Przypomnijmy sobie odwołaną wizytę w Niemczech, te bardzo ostre z naszej strony, polskiej, potem uwagi, komentarze pod adresem niemieckiej prasy, to, co ostatnio się dzieje też w stosunkach polsko-niemieckich, to chyba nie jest tak, jak być powinno.

Ale przypomnijmy fakty. Mamy – jeśli chodzi o stosunki z Niemcami – dwa istotne problemy: pierwsze – Gazociąg Północny i drugie – działalność wypędzonych. I przypominam, że obydwa te problemy powstały nie za kadencji Lecha Kaczyńskiego ani nie za rządów PiS-u. Myśmy je niejako przejęli w spadku. I ja się dziwię trochę, że w sytuacji, z jaką ostatnio mamy do czynienia w przypadku pozwów Powiernictwa Pruskiego, ile razy ktoś w Polsce z polityków, na ogół prawicy, mówił, że sprawa jeszcze nie jest do końca finalnie załatwiona, to po prosyu usiłowano go zakrzyczeć. W tej chwili widać, że rzeczywiście propozycja, którą premier Kaczyński przedstawił w październiku w czasie wizyty w Berlinie, żeby oba rządy zaręczyły sobie bezpieczeństwo z tytułu ewentualnych roszczeń wynikających z II wojny światowej czy skutków tej II wojny światowej, była propozycją jak najbardziej racjonalną i jak najbardziej słuszną. Ja nie chcę przez to przesądzić, że Trybunał przyjmie te pozwy. Mam nadzieję, że je odrzuci, ale to wszystko psuje atmosferę dialogu polsko-niemieckiego.

No właśnie, to spytam inaczej – czy prezydent zrobił wszystko, co mógł, aby ocieplić te nasze stosunki polsko-niemieckie?

Pewnie w życiu jest tak, że człowiek nigdy nie robi tego wszystkiego, co mógłby zrobić, ale moim zdaniem prezydent zrobił bardzo dużo, żeby ocieplić stosunki polsko-niemieckie, wielokrotnie spotykał się z panem prezydentem Köhlerem, wielokrotnie spotykał się z panią kanclerz, natomiast w tych naszych stosunkach są też kwestie bardzo istotnych interesów, których my po prostu musimy bronić i z których nie chcemy rezygnować.

Bardzo istotną sprawą, także dla polskiej gospodarki, jest stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego. Mieliśmy poznać kandydata. Cały czas tego kandydata, może kandydatów, nie ma. Kiedy poznamy nazwiska?

Myślę, że niebawem pan prezydent przedstawi tego kandydata. Sądzę też...

Ale niebawem, to znaczy jeszcze w tym roku, między świętami a Nowym Rokiem?

Tego nie jestem pewien. Sądzę, że raczej po Nowym Roku, ale przed upływem kadencji Leszka Balcerowicza, w taki sposób, żeby Komisja Finansów mogła z kandydatem porozmawiać, a potem Sejm mógł go przegłosować.

A czy to nie jest porażka? Bo był jeden kandydat, dość późno też przedstawiony, po kilku dniach zrezygnował, teraz trwa poszukiwanie. Rynki czekają na takie informacje.

Ja wiem, ale też proponowałbym, żebyśmy nie popadali w skrajność i nie przesadzali, bo rynki czekają na te informacje, ale straszono nas rynkami finansowymi, jak PiS obejmie władzę, także euro będzie kosztowało 5 złotych. W tej chwili raczej niektórzy eksperci mówią, że być może złotówka jest zbyt mocna, więc mimo że rynki finansowe czekają na prezesa NBP, to jakoś złoty jest stabilny.

Ale przyzna pan, że rzeczywiście był czas, wiele miesięcy, jeśli nie nawet pół roku albo nawet jeszcze więcej na wytypowanie takiej osoby, przedstawienie go. Tak się dzieje za granicą. Na kilka miesięcy przed taka osoba jest znana.

Tak było w przypadku Stanów Zjednoczonych. Ja, oczywiście, chciałbym, żeby polski prezes Narodowego Banku miał...

Taką pozycję.

Tak, taką wagę, że tak powiem w cudzysłowie, jak szef Rezerw Federalnych w Stanach Zjednoczonych. To jest, niestety, tylko marzenie. Oczywiście, rezygnacja profesora Sulmickiego była dla pana prezydenta zaskoczeniem, ale trudno, da się z tym pogodzić.

Poznamy prawdziwe kulisy tej rezygnacji?

W piśmie, które trafiło do pana prezydenta pan profesor podał jako przyczynę względy rodzinne i ja to przyjąłem tak, jak zostało napisane.

A czy prezydent szukając teraz kandydata, bierze pod uwagę jego stosunek do wprowadzania euro w Polsce, czy to nie jest tak istotne?

Prezydent szukając kandydata, bierze pod uwagę, oczywiście, jego poglądy na gospodarkę, na euro również.

No właśnie, jakie poglądy powinien mieć na euro?

Zdaniem pana prezydenta, pan prezydent chciałby, żeby o przyjęciu euro Polacy mogli zdecydować w referendum i chciałby, żeby takie referendum mogło zostać ogłoszone pod koniec jego kadencji, czyli w 2010 roku, już z ewentualnym terminem wprowadzenia euro, bo traktat akcesyjny nie określa tego terminu i zresztą nie wszystkie kraje Unii Europejskiej tę wspólną walutę do tej pory wprowadziły.

Panie ministrze, sam pan przyznał, że dziś do Sejmu wpłynie projekt nowelizacji ustawy lustracyjnej, projekt prezydencki. Jakie tam są szczegóły? Część rzeczy już znamy, media już o tym mówiły, ale jakie są szczegóły?

Te zmiany idą w duchu tego, o czym pan prezydent mówił w czasie pierwszej konferencji prasowej. Mówię pierwszej w tym sensie, że kiedy prezydent podpisywał ustawę lustracyjną...

Po podpisaniu ustawy miesiąc temu.

...już zapowiadał, że wniesie do Parlamentu projekt jej nowelizacji. Te zmiany idą po pierwsze w kierunku zastąpienia zaświadczeń wydawanych przez IPN oświadczeniami. Jest obowiązek... kategoria osób, które muszą składać oświadczenia lustracyjne zresztą została poszerzona. Obok tego jest procedura przed sądami powszechnymi, w pierwszej instancji sąd okręgowy będzie dokonywał oceny, jeżeli prokurator IPN-u zakwestionuje oświadczenie, to w I instancji sąd okręgowy, w II instancji sąd apelacyjny. Mam nadzieję, że to spowoduje, że procedura... Aha, bo procedura, co bardzo ważne, będzie jawna, nie będzie tego, co było przed sądem lustracyjnym. Mam nadzieję, że jeśli będą to robić sądy powszechne, a tę nadzieję opieram na działalności resortu sprawiedliwości, na działalności ministra Ziobry, że ta procedura nie będzie tak przewlekła, jak było...

A co z ozi? Bo to też budziło wiele kontrowersji?

Będzie IPN, bo IPN obok obowiązków związanych z lustracją, będzie specjalne biuro lustracyjne IPN-u, obok obowiązku uczestniczenia w procesie weryfikacji oświadczeń lustracyjnych IPN będzie miał obowiązek publikacji katalogów osób, co do których zachowały się dane w IPN-ie, tyle że te katologi będą skategoryzowane, będzie kilka kategorii i począwszy od takich źródeł rejestrowanych, jak tajny współpracownik, poprzez źródła nieoficjalne albo nierejestrowane, jak na przykład tzw. kontakt służbowy (przypominam, że takim kontaktem służbowym, bo dla pewnie młodszych słuchaczy formuły „kontakt operacyjny”, „kontakt służbowy”, „tajny współpracownik”, „informator” niewiele mówią) to był na przykład dyrektor przedsiębiorstwa państwowego, który z racji zajmowanego stanowiska musiał się spotykać z funkcjonariuszem służb specjalnych, który nadzorował dane przedsiębiorstwo.

Panie ministrze, jeszcze krótko – po prostu dzieli na dwie kategorie: na tych, którzy świadomie...

Nie, trzy kategorie, a właściwie cztery, bo trzecia kategoria to będą osoby, które pełniły takie funkcje pomocnicze, były właścicielami mieszkań kontaktowych. I wreszcie czwarta grupa osób to są osoby, co do których (i to musi zostać jasno wyodrębnione) zachowały się tylko zapisy w ewidencji. Nie ma żadnych teczek, nie ma żadnych dokumentów, jest tylko zapis w ewidencji IPN-owskiej w tej chwili.

Czyli jest to taka gradacja współpracy ze służbami, tak?

Tak, jest od świadomej...

Od tej najwyższej, świadomej współpracy...

Od świadomej współpracy w postaci tajnego współpracownika, który bardzo często za pieniądze szkodził, donosił, skończywszy na osobach, co do których nie zachowały się żadne materiały. One też mogły być bardzo szkodliwe, ale nie jesteśmy w stanie na podstawie tego stanu wiedzy, który dzisiaj mamy, tego przesądzić.

Panie ministrze, czy ta ustawa przejdzie w Parlamencie?

Mam nadzieję, że ta ustawa przejdzie w Parlamencie, bo te poprawki, które prezydent proponuje, są dobrymi poprawkami i mam wrażenie, że gdyby tych poprawek nie było to ta ustawa obowiązująca, podpisana w tej chwili mogłaby zostać, jak sądzę, przez Trybunał Konstytucyjny zakwestionowana w bardzo wielu punktach.

Ta już nie będzie?

Myślę, że nie, myślę, że jeżeli Sejm przyjmie nowelizację, w co wierzę, że przyjmie, jeśli Sejm przyjmie nowelizację zaproponowaną przez pana prezydenta, to sadzę, że nie będzie kwestionowania ustawy przez Trybunał.

A jeśli nie przyjmie? To będzie to kompromitacja całej idei lustracji.

Jeśli nie przyjmie, to nie wykluczam takiego rozwiązania, że sam pan prezydent złoży stosowny wniosek do Trybunału Konstytucyjnego.

Dziękuję bardzo.

Dziękuję serdecznie.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.