przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| | |
A | A | A
Środa, 10 lutego 2010

Prof. Hrynkiewicz: KRUS jest dobry, a nie zły

Wywiad ukazał się w "Gazecie Wyborczej" 10 lutego 2010 roku

 

Krystyna Naszkowska: W planie konsolidacyjnym finansów publicznych przedstawionym przez Donalda Tuska pojawia się pomysł, by najbogatszych rolników przerzucić z KRUS do ZUS.

Prof. Józefina Hrynkiewicz: To zły pomysł. Wprowadzenie go w życie oznaczałoby dodatkowe obciążenia dla budżetu, bo trzeba by zrównać przywileje rolnicze z pracowniczymi. Teraz one nie są równe. Kiedy ja, czyli pracownik budżetówki, choruję, to dostaję za każdy dzień choroby zasiłek chorobowy w wysokości 52 zł. Rolnik za jeden dzień choroby dostaje 10 zł. Kiedy idę na chorobowe, dostaję od razu zasiłek. Rolnik zaś pobiera zasiłek dopiero po 30 dniach nieprzerwanej choroby. A ze statystyk wynika, że większość zasiłków wypłacanych jest do 30 dni.

Dalej: mój zasiłek macierzyński wynosi 100 proc. mojego wynagrodzenia, kobieta wiejska płaci sama składkę na ten zasiłek i otrzymuje czterokrotność podstawowej emerytury, która wynosi dziś 636 zł.

Kolejna sprawa: rekompensata za utratę 1 proc. zdrowia rolnika jest o blisko 22 proc. mniejsza niż w przypadku pracownika, bo długotrwały uszczerbek 1 proc. zdrowia pracownika został wyliczony na 589 zł, i tyle pracownik dostaje co miesiąc, a dla rolnika wyliczono go na 470 zł.

Jest to więc ogromna nierówność w traktowaniu pracowników i rolników. Jeśli wrzucimy najbogatszych rolników do ZUS, to automatycznie musimy wyrównać te świadczenia. No i oczywiście też emerytury będą mieli wyższe niż te 636 zł miesięcznie, jakie mają teraz. Budżet więc na tym straci.

No ale teraz dokładamy co roku z budżetu 15 mld zł do systemu emerytalnego rolników. Rząd szuka sposobów, by to zmienić.

- Nie jest prawdą, że ubezpieczenia rolnicze kosztują budżet państwa 15 mld zł rocznie. Owszem, tyle budżet wydaje, ale część wydatków - w postaci składek rolniczych - do niego wraca. W sumie dotacja wynosi 79 proc. wydatków z KRUS, bo 21 proc. wraca w postaci składek. Część składek na ubezpieczenia pokrywają w całości rolnicy, np. na zasiłki macierzyńskie i wypadkowe, zaś składki rentowe i emerytalne w 90 proc. finansuje budżet państwa.

A poza tym KRUS nie jest wcale tak niewydolnym systemem, jak go się przedstawia. Do jednej emerytury rolniczej budżet dopłaca 700 zł, a do jednej zusowskiej - 705 zł. A do emerytury mundurowej 2600 zł.

A jak jest w innych krajach?

- Nie znam cywilizowanego kraju, gdzie ziemia rolna stanowi znaczący obszar, w którym dla rolników nie byłoby osobnego systemu emerytalnego. I wszędzie budżet do niego sporo dopłaca, mimo iż rolnicy są tam zamożniejsi niż w Polsce. W Niemczech - dopłaca 77 proc, we Francji 64 proc. Aż tak bardzo więc nie odbiegamy od innych krajów. I nikt tam nie mówi o likwidacji tego osobnego systemu emerytalnego.

U nas niektórzy ekonomiści domagają się likwidacji KRUS.

- Zastanówmy się, po co się tworzy system emerytalny? Aby nie powiększać systemu pomocy społecznej, bo jak emerytury nie gwarantują pokrycia podstawowych potrzeb, to trzeba dać pieniądze z funduszy pomocy społecznej, czyli z podatków.

Likwidując KRUS, nie zaoszczędzimy wcale 15 mld zł. Będziemy musieli zdecydowaną większość rolników skierować pod opiekę pomocy społecznej. I dać im tę pomoc zgodną z normami unijnymi i naszym prawem.

Spis powszechny z 2002 r. wykazał, że aż 28 proc. ludności utrzymuje się ze świadczeń społecznych. Chcemy to jeszcze zwiększyć?

To są argumenty PSL, który twierdzi, że reforma KRUS bardziej obciąży budżet, bo wykaże, jak ogromna liczba gospodarstw nie osiąga żadnych dochodów i wymaga wsparcia socjalnego.

- Nie znam ich wyliczeń. Mam własne. I wynika z nich, że na wsi 3 do 4 mln ludzi kwalifikuje się do biedoty. Powinno ich być coraz mniej. Ale tak się nie dzieje, bo nic w tym kierunku nie robimy. Aby to zmienić, potrzebny jest wzrost nakładów na edukację na wsi, biblioteki, internet itd.

Minister Boni mówi, że reforma KRUS, jaką rząd chce przeprowadzić, pozwoli zaoszczędzić budżetowi parę miliardów, a te zostaną skierowane właśnie na rozwój edukacji we wsiach.

- Świetnie! Tylko czy ta reforma da jakiekolwiek oszczędności budżetowi? Wątpię.

Mamy fatalną strukturę rolną, bo tylko ok. 7 proc. rolników ma areał większy niż 20 ha, a przeciętne gospodarstwo ma ok. 10 hektarów. Naprawdę wydajnych, czyli ponad 300-hektarowych gospodarstw, mamy zaledwie 700 na 2 mln wszystkich.

Mamy więc na wsi 7 proc gospodarstw, które mogą przynosić rolnikom dochód. Ale w tej grupie jest ogromna różnorodność w dochodach.

Na wsi przeważa masa niewydajnych, małych gospodarstw rolnych pracujących tylko na samozaopatrzenie, niedostarczających niczego na rynek. Po co im ziemia? Bo to sposób na przetrwanie. Gdyby jej nie mieli, to zwiększyłaby się strefa slumsów w mieście. Państwo musiałoby dostarczać tym ludziom pieniędzy na utrzymanie w postaci zasiłków socjalnych.

To jednak niesprawiedliwe, że ludzie w mieście, często niezamożni, płacą podatki, z których państwo dopłaca do emerytur zamożnych rolników.

- Ale rolnicy też płacą podatki. Płacą podatek gruntowy, płacą podatki w kupowanych nawozach, nasionach, maszynach itd. Możemy przyjąć, że te 7 proc. rolników powinno płacić składki emerytalne powiązane z dochodem, jaki osiągają.

Teraz wszyscy rolnicy, niezależnie od tego, czy mają dochody, czy nie, płacą podatek gruntowy od liczby posiadanych hektarów. On jest niewysoki. ale jest i wpływa do budżetów gminnych. Jeśli przejdziemy na podatek dochodowy na wsi, te 7 proc., owszem, będzie więcej płaciło, ale reszta nie zapłaci nic. A jeszcze spora grupa będzie musiała dostawać zasiłek z opieki socjalnej.

Czy PSL, broniąc się przed reformą KRUS, walczy tylko o swój elektorat, czy też ma to jakiś sens?

- Oczywiście, że ma to sens. Mam liczne pretensje do PSL, że słabo walczy o interesy wsi, np. nie ułatwia rolnikom tworzenia grup producenckich. Ale jeśli chodzi o KRUS, to ludowcy dobrze wiedzą, co może oznaczać jego likwidacja. Ona wcale nie da oszczędności budżetowi, a wręcz przeciwnie.

Co na miejscu premiera pani by zaproponowała?

- Trzeba stworzyć oddzielną kasę dla tych 7 proc., tej grupy gospodarstw, które osiągają dochód, albo wydzielić w KRUS osobny dział. A reszty nie ruszać, bo oni nie mają dochodów, które da się opodatkować. A jak ten system ruszymy, to słono do tego dopłacimy.

Reforma KRUS jest decyzją polityczną, a nie ekonomiczną. Jeśli chcemy ją przeprowadzić, to trzeba zamówić pogłębione badania nad dochodami rolników, łącznie z wyliczeniem wartości ich pracy. Ale to wymagałoby zauważenia ogromnego czarnego rynku pracy.

Tu będzie ogromny opór pracodawców, którzy zatrudniają rolników na czarno, np. w firmach budowlanych, w przemyśle rolno-spożywczym czy w produkcji rolniczej. Chciałabym wreszcie wiedzieć, z czego żyje ta część mieszkańców wsi, która nie ma żadnych dochodów.

Dlaczego za każdym razem, gdy mowa o reformowaniu finansów publicznych, na czoło wysuwa się sprawa KRUS, jakby opodatkowanie "bogatych chłopów" było rzeczą podstawową w tej reformie? Mówi o tym większość ekonomistów, a także publicystów.

- To kwestia kompleksów. W Polsce 70 proc. ludzi pochodzi ze wsi. Większość pewnie chciałaby się od tej wsi odciąć, zapomnieć o swoim pochodzeniu. I wydaje im się, że najlepiej to zrobią, atakując chłopów, mówiąc, że chłopi żyją na koszt miastowych i że trzeba to wreszcie zmienić. To jedna strona medalu.

Z drugiej strony jest nasza zawiść wobec tych, którym się wiedzie. A niektórym chłopom się wiedzie - mają wielkie, nowoczesne gospodarstwa, duże domy, świetne samochody, wysyłają dzieci na studia itd. Jak widzi taki mieszczuch, który żyje sobie przeciętnie w mieście, że rodzinie, która została na wsi, wiedzie się lepiej niż jemu, to krzyczy: zabrać, dołożyć, opodatkować itd.

Krótko mówiąc - potrzeba reformowania KRUS w znacznej części bierze się z naszych niezbyt ładnych cech charakteru, a nie z przesłanek ekonomicznych, bo tych nikt jeszcze nie policzył.

To może w ogóle nie trzeba reformować KRUS?

- Mam do reformowania ubezpieczeń społecznych, w tym rolniczych, bardzo konserwatywne podejście. Ojczyzną ubezpieczeń społecznych są Niemcy. Otóż tam w 1778 r. wprowadzono dekretem cesarskim edykt o ubezpieczeniach społecznych i te zasady funkcjonują w niewiele zmienionej formie do dziś. Kiedy w Niemczech w 1993 r. wprowadzano ubezpieczenia pielęgnacyjne dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji, to poprzedzono to 20-letnią dyskusją.

Co z tego wynika?

- To, że zanim coś zreformujemy, powinniśmy się dobrze zastanowić. Trzeba najpierw przeprowadzić dogłębne analizy i rozpatrzyć wszystkie aspekty: ekonomiczne, polityczne i społeczne. Bo ubezpieczenie niesłychanie głęboko wnika w życie społeczne. I oczywiście musimy uzyskać zgodę społeczną na wprowadzenie zmian.

Mechanizmy zmiany sytuacji na wsi leżą poza wsią. Na wsi rodzi się 40 proc. dzieci. Jeśli chcemy poprawić sytuację na wsi, to musimy o nie zadbać - dać im lepszą edukację poprzez podniesienie poziomu oświaty na wsi. Chcemy, by te dzieci zdobywały dobre wykształcenie, bo to jest klucz do podniesienia dochodów w rodzinach rolniczych.

A tymczasem teraz jest tak, że na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie uczę, praktycznie nie ma dzieci z rodzin rolniczych. Jak już się ktoś ze wsi pojawia, to zwykle jest to dziecko wiejskiego nauczyciela, urzędnika czy leśniczego, ale nie rolnika. Na początku lat 70. młodzież rolnicza stanowiła 5 proc. studentów na UW, w roku 1938 było to już 10 proc. Teraz, kiedy zaczynam zajęcia z nowymi studentami i pytam, kto pochodzi z rolniczej rodziny, odpowiada mi cisza.

* Prof. Józefina Hrynkiewicz, specjalistka w zakresie polityki społecznej. Od września 2007 r. zasiada w radzie nadzorczej ZUS. W latach 1992 -93, czyli za czasów premier Hanny Suchockiej, była doradcą rządu ds. polityki społecznej, od 1992 do 2002 członkiem i wiceprzewodnicząca Rady Społeczno-Ekonomicznej przy Rządowym Centrum Studiów Strategicznych, od lipca 2007 do marca 2009 - członkiem Rady Służby Publicznej przy premierze. W latach 1997 a 2006 była rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Humanistycznej w Skierniewicach

rozmawiała Krystyna Naszkowska

 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.