przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Monika Olejnik: Panie ministrze, kto złożył donos na Andrzeja Krawczyka?

Maciej Łopiński: Nie wiem, czy można mówić o złożeniu donosu w sytuacji Andrzeja Krawczyka. Okazało się, że Andrzej Krawczyk podpisał zobowiązanie do współpracy w 1982 roku. Nigdy ta współpraca nie przybrała kształtów materialnych...

Ale ktoś powiedział o tym prezydentowi, więc stąd pytam, jak to się... 

Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa taką informację przekazały głowie państwa.

Ale dlaczego to się stało teraz, co takiego się wydarzyło?

Myślę, że w trakcie procedur związanych z dopuszczeniem do tajemnic państwowych...

Ale Andrzej Krawczyk miał certyfikat.

Wie pani...

Ja myślę, że to było chyba w związku z weryfikacją, z powstawaniem raportu weryfikacyjnego o WSI, raczej...

Nie, nie sądzę, chociaż nie chcę się tutaj zapuszczać w spekulacje, dlatego że rzecz dotyczy okresu, kiedy istniała Wojska Służba Wewnętrzna, czyli okresu poprzedzającego powstanie, o 10 lat chyba, WSI.

No nie, ale jak te służby znalazły nazwisko ludzi sprzed 1989 roku, więc...

Gdyby pani redaktor pozwoliła mi skończyć...

Bardzo proszę.

Są różne stopnie dopuszczenia do tajemnicy państwowej i trzeba okresowo odnawiać te certyfikaty. Myślę, że w trakcie tych procedur służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa taką informację przekazały.

I przekazały również dziennikarzom, bo dziennikarze wydzwaniali do Andrzeja Krawczyka z pytaniem: co dalej – i podobno pan prezydent się zdenerwował, że to media będą robiły politykę kadrową w pałacu.

Nie potwierdzam tego. Natomiast, wie pani, skąd dziennikarze czerpią tego typu informacje – to jest rzecz warta zastanowienia. Ja uważam, że przecieki, szczególnie przecieki z okolic służb, są rzeczą absolutnie naganną. I osoby, nie dziennikarze, ale osoby, które się dopuszczają tych przecieków, powinny być z całą surowością prawa za to karane.

Andrzej Rejski, zastępca rzecznika interesu publicznego, powiedział „Gazecie Wyborczej”, że materiały dotyczące Krawczyka badał pod koniec lat 90. rzecznik poprzedniej kadencji, Bogusław Nizieński, a wiadomo, że był ostrym badaczem. Nie znalazł podstaw do podważenia oświadczenia lustracyjnego pana Krawczyka.

Ja przyjąłem to oświadczenie rzecznika z dużą satysfakcją, ponieważ pracując przez rok z Andrzejem Krawczykiem uznałem, że jest to osoba wyjątkowo porządna, wyjątkowo sympatyczna w takich kontaktach, kompetentna, i cała ta historia, jak się zaczęła, spowodowała, że byłem i zaskoczony, i zdenerwowany całą tą sytuacją.

No dobrze, skoro rzecznik uznał, że nic złego, to dlaczego musiał odejść Andrzej Krawczyk?

Andrzej Krawczyk podał się do dymisji, jak sam napisał w swoim oświadczeniu, nie dlatego, żeby się czuł winnym, ponieważ czuł się niewinny. Zresztą kilkakrotnie składał oświadczenie lustracyjne i ono nigdy (jak zresztą wynika z tej wypowiedzi, którą pani cytowała) nie było zakwestionowane. Natomiast uznał, że w sytuacji, kiedy pracuje w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej, nie chce, żeby żaden cień padał na instytucję, którą reprezentuje i na głowę państwa.

No tak, ale tę dymisję przyjął prezydent. Dlaczego prezydent przyjął tę dymisję, skoro z tych oświadczeń wynika, z tego co mówi osoba współpracująca z rzecznikiem Nizieńskim, że...

Nie chcę się wypowiadać w sposób kategoryczny, natomiast sądzę, że mielibyśmy do czynienia z inną sytuacją, gdyby Andrzej Krawczyk powiedział prezydentowi na początku o tym, jak się sprawy miały. Minister Krawczyk tłumaczy – i trudno odmówić pewnej racjonalności temu tłumaczeniu – że uważał, że to nie jest w jego życiu sprawa istotna. Że gdyby o tym mówił, to byłoby tak, jakby podzielał pogląd, że zrobił coś złego.

Czyli, rozumiem, że prezydent uznał, że skoro nie powiedział to dlatego musi odejść, tak?

Nie, nie tylko. Prezydent uznał, też wziął pod uwagę te przesłanki, którymi się kierował Andrzej Krawczyk składając dymisję – także je uwzględnił. Ale mówię, myślę, że gdyby na początku inaczej się pan minister Krawczyk zachował, jeśli o to chodzi, to mielibyśmy do czynienia ...

Jak długo prezydent namawiał prokuratora krajowego, żeby został ministrem spraw wewnętrznych, pana Kaczmarka?

A czemu pani sądzi, że prezydent namawiał prokuratora krajowego?

No, ja myślę, że prezydent jest osobą bardzo ważną w kraju i prezydent ma wpływ na wiele osób.

Niewątpliwie, to z tym się zgadzam.

Nie namawiał?

Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

Nie potwierdzam, nie zaprzeczam, czyli prezydent. A jak długo to trwało?

Czyli prezydent co, pani redaktor?

Czyli jak długo to trwało, to „nie potwierdzam, nie zaprzeczam”?

Nie, nie. Myślę, że pan minister Kaczmarek się szybko zdecydował. Zresztą uważam, że to dobrze, że się szybko zdecydował, bo jest bardzo dobrze przygotowany do tej funkcji.

Będzie lepszym ministrem niż Ludwik Dorn?

Nie chcę oceniać czy będzie lepszym ministrem. Zresztą, wie pani, jest to pewna niezręczność dla pracownika Kancelarii Prezydenta, żeby oceniać swoich kolegów z rządu.

Ale właśnie, wszyscy ludzie prezydenta są teraz w rządzie – jest Aleksander Szczygło, jest pani minister Fotyga, jest pan Ziobro, bo to też był człowiek pana prezydenta, teraz jest Janusz Kaczmarek.

To chyba dobrze, że pan prezydent otacza się takimi ludźmi, którzy nadają się na najwyższe stanowiska.

Ale prawda – wszyscy ludzie prezydenta w rządzie.

Nie chcę powiedzieć, że wszyscy ludzie prezydenta, ale tak – pan prezydent ma, myślę, dobrą rękę do doboru współpracowników.

A wie pan, o co poszło między panem Ziobro a panem Dornem?

Nie wiem o tym, że jest jakiś konflikt między panem ministrem Ziobro a panem ministrem Dornem.

A dlaczego Dorn odszedł?

Pani redaktor, to są wszystko bardzo interesujące pytania, ale niekoniecznie ja jestem osobą najbardziej kompetentną, żeby na nie odpowiadać. A poza tym chciałem zwrócić uwagę na jedną rzecz...

Ale ma pan jakąś wiedzę tajemną?

Chciałem zwrócić uwagę na jedną rzecz, że minister Dorn co prawda przestał być ministrem, ale z rządu nie odszedł.

Jest premierem, ale nie wiadomo premierem od czego.

Pozostaje wicepremierem rządu. Myślę, że będzie pełnił odpowiedzialne funkcje w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Ale jakie? Jaka może być funkcja premiera bez teki, tak się zastanawiam od wczoraj. Wszystkie komórki zajęte i sam się wykluczył z jednej komórki – służb.

Myślę, że pan minister Dorn...

Premier teraz.

Pan premier Dorn – przepraszam, pani słusznie mnie poprawiła. Myślę, że pan premier Dorn będzie osobą, która z natury, z nazwy będzie zastępowała premiera Kaczyńskiego, pewnie w szerszym zakresie, niż to się do tej pory działo.

Czyli będzie zastępcą po prostu Kaczyńskiego? Na koniec się chciałam zapytać o te słynne chodniki. Jak to się dzieje, że trzeba podgrzewać chodniki przed pałacem? Podobno jedyne miasto, w którym podgrzewane są chodniki, i to wiele tych chodników, to jest Oslo.

Wie pani co? To jest w ogóle jakiś... Przepraszam, mnie już ręce opadają.

A propos rąk, to niezręczne.

Ale, pani redaktor, no dobrze...

No, ale co – będzie podgrzewany chodnik?

Nie, ale niech mi pani da skończyć. Kiedy czytam, że remont chodników przed pałacem jest spowodowany tym, że premier się poślizgnął i złamał rękę – tak, i złamał rękę – no to naprawdę ręce opadają.

Ale po co te podgrzewane chodniki?

Ale gdyby pani zechciała wysłuchać mnie do końca. Po pierwsze, premier nie złamał ręki przed pałacem. Po drugie – przetarg na te chodniki został rozpisany 24 listopada. Przed Pałacem Prezydenckim odbywają się różne uroczystości, przyjmowane są delegacje oficjalne.

Kwaśniewski o tym nie pomyślał przez 10 lat.

No zdarza się, że czasami ktoś o czymś nie pomyśli.

Wałęsa nie pomyślał.

A ktoś inny pomyśli. Kancelaria, jak mówię, ogłosiła przetarg 24 listopada.

Dobrze, że ktoś myśli o nas i o chodnikach, dziękuję bardzo.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.