przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Pojęcie solidarności w stosunkach międzynarodowych

Witam Państwa. Temat, jaki mi zadano, to sprawa solidarności międzynarodowej. Rozumiem, że państwu nie idzie o to, żebym na tle innych wartości podstawowych, takich jak wolność, jak godność, jak sprawiedliwość, omawiał wartość kolejnej wartości podstawowej, jaką jest solidarność. Idzie tutaj o pewne aspekty dzisiejszych stosunków międzynarodowych, które ukształtowały się po II wojnie światowej, a także o elementarne w moim przekonaniu braki w tych stosunkach. Zacznijmy od jednego. Przez całe wieki, a w szczególności po Kongresie Wiedeńskim, kiedy to niejako zostało sformułowane, relacje między państwami były oparte o zasadę, która ma niewiele wspólnego z solidarnością. To jest zasada równowagi sił. Ta zasada była uzupełniana pewnymi regułami o charakterze, można powiedzieć, już czysto prakseologicznym. Ponieważ kraje są różnej wielkości i różnej siły, to trzeba wyodrębnić te najsilniejsze, które tworzą tak zwany mocarstw, bo tylko to zapewnia równowagę. Czy w istocie zapewniło to równowagę taką, która wyłącza konflikt, przede wszystkim o charakterze zbrojnym? Oczywiście nie. Historia Europy po roku 1815 to także historia wojen. Można wymienić długą ich listę, od wojen rosyjsko-tureckich do wojen związanych z wyzwoleniem, w końcu ze zjednoczeniem Włoch, w kilku seriach, w końcu do wojen polsko-rosyjskich, związanych z próbą odzyskania niepodległości, do serii wojen pruskich, których efektem było zjednoczenie Niemiec – aż po początki wieku dwudziestego: wojny bałkańskie, wojna włosko-turecka i tak dalej. Oczywiście, ja wymieniam tylko te najważniejsze albo istotne z punktu widzenia mojego kraju. Później przyszła I wojna światowa, która była całkowitym załamaniem tego systemu i próba wyciągnięcia z niej konsekwencji, która miała postać Ligi Narodów, organizacji całkowicie nieudanej. Czyli można ją w istocie umieścić w sferze zamierzeń teoretycznych, bo praktyka to była próba odwrócenia wyników I wojny światowej, a przynajmniej częściowego odwrócenia – czego wynikiem była w końcu II wojna światowa. Z tym, że z punktu widzenia człowieka, powiedzmy sobie, już dojrzałego, to był okres bardzo krótki, bo wszystkiego 20 lat. I dopiero w najwyższym stopniu traumatyczne przeżycia związane z tą drugą wojną doprowadziły do pewnego odwrócenia świata wartości. Oczywiście idzie tutaj o odwrócenie świata wartości początkowo tylko w pewnej części Europy – bo ja nie zapominam o podziale na Wschód i Zachód, o żelaznej kurtynie, o zimnej wojnie. To były fakty, ale tym faktom towarzyszyły niejako fakty równoległe.

W końcu lat 40., przede wszystkim w ramach ugrupowań o charakterze chadeckim, zaczęła kształtować się myśl o integracji europejskiej, której – w moim głębokim przekonaniu, ale nie jestem tutaj oryginalny – podstawową zasadą było odwrócenie zasady równowagi sił na rzecz zasady solidarności. Ponieważ ta myśl się łączyła z dzierżeniem władzy, to zaczęła przybierać, początkowo w niewielkiej części Europy, w istocie pewien kształt realny. Wspólnota Węgla i Stali w roku 1951, Traktaty Rzymskie, których 50-lecie będziemy obchodzić za chwilę, w roku 1957 – ale pamiętajmy, że było to wtedy tylko sześć państw i że nawet w Europie istniała wtedy organizacja, która uchodziła za konkurencyjną: EFTA. EFTA, która przyjmowała luźniejszą formułę, nieco inne zasady, bardziej ograniczone, można powiedzieć, ambicje. Ale już w pierwszych latach 60., można powiedzieć, konkurencja między tymi dwoma formułami była rozstrzygnięta na rzecz ówczesnej EWG. Myślę, że rozstrzygająca była tutaj oferta Wielkiej Brytanii przystąpienia do wspólnego rynku, wtedy zresztą nieprzyjęta. Pierwsze rozszerzenie nastąpiło dopiero dziesięć lat później, ale obejmowało sukcesywnie w istocie wszystkie kraje europejskie, jeżeli chodzi o zachodnią część kontynentu, nieleżące poza żelazną kurtyną. Wyłączało jednak kraje leżące na południu i należące do NATO, takie na przykład, jak Turcja. I wyłączało oczywiście kraje leżące na wschód od żelaznej kurtyny, to było oczywiste. Inaczej mówiąc, wyłączało ze sfery, w której solidarność dominuje nad równowagą siły konkurencji. Po nieuchronnym upadku komunizmu, stan, jeżeli chodzi o kraje leżące na wschód od żelaznej kurtyny, w zasadzie się zmienił. Ale nie dotyczy to na przykład Ukrainy. Mówię to z bardzo silnym podkreśleniem, ponieważ nie ma zasady, że tereny byłego Związku Radzieckiego nie należą do Unii, bo Litwa, Łotwa i Estonia niewątpliwie należą. Kraje te weszły w skład ZSRR nieco później, niż powstał sam Związek Radziecki, bo stało się to faktycznie w 1939, a formalnie w 1940 roku. Ale przez 50 lat były jego częścią. Jakie są w takim razie granice owej zasady solidarności jako zasady zwycięskiej wobec zasady konkurencji? Oczywiście, można powiedzieć, że w ramach pogłębiania się zmian Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w Unii Europejskiej są to sprawy związane z realizacją wymagań tej ostatniej. To jest bardzo istotne, ale z drugiej strony też niejako oczywiste. Trzeba zadać sobie pytanie, czy nie istnieją inne przeszkody. Tutaj, jak sądzę, mamy do czynienia z dwoma murami, które w naszym przekonaniu trzeba rozbić. Jeden z tych murów, dotyczący Ukrainy, Mołdowy czy Gruzji, łączy się z relacją do pewnego wielkiego państwa, którego znaczenia nie należy kwestionować, ale które powinno być traktowane tak, jak inne duże państwa – duże i wpływowe państwa tego świata. Rosja była, jest i będzie krajem dużym, silnym i znaczącym. Ten fakt trzeba uznać. Ale to nie oznacza, że powinna być traktowana według innych reguł, niż pozostałe państwa. I to jest, jak sądzę, główny powód owego wielkiego sceptycyzmu dotyczącego kierunku, który my nazywamy południowo-wschodnim.

Jeżeli chodzi o Turcję, to jest drugi mur, również do rozbicia. To jest mur związany z dość zasadniczym pytaniem o relacje między wiarą muzułmańską a Unią Europejską. I to jest problem zupełnie innego rodzaju – ja tutaj mówię do państwa jako przedstawiciel niewątpliwie najbardziej katolickiego, w sensie praktyki codziennej i najbardziej tym samym chrześcijańskiego kraju w Europie. Dlaczego jednak Polska nie stawia tego problemu? Dlatego, że my głęboko wierzymy, że na gruncie tych obydwu religii, nie traktowanych w sposób fundamentalistyczny, można znaleźć takie iunctim, które pozwoli na życie w jednym ścisłym związku państw. Trzeba sobie to jasno powiedzieć, że fundamentalizm wyklucza tego rodzaju związki, natomiast religia – czy to muzułmańska czy to chrześcijańska – traktowana autentycznie jako wyznanie wiary, a nie rodzaj obyczaju, traktowana w sposób odmienny od fundamentalistycznego, jako wyznanie nieodporne (mówię tutaj celowo: nieodporne) na różnego rodzaju pozytywne prądy w tym świecie. Wymienię tu tolerancję, równouprawnienie kobiet. W takich warunkach można znaleźć iunctim w tego rodzaju wspólnocie. I teraz powstaje pytanie, co oznacza owa solidarność w praktyce. Po pierwsze, ona wyklucza wszelki konflikt o charakterze zbrojnym. Bo oczywiście natura ludzka, ten świat, w którym żyjemy, który w naszym chrześcijańskim przekonaniu z istoty nie jest doskonały, nie może wykluczyć konfliktu interesów czy różnicy zdań. To jest kompletnie niemożliwe. Ale już, jeżeli wiemy, że dwa kraje, dwa narody nie będą toczyć konfliktu zbrojnego, to już jest bardzo, bardzo dużo. Lecz to jest niejako solidarność negatywna. A co oznacza solidarność pozytywna? Ona oznacza zdolność do poświęcania swoich środków, swojego bogactwa na rzecz innych, w danym momencie słabszych. I trzeba sobie jasno powiedzieć, że Unia Europejska wykazuje tę skłonność w znacznym zakresie. To jest jej wielka wartość. Ale solidarność, o której mówimy, wymaga także jeszcze jednego. Mianowicie wymaga umiejętności zaangażowania się w sprawy, które nie łączą się ściśle z interesami danego kraju. Podam jeden drobny przykład z ostatniego roku. Mówiąc szczerze, Polska nie ma szczególnych interesów w Kongo, ale na prośbę władz Unii Europejskiej natychmiast zareagowaliśmy i wysłaliśmy tam oddziały żandarmerii wojskowej, bo zaszła taka potrzeba. Czy nas to coś kosztowało? Tak. Czy było to ryzyko? Tak. Ale to jest jeden z istotnych elementów solidarności. Inaczej mówiąc, solidarność to umiejętność realizowania swoich interesów, ale też umiejętność występowania w imieniu innych – nawet jeżeli nie ma tu własnego interesu.

Ponieważ wiem, że czas płynie, to chciałbym zauważyć, że oczywiście ja się skupiłem na pewnej formacji, pewnym fenomenie, jakim jest Unia Europejska – fenomenie moim zdaniem na skalę całej historii ludzkości, niezależnie od jej wad, bo ja wcale tych wad Unii nie ujmuję. Jednak oczywiście problem solidarności nie wyczerpuje się tylko i wyłącznie w tym zakresie. Problem solidarności to, o czym mówiłem przed chwilą, włączanie innych krajów do tej sfery. Ale jest jeszcze inny problem solidarności, która, jeżeli nie będzie realizowana, to (już nie mówiąc o względach zasadniczych, o tej właśnie niezwykle wysokiej wartości) będzie bardzo groźne dla świata. Chodzi o solidarność wobec państw Afryki i innych najbiedniejszych państw, także azjatyckich. Problem jest niezwykle skomplikowany, przede wszystkim ze względu na stan elit w tych krajach. Ale z pomocą ONZ-u przede wszystkim, a także innych organizacji, trzeba znaleźć sposób pomocy – pomocy czysto humanitarnej, żeby ludzie nie głodowali i nie umierali. I to nie jest wyzwanie tylko dla państw najbogatszych. Dziś ani Polska, ani Turcja do nich nie należą, ale pamiętajmy, że w stosunku do wielu, wielu innych jesteśmy bardzo bogaci. To ,co mówię, mówię w tej chwili we własnym imieniu, nie w imieniu państwa, które reprezentuję. Ale wydaje mi się, że tu stopień solidarności jest, mówiąc najdelikatniej, niezwykle oszczędny. I że gorzkie tego owoce nasze względnie bogate i te naprawdę bogate społeczeństwa mogą w krótkim czasie spożywać. Oczywiście, solidarność ma wiele innych aspektów – jest choćby sprawa używania siły a solidarność, bo czasem w imię solidarności, w imię najwyższych wartości, w moim przekonaniu trzeba użyć siły, ponieważ nie ma innego wyjścia. Dziękuję bardzo
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.