przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Krzysztof Grzesiowski: Dziś gościem Sygnałów Dnia jest Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, pan Lech Kaczyński. Witamy, panie prezydencie.

Lech Kaczyński: Dzień dobry.

Tak się składa, że do tej pory nie było okazji, by spytać pana o przebieg poniedziałkowego spotkania z liderami Platformy. Znamy opinię pana ministrów z Kancelarii, natomiast pana opinii, pana relacji z przebiegu tego spotkania nie znamy. Podobno zwrócił pan uwagę na pewien dystans, jakiś duży dystans, który dzieli Prawo i Sprawiedliwość od Platformy Obywatelskiej.
 
Muszę powiedzieć, że to była rozmowa, która nie tyle mnie zaszokowała, bo przecież fakty publiczne są powszechnie znane, w tym również mnie, natomiast stopień dystansu, który wykazywali panowie: przewodniczący Donald Tusk, jego zastępca Jan Rokita tudzież sekretarz generalny Grzegorz Schetyna w stosunku do PiS-u, z którym jeszcze niedawno deklarowali zawarcie koalicji, ba, usiłowali mnie przekonać, że to, że do niej nie doszło, to jest sprawa PiS-u. Żeby sprawa była jasna – to ostatnie twierdzenie nie odpowiada rzeczywistości w najmniejszym nawet stopniu, nawet w jednym procencie. To mnie zaszokowało. W istocie otwarcie powiedziano, że Platforma czeka na okazję do tego, żeby samodzielnie przejąć władzę. Nie bardzo rozumiem, w jakich dokładnie miałoby to być okolicznościach, chyba że dopiero po roku 2009, bo w 2009 roku przypada termin następnych wyborów. Wątpię, czy tutaj panowie z Platformy zamierzają aż tak długo czekać. Ale stopień tego dystansu był jeszcze większy niż sądziłem. To źle wróży. Zapytałem, czy po ewentualnych majowych wyborach nie po prostu koalicja, ta wielka, która miała powstać. Z wywodów, w szczególności przewodniczącego partii wynikało, że nie. 

Czy te kilka miesięcy zrobiło swoje, jeśli chodzi o ten zwiększony dystans? Kilka miesięcy konfliktu?

Myślę, że tak, ale moje osobiste odczucie jest takie, że główny dystans wynika z wyniku wyborów, nie taki jak spodziewała się Platforma Obywatelska, że tu jest klucz do tego problemu, tylko że to jest klucz, którym się nic nie da otworzyć, bo wyniki wyborów były takie, jakie były.

Panie prezydencie, czy może pan podać konkretne argumenty, które przemawiają za tym, żeby wybory odbyły się w maju, żeby została skrócona kadencja Sejmu?

Sprawa jest bardzo prosta. Rząd jest mniejszościowy, to nigdy nie jest dobre. Był rząd mniejszościowy pana premiera Buzka od 2000 roku. Wtedy właśnie zostałem ministrem skądinąd. Ten rząd trwał aż do jesieni roku 2001, ale nic szczególnie dobrego z tego nie wynikło. Rząd miał zasadnicze kłopoty z przeprowadzaniem ustaw. Owszem, w sprawach głęboko zaniedbanych, jak w sprawie wymiaru sprawiedliwości, którym się wtedy zajmowałem, można było coś zrobić, ale można powiedzieć to był ugór, na którym było bardzo łatwo wtedy siać.

Ograniczone możliwości rządu mniejszościowego to raz. A dwa? 

To jest pierwsza sprawa. Druga sprawa – to, że jeżeli jedyny w miarę naturalny partner PiS-u, choćby ze względu na to, że obydwie partie (chociaż PiS w większym stopniu, Platforma w mniejszym, ale również Platforma) wywodzą się z obozu solidarnościowego, taka naturalna koalicja nie może dojść do skutku, ponieważ Platforma ją, bym powiedział, a limine odrzuca, czyli taki rząd, który miałby znaczną większość jest niemożliwy. Obecny rząd jest mniejszościowy, a ewentualna koalicja, która by została zawarta, będzie przedmiotem, z góry można powiedzieć, niezwykle surowej krytyki, jednocześnie jeżeli bez przerwy trwa w Sejmie awantura, bo przecież kryzys paktu stabilizacyjnego nie polegał na tym, że jego uczestnicy głosowali przeciwko ustawom, gdzie się zobowiązali, że będą głosować za. 

Kryzys tego paktu polegał na tym, że następnego dosłownie dnia po jego zawarciu przywódca jednej z partii, LPR-u, pan Giertych wyszedł na scenę i zaczął atakować tego, z kim przed chwilą zawarł ów pakt. Za jakiś czas później (trudno mi powiedzieć, kiedy, bo nie brałem w tym udziału) lider PiS-u rozmawiał z liderami LPR-u (i tu przede wszystkim o LPR tutaj chodzi), także Samoobrony, i znów niby było wszystko w porządku i znów po 24 godzinach lider tej samej partii, czyli Giertych, wyszedł i zaatakował PiS. W ten sposób, szanowni państwo, się żadną miarą nie da rządzić. To stwarza ciągłe poczucie niepewności, ciągłe poczucie, że owszem, rząd jest, ale nie wiadomo, jak długo. To jest bardzo, bardzo złe dla instytucji, jaką jest rząd Rzeczpospolitej. Ja mogę powiedzieć taki przykład – przed laty byłem szefem ważnej bardzo instytucji państwowej, ale nie tak ważnej, jak rząd... 

Najwyższą Izby Kontroli pan ma na myśli. 

Byłem prezesem Najwyższej Izby Kontroli. I tam co chwilę od wyborów na jesieni 1993, a jeszcze wcześniej ze względu na głośno tutaj wyrażoną opinię przez ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę ja miałem być odwoływanym. I każda taka wiadomość o tym, że oto za dziesięć dni Kaczyńskiego nie będzie, oto Kaczyński odchodzi, powodowała dezintegrację firmy, jaką jest NIK. Ja i tak sądzę, że jako prezes NIK odniosłem sukces, ale mogę dać głowę, że te sukcesy Najwyższej Izby Kontroli byłyby wtedy jeszcze dużo, dużo większe, gdyby nie to ciągłe poczucie niepewności. Ja jeszcze do dziś pamiętam, po raz pierwszy na jesieni 1992 roku, czyli zaledwie osiem miesięcy po tym, jak zostałem prezesem, później w 1993 roku, krótko przed rozwiązaniem Parlamentu przez Lecha Wałęsę, później na początku 1994 roku, a później już co chwilę. I ja wiem, jak tego rodzaju sytuacje, nawet gdy chodzi o instytucję, która okazała się sprawna i nawet moi przeciwnicy oceniają mnie jako dobrego prezesa NIK-u, jak to strasznie utrudnia pracę.
I dlatego ten stan niepewności nie może się utrzymać. Ponieważ Platforma nie chce wejść do koalicji, to jedynym normalnym rozwiązaniem są wybory. To jest, szanowni państwo, zupełnie oczywiste. 

A wracając jeszcze do argumentów, panie prezydencie, za wyborami majowymi – czy mówił pan, przytaczał pan również argument tego rodzaju, że media są nieprzychylnie nastawione do ekipy rządzącej i to też ma swoje znaczenie?
To, oczywiście, że ma znacznie, że nie ma równowagi w mediach i jako prezydent mam to prawo powiedzieć, bo nie jestem członkiem rządu. Ja nie jestem premierem i zapewniam, że premier realizuje swoje obowiązki w sposób autonomiczny i w stosunku do mnie, i w stosunku zresztą do prezesa partii. Tak więc jestem tu niejako czynnikiem zewnętrznym i mogę powiedzieć, że w normalnej sytuacji część mediów jest zawsze krytycznych wobec rządu, to jest sprawa normalna, i wobec partii rządzącej. Ale jeżeli sytuacja wygląda w sposób tak nierówny – z jednej strony jest tak, że jeżeli szef partii rządzącej powie dwa krytyczne słowa na temat głównej partii opozycyjnej, to się mówi o brutalizacji życia politycznego, o zmianie języka, o niezwykle ostrym języku i tak dalej, a jeżeli na przykład przez pierwsze tygodnie rządów Kazimierza Marcinkiewicza, kiedy nie byłem jeszcze prezydentem, byłem prezydentem-elektem, przewodniczący partii opozycyjnej Donald Tusk bez przerwy atakował szefa partii rządzącej, a ten w ogóle wtedy milczał, nie wiem, czy pan redaktor pamięta, że były pytania w środkach masowego przekazu, co robi Jarosław Kaczyński, dlaczego w ogóle zniknął ze sceny, czyli ani razu w ogóle na ten atak nie odpowiadał, to w stosunku do Donalda Tuska nie było żadnych zarzutów. Niektórzy mówili delikatnie, że on może jest w szoku, że trzeba go zrozumieć i tak dalej. To jest, oczywiście, stan nierównowagi. Społeczeństwo powinno być informowane, a nie być przedmiotem manipulacji. To jest zadanie środków masowego przekazu. 

Czy sądzi pan, panie prezydencie, że nastawienie mediów do Prawa i Sprawiedliwości i do rządu zmieniłoby się w przypadku zwycięstwa ponownego PiS-u w majowych wyborach? 

Nie wiem, czy by się zmieniło, ale na pewno sytuacja byłaby, gdyby PiS wygrał, oczywiście... 

Zakładamy tak.

Tak, co nie jest pewne, ale gdyby PiS wygrał, no to byłoby wiadomo, że pewne metody, a przede wszystkim mijanie się z prawdą na olbrzymią skalę, w różnych sprawach, od najdrobniejszych, ostatnio jest afera o wolność prasy, gdzie (...) pewna pisarka bardzo kontrowersyjna, bo napisała felieton, w którym stwierdziła, że mój ojciec i mojego brata nie żyje od naszego dzieciństwa. 

Mówi pan o Manueli Gretkowskiej. 

Tak. Chwalić Boga... I tego nie wolno sprostować. Sprostowania z tego jest grzechem. Mój ojciec (świeć, Panie, nad Jego duszą) zmarł 17 kwietnia zeszłego roku, czyli jeszcze mniej niż rok temu, gdy ja i mój brat mieliśmy blisko 56 lat, a rodzice przeżyli w małżeństwie ponad 57 lat. Więc krótko mówiąc, to jest taka oczywista, łatwa do wykazania nieprawda. I jej sprostowanie jest naruszeniem wolności mediów. 

Ale generalnie rzecz biorąc, pan prezydent nie jest obrażony na media? 

Ja bym jednak chciał nie słuchać rzeczy, które są takimi ewidentnymi nieprawdami. Nie sądzę, żebyśmy mieli kiedykolwiek tendencję do tego, żeby zapanować nad całą władzą i wszystkimi instytucjami. Nie sądzę, żeby mój brat był człowiekiem szczególnie pazernym na władzę. I to samo mnie dotyczy. Myślę, że myśmy wykazali, że jeżeli uważamy, że coś się dzieje źle, to mówimy to niezależnie od ceny, która nas spotyka, że przypominam pierwszą połowę lat 90. Znaczy ja mam pretensję o to, jeżeli ktoś pisze oczywiste nieprawdy, oczywiste bzdury, łatwe zresztą do wykazania, ale ponieważ ludzie na ogół nie mają zbyt długiej pamięci, to część z nich w to wierzy. 

Panie prezydencie, a dlaczego nie skorzystać z drogi parlamentarnej znanej powszechnie w krajach demokratycznych, drogi polegającej na złożeniu wniosku o wotum zaufania lub wotum nieufności dla rządu i na tej podstawie wyciągnąć wnioski, co dalej? 

Mogę panu powiedzieć, panie redaktorze, że po pierwsze nie wykluczam tej drogi, ale to zależy od rządu, a nie ode mnie. Ja wczoraj rozmawiałem, była to moja inicjatywa, nie uzgodniona nawet z kierownictwem partii, z którą byłem związany, i rozmawiałem, co mocno podkreślałem tutaj w tej sali, że rozmawiam w swoim imieniu jako prezydent Rzeczypospolitej. I ja nie mogę odpowiedzieć panu na pytanie, czy rząd złoży wniosek o wotum zaufania, czy nie. A potem, nawet gdyby złożył, to zgodnie z naszą Konstytucją to mnie bynajmniej nie uprawnia do rozwiązania Sejmu. Nawet gdyby tego wotum nie uzyskał, to rozpoczyna długi proces, który byłby jednym wielkim krzykiem, bo to wymaga do ewentualnego rozwiązania Parlamentu okresu wielotygodniowego. 

Wczoraj w Sygnałach Dnia premier Kazimierz Marcinkiewicz powiedział, że zastanawia się nad taką ewentualnością, ale czy tak się stanie, to decyzja o tym zapadnie dopiero po głosowaniu w Sejmie 4 kwietnia, po głosowaniu nad skróceniem kadencji Parlamentu. Panie prezydencie, nie będzie skróconej kadencji Parlamentu. I co dalej? 

W tej sytuacji partia rządząca się musi zastanowić nad tym, jakie są sposoby umocnienia pozycji rządu w Parlamencie, w tej sytuacji, która jest, to jasne. 

Często można spotkać się z opinią, że jest pan przeciwnikiem koalicji Prawa i Sprawiedliwości z Samoobroną. Czy to prawda? 

Ja byłem zwolennikiem i to zdecydowanym koalicji PiS-u i Platformy Obywatelskiej, chociaż zdawałem sobie sprawę, że choćby ze względu na cechy osobowościowe kolegów z Platformy, których przecież dobrze znałem (dzisiaj, niestety, muszę powiedzieć: byłych kolegów), to będzie to koalicja niezwykle wręcz trudna. Natomiast uważałem, że ona jest najbardziej naturalna w Polsce. Ponieważ Platforma zażądała po nieznacznej (to trzeba uczciwie powiedzieć, że Platforma nie poniosła żadnej klęski, jest silną partią, ale jednak nieco słabszą od PiS-u), zażądała w istocie większości władzy, to oznacza w normalnym porządku demokratycznym, że ideę koalicji odrzuca. I wszelkie tłumaczenia w tym zakresie, że to jest inaczej, są mijaniem się z prawdą. W tej sytuacji byłem zwolennikiem tego rządu mniejszościowego, który powstał. Mogłem 13 lutego przeciąć tę sprawę, rozwiązując Sejm. Nie kryję, że się głęboko zastanawiam, czy nie popełniłem błędu wtedy. Natomiast w istniejącej sytuacji uważam, że rząd powinien mieć stabilną większość. Tyle.

Na pewno przy całym szacunku dla pewnej ewolucji, którą przeszła Samoobrona, bo to ja dostrzegam, dostrzegam, że zachowała ona się dużo odpowiedzialniej niż drugi partner paktu stabilizacyjnego, dużo, to nie jest trochę, ale dużo odpowiedzialniej, ale to jest znaczna różnica, to, oczywiście, to jeżeli do tego by w ogóle doszło, powtarzam, jeżeli do tego by w ogóle doszło, to nie będzie małżeństwo związane z wielką miłością. Natomiast Polską trzeba rządzić w sposób sprawny i Polską się da rządzić w sposób sprawny. A rząd przygotował liczne projekty ustaw, mamy sytuację spadku przestępczości istotnego, mamy jednak zmniejszenie bezrobocia. Jeżeli wziąć pod uwagę ten rok, pierwsze miesiące tego roku, pierwsze miesiące zeszłego roku, bo w zimie zawsze wzrastające bezrobocie, to jest o 400 tysięcy mniej bezrobotnych, to 400 tysięcy ludzi to jest niebagatelna liczba, chociaż, oczywiście, bezrobocie jest w dalszym ciągu wysokie bardzo w Polsce, wzrost gospodarczy rysuje się jako niezły. Nie świetny, ale niezły. Pewne problemy społeczne istotne w Polsce, jak choćby sprawa dożywiania dzieci, zostały przynajmniej od strony przepisów rozwiązane. Przedłużenie urlopów macierzyńskich. W końcu będzie przygotowane w ciągu dwóch tygodni, ma stanąć już na posiedzeniu rządu plan zmian podatkowych, łącznie z ulgami prorodzinnymi, które w Polsce są konieczne, bo Polska jest w fatalnej sytuacji, jeżeli chodzi o przyrost naturalny. Tego nie mówię z punktu widzenia człowieka, który jest skrajnym konserwatystą, co mi niektórzy usiłują przypisać, bo ja nie jestem skrajnym konserwatystą, na pewno wśród polityków PiS-u należę do tych mniej konserwatywnych. Natomiast w sytuacji, kiedy nam co roku ubywa ludności już od ładnych kilku lat, gdy rodzi się w Warszawie w ogóle kilkanaście tysięcy dzieci (trzeba powiedzieć, że w ostatnich kilku latach ta liczba nieco wzrosła, ale mimo wszystko to jest po prostu liczba śmieszna jak na miasto, które tak naprawdę liczy prawie 2 miliony mieszkańców), to władze coś muszą zrobić. Inaczej mówiąc, sądzę, że sprawy idą w dobrym kierunku, ale żeby rząd był sprawny, musi mieć większość. 

Czyli dopuszcza pan udział Samoobrony, tak wynika z pana słów, z Andrzejem Lepperem na funkcji wicepremiera? 

Zobaczymy. Raz jeszcze powtarzam – jestem za rządem, który ma większość, bo inaczej rządzić się nie da. Wczoraj jeszcze sądziłem, że może usłyszę stwierdzenie, że tu jest możliwe jakieś pośrednictwo, że w końcu prezydent pełni w jakimś zakresie rolę arbitra, ale niczego takiego nie usłyszałem. 

Prawo i Sprawiedliwość plus Samoobrona to trochę mało, panie prezydencie. Sądząc z tego, co pan przed chwilą powiedział o Lidze Polskich Rodzin, to myśl o jej obecności w koalicji nie jest panu miła. 

Jest Polskie Stronnictwo Ludowe, są jeszcze już w tej chwili, jak w każdym parlamencie, posłowie niezależni. Zobaczymy. Powtarzam – prezydent bezpośrednio nie tworzy rządu ani większości parlamentarnej, może tylko przy tym pomagać. Natomiast chcę powiedzieć jedno – rząd mniejszościowy jako pomysł na (i to chciałem z całą mocą powiedzieć) 3,5 roku, bo tyle pozostaje do normalnego terminu wyborów, to nie jest dobry pomysł. 

Nie wierzy pan w słowa polityków Platformy, że poprą rząd we wszystkich projektach, które będą służyły rozwiązywaniu problemów zwykłych ludzi? 

Myślę, że nasze odpowiedzi na pytania, co to są problemy zwykłych ludzi, nasze w tym sensie powiem, że także moje, nawet może w większym stopniu moje niż PiS-u, i poglądy Platformy w tej sprawie są zupełnie odmienne. Chciałbym przypomnieć taki dokument, który pan przewodniczący Rokita był łaskaw opublikować już znacznie po wyborach, te jego pomysły na rządzenie. I myślę, że to są te autentyczne pomysły dla zwykłych ludzi. Trzysta stron to jest bardzo obszerny dokument, ale myślę, że niektóre jego fragmenty powinny być szeroko znane opinii publicznej, to wtedy opinia publiczna będzie wiedziała, jaki to los czeka zwykłych ludzi, jeżeli te pomysły będą wcielone w życie. 

Czy kwestia ordynacji wyborczej stawała podczas poniedziałkowego spotkania w kontekście ewentualnej zgody Platformy na wcześniejsze wybory? Jeśli tak, to w jakiej postaci? 

W ogóle stawała, chociaż nie ze względu na ewentualną zgodę, bo Platforma przez cały czas konsekwentnie mówiła: nie. Natomiast wybory na jesieni to nie jest rozwiązanie, które uważam za dobre. Jeżeliby się Sejm samorozwiązał, to ja nie mam na to żadnego wpływu, natomiast ja tego rozwiązania zgoła nie doradzam. Byłoby to rozwiązanie całkowicie nieracjonalnie, bo byłoby tak – teraz mamy rząd mniejszościowy, który przez wiele miesięcy byłby przedmiotem, można powiedzieć, furiackiego ataku, furiackiego, no, kłamstw, tak samo i politycy z obozu rządowego, kłamstw, kłamstw i jeszcze raz kłamstw, a później mają być wybory. Tego rodzaju rozwiązanie nie będzie, chciałem to jasno powiedzieć.

Natomiast była rozmowa o tym, co proponują panowie z Platformy Obywatelskiej. Ja powiedziałem jasno, że jeżeli chodzi o ordynację większościową, to nawet gdyby ktoś wymyślił coś takiego, co zbliża się do ordynacji większościowej, jakoś omijając rafę konstytucyjną (bo ona jest dzisiaj sprzeczna z Konstytucją w sposób oczywisty), to spotka się z wetem z mojej strony, bo ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem ordynacji większościowej, zdecydowanym przeciwnikiem. Znaczy to jest dobry sposób na wyłanianie władzy, ale on nie ma nic wspólnego z demokracją. I podam tutaj państwu tego rodzaju przykład – kraj, który od ponad 200 lat, można powiedzieć, kształtuje ten typ ordynacji wyborczej, czyli Wielka Brytania, ma w tej chwili partię, która zdobyła 24% głosów, czyli tyle, co Platforma Obywatelska w Polsce. Przyznacie państwo, że Platforma Obywatelska ma bardzo dużo do powiedzenia w Polsce, a ta partia nie ma nic do powiedzenia, bo ma kilku czy też kilkunastu przedstawicieli w Parlamencie, bo tylko w kilku czy kilkunastu okręgach wyborczych ona jest partią najsilniejszą. Ona wszędzie jest silna, tylko że w pojedynczych dosłownie okręgach jest najsilniejsza. Chodzi o Partię Liberalną. I to jest system, który po prostu nie wyłania reprezentacji społeczeństwa. 

Jest niereprezentatywny. 

Jest niereprezentatywny. To pan redaktor użył tutaj najcelniejszego określenia. Natomiast jeżeli chodzi o ordynację mieszaną, no to mogę powiedzieć, że jeżeli PiS i Platforma dojdą w tej sprawie do porozumienia, to nie będę stał temu na przeszkodzie, chociaż nie uważam tego rozwiązania za mądre. 

Ktoś kiedyś napisał w sprawie tego, co dzieje się w naszym kraju na linii Prawo i Sprawiedliwość – Platforma Obywatelska, że to wszystko wynika z historii, z tego, co się wydarzyło kiedyś tam, dawno temu, -naście lat temu, że te zaszłości mają bardzo duży wpływ na obecne postawy liderów obu tych partii. Że dawnym przyjacielom trudno wybaczyć. 

To ja mogę powiedzieć tak, że to akurat jest w olbrzymi stopniu nieprawda, bo istotnie na początku lat 90., bo nie wcześniej, były istotne zaszłości, bo były tam jakieś jeszcze zaszłości w latach 80., ktoś z kimś prowadził długie dyskusje i te dyskusje nagle zostały zerwane, ale to dzisiaj sprawy nieaktualne, młodzi byliśmy wtedy, nawet ja, chociaż jestem znacznie starszy od przywódców Platformy. Natomiast znaczenie miały zdarzenia z pierwszych lat 90., z okresu inwigilacji prawicy, kiedy – mówiąc najdelikatniej – nie przeciwstawiano się rządom, którym każdy człowiek, który ma związki z ustrojem demokratycznym, powinien się w sposób zasadniczy przeciwstawić. Przeciwstawiał się w istocie publicznie, głośno, ryzykując także i w sensie czysto osobistym, jak sądzę, że należycie, Jarosław Kaczyński. I nic więcej. Natomiast myślę, że właśnie olbrzymim sukcesem pierwszych lat dwutysięcznych było to, że te zaszłości z tamtych czasów były przełamane, że Jan Rokita i Jarosław Kaczyński nie raz i nie dwa razem jedli kolację.

Nie, to nieprawda, to, o czym w tej chwili pan redaktor mówi. Myślę, że podstawową sprawą było to, że jedna z dwóch partii walczących o władzę, znaczy o największą władzę, była przekonana i wziąwszy pod uwagę sondaże mogła być przekonana, że na pewno wygra, ba, że nawet będzie partnerem dużo silniejszym, bo tak długi czas wyglądało, że to z niektórych jeszcze pamiętam, jak Jan Rokita twierdził, że tak przeciętnie rzecz biorąc, to w sondażach Platforma jest dwukrotnie silniejsza od PiS-u. Pamiętam, jak w ten sposób udowadniał, że to Donald Tusk na pewno mnie pokona, bo jest mało prawdopodobne, żeby przedstawiciel partii o połowę słabszej pokonał kogoś, kto reprezentuje partię dwukrotnie silniejszą. I co najlepsze, myśmy byli przekonani wtedy, że rzeczywiście przegramy te wybory, chociaż chcieliśmy jak najlepszego wyniku. Myśleliśmy, że wynik rzędu, powiedzmy, 18% już będzie bardzo dobry. No i że będziemy tym słabszym partnerem. I nie mówiliśmy, że z tego powodu nie będziemy w koalicji. Ba, brat był przygotowany, chociaż na ogół nie gonił za funkcjami państwowymi, a ostatnio i to mu się przypisuje, tylko raczej się od nich odżegnywał, że zostanie wicepremierem. Nie premierem, tylko wicepremierem. Natomiast kiedy sytuacja się zmieniła, to okazało się to psychologicznie nie do wytrzymania dla naszych partnerów. Czy to o nich jako o ludziach, a politycy to też ludzie, świadczy dobrze czy źle, to niech nasi słuchacze się sami zastanowią. 

Ano właśnie. A co pan, panie prezydencie, na koniec powie naszym słuchaczom, którzy uważają, że jest pana zbyt mało? Wtedy, kiedy dzieją się ważne rzeczy w Polsce, nie zabiera pan głosu.

Znaczy ja przede wszystkim byłem niezwykle zajęty sprawami zagranicznymi, odbyłem 9 podróży zagranicznych. Jak sądzę, efektywnych, bo udało się poprawić stosunki w jakimś tam zakresie i z Francją, gdzie po niefortunnych wypowiedziach sprzed 3 lat te stosunki były nie bardzo dobre. I jestem do poprawy z Niemcami, chociaż stoją przed nami sprawy trudne, ale dialog został nawiązany. I ten dialog przy wzajemnej dobrej woli i myślę, że niezłym kontakcie zewnętrznym, znaczy takim między osobami, coś się ruszyło w stosunkach z Rosją. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, ale jednak coś się ruszyło w sposób oczywisty. Myślę, że jak na 3 miesiące to jest dosyć dużo.

No i w końcu mnie przez dłuższy czas przekonywano, że ze względu na moje związki z jedną z partii, z partią rządzącą, także związki rodzinne (zawsze podkreślam, że kiedy wybierano mnie prezydentem, to cała Polska wiedziała, że mam brata bliźniaka, który nie jest na przykład tylko profesorem prawa na jakimś uniwersytecie, tylko również jak ja politykiem i przywódcą rządzącej partii), no to ja powinienem być pod tym względem ostrożny. Muszę powiedzieć, że uważam tę postawę za błędną i będę brał aktywny udział w tym, co się w Polsce dzieje. 

Dziękuję za rozmowę, panie prezydencie. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, pan Lech Kaczyński, gość Sygnałów Dnia. 

Dziękuję bardzo.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.