przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A

Szanowni Państwo,

Oczywiście będę mówił o sprawach międzynarodowych, o sprawach polityki zagranicznej mojego kraju, a nie o sprawach wewnętrznych, chociaż dzisiaj w Polsce w sprawach wewnętrznych jest gorąco. Zbliżają się wybory, dzisiaj mamy 8 października, a wybory odbędą się 21 października, zatem już niebawem. Nie chciałbym przesądzać, kto je wygra, szczególnie, że wybory sprzed dwóch lat, zarówno parlamentarne, jak i prezydenckie – wtedy akurat przypadkowo były one razem – wygrały nie te osoby, które miały wygrać. Dzięki temu mam przyjemność i zaszczyt spotykać się dzisiaj z Państwem. Nie rozstrzygam, kto wygra, choć z punktu widzenia polityki polskiej, także zagranicznej, ma to na pewno istotne znaczenie. W te chwili prowadzi w sondażach partia obecnie rządząca, jednak dwa tygodnie przed wyborami przed dwoma laty prowadziła partia, która jest najsilniejsza wśród dzisiejszej opozycji, a wygrała ta partia, która rządzi, partia, z której się wywodzę. Więc powtarzam: niczego nie przesądzam. W Polsce trwa ostra walka, natomiast ta walka na pewno nie wpłynie na to, że Polska będzie chciała być aktywnym członkiem NATO i Unii Europejskiej. I to akurat w Polsce nie jest przedmiotem sporu. A jeżeli nawet ten spór jest, to jest to spór między olbrzymią większością a niewielką mniejszością. Tak więc w praktyce, w sensie politycznym, nie istnieje. Polska ma tego rodzaju konstytucję, że prezydent i premier mają niejako wspólną władzę w polityce zagranicznej. Niezależnie więc od wyniku wyborów, prezydent zachowa istotny wpływ na tę politykę. Mogę więc tutaj ze spokojem mówić o tym, co jest główną ideą naszego kraju, jeżeli chodzi o politykę międzynarodową i mogę spokojnie mówić o tym, jakie są nasze plany, a także mogę powiedzieć dwa słowa o tym, co dzisiaj ustaliliśmy z panem prezydentem Nicolasem Sarkozym.

Zacznijmy od tego, jakie są fundamenty naszej polityki. Można powiedzieć, że w latach, kolejno, 1999 i 2004 Polska osiągnęła dwa podstawowe cele strategiczne. Pierwszym była przynależność do Paktu Północnoatlantyckiego – i ten problem w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych był przedmiotem dyskusji. Uważam za zaszczyt dla siebie i także dla obecnego premiera oraz tych sił, które dzisiaj sprawują władzę w Polsce, że od początku, od roku 1991, byliśmy zwolennikami przystąpienia Polski do Paktu Północnoatlantyckiego, mimo że nie spotykało się to wtedy ze szczególnie pozytywnym echem po drugiej stronie, w tym również w Stanach Zjednoczonych. Cel ten w ciągu ośmiu lat został zrealizowany, przy czym, począwszy od roku 1993, przestał być dyskusyjny, jeżeli chodzi o polskie elity polityczne. W istocie mniej więcej dwa i pół roku po jego sformułowaniu także ci, którzy początkowo byli bardzo przeciwni, akceptowali ten cel. Drugim celem, który się tym różni od NATO, że był bezdyskusyjny, ale – jak się okazało – trudniejszy do zrealizowania, jeżeli idzie o czas, była przynależność Polski do Unii Europejskiej. Tutaj wysiłki nasze trwały około trzynastu lat, aż 1maja roku 2004 roku zostały uwieńczone sukcesem. A więc z tego punktu widzenia, strategicznego, Polska zrealizowała swoje cele. Tyle tylko, że świat okazał się nieco bardziej skomplikowany, niż to się pierwotnie, na początku lat dziewięćdziesiątych, wydawało. Ani jedno, ani drugie rozwiązanie instytucjonalne, chociaż niezwykle ważne, wręcz kluczowe, nie rozwiązywało automatycznie wszystkich polskich problemów. A Polska ma problemy niezwykle proste.

Chcemy z jednej strony, w ramach norm XXI wieku, norm europejskich XXI wieku, być państwem suwerennym. Dlaczego mówię o normach europejskich XXI wieku? Bowiem istnieje Unia Europejska, która przejęła pewną część kompetencji państw narodowych. Po drugie – chcemy, żeby zakończyło się pewne przekleństwo, które ciążyło na Polsce od okresu wojny północnej, toczącej się na początku wieku XVIII w Europie. Wojna ta była mniej więcej równoległa na południu do wojny sukcesyjnej Hiszpanii, jeżeli chodzi o czas, tylko inne państwa brały w niej udział. Polska zresztą formalnie nie brała w niej udziału, chociaż w rzeczywistości było inaczej. Od tego czasu naszym przekleństwem była dominacja, a w każdym razie bardzo potężne wpływy Rosji. One po kilkudziesięciu latach zmieniły się w upadek polskiego państwa i okres ponad 120-letniej utraty niepodległości. Oczywiście, historia tych 123 lat jest zróżnicowana. Były czasy lepsze i gorsze, były czasy, w których we współpracy z napoleońską Francją odzyskaliśmy jakieś resztki niepodległości. Zresztą ta współpraca, mimo klęski Napoleona, poprawiła sytuację Polski i to w sposób zasadniczy, także po Kongresie Wiedeńskim, ale ponieważ stawaliśmy kilkakrotnie do walki powstańczej o pełne wyzwolenie Polski, to te powstania i ich klęska w końcu sytuację Polski pogarszały. W okresie między pierwszą a drugą wojną światową udało nam się spod tego wpływu wyzwolić, żeby po Jałcie, po klęsce Niemiec w drugiej wojnie światowej, z powrotem pod te wpływy się dostać – na dwa pokolenia, na czterdzieści cztery lata – i w roku 1989 ponownie się wyzwolić. Tylko tyle, że ten cień w dalszym ciągu jest w Polsce obecny.

Żeby mnie Państwo bardzo dokładnie zrozumieli – my nie uważamy, że nam, jako członkom NATO czy Unii Europejskiej, grozi znalezienie się w sytuacji sprzed roku 1989. To jest niemożliwe. Natomiast jest możliwe to, że na przykład przy użyciu perfekcyjnie wykorzystywanej przez naszego rosyjskiego partnera broni, jaką jest broń energetyczna, Polska znów stanie się państwem w znacznym stopniu uzależnionym. I my, jeżeli chodzi o nasze relacje z Rosją, nie mamy żadnych innych postulatów, jak tylko ten, żeby Rosja z tego zrezygnowała. Żeby zapomniała o tym, że to, co po polsku się nazywa sferą wpływów, na zawsze przestało dotyczyć naszego kraju. Powtarzam: innych warunków, jeżeli chodzi o dobre stosunki z Rosją, nie mamy. Tylko i wyłącznie ten jeden. I nasze działania, które w Europie niektórym się nie podobają – na przykład bardzo bliskie związki ze Stanami Zjednoczonymi – są ściśle z tym związane. Poza tym Polska chce być, po pierwsze, aktywnym uczestnikiem wspólnoty międzynarodowej, która wykracza poza Unię Europejską i NATO. Stąd nasze zaangażowanie ekspedycyjne – w Iraku, Afganistanie, Czadzie, Kongo, Libanie, na Wzgórzach Golan, w Kosowie, w Bośni. Na większą lub mniejszą skalę, ale wszędzie tam jesteśmy obecni. Chodzi o siły wojskowe, ale także o siły policyjne, na przykład na Bałkanach. Po drugie, Polska chce w Unii Europejskiej odgrywać rolę, która odpowiada jej rozmiarom, zarówno w sensie ludnościowym, jak i globalnej produkcji – bo oczywiście wziąwszy pod uwagę produkt krajowy brutto na głowę mieszkańca, należymy dzisiaj do najsłabszych krajów Europy, ale jeżeli chodzi o ludność, jesteśmy już na szóstym miejscu. Nasz produkt krajowy brutto globalny minimalnie przewyższył to, co produkuje nieporównanie od nas bogatsza, ale też i mniej ludna Holandia. I raz jeszcze powtarzam: nie mamy żadnych ambicji przekraczających te granice. Ale Europa ma dwadzieścia siedem państw, Polska jest tutaj na szóstym miejscu. To jest, tak się kiedyś mówiło, w szczególności w lekkoatletyce – miejsce punktowane. Nie medalowe, ale punktowane. Tylko i wyłącznie to. Nic więcej, ale też i nic mniej.

Nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi, powtarzam, wiążą się z kilkoma aspektami. Po pierwsze, sprawa bezpieczeństwa w tej płaszczyźnie, o której mówiliśmy. Po drugie przekonanie, że NATO jest na świecie swoistym eksporterem stabilizacji i pokoju. Czy NATO jest organizacją idealną? Nie, NATO ma niejedną wadę. Świat w ogóle jest zbudowany z różnego rodzaju instytucji, które mają wady. Nie ma jednak lepszego eksportera pokoju i przynajmniej względnej stabilizacji od NATO. Ja zawsze podaję jeden przykład – Grecja i Turcja należą do NATO. Jestem osobiście przekonany, że gdyby nie ta przynależność, między dwoma krajami, z którymi obydwoma jesteśmy zaprzyjaźnieni, doszłoby do co najmniej jednej, a być może i większej liczby wojen w ostatnich kilkudziesięciu latach. Nie doszło do żadnej. Były bardzo trudne sytuacje, było na granicy wojny, ale do wojny nie doszło nigdy. Więc to jest najlepszy dowód, że NATO spełnia swoją rolę. I chcemy jego poszerzania.

Drugim zaś punktem odniesienia dla Polski – a właściwie pierwszym – jest Unia Europejska. Niezależnie bowiem od naszych bardzo bliskich stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, które uważamy za wielką wartość, nic nie zmieni faktu, że Polska leży w Europie i że Europa jest podstawową płaszczyzną odniesienia. Tylko, że my nie widzimy tutaj szczególnej sprzeczności. Owszem, zdarza się, że nasza wizja i wizja Stanów Zjednoczonych – nasza, czyli polska i nasza, czyli europejska – nie są zupełnie takie same. Tak musi być i tego nie unikniemy ani dzisiaj, ani w przyszłości. Ale z drugiej strony, niezależnie od istotnych różnic, nawet cywilizacyjnych, w podejściu do wielu problemów mieścimy się w ramach jednej, wielkiej cywilizacji, którą sobie niezwykle wysoko cenimy. Cywilizacji, która czyni człowieka wolnym, która daje mu szeroką autonomię, która realizuje zasadę, że władza, która jest instytucją, może niewydolną, ale konieczną, jest wynikiem elekcji, czyli musi mieć mandat o charakterze demokratycznym. Zakres działania tej władzy jest ograniczony, a więc w pewną sferę wolności i człowieka i instytucji nie może wkraczać. Proszę pamiętać, że to, co mówię, jest oczywiste. Ale jest to oczywiste teraz i tu, a nie było takie zawsze w historii, ani nawet nie jest oczywiste w dzisiejszym świecie, traktowanym jako całość. I dlatego też to wszystko jest warte obrony.

Obrona ta czasami wymaga także zastosowania środków, których z natury nie lubimy. Ja przed dwoma dniami byłem uczestnikiem niezmiernie smutnej uroczystości – pogrzebu funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu, który poległ, broniąc życia ambasadora polskiego w Iraku. Poległ, walcząc jeszcze jako człowiek ciężko ranny, właściwie śmiertelnie ranny. I oczywiście, jeżeli ginie człowiek, który ma 29 lat, to trudno się z tym pogodzić. Bardzo trudno. Można powiedzieć, że gdyby Polska nie uczestniczyła w misji w Iraku, to pewnie polski ambasador nie byłby obiektem zamachu, a ten człowiek żyłby dzisiaj i żyłby pewnie jeszcze za pięćdziesiąt lat. Ale jeżeli patrzylibyśmy na świat tylko w taki sposób, to musielibyśmy powiedzieć, że wobec agresji, która też jest cechą tego świata, jesteśmy kompletnie bezradni. I Polska mówi tutaj: „nie”. Nie możemy być bezradni. Zbudowaliśmy świat, który jest daleki od idealnego, ale ja, przynajmniej jako chrześcijanin i katolik, wierzę w to, że świat tu, na tej ziemi, nigdy nie będzie idealny. Tych wartości trzeba bronić. I to jest jakby globalna postawa naszego kraju. Globalna, ale związana z naszą relacją wobec Unii i z naszą relacją wobec Stanów Zjednoczonych.

Polska ma jeszcze jeden imperatyw, o którym powiem na koniec. Po wojnie znaleźliśmy się w sferze wpływów wschodnich, byliśmy krajem opóźnionym w rozwoju gospodarczym i zdaję sobie sprawę, że nawet gdybyśmy się nie znaleźli w tej sferze, gdybyśmy mogli korzystać z planu Marshalla, gdybyśmy byli państwem gospodarki rynkowej, to i tak nie bylibyśmy dzisiaj na poziomie na przykład Holandii czy nawet Francji. Ale wydaje mi się, że poziom kraju, który był wtedy porównywalny z Polską, czyli dzisiejszej Hiszpanii, moglibyśmy osiągnąć. Czyli moglibyśmy być mniej więcej dwukrotnie bogatsi, niż jesteśmy. Niespełna dwa razy bogatsi. Tak się jednak nie stało i czasu nikt nie cofnie. Chcemy więc te straty nadrabiać i w ostatnich latach idzie nam to bardzo dobrze. Rozwój Polski, licząc w procentach, jest mniej więcej trzykrotnie szybszy, niż rozwój Unii Europejskiej. I my życzymy tutaj wszystkim krajom Unii jak najszybszego rozwoju. To również nasz interes – ten szybki rozwój Unii byłby też mechanizmem nakręcającym rozwój Polski. Ale chcemy tę różnicę zmniejszać. Zdaję sobie sprawę, że nie należę już do pokolenia, które zdoła istotnie nawet nie dorównać, ale zbliżyć się do przeciętnej europejskiej. Mam jednakże nadzieję, że moja już dorosła córka, a tym bardziej moje wnuczki, już to osiągną. I to jest też strategiczny cel Polski.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.