przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Prezydent RP mówi "Dziennikowi" o groźbie uzależnienia Polski od rosyjskiego gazu 

Nie poddamy się szantażowi 

Dziennik: Dlaczego podczas szczytu w Wilnie wiceprezydent USA Dick Cheney tak ostro skrytykował Rosję? To wystąpienie bez precedensu w ostatnich latach. 

Lech Kaczyński: To niewątpliwie nowość. Słowa Cheneya wynikają z nadmiernej ostentacji polityki rosyjskiej. 

Czy można je odczytać jako wsparcie polityki polskiej kontestującej budowę tzw. Gazociągu Północnego? 

W jakimś sensie tak, chociaż wolałbym, gdyby nasi amerykańscy sojusznicy byli bardziej precyzyjni. 

Spodziewa się pan dalszego poparcia Ameryki w sprawie Gazociągu Północnego? 

Wolę być w tej sprawie ostrożny. Zobaczymy. Na pewno głos Cheneya nie był bez znaczenia. Już sam przyjazd wiceprezydenta USA do Wilna miał wielką wymowę. 

Doradca prezydenta Putina Gleb Pawłowski w artykule opublikowanym w czwartek w "Dzienniku" stwierdził, że to Polska jest winna złych stosunków z Rosją i proponuje nam podłączenie się do Gazociągu Pomocnego. Czy Polska powinna iść w tym kierunku? 

Na pewno podłączenie Polski razem z Litwą, co ważne, do tego gazociągu jest lepsze, niż zbudowanie go bez nas, ale to wybór między czymś, co jest dla Polski niekorzystne, a czymś jeszcze gorszym. 

Jaki powinien być teraz ruch Polski wobec z jednej strony gazowej polityki rosyjskiej, a z drugiej jej ostrej krytyki z ust Cheneya? 

Będziemy spokojnie rozmawiać na ten temat i krok po kroku przekonywać. 

Do czego panie prezydencie? 

Chodzi o to, by ten gazociąg powstał, ale przebiegał przez terytorium Polski. W tej chwili trwa wielka gra o to, jak będzie wyglądała sytuacja energetyczna w Europie, i nie jest to tylko problem czysto gospodarczy, ale też polityczny. Wystąpienie prezydenta Cheneya ma w tym kontekście znaczenie o tyle istotne, że przyznał on, iż sprawa ta daleko wykracza poza gospodarkę. Polska musi tak działać, aby nasze interesy były zabezpieczone. 

Czy w najbliższym czasie możemy się zatem spodziewać posunięć zarówno pańskich, jak i polskiej dyplomacji, zmierzających w tym kierunku? 

W tej chwili Polska musi szukać rozwiązań rezerwowych, które rysują się w kilku kierunkach. Bardzo atrakcyjni byliby Norwedzy, ale niezależnie od tego Polska powinna mieć również port gazowy, nawet jeśli na co dzień nie byłby on wykorzystywany. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że takie przedsięwzięcia nie mogą mieć czysto komercyjnego charakteru. Jeżeli przyjmiemy zasadę komercji, to się nie zabezpieczymy. Potrzebna jest tu inicjatywa i zaangażowanie rządu. 

Czyli należy wejść w inwestycje, które per saldo będą kosztowały więcej niż sprowadzanie rosyjskiego gazu, ale dadzą nam bezpieczeństwo energetyczne? 

Trzeba poczynić takie inwestycje, które jednorazowo będą sporo kosztować, a koszty ich utrzymania będą potem niewielkie, ale stworzą nam alternatywę. Rozwiązań trzeba zresztą szukać z bardzo różnych stron, co wiąże się ściśle z polityką wschodnią Polski i coraz silniejszymi powiązaniami z naszymi sąsiadami, przede wszystkim Ukrainą. 

Co byłoby dla Polski korzystniejsze: to aby dostawy rosyjskiego gazu na zachód Europy szły przez nasze terytorium i w ten sposób Polska stałaby się niezastąpionym elementem pasa transmisyjnego gazu, czy też to, abyśmy całkowicie uniezależnili się od rosyjskiego gazu? 

Wystarczy, aby gaz biegł przez Polskę. Nie chcemy zerwania rosyjskich dostaw, potrzebujemy tylko alternatywnego źródła. Jej zbudowanie nie będzie jednak łatwe, na pewno nie należy oczekiwać tego w ciągu kilku najbliższych miesięcy. 

Obejmując urząd prezydencki, podkreślał pan konieczność unormowania relacji z Rosją. Czy spór wokół gazociągu i ostre wystąpienie Cheneya nie storpedują tych planów?
 
W dalszym ciągu podejmujemy działania zmierzające do spotkania z prezydentem Putinem i znormalizowania stosunków. Nie domagamy się od Rosji niczego poza partnerstwem. Przekonanie, że wileńska konferencja była przedsięwzięciem mającym na celu otaczanie Rosji jest nieporozumieniem. Nie było takiej intencji z naszej strony. 

Wielu analityków uważa, że Rosja wykorzystuje gaz do prowadzenia polityki imperialnej. Jeśli tak jest, to czy Polska byłaby przedmiotem tej polityki, czy jedynie krajem, który ze względu na swoje położenie przeszkadza w jej prowadzeniu? 

Podczas poprzednich rządów mieliśmy oznaki, że Polska jest przedmiotem owej polityki. Obserwowaliśmy poważne wysiłki w kierunku przejęcia polskiego sektora paliwowego. Dzisiaj trudno powiedzieć, czy będą one kontynuowane. Tymczasem Polska chce partnerskich stosunków z Rosją. Rosja może nam się przydać, a my możemy przydać się Rosji, ale Moskwa musi zrozumieć, że tereny między Polską a nią są tradycyjnym obiektem zainteresowania polskiej polityki, co oczywiście nie oznacza, że myślimy o bytach, które pięknie zaistniały w naszej historii, ale od dawna należą do przeszłości. 

Gaz dzieli Polskę nie tylko z Rosją, ale i Niemcami. Berlin, uczestnicząc w budowie Gazociągu Pomocnego, całkowicie zignorował racje polskie, skąd ten egoizm w kraju tak podkreślającym wartość europejskiej wspólnoty?
 
To jeden z podstawowych problemów, jakie mamy, chcąc poprawić stosunki z Niemcami, ale także jeden z podstawowych problemów Unii. Z jednej strony namawia się wszystkich jej członków do głębszej integracji, z drugiej Niemcy - najsilniejszy kraj UE - robią to, co słusznie lub nie uznają za zgodne ze swoim interesem. Wniosek stąd wynikający jest jasny. W dalszym ciągu potrzebne jest silne państwo broniące swoich interesów. 

Rozmawiał Adrzej Talaga
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.