przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Eminencjo, Księże Kardynale, Szanowny Panie Przewodniczący Bundestagu, Ekscelencje, Księża Arcybiskupi i Biskupi, Szanowni Państwo,

Stoję przed trudnym zadaniem. Pięćdziesięcioletni okres trwania integracji Europy, jeżeli przyjąć, że ten proces zapoczątkowały dopiero Traktaty Rzymskie, przecież można przyjąć, że został zapoczątkowany sześć lat wcześniej, wraz ze Wspólnotą Węgla i Stali, okres niezmiernie skomplikowany i to z dwóch powodów: po pierwsze w sensie geograficznych i politycznym, Europa początków integracji, to Europa zaledwie sześciu państw. W tym trzech państw dużych jak na warunki europejskie, właściwie wielkich, czyli Francji ówczesnej Republiki Federalnej Niemiec, czyli tak jak się w Polsce mówiło Niemiec Zachodnich i Włoch i trzech państw mniejszych. Jednego średniego, jednego niedużego i jednego zdecydowanie nie wielkiego. Dzisiaj Europa to 27 państw i to związek polityczny o ścisłym charakterze, który obejmuje z jednej strony Lizbonę a z drugiej Helsinki, czyli olbrzymich jak na Europę rozmiarach terytorialnych, o bardzo dużej liczbie członków. Chciałbym na początek swojego wystąpienia wyrazić nadzieje, że na tym nie koniec, że ta liczba 27 czy 28, bo Chorwacja może uznać swoją drogę do Europy za właściwie już zrealizowaną, to nie jest liczba końcowa. Że poza tym kierunkiem bałkańskim, który tak mocno został zarysowany na marcowym posiedzeniu Rady Europejskiej, istotny również będzie kierunek południowo wschodni, obejmujący takie państwa jak Ukraina, Mołdawa, a w przyszłości nawet Gruzja czy Azerbejdżan.

Ale wróćmy do początku ta konferencja nie jest tylko związana z procesem integracji europejskiej, ale z rolą Kościoła, ja to rozumiem nieco szerzej – rolą Chrześcijaństwa. Tu wypada przypomnieć rzeczy, które na pewno nie są dla większości z Państwa, żadną rewelacją. Początki integracji europejskiej to niewątpliwie wynik myśli chrześcijańsko-demokratycznej. Ta myśl była bezpośrednią reakcją na zjawiska związane z nazizmem, z ludobójstwem, a także podziałem Europy po II Wojnie Światowej. Ówczesna chadecja była na pewno głęboko antynacjonalistyczna i to w olbrzymim stopniu wyznaczyło pierwotną ideologię związaną z integracją europejską. Ów kierunek myślenia należy uznać za wynikający z doświadczenia niejako oczywistego. Ówczesny kierunek myślenia chadecji wydaje się całkowicie oczywisty, jeżeli wziąć pod uwagę wcześniejsze doświadczenia, w szczególności doświadczenia nazizmu. A jeżeli Europa wywodzi się w pierwszym rzędzie – chociaż oczywiście później ta idea została zaakceptowana również przez kierunek socjaldemokratyczny w myśli europejskiej – z myślenia chrześcijańsko-demokratycznego, to jej związek z Kościołem wydaje się oczywisty.

Można powiedzieć, ze inspirowane chrześcijaństwem myślenie leżało u pierwotnych podstaw, to był sposób myślenia głównych ojców Wspólnoty Europejskiej. A nawet jeżeli wśród tych ojców, można powiedzieć, już drugiego pokolenia, były osoby niezwiązane już ściśle z ruchem chrześcijańsko-demokratycznym, w każdym razie były to osoby zdecydowanie religijne, związane z Kościołem katolickim. I to są stwierdzenia, które są o tyle istotne, że przecież proces integracji europejskiej miał być procesem, który toczył się w zmieniającej się Europie także w sensie ideowym. Nie ulega wątpliwości, że był to proces, któremu równolegle, ale bez związku, towarzyszyły procesy laicyzacji Europy Zachodniej – laicyzacji która na szczęście nie dotykała ówczesnej Polski, w każdym razie dotykała ją w zupełnie innych warunkach i w niewielkim stopniu, a po pewnych sukcesach do końca lat 60. następnie zaczęła się gwałtownie cofać. Inaczej mówiąc, mamy w Polce społeczeństwo związane z religią i Kościołem, tak mniej więcej, jak to było dawniej, chociaż oczywiście formy religijności się zmieniają – to uwaga na marginesie skierowana przede wszystkim do tych z Państwa, który nie są z naszego kraju.

Ten proces laicyzacji, jak sądzę, odegrał podstawową rolę w sporze, który w jakimś sensie związany jest już z dzisiejszym etapem integracji europejskiej. W sporze o pewne elementy Traktatu Europejskiego, który w ostatecznej formie przybierze kształt Traktatu Reformującego. Ale nie o formach prawnych dzisiaj tutaj mowa – to przede wszystkim spór o ewentualną preambułę do Traktatu, o fakty oczywiste, mianowicie o to, że jeżeli chcemy poszukiwać wspólnych korzeni, wspólnej aksjologii europejskiej, jeżeli odwracamy się w kierunku trwającej już od dwóch i pół tysiąca lat historii naszego kontynentu, liczę to od czasów greckich, od blisko dwóch tysięcy lat chrześcijaństwo odgrywa w nim olbrzymią, kluczową rolę. My, jako państwo polskie, nie chcieliśmy niczego więcej, jak tylko stwierdzenia tego oczywistego faktu. To nie było uczynienie z Traktatu aktu o charakterze religijnym, to nie było pod żadnym względem ograniczenie czyjegokolwiek prawa do tego, żeby być człowiekiem wierzącym, indyferentnym lub nawet w sposób zdecydowanie niewierzącym. Takiej swobody, takiej wolności nikt w Europie dzisiaj nie kwestionuje, niezależnie od jego osobistego stosunku do religii. Inaczej mówiąc, stanął problem, który z naszego polskiego punktu widzenia jest trudny do zrozumienia, bo odwołanie się do chrześcijaństwa było prostym odwołaniem się do oczywistych faktów, których żadną miarą nie da się podważyć. Zdaję sobie sprawę, że w Europie toczy się pewna ideologiczna walka, że dzisiejsza lewica (nie chcę jej atakować, każdy ma prawo do swoich osobistych przekonań) to nie jest już formacja polityczna, która broni interesów grup ludności, która utrzymuje się z pracy najemnej, a w szczególności z pracy najemnej tej mniej skomplikowanej, tylko to jest formacja o charakterze kulturowym. Tyle tylko, że nawet ta formacja powinna w sposób oczywisty uznać fakty.

Nie rozumiem, dlaczego w ewentualnej preambule – powtarzam: dzisiaj z punktu widzenia prawnego ten problem nie istnieje – miałoby się nie znaleźć odwołanie do Boga i korzeni chrześcijańskich. I fakt, że nie znaleźliśmy tutaj poparcia, traktujemy tutaj jako porażkę. Zasada obowiązująca w niektórych państwach, szczególnie w jednym z potężnych państw europejskich, że jest to państwo o charakterze laickim – bo ten argument słyszałem wielokrotnie na posiedzeniach Rady Europejskiej – wydaje się głęboko nieprzekonująca, bo, powtarzam, inną sprawą jest charakter państwa, w którym nie nam, Polakom wchodzić, a inną sprawą jest odwołanie się do oczywistych prawd, których żadną miarą zakwestionować się nie da.

To tyle, o ile chodzi o samą treść Traktatu Konstytucyjnego, a właściwie Traktatu Reformującego. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę, że artykuł 50 Traktatu stwarza jednak podstawy dla swobodnej działalności Kościołów, chociaż z drugiej strony umieszcza w jednym przepisie sprawy, które nie są naszym zdaniem całkowicie tożsame, to znaczy sprawę wyznań religijnych i różnego rodzaju stowarzyszeń o charakterze filozoficznym. Nie zamierzamy w żadnym zakresie ograniczać ich działania – tyle tylko, że to nie jest zupełnie to samo, co działalność Kościołów, i to z kolei jest sukces. Sukces, który nie tylko należy uznać za uzasadniony, ale także wywalczony celnie, ponieważ jest rzeczą zupełnie oczywistą – i to jest fakt o charakterze oczywistym, a nie ideowym – że Kościół katolicki pod kierownictwem nieżyjącego już dzisiaj wielkiego papieża Jana Pawła, a także jego następcy, papieża Benedykta – wspierał integrację europejską. Owszem, wśród katolików, mówię o katolikach polskich, poglądy na ten temat bywały podzielone, ale to był podział na zdecydowaną większość i zdecydowaną mniejszość. Większość polskich katolików popierała proces integracji, chociażby ze względu na rolę autorytetu papieża Jana Pawła, a dzisiaj ze względu na autorytet Benedykta XVI w naszym kraju. To jest fakt polityczny, o którym wszyscy ci, którzy myślą o tej czy innej formie integracji europejskiej, powinni pamiętać, bo jest to fakt, który odegrał rolę istotną, zdecydowanie istotną.

Natomiast, jeżeli chodzi o sprawy nie związane już najściślej z problematyka religijną – przed nami stoi kwestia przyszłości Europy. Traktat Reformujący ma znaczenie podwójne. Po pierwsze, jest to pierwsza od dłuższego czasu w istocie reforma instytucjonalna. Nasze państwo nie kwestionowało tego, że w warunkach przystąpienia do Unii dziesięciu nowych, a później jeszcze dwóch kolejny państw – czyli łącznie dwunastu w krótkim czasie – mechanizmy związane z funkcjonowaniem Unii Europejskiej nie mogą być dokładnie takie, jak były wcześniej. Polska nie przeciwstawiała się co do zasady konieczności reformy instytucji europejskich, chociaż z drugiej strony nasza ocena, być może wynikająca ze swoistej świeżości – bo jesteśmy w Unii krótko i Unia nam w tym krótkim czasie dała bardzo dużo, bowiem bilans jest jednoznacznie pozytywny – to nie ocenialiśmy działania Unii w sposób tak krytyczny, jak niektórzy przedstawiciele państw, które do tej Unii należą od wielu dziesiątków lat. Muszę powiedzieć, że kryzys Unii Europejskiej, o którym było głośno, w Polsce nie był szczególnie mocno dostrzegany. Nasz bilans był zdecydowanie pozytywny. Uznajemy, że nie jesteśmy tutaj najbardziej przenikliwymi ekspertami, bo niedawno minęły trzy lata od chwili, kiedy jesteśmy pełnoprawnym członkiem Unii. Jeżeli więc Polska brała aktywny i w kilku przypadkach polegający na odmowie zgody na różne rozwiązania udział w dyskusji na temat Traktatu, który ostatecznie okazał się Traktatem Reformującym, to było to związane nie z zaprzeczaniem konieczności reformy, czy też tym bardziej nie z kwestionowaniem olbrzymiej roli Unii Europejskiej i jej pozytywnego charakteru, tylko z dyskusją na temat przyszłego kształtu Unii Europejskiej.

Uważamy i, jak sądzę, dalej będziemy uważać, że Unia powinna pozostawać ścisłą wprawdzie, ale konfederacją państw europejskich. Ten element ścisłego związku występuje niewątpliwie już dzisiaj. Działania zewnętrzne Unii, które można określić jako unijną politykę zagraniczną, nie są żadnym planem na przyszłość. Są faktem, który występuje dzisiaj i występował zresztą już wczoraj. Jest coś takiego, jak unijna polityka zagraniczna. Stopień związania prawem europejskim parlamentów narodowych w ich działalności legislacyjnej oceniany jest w różnych krajach różnie. Tutaj chodzi o ocenę, jaki procent ustawodawstwa jest realizacją prawa europejskiego lub musi być konfrontowany, jeżeli chodzi o zgodność z tym prawem. Z reguły te rachunki wychodzą powyżej 50 procent, a często w granicach 70 procent – tak na przykład oceniają to według moich informacji parlamentarzyści włoscy. To jest już bardzo posunięty stopień integracji, trzeba sobie to jasno powiedzieć. Powstaje więc pytanie, czy dzisiaj Europa, która w sposób niewątpliwy składa się z narodów o odmiennych nieco tradycjach, o bardzo odmiennej historii, czasem krótkiej, jeżeli chodzi o niezależny byt państwowy, czasem bardzo długiej, ale przerwanej – to dotyczy naszego państwa, przerwanej na ponad sto lat, a wziąwszy pod uwagę byt Polski Ludowej, to tutaj można mówić o dłuższej przerwie, chociaż Polska Ludowa niewątpliwie była pewną formą państwowości Polskiej – więc bardzo zróżnicowanej, bardzo odległej geograficznej, jeżeli chodzi o niektóre państwa, i w końcu też bardzo różnej, jeżeli chodzi o swoje dramaty – czy to się da dzisiaj połączyć w jakość o charakterze paranarodowym. Otóż w moim głębokim przekonaniu – nie. Wspólnych wartości należy poszukiwać zupełnie gdzie indziej. Tych wspólnych wartości trzeba poszukiwać właśnie, niezależnie od tego, od siły, z jaką jest wyznawana, w chrześcijaństwie albo w każdym bądź razie w aksjologii opartej o wartości chrześcijańskie. Tej siły należy poszukiwać w przywiązaniu do ustroju demokratycznego, jako jedynego dopuszczalnego ustroju państwa. W końcu tych wspólnych wartości należy poszukiwać w tym, co określamy jako gospodarka rynkowa. Jednakże gospodarka nierynkowa nie ulega żadnym procesom integracyjnym. Jeżeli chodzi o Unię Europejską, to ona akurat tego grzechu na pewno nie popełnia i jeżeli jakiś grzech tutaj występuje, to może nadmiernej regulacji wielu spraw. To są wspólne wartości, które mogą być podstawą pewnego typu wspólnoty politycznej. Ale to nie jest to samo, co wspólnota narodowa. I to trzeba brać pod uwagę.

Europa może być podmiotem, który nieporównanie bardziej dzisiaj liczy się w świecie. To jest możliwe, ale to wymaga przełamania pewnych niemożliwości, które nie leżą strefie proponowanej dzisiaj przez europejskich federalistów. Ta niemożliwość leży w sferze ograniczonej możliwości zewnętrznego działania, w zdecydowanym oporze wobec przedsięwzięć, które z punktu widzenia świata, który chcielibyśmy widzieć – świata bez wojen, bez konfliktów, które niosą za sobą śmierć – na pewno są nieprzyjemne, ale świat jest taki, jaki jest i czasami trzeba się w nim posługiwać siłą, siłą w imię dobrej sprawy. Możliwość działania Europy pod tym względem, jeśli ją porównać z możliwościami działania Stanów Zjednoczonych Ameryki, jest po prostu prawie żadna. Ten stan rzeczy należałoby zmieniać. Inaczej mówiąc, Europa może być wspólnotą polityczną swoistego rodzaju, może odgrywać szczególną rolę w świecie, lecz droga unifikacji zbyt daleko idącej jest drogą, która w tym kierunku nie prowadzi. To jest droga, która może spowodować napięcia i konflikty, która może spowodować podejrzenia, iż Europa zjednoczona jest w istocie narzędziem w rękach tych narodów, które są największe i najsilniejsze. Inaczej mówiąc, że państwa nawet duże, średnie i mniejsze wypełniają rolę pewnego „wypełniacza”. Oto największe państwa Europy, niezależnie od ich siły i dynamiki, nie są w stanie odgrywać takiej roli, jak sto lat temu, nie są w stanie być światowymi mocarstwami, ale jeśli dodamy do tego inne państwa europejskie i pewną solidarność z tymi największymi państwami, to będziemy mieli już potęgę w skali światowej. Tak – Europa powinna być potęgą w skali światowej, ale nie na tych zasadach, tylko na zasadach uwzględniania interesów także państw, które nie należą do najsilniejszych.

Ja tego Eminencjo, Ekscelencjo, Szanowni Państwo, nie mówię tylko jako prezydent Polski, bo Polska jest w Europie państwem dość dużym – szóstym pod względem wielkości. Dzisiaj oczywiście nasz poziom rozwoju, jak na Europę, jest rozwojem niewysokim, ale Polska rozwija się dość dynamicznie. Tylko Bóg wie, jak to długo potrwa, ale mamy nadzieję, że długo. Ta różnica może się zmniejszać. Natomiast poza Polską jest jeszcze wiele innych państw europejskich, niejednokrotnie znacznie mniejszych niż nasz kraj. Unia Europejska to także grupa państw niedużych: Słowenia, Litwa, Łotwa, Estonia, Irlandia, nie mówiąc o Luksemburgu – wymieniam przecież nie wszystkie – i te kraje też mają swoją historię, swoje poczucie dumy narodowej, swoje interesy. To wszystko musi być uwzględnione. I tylko na tej zasadzie Unia może osiągnąć swoje cele, jako sfera demokracji, wolności, porządku i spokoju, ale także jako podmiot, który będzie odgrywał rolę w skali międzynarodowej.

Ja mówiłem tutaj o procesach laicyzacji jako katolik, nie jestem ich entuzjastą. Ale zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszej Europie – nie mówię tutaj o Polsce, gdzie sytuacja jest po prostu stabilna i ci, którzy sądzili po roku 1989, że w Polsce powielą się procesy, które występowały na Zachodzie, srodze się pomylili – tak nie jest. Ale także w innych państwach europejskich, według niektórych danych, coraz więcej ludzi chodzi do kościoła. Następuje pewien powrót do religijności. I to też jest pewna szansa Europy. Szansa pewnie w dłuższej perspektywie, bo proszę pamiętać, że niezależnie już od spraw zasadniczych, od relacji pomiędzy człowiekiem a Bogiem, żyjemy w świecie, w którym mamy do czynienia z religiami, które swoją misję rozumieją inaczej, niż pokojowo nastawione chrześcijaństwo. I ten fakt, nie krytykując tutaj nikogo, trzeba też potrafić wziąć pod uwagę. Trzeba potrafić, bo są to realia dzisiejszego świata – realia, w ramach których, przy wszystkich swoich wadach i nędzach, nasz europejski kontynent jest kontynentem szczególnym, od ponad sześćdziesięciu lat w zasadzie żyjącym w pokoju – wyłączam tutaj Bałkany lat 90., gdzie doszło do wielkich tragedii – stosunkowo wysokiej stopy życiowej, w niektórych krajach bardzo wysokiej, natomiast ja mówię o przeciętnej stopie życiowej, demokracji, ochrony autonomii jednostki. Ale tę rzeczywistość, która jest w naszym świecie – trzeba sobie to jasno powiedzieć – jest rzeczywistością ekskluzywną i nie jest tak, że nie ma takich, którzy chcieliby, także i w Europie, tę rzeczywistość zmienić. Naszym zadaniem, niewątpliwie wspólnym zadaniem Europejczyków, jest do tego nie dopuścić. Jestem głęboko przekonany, że możliwe jest to pod pewnymi warunkami i że w ramach tych warunków, choć nie jest to warunek jedyny, chrześcijaństwo w swojej postaci – jeśli chodzi o konfesje, katolickiej, pewnie w pierwszym rzędzie, ale także inne konfesje – ma bardzo istotną rolę do odegrania. Dziękuję bardzo.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.