przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Polska The Times: Nie jest Pan już zmęczony tymi awanturami, kto gdzie pojedzie, a kto nie?

Szef Kancelarii Prezydenta RP Piotr Kownacki: Jestem. Ale niestety jest tak, że każda inicjatywa prezydenta spotyka się z próbą wywołania konfliktu przez rząd. Czy to jest kwestią orędzia, czy zwołania Rady Gabinetowej, czy inicjatywy ustawodawczej. Rządząca większość, zanim się dowie szczegółów, już protestuje.

A Państwo jesteście bez winy? PO twierdzi, że złamaliście nieformalną umowę. Zgodnie z nią na szczyty UE jeździł premier, a NATO i ONZ - prezydent.

To było porozumienie prezydenta Kwaśniewskiego i premiera Cimoszewicza, a potem Millera. To, że ci dwaj panowie się tak umówili, nie powoduje, że jest jakaś obowiązująca umowa w tej sprawie lub utrwalony zwyczaj.

Na szczyt pojadą oddzielnie prezydent i premier. Nie boi się Pan, że skończy się to obciachem dla Polski?

Niestety tak może być. Ale Europa jest przyzwyczajona do takich sytuacji. Co jakiś czas w krajach UE dochodzi do współrządzenia prezydenta i premiera, którzy są z różnych opcji. W tej chwili najostrzejszy taki konflikt występuje w Finlandii.

Jest tam gorzej niż u nas?!

Tam dzieją się rzeczy, przy których nasze spory są kaszką z mleczkiem. Oprócz prezydenta i premiera w sporach bierze też udział minister spraw zagranicznych, który jest z trzeciej opcji.

Czemu prezydent tak się upiera, żeby pojechać na szczyt?

Będzie tam kwestia traktatu lizbońskiego. W Polsce procedura jego ratyfikacji została doprowadzona do momentu, w którym potrzebny jest już tylko podpis prezydenta. Więc to właśnie on musi podjąć działanie i decyzje. Na szczycie premier Irlandii będzie mówił o przyczynach przegrania referendum i możliwościach wyjścia z tego pata. Będzie też przygotowywana uchwała, która objaśni traktat.

Czyli?

Odpowie ona choćby na wątpliwości Irlandczyków. Zagłosowali na nie m.in. dlatego, że bali się, jak traktat wpłynie na kwestie etyczno-moralne, liberalizację przepisów antyaborcyjnych.

Prezydent zwołuje Radę Gabinetową w sprawie kryzysu. Chce wygrać z kryzysem czołganiem rządu?

O tym, jaki będzie przebieg Rady Gabinetowej, zdecydują jej uczestnicy. To, czy będą przygotowani. Pan prezydent chce rozmawiać o sytuacji gospodarczej ze szczególnym uwzględnieniem rynków finansowych. Polska szczęśliwie jest w gronie tych państw, które są najbezpieczniejsze, najmniej dotknięte kryzysem. Ale jakieś skutki i nas dotkną. Intencja prezydenta jest prosta. Ocenić wpływ tego, co się dzieje, na naszą gospodarkę. Dowiedzieć się, czy będą korekty wbudżecie, jak funkcjonuje system nadzoru finansowego, czy nie ma w nim luk.

Ale Pan ironizował, że Donald Tusk powinien zaprezentować na Radzie drugą Irlandię. Czy takie wypowiedzi z góry nie świadczą ojej przebiegu?

Trochę mnie poniosła złośliwość. Ja w ogóle mam zły charakter, co czasem się ujawnia. Ale zanim prezydent wyjaśnił, czemu chce zwoływać Radę, Donald Tusk i jego ministrowie zaczęli się ścigać w złośliwych wypowiedziach na ten temat. Poza tym ten rząd faktycznie niczego przez ten rok nie dokonał.

Grzegorz Schetyna, wspominając lutową Radę, mówi, że wywołała w nim traumę. Trzeba przyznać, że przesłuchanie Ewy Kopacz było ostre. Prezydent chce pomęczyć teraz innych ministrów?

Jeśli ministrowie okażą się niekompetentni, a w dodatku aroganccy, to nawet przy najlepszych intencjach prezydenta przebieg spotkania może się okazać nie do końca miły. Z całym uznaniem dla minister Ewy Kopacz jako lekarza i kierownika niewielkiego ZOZ-u, to sposób prowadzenia przez nią resortu zdrowia jest kontrowersyjny. Nawet posłowie PO okazują duże zniecierpliwienie tym, że jest niezorientowana, jaka jest treść przygotowywanych przez nią ustaw. Jeśli nie potrafi odpowiedzieć na kolejne pytania, to rozmowa z prezydentem rzeczywiście może zacząć wyglądać jak przesłuchanie.

Niezbyt przychylnie wypowiada się Pan o dokonaniach rządu. To może wskazywać na atmosferę spotkania. Czy nie zaogni ono tylko konfliktu między prezydentem a premierem?

Takie ryzyko istnieje. Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Wierzę, że będzie to rozmowa merytoryczna.

Skąd ten optymizm?

Rząd ma kilkanaście dni na przygotowanie się. Ma czas na dokonanie przeglądu sytuacji, zorientowanie się, jak rządy innych państw reagują na to, co się dzieje na rynkach finansowych, ma czas zaproponować działania, które mogą tylko pomóc Polsce.

Sądzi Pan, że gdyby nie Rada Gabinetowa, to rząd by tych wszystkich działań nie wykonał?

Wierzę, że na pewno by się tym zajął. Ale nie ma powodu, dla którego kryzysem finansowym nie mogłaby się zająć cała władza wykonawcza, czyli także prezydent.

Dotychczasowe oficjalne spotkania prezydenta z rządem nie kończyły się najlepiej. A w mniej oficjalnych okolicznościach Lech Kaczyński i Donald Tusk potrafili się dogadywać. Nie lepsze byłoby takie nieformalne spotkanie?

Spotkania, które żadnym konfliktem się nie kończyły, także te z ministrem Sikorskim, nie były nagłaśniane przez media. Stąd może brać się niezbyt dobre wrażenie

Ale to jest nagłaśniane...

W tym przypadku chodzi nam min. o zmobilizowanie rządu do działania. Dlatego spotkanie ma formalny charakter i jest zapowiedziane dużo wcześniej.

Rada Gabinetowa może przestraszyć inwestorów, pogłębić panikę..

Odrzucam tezę, którą lansują premier i jego ministrowie, że zwołanie Rady może kogoś przestraszyć.0 kryzysie od kilku dni piszą na pierwszych stronach gazety, odbywają się w tej sprawie spotkania międzynarodowe.i dopiero Rada Gabinetowa uświadomi ludziom, że jest kłopot? Bądźmy poważni. Taka sugestia jest śmieszna.

Prezydent zapowiedział referendum w sprawie reformy zdrowia. Wiemy, że Senat się na to nie zgodzi. Czemu więc miało służyć ogłoszenie tego podczas orędzia?

Nie zgadzam się z sugestią, że Senat bezrefleksyjnie wykona wolę partii. Referendum jest potrzebne. Zbyt mało mówi się o reformie służby zdrowia, którą chce wprowadzić rząd. W naszym kręgu kulturowym nie ma państwa, które zlikwidowałoby publiczną służbę zdrowia. To referendum to szansa dla armii specjalistów od PR-u, którzy teraz zajmują się wizerunkiem premiera, żeby zajęli się czymś innym. Jeśli będą działać skutecznie i Polacy zagłosują na tak, to prezydent zje własny kapelusz, ale ustawę podpisze.

Przecież wiemy, jaka jest arytmetyka. Senat nie zgodzi się na referendum. 

Nie zgadzam się z taką tezą. Prezydent wierzy, że może do niego dojść.

Czy są jakieś kluczowe sprawy dotyczące funkcjonowania państwa, które są wyłączone z konfliktu prezydenta i premiera?

Rząd konsekwentnie dąży do ograniczania konstytucyjnych uprawnień prezydenta i umniejszania jego roli. Żeby to osiągnąć, stara się wykorzystać do destabilizowania sytuacji każdy pretekst, może poza rolnictwem i eksportem.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.