przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Tytus

Tytus był jedenastoletnim psem rasy terier szkockim, który 13 listopada 2009r roku umarł ze starości. Uwielbiał sypiać w swoim obszernym, wygodnym wiklinowym koszu i, jak przystało na szkockiego teriera, na materacyku w szkocką czerwono-zieloną kratę. Tytus nie przepadał za mężczyznami w ciężkich butach, a swoje niezadowolenie ze spotkania okazywał zazwyczaj głośnym szczekaniem. Z kotami natomiast żył w zgodzie i zawsze na „dzień dobry” witał je nosem. Nie pamiętam, by Tytus pogonił jakiegoś kota na ulicy.
 

Lula


Lula, pieszczotliwie przez nas zwana Lulindą albo Lulisią, jest bardzo podobna do Bazylego, psa który kiedyś żył z nami i który w wieku 12 lat z własnej głupoty wpadł pod samochód. Lulę mąż spotkał na stacji benzynowej w Mławie w Wielki Czwartek 2000 roku. Jechał z Warszawy do Sopotu i gdy zatrzymał się, żeby zatankować samochód zobaczył psicę, która piła na placu wodę z kałuży. Nakarmił ją, a gdy obsługa stacji powiedziała, że psiak od tygodnia błąka się po okolicy, zlitował się nad nią i przywiózł do domu. Na początku była bardzo lękliwa. Bała się ludzi, każdego stuknięcia, każdego nieznanego dźwięku. Od razu została zaakceptowana i przez Molly, i przez Tytusa, którzy wtedy mieszkali już z nami. Teraz jest do nas niezwykle przywiązana. Ale jej największą przyjaciółką pozostaje kotka Molly, z którą uwielbiają razem sypiać.

Rudolf

Po raz pierwszy spotkałam Rudolfa 11 stycznia 2004 roku na premierze musicalu „Koty” w teatrze ROMA. Ogromny, czarny kot, ubrany w czerwone szelki i muszkę z napisem na obroży „PREZES”, leżał na skrzynce, do której wrzucano pieniądze i spokojnie przyglądał się publiczności. W ten sposób brał udział w kweście na rzecz kotów ze schroniska „Na Paluchu”. Nazywał się wtedy Prezes, bo „urzędował” w biurze schroniska. Powiedziano mi, że był tak wytworny, że żal go było skazać na gromadne życie w klatce. Podobno stracił swoją właścicielkę, a rodzina, która umieściła go w schronisku, nie potrafiła odpowiednio się nim zająć. Wtedy nie myślałam, że to będzie nasz kot. W Sopocie mieliśmy już przecież jedną kotkę i dwa psy, ale w Warszawie, gdzie w tym czasie mieszkaliśmy, nie mieliśmy żadnego zwierzaka. Gdy dowiedziałam się, że Prezes jest do adopcji, że potrzebuje domu, zdecydowałam się, że zamieszka z nami. I tak, w sobotni, mroźny ostatni dzień stycznia 2004 r., Prezes pojawił się u nas. Nazwaliśmy go Rudolf z uwagi na urodę, bo to o Rudolfie Valentino babki i prababki mawiały, że był pięknym mężczyzną. Nie wiemy, ile Rudolf dokładnie ma lat. Gdy zamieszkał z nami, oceniano, że 5 lub 6. Jest kocurem bardzo mądrym i z charakterem.
 

Molly

Niestety od wiosny 2009 roku nie ma już z nami Molly, która urodziła się w okolicy domowego podwórka. W listopadowy, bardzo chłodny dzień w 1995 roku ta szaro-bura koteczka weszła do samochodu, którym mąż miał jechać do Warszawy. Mąż wziął ją na ręce i przyniósł do mieszkania, w którym od razu poczuła się jak u siebie. Mieliśmy w tym czasie dojrzałą kocicę Klarę i psa Bazylego. Molly, bardzo przyjacielska, chciała zaprzyjaźnić się z Klarą, ta jednak nie była zachwycona nowym towarzystwem i właściwie zawsze ją odganiała. Z Bazylim natomiast żyła w zgodzie. Molly rozumiała, co się do niej mówiło i bardzo głośno mruczała, gdy się ją głaskało. Nigdy nikogo nie podrapała. Mimo że była prawie trzy razy mniejsza od Rudolfa, podporządkowała go sobie tak, że Rudolf nie miał odwagi wejść na swoje łóżko, gdy Molly sobie tego nie życzyła.
 

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.