przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Polskie Radio: Obok mnie prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński.

Lech Kaczyński: Dzień dobry Państwu.

Panie Prezydencie, do studentów kilkadziesiąt minut temu, do społeczności akademickiej, całych Kielc powiedział Pan: „Ten region, tak dla kraju zasłużony, powinien mieć uniwersytet. Obiecuję, że będę tę ideę popierał”. Powiedział Pan też, że obiecuje, że będzie to w ramach Pana konstytucyjnych obowiązków. Jakie mogą być te działania?

Uprawnień.

Uprawnień. Jakie mogą być te działania?

No cóż, prezydent ma pewien autorytet z istoty swojego urzędu, może namawiać rząd do różnego rodzaju rozwiązań. Może namawiać Sejm, może wystąpić z inicjatywą ustawodawczą, może powiedzieć, że skoro wy nie chcecie czegoś zrobić, no to ja w takim razie też nie będę chciał czegoś zrobić. W sensie siły blokującej ma duże uprawnienia, pod tym względem takie, że prezydent w Polsce dużo więcej może blokować niż decydować pozytywnie, ale ja na ogół tego nie robię. W ogóle do jednej ustawy w tej chwili zgłosiłem weto, bo był tam oczywisty błąd. Zresztą zdecydowana, miażdżąca ilość posłów to weto przyjęła, ponieważ posłowie zrozumieli, że w tej ustawie jest istotny błąd merytoryczny, natomiast jak dotąd tam, gdzie czemuś patronowałem, to jakoś mi się to udało. Myślę, że i tutaj się uda. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że nie ma żadnych powodów, żeby Kielce i cały region negatywnie wyróżniać. Ja sobie w tej chwili uprzytomniłem, że Warszawa, województwo kujawsko pomorskie, Toruń i w tej chwili Bydgoszcz, tudzież Lublin, gdzie od dawna istnieją dwa uniwersytety, ma po dwa uniwersytety. To są trzy regiony Polski, gdzie jest sześć uniwersytetów. W pozostałych regionach – też sobie w myśli sprawdziłem – jest po jednym uniwersytecie. Mówię tylko o klasycznych uniwersytetach, na przykład nie liczę uniwersytetu medycznego w Łodzi, bo to jest połączenie dwóch akademii medycznych. W tym sensie Łódź też ma dwa uniwersytety. A w regionie świętokrzyskim nie ma, a jeżeli w świętokrzyskim, to w Kielcach, bo to jest największe miasto tego regionu. Więc myślę, że problem powinien być rozwiązany. Ja w Kielcach w życiu bywałem, jest to miasto, z którym mam związki, także rodzinne. To było ukochane miasto mojej babci, jeszcze przed pierwszą wojną światową. ale babcia odeszła z tego świata, kiedy ja byłem zupełnie dorosłym człowiekiem, dawno po studiach. Bardzo byłem przywiązany. Więc to wszystko powoduje, że ja może więcej wiedziałem o Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach, później Akademii Świętokrzyskiej, niż przeciętny Polak. Mnie się wydaje, że to była uczelnia w miarę znana jak na uczelnie, które były usytuowane w miastach innych niż Warszawa, Poznań, Kraków czy Wrocław. Dlatego myślę, że ten problem koniecznie musi być rozwiązany. Odrębną sprawą jest uniwersytet techniczny czy technologiczny. Dzisiaj uczelnie techniczne też się chcą nazywać uniwersytetami, zgodnie z pewnym, w szczególności amerykańskim, sposobem patrzenia na te sprawy – bo na amerykańskich uniwersytetach są wydziały czysto humanistyczne i czysto techniczne, u nas w Polsce akurat jest inaczej. Jest potrzebny taki wydział, jest potrzebny wydział prawa – wydział prawa w zasadzie powinien być tylko na uniwersytecie. I myślę, że powstanie, że te dwa lata wystarczą, chociaż oczywiście muszą być spełnione ustawowe warunki – żeby było jasne. Chodzi o to, żeby na odpowiedniej liczbie kierunków była taka kadra naukowa, która może przyjmować doktoraty.

Panie Prezydencie, ale powiedział Pan też, że ten uniwersytet już mógłby powstać, gdyby nie pewne zaniechania – gdyby nie pewne zaniechania, jak można rozumieć, centralne, nie tu, w Kielcach?

Bo były wysiłki ze strony Kielc i to jest sprawa pewnej kolejności, to jest sprawa kierowania środków, na przykład pozyskania osób ze statusem samodzielnego pracownika naukowego, czyli co najmniej doktora habilitowanego. I w niemałym stopniu sprawa środków, którymi dysponuje dana uczelnia. Jeśli dysponuje większymi, to łatwiej takie osoby pozyskać, łatwiej też utrzymać doktorów, którzy robią habilitacje, którzy w dzisiejszych czasach bardzo często mają wiele propozycji. Także na prywatnych uczelniach, dość atrakcyjnych w sensie finansowym. Więc gdyby tych środków było więcej, to myślę, że Akademia Świętokrzyska szybciej by spełniła kryteria w tym sensie. Ja myślę, że były pewne błędy co do kolejności i absolutnie Akademia Świętokrzyska nie powinna, jeżeli chodzi o przekształcenie, być ostatnia. Absolutnie nie.

Panie Prezydencie, minister szkolnictwa wyższego i nauki Michał Seweryński też kilkadziesiąt minut temu powiedział, że profesorowie to swego rodzaju współczesna arystokracja. Pan ma ten przywilej mianowania tej arystokracji. Czy to ma być taka arystokracja genetyczna z pochodzenia z tych największych ośrodków, czy też właśnie naukowcy z takich miejsc jak Kielce mają szansę być w tym gronie?

O to chodzi. Mówiłem o tym w blisko dwukrotnie mniejszym od Kielc Opolu, które jednak ma w tej chwili politechnikę i uniwersytet. Uniwersytet ma już od dwunastu lat, ale tam były pewne względy polityczne, żeby szybko uniwersytet założyć. Jednak mimo wszystko nie powinno być różnicy dwunastu lat między Kielcami a Opolem, a ta różnica, jak dobrze pójdzie – a jestem pewien, że dobrze pójdzie – wyniesie czternaście lat. I czy to jest współczesna arystokracja? No, w jakiś zakresie pewnie tak. Natomiast ja się tutaj uśmiecham do Pana Redaktora, bo pan profesor Seweryński, zresztą kolega z branży – to znaczy, taki bardziej znamienity, obydwaj zajmowaliśmy się nauką prawa pracy – sam jest profesorem i to od lat blisko 20, takim belwederskim, ja jestem tylko takim „niebelwederskim” profesorem. Więc trudno w jakimś sensie szerokim o sobie tak mówić. Profesorowie są oczywiście różnymi ludźmi, znakomitymi, wspaniałymi, o głębokiej wiedzy, szerokich horyzontach. A zdarzają się inni, tak jak w każdym środowisku. Natomiast na pewno ilość habilitacji, ilość ludzi, którzy mieszkają w szczególności tutaj... Bo to jest bardzo istotne, żeby naukowcy kieleccy to byli przede wszystkim kielczanie. Zdarza się na każdej uczelni, że ktoś dojeżdża, ale chodzi o to, żeby tych osób było możliwie najmniej, bo oni na pewno jednak, przeciętnie rzecz biorąc, tworzą tę najsilniejszą warstwę inteligencji – chociaż są wspaniali inteligenci, którzy nie mają ani doktoratów, ani habilitacji, żeby było jasne, i są wspaniałymi specjalistami, kulturalnymi ludźmi, spełniają wszystkie kryteria, te, które choćby człowiek tak mocno związany z tą ziemią, jak Stefan Żeromski, łączył z pojęciem inteligencji. Przypomnijmy zresztą, że taka książka o dziejach kształtowania się najmłodszej inteligencji… Gdzie się jej akcja toczy? Właśnie tutaj.

Doskonale wiemy, nasi słuchacze tak samo.

Więc jeżeli idzie o to, to szczególnie, jeżeli się da przyciągnąć te osoby do tego, żeby one tutaj mieszkały, nawet jeżeli stąd nie pochodzą, albo żeby sami kielczanie awansowali. To ma bardzo duże znaczenie kulturotwórcze, tak trzeba sobie powiedzieć i do tego trzeba dążyć. To jest dążenie, które czasem kosztuje. Były kiedyś ośrodki polskie przed laty, które na przykład oferowały w ten czy inny sposób mieszkania. Oczywiście, były inne czasy, inaczej się traktowało sprawę własności. Więc wtedy władza w ogóle miała większe możliwości podejmowania różnych decyzji niż dzisiaj, bo nie była to władza demokratyczna, więc było łatwiej. Ale trzeba utrzymywać tych najlepszych i przyciągać ludzi, a liczba habilitacji, liczba tytułów profesorskich, bo to, co nadaje prezydent, to się nazywa tytuł profesora, a stanowisko służbowe to jest coś innego. I to jest coś, co się liczy, jeżeli myślimy o miejscu Kielc na mapie naszego kraju.

Panie Prezydencie, mówił Pan także u nas kilka godzin wcześniej o konieczności pełnej profesjonalizacji armii. Czy ta profesjonalna armia to ma być armia zawodowa czy to ma być taka armia bez poboru? Czy młodzi ludzie będą bez tego szkolenia wojskowego?

W zasadzie dzisiaj i tak mniejszość mężczyzn z danego rocznika jest powoływana do wojska i ta sytuacja utrzymuje się już od lat wraz ze zmniejszaniem się liczby żołnierzy. Masowo się powoływało młodych chłopców, młodych mężczyzn do wojska wtedy, kiedy nasza armia, bywało, miała ponad 400 tysięcy żołnierzy, teraz ma 141 tysięcy. Więc oczywiście z tego 60 procent to są profesjonaliści. Zatem tych powołanych jest bardzo niewielu, natomiast będziemy powoli od tego odchodzić. Myślimy też o tym, jak zorganizować rezerwę, ale powołania się powoli w najbliższych latach będą kończyć.

Panie Prezydencie, dzisiaj opublikowano apel zespołu opinii etycznych w sprawie znowelizowanej ustawy o IPN. Arcybiskup Życiński, biskup Pieronek, profesor Chrzanowski, profesor Bartoszewski zaapelowali także do Pana, do najwyższych władz w państwie, do najwyższych władz sądowniczych, żeby zrobili wszystko, co w ich konstytucyjnych uprawnieniach do tego, by ta nowelizacja przyjęta przez Sejm po poprawkach Senatu nie weszła w życie. Używają argumentów, których używał Pan też wielokrotnie – o tym, że ta ustawa może krzywdzić wiele osób zaangażowanych w działalność opozycyjną w latach 80. czy 70. Czy tego rodzaju apele, czy tego rodzaju stanowiska mogą wpłynąć na Pana decyzję, na to, czy Pan podpisze czy nie podpisze, czy skieruje do Trybunału Konstytucyjnego?

Będę rozmawiał z tymi ludźmi, których ja uważam za autorytety i tutaj mam taką swobodę, jak każdy obywatel zresztą – to nie jest żadne wyróżnienie prezydenta. Każdy z nas ma prawo jednego uważać za autorytet, a innego nie. Natomiast, jeżeli idzie o tych, których uważam za autorytety, to będę z nimi rozmawiał. Mam niemałe wątpliwości, nie kryję. W szczególności kategoria OZI, Osobowe Źródło Informacji ,mnie nieco dziwi. No bo jeżeli tam mogą być także ludzie, którzy w ogóle nic nie wiedzieli o tym, że informują Służbę Bezpieczeństwa... Ja tu uskrajniam, ale, powiedzmy, znajdowali się w pomieszczeniu, które było podsłuchiwane i coś tam opowiadali albo byli w warunkach konspiracyjnych, albo towarzyskich w obecności agenta i coś tam powiedzieli. To przecież oni świadomie nie współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa czy innymi służbami specjalnymi. Oni w ogóle nic złego nie zrobili. Może wykazali jakąś nieostrożność, a często nawet trudno im taką nieostrożność zarzucić. I oni mają się znaleźć na liście razem z notorycznymi agentami, którzy napisali po czterysta albo pięćset meldunków. To dla mnie to jest absurd. Ale proszę mi pozwolić osobiście zapoznać się z ustawą – ja nie mam szans osobiście zapoznawać się z tekstem każdej ustawy. Obowiązki prezydenta tak wyglądają, że to jest niewykonalne. Marzyłem o tym, jak jeszcze nie zostałem prezydentem. Dzisiaj wiem, że korzystam, muszę korzystać z referatów przygotowywanych przez odpowiednie biuro Kancelarii Prezydenta, natomiast w tym przypadku ja tę ustawę przeczytam sam. Na pewno będę miał cały cykl spotkań. W przyszły wtorek, później 2 i 3 listopada, później 10 listopada i jeżeli tylko w tych dniach, to z tego powodu, że olbrzymie obciążenie wyjazdami zagranicznymi powoduje, że w innych dniach nie będę mógł mieć tego rodzaju spotkań. I dopiero wtedy podejmę odpowiednią decyzję. Ja oczywiście spotkam się nie tylko z przeciwnikami, ale także z jej zwolennikami. Będę rozmawiał z prezesem Kurtyką. Będę rozmawiał z tymi młodymi posłami PiS-u a także Platformy, którzy odegrali największą rolę przy przygotowaniu tej ustawy. Ja chcę wysłuchać ich argumentów. Ale w tej chwili mam wątpliwości, natomiast nie ze względu na ten apel, o którym Pan mówi.

Panie Prezydencie, mówi Pan, że ten czas prezydencki jest mocno ograniczony. Wszyscy to rozumieją. Będzie Pan znajdował czas na to, żeby osobiście rozważać, który z agentów Wojskowych Służb Informacyjnych złamał prawo, który powinien zostać ujawniony? Sejm skierował dzisiaj od Komisji Obrony ten Pana projekt.

Muszę powiedzieć, że tutaj musi mi starczyć czasu. Ta lista osób nie jest listą specjalnie długą. Proszę też nie spodziewać się tego, że jakaś ogromna ilość osób z rożnych środowisk to były osoby związane z WSI. Tu chodzi tylko o jakość niektórych z tych osób, to znaczy o ich wpływy w Polsce. Na tym polega problem, a nie na tym, że, powiedzmy, środowisko dziennikarskie zostanie rozbite. Zapewniam, że nie.

Bo w redakcjach, we wszystkich, także w tych regionalnych, padają pytania...

Nie, nie, nie.

Czy tutaj także są ci agenci?

Nie, nie. Są może nazwiska dość znane, nawet wyraźnie znane, chociaż, powtarzam to nie po raz pierwszy, nie z pierwszej dziesiątki. Chociaż nie powiem, żeby nie z pierwszej setki naszych dziennikarzy. Ale to nie jest tak, że to środowisko według tych danych, które udało się zebrać, było jakość szczególnie przeniknięte przez ludzi Wojskowych Służb informacyjnych. Tylko że, widzi Pan, ja o panu Suboticiu mówię tylko, jeżeli chodzi o czas do roku 1990. Jeżeli on wtedy tym agentem był… Przepraszam, on się nie przyznał, początkowo zaprzeczał. Nawet nie był specjalnie znanym dziennikarzem, ale jego pozycja w mediach była niezwykle silna. On był sekretarzem programowym medium, które miało olbrzymi wpływ na znaczną część Polaków, i to określone kategorie Polaków, i to może być większy, niż nawet 15 czy 20 znanych dziennikarzy, którzy na co dzień pracują, piszą artykuły, prowadzą audycje w radiu, prowadzą audycje w telewizji. On decydował, co oni puszczą, czego oni nie puszczą, jakie powinny być kierunki działania, i tak dalej. I na tym polega siła tych służb w niektórych dziedzinach, bo też proszę pamiętać – ja to już powtarzam dzisiaj po raz drugi – gdyby w Polsce służby specjalne, nie tylko WSI, w ogóle rządziły państwem, to ani ja nie miałbym przyjemności, zaszczytu z Panem rozmawiać jako prezydent RP, ani tutaj obecny naprzeciwko mnie minister Gosiewski nie byłby członkiem rządu Rzeczypospolitej, ani, jak sądzę, pan minister Łopiński, który stoi z drugiej strony, sekretarz stanu w mojej kancelarii, nie byłby sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta, a już na pewno Jarosław Kaczyński nie byłby premierem. Więc, krótko mówiąc, to nie jest tak, że te służby to wszechwładza w Polsce. Tak nie było nigdy, natomiast były czasy, w których wpływy tych służb były nieporównanie większe niż, powiedzmy, rok temu. Bo od roku rządzi ugrupowanie, które zdecydowanie chce z wszelkimi wpływami innymi niż państwa w wywiadzie, kontrwywiadzie skończyć. Ale nawet wziąwszy pod uwagę nieco wcześniejszy okres, to szczyt wpływów służb specjalnych to bez wątpienia pierwsza połowa lat 90. I trzeba sobie z tego zdawać sprawę.

My, jak Państwo słyszeli, jesteśmy wolni od wpływu służb.

To znaczy, nie jesteśmy wolni, tylko nie jest on tak wszechogarniający.

Tu, w tym gabinecie...

A w tym gabinecie tak.

Dziękuję bardzo. Prezydent Rzeczypospolitej był Państwa i moim gościem.

Dziękuję bardzo.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.