przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Marek Wałkuski: Panie prezydencie, jesteśmy w Blair House, oficjalnej rezydencji gości prezydenta Stanów Zjednoczonych. To jest centrum światowej wielkiej polityki. Co pan czuje w tej chwili?

Lech Kaczyński: Spokój. Przelecieliśmy samolotem z Warszawy do Waszyngtonu z lądowaniem w Reykjaviku, wszystko było w porządku. Zadzwoniłem do najbliższych i jestem teraz spokojny.

Jakie jest pańskie przesłanie do prezydenta George’a Busha?

Jesteśmy dalej bliskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Gotowi jesteśmy być sojusznikiem lojalnym w zamian za wzajemną lojalność.

Na czym ta wzajemna lojalność miałaby polegać?

Jesteśmy państwem Europy Środkowej, członkiem Unii Europejskiej, członkiem NATO. Unia Europejska to jest jakby trochę autonomiczna sprawa, natomiast Stany Zjednoczone są zainteresowane sytuacją w NATO (i tu nam zależy na tej lojalności), Stany Zjednoczone są zainteresowane sytuacją na wschód od Polski, czyli na Ukrainie, Białorusi (i tutaj nam zależy na współpracy) i w końcu Stany Zjednoczone, oczywiście, muszą być zainteresowane sytuacją w potężnym państwie, jakim jest Federacja Rosyjska (tutaj też nam zależy na tym, żeby Stany Zjednoczone starając się pozyskać Federację Rosyjską do współpracy w ramach globalnych, brały pod uwagę interesy naszego kraju).

Na czym polega to zainteresowanie Stanów Zjednoczonych kwestią Ukrainy, Białorusi, Rosji, czyli naszych wschodnich sąsiadów? Czy mamy jakieś konkretne postulaty do Amerykanów? 

Jeżeli chodzi o Rosję, to jest jedna sprawa, Białorusi druga, a Ukraina trzecia, czyli nie można łączyć. Ukraina to jest sprawa drogi Ukrainy do NATO. Nam zależy na tym, żeby już w stosunkowo krótkim czasie stało się tak, aby Ukraina stała się członkiem NATO, czyli Polska przestała być wschodnią granicą NATO. 2008 to byłoby optymalne rozwiązanie, ale jeżeli będzie to troszeczkę później, też nie będziemy się martwić, ale chodzi o to, żeby to było w czasie, powiedzmy, jeszcze tej kadencji parlamentarnej. Tutaj nie chodzi o wybory w Polsce, to nie ma znaczenia, chodzi o to, żeby stało się to jak najszybciej. Białoruś to sprawa walki o to, by zwyciężyła tam demokracja. Oczywiście, przy użyciu tych metod, które są zgodne z prawem międzynarodowym, bo Białoruś jest niezależnym państwem i musimy to uszanować. Nie ma pewnie wielkiej szansy na to, żeby opozycja białoruska wygrała najbliższe wybory i chodzi o to, żeby wspierać te działania, które mogą doprowadzić do tego, że za kilka lat Białoruś wejdzie na drogę kształtowania ustroju demokratycznego.

A jeśli chodzi o Rosję, to sprawy wewnętrzne Rosji to jest sprawa jakby odrębna, znaczy krótko mówiąc my, oczywiście, musimy zwracać uwagę na to, co się dzieje w Czeczenii, nam się nie może podobać to, co się dzieje, jeżeli chodzi o pewne działania wobec rosyjskiej opozycji, natomiast nam zależy na dobrych stosunkach z tym państwem rosyjskim, które jest.

Jaka tu jest rola Stanów Zjednoczonych?

Stany Zjednoczone to jest najpotężniejsze państwo świata i w sposób oczywisty ma wpływ na bardzo wiele spraw, które się dzieją na naszym globie. I na pewno Federacja Rosyjska, chociaż ma swoje własne ambicje, ambicje mocarstwowe, bierze pod uwagę opinię Stanów Zjednoczonych w niejednej sprawie. I chodzi o to przede wszystkim, żeby brała pod uwagę opinię, zgodnie z którą Polska chce dobrych stosunków z Federacją Rosyjską. Z drugiej strony te dobre stosunki nie mogą polegać na tym, żeby Polska czy kraje leżące bardzo blisko Polski pozostawały dalej w sferze wpływów rosyjskich. To się skończyło i trzeba wziąć pod uwagę, że to skończyło się nie na czas jakiś, tylko na taki czas, który w ogóle w historii można przewidywać. 

Czyli chodzi o to, żeby Stany Zjednoczone, prezydent Bush przypominał to prezydentowi Putinowi i w rozmowach brał pod uwagę nasze interesy.

Panie redaktorze, ja tutaj nie będę dyktował panu prezydentowi Bushowi, tak samo jak on nie będzie dyktował mnie to, co ja mam robić w konkretnych sprawach. Natomiast mnie chodzi o zasadę lojalnego partnerstwa, znaczy krótko mówiąc o to, że jeżeli Polska ma być (a jest) lojalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, to Polska ma prawo oczekiwać tego, żeby w sprawach, które Polskę bardzo interesują, polskie interesy były uwzględniane, bo na tym polega partnerstwo.

Czy to znaczy, że Amerykanie mają być bardziej lojalnym sojusznikiem niż dotychczas? Jak pan ocenia dotychczasową postawę Stanów Zjednoczonych?

Ameryka jest sojusznikiem lojalnym w tym sensie, że – można powiedzieć – nie zdarzył się taki przypadek, żeby nasze interesy zostały zdradzone. Natomiast Stany Zjednoczone też uważają, że na nasz strategiczny sojusz jest wystarczający, znaczy krótko mówiąc, wzajemnych zobowiązań tutaj nie ma. Ja uważam, że Stany Zjednoczone w pewnej perspektywie i dzisiaj (bo zdaję sobie sprawę z ograniczeń także budżetu Stanów Zjednoczonych) powinny może trochę w większym stopniu uwzględnić interesy polskie, jeżeli chodzi o restrukturyzację polskiej armii. My je i tak zintensyfikujemy począwszy od roku 2007. To jest absolutnie konieczne. Ale gdyby była przy tym istotniejsze pomoc ze strony Stanów Zjednoczonych, to byłoby dobrze. To jest sprawa pierwsza.

A sprawa druga to jest to, żebyśmy mieli pewne gwarancje, że jeżeliby stanęła sprawa interesów Polski, to te interesy będą bronione. To wymaga od Stanów Zjednoczonych tego, żeby w niektórych sprawach, w stosunkach w szczególności z Federacją Rosyjską brały pod uwagę to, że mają takiego sojusznika w Europie, jak Polska. My nie żądamy olbrzymiej masy pieniędzy na naszą rzecz, my nie żądamy tego, żeby Stany Zjednoczone zasadniczo zmieniały swoją politykę. My chcemy tylko i wyłącznie tego, żeby Polska miała warunki do spokojnego rozwoju.

Kiedyś jako prezydent Warszawy odmówił pan przyjazdu do Stanów Zjednoczonych na znak protestu przeciwko pobieraniu odcisków palców przez Amerykanów. Teraz jako prezydent przyjechał pan tutaj. To zrozumiałe, bo pańska rola zupełnie się zmieniła. Natomiast ciekawi mnie, czy pozostaje pan krytyczny wobec amerykańskiej polityki imigracyjnej, amerykańskiej polityki wizowej. I czy sprawa wiz, podróżowania Polaków do Stanów Zjednoczonych będzie się pojawiała w rozmowach z Amerykanami? I jaką strategię zastosuje pan, zastosują polskie władze?

Oczywiście, ani ode mnie, ani od żadnego z moich współpracowników zarówno z Kancelarii, jak z MSZ nikt nie żądał odcisków wtedy, kiedy półtorej godziny temu żeśmy wylądowali w Stanach Zjednoczonych, a o to mi chodziło. Ja powiedziałem, że jako prezydent największego miasta Polski nie będę dawał sobie pobierać odcisków. Dzisiaj jestem prezydentem Rzeczpospolitej i powtarzam: ode mnie ani od moich współpracowników nikt tego rodzaju odcisków nie żądał. Natomiast, oczywiście, my chcemy, aby polityka nie tyle imigracyjna… nam nie zależy na wielkiej imigracji do Stanów Zjednoczonych (znaczy imigracji Polaków, czyli emigracji z Polski), nie, nie mamy w tym żadnego interesu. Natomiast chcemy, żeby w pewnej perspektywie nie było tak, że Polak, któremu Amerykanie odmawiają wizy, musiał za to płacić, bo to jest absurd. A potem żeby obowiązek wizowy był zniesiony. Ja tutaj chcę powiedzieć jasno – ja nie wiem, czy ta sprawa w rozmowie z prezydentem Bushem (bo to nie jest poziom prezydencki) stanie, ale jest rzeczą oczywistą, że sytuacja asymetrii nie może być utrzymywana w nieskończoność. My jesteśmy gotowi ją utrzymać jeszcze przez pewien czas, asymetrii polegającej na tym, że Amerykanie nie muszą mieć wiz do Polski, a Polacy muszą mieć wizy do Stanów Zjednoczonych. To nie skończy się z dnia na dzień, ja sobie z tego zdaję sprawę. Ale też chciałbym, żeby Amerykanie zdawali sobie z tego sprawę, że asymetria się nie utrzyma zbyt długo.

Czy to znaczy, że jeżeli Amerykanie nie zechcą znieść wiz, powiedzą: „Nasze prawo nie przewiduje takiej możliwości, musielibyśmy zmienić zasady dotyczące wszystkich krajów”, czy to oznacza, że będzie pan rozważał albo sugerował wprowadzenie wiz dla Amerykanów?

Moja kadencja trwa pięć lat (…). Ja nie twierdzę, że będę to sugerował za dwa lata czy za trzy, ale być może pod koniec kadencji, jeżeli nie będzie satysfakcjonujących zmian, to tak.

Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.