przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Dorota Gawryluk: Witam państwa, dzień dobry, Panie Prezydencie.

Lech Kaczyński: Dzień dobry państwu, dzień dobry pani.

Panie prezydencie, czy jest ktoś, kto zna pana do końca?

Sobie nigdy tego rodzaju pytania nie zadawałem. Pewnie nie, bo nikt nikogo do końca nie zna.

A premier Jarosław Kaczyński?

Pewnie do końca mnie też nie zna.

Ale blisko, wie o panu bardzo dużo.

Bardzo dużo, tak.

Czy pana zdaniem ta bliskość to jest atut w polskiej polityce czy też wada?

To jest moim zdaniem atut, bo jest bardzo dobrze, jeżeli prezydent i premier mogą mieć do siebie całkowite zaufanie. Nie znaczy, że my się nie spieramy, mamy dokładnie w każdej sprawie taką samą opinię. Ale na pewno nie będzie tutaj mowy o „szorstkiej przyjaźni” czy o konkurowaniu.

No właśnie, bo zapowiadał pan, panie prezydencie, dużą aktywność w polityce wewnętrznej, ale czy w momencie, kiedy pański brat, Jarosław Kaczyński, został premierem, czy to nie zawęża pola pana aktywności?

Dotąd ta moja aktywność w tych granicach, w których prezydent może być aktywny, wbrew temu, co się mówi, była dość duża. Jeżeli wziąć na przykład pod uwagę, że w ciągu pierwszych sześciu miesięcy przedstawiłem 11 projektów ustaw, a mój poprzednik, pan prezydent Kwaśniewski przez całe pięć lat 23, czyli połowę tego przez pół roku, co przez pięć lat pan prezydent Kwaśniewski, to to jest dosyć duża aktywność. Jeżeli wziąć pod uwagę moją aktywność zagraniczną, to ona w ogóle była bardzo duża, większa niż przewidywałem. Natomiast ja przez pewien czas stosunkowo rzadko udzielałem się w mediach. (...).

Ale miał Pan większe możliwości, kiedy premierem był Kazimierz Marcinkiewicz. Pamiętam, jak przejmował Pan sprawę ustaw w sprawie WSI, kiedy interweniował pan przy okazji pomysłów podatkowych pani Zyty Gilowskiej. A teraz Polska jest w dobrych rękach, może pan jechać na urlop.

W sprawie górników i kilku jeszcze innych sprawach (sporu między ministrem Piechą a ministrem Religą), także w kilku sprawach interweniowałem i niewykluczone, że będę interweniował i przy tym rządzie.

Ale ten rząd jest bardziej chyba przewidywalny i ta aktywność może być mniejsza.

Myślę, że jest rzeczą normalną, że lider partii jest szefem rządu i w tym sensie bardziej przewidywalny.

Słuchacze Polskiego Radia spodziewają się większej Pana aktywności:

- Dlaczego, mimo tylu zapowiedzi, niewiele jeszcze zrobiono? Osobiście jego wybierałem i po prostu czekam na bardziej zdecydowane reakcje.
– Dobrze byłoby, żeby pan częściej zabierał głos i mówił o programie przemian, bo do tej pory było trochę za mało.

Panie prezydencie, głos pan zabiera częściej, ale jest taki głos, który mówi o tym, żeby pan był bardziej skuteczny, bardziej aktywny. I są sprawy, które budzą kontrowersje, na przykład sprawa lustracji. Czy gdyby na pana biurko trafiła ustawa w wersji przygotowanej przez Sejm, czy pan taką ustawę by podpisał?

Miałbym wątpliwości, ale to jest sprawa szczególnie trudna, na odrębną rozmowę, można powiedzieć. Natomiast tutaj na pewno miałbym wątpliwości. Myślę jednak, że Senat poprawi tę ustawę.

A jeśli się nie uda, to, co wtedy? Weto?

To wtedy będę myślał nad tym, bo jestem zwolennikiem ujawnienia listy agentów. Chciałbym to po raz pięćdziesiąty, a może setny powiedzieć, bo ile razy coś powiem na temat ustawy lustracyjnej niezupełnie pozytywnego, to mówi się: Kaczyński zmienił opinię na temat lustracji. Otóż Kaczyński od 16 lat, w przeciwieństwie do niektórych innych polityków, którzy na przykład w 1992 roku brali udział w antylustracyjnym zamachu stanu przeciwko rządowi Jana Olszewskiego, od 16 lat nie zmieniałem opinii. Chciałbym, żeby nazwiska tych ludzi, którzy współpracowali ze służbami specjalnymi Peerelu (z wyjątkiem, oczywiście, agentury zagranicznej, bo ich się w żadnych okolicznościach i nigdy nie ujawnia), żeby zostali ujawnieni, ponieważ było to zajęcie w tym okresie wyjątkowo mało zaszczytne i ci ludzie nie powinni brać udziału w życiu politycznym naszego kraju.

Panie Prezydencie, a likwidacja sądu lustracyjnego i przekazanie wszystkich spraw dotyczących lustracji do IPN-u, czy to jest dobry pomysł?

Na pewno tutaj jakaś metoda kontroli sądowej, z tym, że niekoniecznie przez sąd lustracyjny, ale przez sąd jest potrzebna.

I ona jest zapisana. To będą robiły sądy, które będą przydzielone do sądów, które dzisiaj już istnieją.

No więc takie rozwiązanie jest dobre. Natomiast mam przede wszystkim podstawową wątpliwość, dlaczego życie, także niezwiązane z działalnością polityczną ludzi, którzy walczyli, ma być własnością publiczną wtedy, gdy tych, którzy nie walczyli własnością publiczną nie jest. To jest zasadnicza różnica.

A, panie prezydencie, czy pan się włączy w tworzenie jakiegoś kompromisowego rozwiązania w tej kwestii?

Ja się bardzo chętnie włączę we współpracy z Senatem. Ja bym chciał, żeby ta ustawa jak najszybciej weszła w życie.

Premier Jarosław Kaczyński mówił o przyspieszeniu, mówił o optymiźmie. A w jakich dziedzinach pan spodziewa się przyspieszenia?

Myślę, że tak – jeżeli chodzi o działalność organów państwa, takich jak policja, jak prokuratura, to tam na pewno pełne przyspieszenie jest. Oczywiście, daleko od tego, co być powinno, ale jest przyspieszenie, jeżeli się weźmie pod uwagę aktywność tych służb, wewnętrzne przemiany, działalność służb wewnętrznych w tych służbach. Podam dla przykładu, że w tym półroczu służby wewnętrzne policji ujawniły dwukrotnie więcej nieuczciwych policjantów niż w I półroczu poprzedniego roku. To jest duży wzrost aktywności, chociaż jeszcze niedostateczny. To tu się coś dzieje. Natomiast nam obiecywał poprzedni rząd zestaw ustaw, które ułatwiają rozwój gospodarczy i tutaj nie wszystkie obietnice zostały spełnione, nie wszystko jest przygotowane. Mam nadzieję, że gdzieś w październiku będzie przygotowane.

Jeśli chodzi o gospodarkę i budżet, tutaj są pewne problemy...

Ustawa o finansach publicznych powinna być gotowa w październiku. Mam nadzieję, że będzie. Na pewno to będzie ustawa, która będzie przedmiotem szerszej dyskusji, bo nie jest ustawa tylko i wyłącznie techniczna.

Ta dyskusja może być bardzo gorąca, dlatego że wicepremier Andrzej Lepper oskarża Prawo i Sprawiedliwość o to, że nie realizuje polityki socjalnej. Czy pan się zgadza z takim głosem?

Myślę, że Prawo i Sprawiedliwość w ramach swojego programu tego rodzaju politykę realizuje. Natomiast na pewno model reformy finansów publicznych, który oznaczałby po prostu gwałtowne cięcia socjalne byłby i niemoralny, i niewykonalny.

A wzrost wydatków socjalnych, które postuluje Andrzej Lepper? Proponuje, żeby w przyszłym roku te wydatki były jeszcze większe.

Niech pani nie mówi „jeszcze większe”, bo one w Polsce takie bardzo wysokie znów nie są. Chociaż one są przede wszystkim wysokie ze względu na jeden parametr, który rzeczywiście jest głęboko niepokojący, to znaczy olbrzymią liczbę nie tyle emerytów, bo emerytem, jak się osiąga pewien wiek, to się jest i ja bym sobie życzył, żeby jak najwięcej Polaków używało tego wieku i wielu, wielu lat jeszcze później, natomiast olbrzymia ilość rencistów w naszym kraju. I to jest problem. To jest zawsze tak, że jak jest okres wysokiego bezrobocia, to ludzie szukając jakichś źródeł dochodu, starają się o rentę. Tak było także na przykład w pierwszych latach trzydziestych, mało kto o tym pamięta, siedemdziesiąt lat temu, gdy szalał wielki kryzys, także i w naszym kraju. Czyli – powtarzam – to jest normalne, całkowicie normalne. Ale z drugiej strony świadczeniobiorców jest zbyt dużo i aktywność w ogóle pokolenia tego produkcyjnego, znaczy tych roczników, które normalnie powinny pracować, zbyt mała, najniższa w Europie. I to trzeba zmienić. Natomiast nie można tego zmienić za pomocą rozwiązań brutalnych, które będą krzywdzić ludzi , którym rzeczywiście stało się nieszczęście i nawet mają trzydzieści lat, ale nie mogą pracować.

No tak, a propozycje Samoobrony idą jeszcze dalej, to znaczy Samoobrona proponuje, by dawać zasiłki osobom, które nie ze swojej winy straciły pracę, a to są ogromne pieniądze, to są miliardy.

Są zasiłki przecież u nas dla bezrobotnych, tylko że u nas są pewne warunki ich otrzymania. I te zasiłki, powiedzmy sobie szczerze, są bardzo niskie. Jest podwyższony przeciętny i obniżony...I one są sumami bardzo skromnymi i przysługują przez ograniczony okres czasu. I o ile wiem, to Samoobrona tutaj ma postulaty, które jednak w tej chwili są trudne w wykonaniu.

Pański doradca ds. samorządów, pan Wojciech Szczurek, ma zastrzeżenia do projektu zmian w ordynacji. Czy pana zdaniem te zmiany idą w dobrym kierunku i czy przede wszystkim są zrozumiałe dla obywateli?

Myślę, że idą w dobrym kierunku, a o ile wiem, to po pierwsze – pan prezydent Szczurek się wypowiadał jako prezydent, nie jako mój doradca, a po drugie, o ile wiem (dzisiaj będę się z nim widział), jego wypowiedź została jednak mocno przeinaczona.

A w obszarze, jeśli chodzi o merytoryczne sprawy, zostało przeinaczone? Bo tam Gazeta Wyborcza (to Gazeta Wyborcza poinformowała) powołuje się na jego zastrzeżenia i dosyć mocno punktuje te zastrzeżenia dotyczące ustawy.

No właśnie Gazeta Wyborcza. Pozwólcie państwo, że dziś wieczorem akurat jestem umówiony z panem prezydentem Szczurkiem i tę sprawę sobie wyjaśnimy, bo jestem zwolennikiem tych zmian. Byłem tylko wyraźnym przeciwnikiem takiej zmiany, która by znosiła bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów.

Polityka zagraniczna, panie prezydencie, miała być twarda, pamiętamy przed wyborami, „nie na kolanach”. I co osiągnęliśmy, panie prezydencie? Jakie sukcesy? Oprócz złej prasy dotąd, bo taka jest, niestety.

Prasa jest zła i będzie zła dopóki Polska nie zrobi się krajem pokornym wobec wielkich świata. A Polska się krajem pokornym nie zrobi, bo Polska ma swoje interesy zupełnie oczywiste. Myślę, że nastąpiły pewne obiektywne zmiany naszej sytuacji międzynarodowej, które z punktu widzenia Polski nie są dobre. Nastąpiła zmiana na przykład polityki Republiki Federalnej Niemiec, która ma prawo do tego rodzaju zmian i one mogą leżeć w jej interesie, natomiast w interesie Polski akurat nie leżały. I po prostu bronimy swoich interesów, bronimy swoich interesów i będziemy ich bronić w dalszym ciągu. Mamy odmienne opinie dotyczące na przykład stopnia dzisiaj możliwej integracji europejskiej. Natomiast chciałem podkreślić, że Polska jest gotowa do wspólnych przedsięwzięć, do wspólnych przedsięwzięć w bardzo wielu sprawach, które na zasadzie umowy między rządami będzie realizowała wspólna Unia Europejska. Tutaj jesteśmy otwarci.

Tylko czy, panie prezydencie, nasi partnerzy o tym wiedzą, że jesteśmy gotowi?

Myślę, że wiedzą, bo choćby ja bezpośrednio w licznych rozmowach im o tym mówiłem.

A zła prasa pana jakoś nie przejmuje? Nie obawia się pan, że to źle świadczy również o Polsce?

Ja sobie zdaję sprawę z jednego – że są pewne lobby w Europie, które są bardzo wpływowe i które Polski z jej – w ich przekonaniu – konserwatyzmem, bo ja wcale nie uważam naszego kraju za obyczajowo szczególnie konserwatywnego. Gdyby porównać na przykład to, co się w naszym kraju dzieje czy to, co nawet głoszą nasi politycy należący pod tym względem do prawicy (nie mówię o różnych ekstremach i incydentach, bo rzeczywiście były godne pożałowania wypowiedzi też pojedyncze) i wziąć pod uwagę przekonania prawicy republikańskiej w Stanach Zjednoczonych, to zapewniam panią, że te poglądy są wyjątkowo mało konserwatywne, te uchodzące w Europie za bardzo konserwatywne. To jest pierwsza sprawa. Druga sprawa to jest to (to jest niezmiernie przykre i mi niezwykle przykro o tym mówić nie tyle pani redaktor, co słuchaczom), że olbrzymia ilość owej krytyki płynie z Polski, z tych środowisk, którym się wydawało, że mają monopol na politykę zagraniczną, jeżeli nie na władzę bezpośrednio, to w każdym razie na olbrzymie wpływy w naszym kraju, a te wpływy utraciły. I tutaj, niestety, nawiązujemy do najgorszych tradycji jeszcze z okresu sporu między tak zwaną Agencją a Deputacją, to po powstaniu kościuszkowskim były takie dwie grupy emigrantów, z których jedna na drugą, a właściwie ta lewicowa grupa (w ówczesnym rozumieniu, oczywiście, to są inne sposoby rozumienia dzisiaj) na prawicową, może używając kolokwializmu, który muszę przyznać nie powinienem używać, nadawała do Francuzów wtedy, ale to ta druga utworzyła legiony, które odegrały bardzo istotną rolę w naszym kraju. I to jest niezwykle smutna prawda dotycząca stanu części naszych elit, bardzo smutna.

A czy to nie jest tak, panie prezydencie, że to pan zbyt ostro postrzega tę sprawę, bo może właśnie polityka zagraniczna powinna być przedmiotem ostrych sporów, różnych zdań? Dlaczego właśnie odmawia się prawa tym, którzy krytykują pana politykę, do posiadania własnego zdania?

Oni mają prawo do posiadania własnego zdania i mogą je wyrażać tutaj, w kraju, natomiast jeszcze raz powtórzę, że na przykład list ośmiu ministrów był wyjątkowym skandalem, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę okoliczności. W żadnym innym kraju to by się nie zdarzyło. Weźmy pod uwagę, w jakim stopniu Niemcy, którzy mają powody, wziąwszy pod uwagę zdarzenia już sprzed dwóch pokoleń, ale jednak ciągle jeszcze pamiętane, jeszcze ciągle wyraźnie starsze pokolenie to przeżywa, do pewnego rodzaju kompleksów, zaciekle broniło postawy swojego własnego kraju. U nas najchętniej się atakuje własny kraj i tu nikt mnie nie przekona, że to jest dobrze. To jest gorzej niż źle. To jest w jakimś stopniu powtórzenie sytuacji z XVIII wieku, kiedy to wielu polskich magnatów służyło obcym dworom.

Pytałam pana o sukcesy w tej polityce zagranicznej. Na pewno takim sukcesem byłoby spotkanie z Władimirem Putinem. Dzisiaj czytam, że pani minister spraw zagranicznych sugeruje, że takie spotkanie mogłoby być w Lahti.

To jest pewna nadinterpretacja, typowa dla mediów, natomiast rozmawiałem o tym z panią minister. Oczywiście, Finlandia jest jednym z możliwych miejsc. Wszystko to się wzięło w związku ze złożeniem listów uwierzytelniających przez naszego ambasadora...

Czyli na ile jest to realny plan?

...które to złożenie się odbyło w miłej atmosferze, nawet z wypowiedzeniem zdania czy dwóch zdań po polsku przez pana prezydenta Putina. Więc na dzisiaj, można powiedzieć, pewna nadzieja jest, ale ja obserwując dość dokładnie politykę zagraniczną, wolałbym niczego nie przesądzać.

No właśnie, bo jeszcze dwa dni temu pan mówił, że jest gorzej, a dzisiaj już jest lepiej.

No więc właśnie już to mówiłem, że pod tym względem jest labilnie. Mam nadzieję, że ten kurs lepszy się utrzyma.

Ale Lahti to jest dobre miejsce, bo tam zwyciężył Adam Małysz, więc to może być dobry znak na spotkanie. A Ukraina, panie prezydencie? W jaki sposób i czy w ogóle powinniśmy reagować i włączyć się w sprawę?

Nie wykluczam, że na dzisiaj, chociaż nie jestem jeszcze tego pewien, będę rozmawiał z panem prezydentem Juszczenką. Tak, my się włączamy, znaczy my się włączamy w tym stopniu, w którym zaprzyjaźnione państwo się może włączyć, bo o sytuacji na Ukrainie decydują Ukraińcy, ja to po raz kolejny chciałbym powtórzyć. To jest w końcu duży kraj. A nawet jakby nie był duży, to też należy tej zasady przestrzegać. Ale jest duży, zdecydowanie duży. Natomiast chcielibyśmy pomóc, chcielibyśmy przede wszystkim pomóc w utrzymaniu dotychczasowego kursu polityki ukraińskiej zagranicznej, nastawionej na Zachód.

Kursu na demokrację.

Demokrację i na Zachód.

A czego spodziewa się pan po byłym prezydencie w tej kwestii, w kwestii ukraińskiej, byłym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim?

Dobrze zna Ukrainę, utrzymywał tam przez wiele lat bliskie stosunki. One zaprocentowały w okresie pomarańczowej rewolucji. Nasza rozmowa ostatnia dotyczyła wielu faktów, które mi przekazał, które były bardzo interesujące.

Nasi słuchacze też pytali o pana prezydenta, byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego:

– Dlaczego pan prezydent tak się przyjaźni z byłym prezydentem Kwaśniewskim? Czy nie ma innych przyjaciół i doradców? Czy ta rezydencja, którą zajmują państwo Kwaśniewscy na Fundację, czy to jest sprawa, że tak powiem, załatwiona?

Przyjaźń pana z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim – jest coś takiego?

Nie, jest znajomość. Po pierwsze proszę pamiętać, że jestem politycznym przeciwnikiem Aleksandra Kwaśniewskiego, ale nie mogę nie uwzględnić faktu, że on dwukrotnie legalnie został wybrany prezydentem Rzeczpospolitej w demokratycznych wyborach, a jeszcze do tego za drugim razem w pierwszej rundzie, w 2000 roku. To sprawa pierwsza. I mi się wydaje rzeczą zupełnie normalną, że były prezydent i obecny prezydent od czasu do czasu ze sobą rozmawiają, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ja naszych relacji nie nazwałbym przyjaźnią choćby z tego powodu, że widujemy się rzadko.

Szorstka.

To jest znajomość, a nie mam żadnych jakichś osobistych uprzedzeń wobec pana prezydenta Kwaśniewskiego. Poza tym to jest bardzo mały znany fakt – my się bardzo dawno znamy.

Panie prezydencie, skoro jesteśmy przy polityce zagranicznej, to proszę powiedzieć o priorytetach, dlatego że w exposé pan premier Jarosław Kaczyński kładł akcenty w dosyć dziwnych miejscach, jak to komentowano później, a mianowicie Daleki Wschód na przykład. I tu wszystkich zdziwiło, jeśli chodzi o politykę zagraniczną.

Wspomniał o Dalekim Wschodzie czy Afryce, natomiast priorytetem naszej polityki zagranicznej zawsze są sprawy transatlantyckie i Unii Europejskiej, ale także ten kierunek Ukraina i dalej na południowy wschód.

A co z Niemcami?

Mi się wydawało, że Niemcy należą do Unii Europejskiej.

Należą, ale chciałam szczególnie podkreślić ten kraj w Unii Europejskiej, dlatego że tutaj jest problem też.

Wie pani, pani może mówić coś przypadkowo, ale celnie. Nie wiem, być może miała pani taki zamiar, bo Niemcy są członkiem Unii Europejskiej, ale jednocześnie przy swoich obecnych relacjach są podmiotem całkowicie samodzielnym, niezależnym niejako od tej Unii i wręcz jej dyktującym w Europie. No i powstaje pytanie: w jakim zakresie Polska tę obecną sytuację powinna wzmacniać? Bo Unia składa się z 25, wkrótce będzie się składała z 27 państw i oczywiście, są tam kraje bardzo duże, takie jak Republika Federalna Niemiec, i są tam kraje nieduże, nawet malutkie, takie jak Malta, ale to jednak jest związek 25, a wkrótce 27 państw. I to bym chciał podkreślić. Natomiast jeżeliby stosunki nasze z Niemcami mogły być dobre, to bym był za tym, tyle tylko, że ja bym jednak je widział jako stosunki, w których w niektórych sprawach, jeżeli są sprawy sporne, a są, jednak także i ta strona silniejsza niewątpliwie idzie na pewne ustępstwa. Jak dotąd tego nie zauważam w żadnej sprawie. Nie liczę sprawy agendy na 2007-2013, gdzie Niemcy z punktu widzenia interesu Polski odegrały pozytywną rolę i to, oczywiście, pamiętam i notuję w swojej pamięci.

Ale pamiętam, że był gest ze strony Angeli Merkel, był telefon do pana prezydenta. Czy jakieś gesty ze strony polskiej też zostały wykonane?

Cóż, myśmy rozmawiali dwukrotnie przez telefon, tylko to, że przypominam, że pani kanclerz bez wątpienia okazała się wyjątkowo sprawnym politykiem, to przyznaję, tylko wyjątkowo sprawnym z punktu widzenia niemieckich interesów. Jadąc dalej na wschód, zatrzymała się choćby na sekundę w Warszawie i niczego takiego nie zauważyłem.

To jeszcze pytanie o Irak, pytanie naszych słuchaczy:

– Jak długo będziemy w Iraku? Po co my tam jesteśmy? W czyim interesie? Jaki interes ma w tym Polska? Bo ja nie widzę żadnego interesu dla Polski.

Panie prezydencie?

Polska, oczywiście, ma w tym interes. Chciałbym przypomnieć, że kiedy zapadała decyzja o tym, że Polska będzie w Iraku, to wtedy nie było rządów PiS-u, wtedy był rząd SLD, ale PiS zdecydowanie poparł decyzję ówczesnego premiera Millera i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i nie zmieniamy zdania pod tym względem. Natomiast na czym polega nasz interes? Nasz interes polega z jednej strony na tym, żeby Polska była krajem aktywnym, tam mamy dowództwo dywizji, to czyni kraj bardziej znanym, z nieco większym prestiżem. Myślę, że nasza opinia w Stanach Zjednoczonych, szczególnie w pewnych środowiskach, które – powiedzmy sobie szczerze – nie bardzo lubiły Polski, ta pozycja przynajmniej na pewien czas uległa znacznej poprawie. Natomiast, oczywiście, jest sprawą otwartą, czy Polska z 31 grudnia tego roku nasze wojska będą w Iraku, czy nie. A jeżeli będą, to na pewno niedługo.

Panie prezydencie, w Polsce wraca sprawa kary śmierci. Ona się wiąże z Unią Europejską, oczywiście. Czy jest sens w ogóle dyskutować na ten temat?

Sytuacja wygląda w ten sposób – ja osobiście jako Lech Kaczyński byłem, jestem i pozostanę zwolennikiem kary śmierci za zbrodnię zabójstwa, bo uważam, że państwo wycofując się z tej kary daje niewyobrażalną przewagę sprawcy nad jego ofiarą. Taką przewagę, jaką jest przewaga życia nad śmiercią. Jej się w ogóle nie da wymierzyć, tak jest wielka. I każdy sprawca ma tę przewagę, nawet najbardziej okrutny, najbardziej bezmyślny, ma tę przewagę zapewnioną niejako przez państwo nad swoją ofiarą. Ja tego nigdy nie uznam z punktu widzenia moralnego. Natomiast w tej chwili problem jest istotnie trudny, ale myślę, że w Europie należy dyskutować, że Europa też pod tym względem zmieni z czasem swoją opinię, ponieważ europejska cywilizacja, europejska kultura, którą sobie w ogóle bardzo wysoko cenię, ma takie drogi, które rzeczywiście prowadzą w przyszłość, i ma ślepe uliczki. To jest jedna ze ślepych uliczek.

Ale czy Polska powinna pomóc Unii Europejskiej i w jaki sposób zmienić opinię w tej kwestii?

Tylko i wyłącznie przez dyskusję. Myślę, że tego rodzaju dyskusje, jeżeli nie dzisiaj, to za kilka lat zaczną się także w innych krajach Unii Europejskiej.

Panie prezydencie, będzie pan odpoczywał, to już wiemy, słyszałam, widziałam, w Juracie. Czy zablokuje pan Zatokę Pucką? Bo tak było w momencie, kiedy prezydent Aleksander Kwaśniewski odpoczywał i rybacy bardzo narzekali.

Na pewno żadnych tego rodzaju decyzji nie wydam Natomiast jeżeli chodzi o Zatokę Pucką, bo ona jest w tej chwili pełna różnego rodzaju jednostek pływających. Ale czy ona się w tej chwili nadaje do tego, żeby tam łowić ryby przy obecnym stanie wody? Przecież powstały nowe wyspy, ja je nazywam ptasimi wyspami, bo tam jest olbrzymia ilość ptaków na Zatoce Puckiej i stan wody jest taki, że nie jestem pewien, czy bym nie dał rady przejść przez Zatokę Pucką w całości. Pewnie jakieś tam kawałki...

Pan powodem blokady wody nie będzie.

Nie, nie będę, nie będę.

A jeśli chodzi o odpoczynek, to w jaki sposób będzie pan odpoczywał? Czynnie, biernie?

Niestety, pewnie w tym sensie, że nie myślę o sprawach związanych z naszą polityką zagraniczną, więc trudnymi problemami naszego państwa (chociaż sytuacja wewnętrzna nie jest zła, jest dobra), to na pewno nie potrafię odpoczywać. Lubię jeździć na rowerze, lubię chodzić, czasami lubię powiosłować, chociaż może nie tak jak kiedyś.

Premier pana odwiedzi w Juracie?

Tak.

Bo wtedy my, dziennikarze, tam się pojawimy. Proszę powiedzieć, kiedy.
[śmieje się]
Przeszkodzimy.

Premier ma za sobą krótki okres premierowania, ale rok bardzo ciężkiej pracy jako prezes partii i też musi odpocząć.

I muszę na koniec panu zadać pytanie, bo proszę sobie wyobrazić, panie prezydencie, że pański kot choruje w niedzielę. I wchodzi w życie ustawa, którą proponuje Liga Polskich Rodzin, żeby był zakaz między innymi dla weterynarzy. Jak pan sobie to wyobraża?

Dla weterynarzy to uważam za absurd, to jest absolutny absurd. Ja tego nie widziałem, muszę powiedzieć, prezydent nie musi wszystkiego widzieć. To jest absolutny absurd, żeby weterynarze nie pracowali w niedzielę. Mój kot, mój pies, proszę pamiętać, że... Jest taki mit, że mamy tylko koty. Nie, mamy dwa koty i dwa psy.

Psami się pan nie chwali tak bardzo, jak kotami. Może bardziej pan lubi koty?

Lubię i psy, i koty. A jak to? Mój pies Tytus nie jest znany? Mniej znany jak moja skądinąd ukochana Lula?

Tak że jest pan przeciw takim drastycznym rozwiązaniom, a sprawa w ogóle zakazu handlu to – jak rozumiem – jest poważniejsza sprawa i warto o niej podyskutować.

O niej na pewno bardzo warto podyskutować. Ja nie twierdzę, że mam tutaj takie bardzo jednoznaczne zdanie. Są argumenty zdecydowanie za, są też argumenty przeciw.

Jak pan sobie wyobraża włączenie opinii publicznej, w ogóle dyskusję na tematy ważnych spraw dla Polski? Bo to jest chyba jakiś problem też.

Myślę, że tutaj w niektórych sprawach jeżeli uznam już za bardzo ważne, to proszę pamiętać, że prezydent za zgodą Senatu może zarządzić przeprowadzenie referendum. Tylko to jest sprawa tego, że będzie ono jest wiążące, a wiążące jest wtedy, jak weźmie udział 50% obywateli, a to w Polsce jest trudne do uzyskania. I myślę na przykład, że taka sprawa, chociaż nie polityczna ściśle, teoretycznie przedmiotem referendum by być mogła. Na pewno media są miejscem, gdzie opinia publiczna powinna się wypowiadać. Na pewno większa powinna być rola organizacji pozarządowych pod tym względem. Forów jest w Polsce dużo, często odbywają się wybory. Teraz będzie pewna przerwa po listopadzie tego roku, ale tak to w ogóle wyborów u nas dostatek. Więc będziemy to aktywizować. Natomiast ja jak dotąd nie odwoływałem się do instytucji referendum, ale nie wykluczam, że w takich sprawach, które albo będą miały w ogóle fundamentalne znaczenie albo nawet nie mają takiego znaczenia politycznego, ale są bardzo istotne dla codziennego życia ludzi, do takiego referendum się odwołam. Oczywiście, trzeba też pamiętać, że każde referendum to są też koszty, do tego jest potężny aparat, który kosztuje wiele milionów złotych.

Dziękuję bardzo. Prezydent Lech Kaczyński był moim i państwa gościem. Życzę dobrego odpoczynku.

Dziękuję bardzo. Ale to jeszcze nie dzisiaj, to za kilka ładnych dni.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.