przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Edyta Lewandowska: Dzień dobry, Edyta Lewandowska, zapraszam Państwa na rozmowę z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim.

Lech Kaczyński: Dzień dobry.

Panie Prezydencie, ta dzisiejsza wizyta w Łodzi jest w zasadzie wizytą gospodarską, ale stała się także wizytą sentymentalną. Proszę powiedzieć, jakie wspomnienia towarzyszyły Panu podczas spotkania w starym łódzkim centrum filmowym?

Pół roku prawie życia, z dzieciństwa jeszcze wprawdzie, z wieloma przygodami, różnymi: dobrymi, gorszymi, ale zawsze to bardzo mile wspominaliśmy z bratem. Oczywiście, wytwórnia się wtedy bardzo różniła od obecnej, ale była już w okresie rozbudowy. Wtedy powstał ten olbrzymi kombinat, którego tak szkoda – olbrzymi kombinat produkcji filmowej. Bardzo żałuję, że go już nie ma. Wtedy tam powstawało po dwadzieścia kilka albo i więcej filmów rocznie. Dzisiaj jest inaczej. Natomiast jeżeli chodzi o same wspomnienia, to różne sobie rzeczy wspominałem: od tego, co mi kiedyś autor zdjęć, zresztą znakomity, nieżyjący już dawno operator powiedział (był wtedy XXII zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego), aż po to, jak skakaliśmy z pelikanów z wysokości 3 metrów. Zresztą tutaj spotkałem panią dyrektor, której tata robił i pelikany, i zaczarowane drzewo. Chodzi o pana Potockiego, który się tym zajmował.

Panie Prezydencie, wspomniał Pan o operatorze filmowym. Czy to ten, który przepowiedział Panu karierę polityczną i powiedział, że zostanie Pan premierem?

To znaczy, to było celne, jeśli chodzi o mojego brata. Ja nigdy nie byłem premierem. Tak, to był wspaniały operator, autor zdjęć do takiego filmu, gdzie właśnie otrzymał najwyższą nagrodę dla operatorów filmów – „Dziś w nocy umrze miasto” o bombardowaniu Drezna 13 lutego 1945 roku.

Panie Prezydencie, pamięta Pan jeszcze tamtą popularność?

Popularność raczej była uciążliwością w dzieciństwie, później to, że nas rozpoznawano, że Jacek i Placek. Tego ja specjalnie nie lubiłem. Lubiłem sam film.

Ale ta popularność dorównywała tej, która teraz Panu towarzyszy, która towarzyszy wielkim politykom, czy to było coś zupełnie innego?

Coś zupełnie innego. Jednak można było spokojnie chodzić po ulicy (śmiech).

Poprosiliśmy ekipę filmową, udało nam się dotrzeć do operatora dźwięku pana Hieronima Langnera. Poprosiliśmy ich o wspomnienia. Pan Hieronim bardzo mile wspomina tamte czasy. Ja chciałabym Panu te wspomnienia pokazać, ale najpierw Pana zapytam, czy to prawda, że Pan i brat daliście się poważnie ekipie we znaki?

Jeżeli oni tak uważają to pewnie prawda. Nam się wydawało, że byliśmy bardzo grzeczni.

No to zobaczmy.

Hieronim Langner: Na planie byli bardzo lubiani przez ekipę, chociaż robili psikusy, ale nie było to groźne. Były wypadki takie, że szukało się godzinę albo półtorej godziny, bo nie wiadomo było gdzie są. Jeżeli zrobili jakiś psikus, to się cieszyli z tego albo przepraszali, że już nie zrobią, ale za dwie, trzy godziny to już minęło i robili co innego – „to ten, to mój brat” , a się okazywało odwrotnie. Kiedyś kierownik produkcji zwrócił im uwagę, to wzięli klucz, zamknęli go, nie wiem, czy klucz wyrzucili, czy zabrali ze sobą, ale kierownik produkcji nie mógł się wydostać z pokoju. Lech był bardziej takim prowodyrem, natomiast ten drugi był skromniejszy, pod wpływem brata.

Lech Kaczyński: Tutaj chyba akurat na odwrót, zupełnie inaczej. To brat zamknął kierownictwo produkcji, ale twierdzi, że uczynił to bezwiednie, a rzeczywiście to było w takim łączniku, który prowadził do niegotowej jeszcze części wytwórni, więc tam mało kto chodził i to dosyć długo trwało. Telefonów komórkowych nie było, więc rzeczywiście było to dość uciążliwe

Ale twierdzi Pan, że jednak prowodyrem był Pana brat?

Tak, to znaczy on zamknął, on zapalił świecę dymną w hotelu, ale też bezwiednie. Po prostu zabraliśmy z planu świecę dymną, eksperymentowaliśmy w hotelu i ona w pewnej chwili, można powiedzieć, wybuchła i zaczął się wydobywać straszny dym. Panika – to było w dwóch pokojach Grand Hotelu, gdzie mieszkaliśmy. Na szczęście jeden z kierowników planu był chory, bardzo barwna postać, hrabia Grocholski, no i on wpadł niekompletnie ubrany, powiedzmy, przez hotel do tego naszego apartamentu i zdołał to jakoś ugasić.

Ustaliliśmy, że to Pana brat był prowodyrem, ale czy solidarnie mógł liczyć na Pana wsparcie?

Oczywiście, że mógł, my zawsze na swoje wsparcie możemy liczyć.

Ten film, tak jak wiele filmów wtedy, powstawał przy wielkim zaangażowaniu ludzi, którzy bardzo często musieli zrobić coś z niczego. Mimo to nasze kino się rozwijało i to rozwijało się dość prężnie.

To były wspaniałe czasy polskiego kina, a właściwie w tym okresie pamiętam: „Matka Joanna od Aniołów” dostała Srebrną Palmę w tym samym czasie, jak myśmy grali w filmie, wtedy chyba było „Jak być kochaną?”. Wtedy zresztą ten film, w którym myśmy grali, na festiwalach dziecięcych oczywiście zdobył ładnych kilka nagród, o czym dowiadywaliśmy się z telewizji, traktując tą sprawę jako dawną, niebyłą, ponieważ w dzieciństwie, we wczesnej młodości czas leci bardzo powoli. Wydawało nam się, że czas gry w filmie to czas bardzo odległy, powiedzmy, jak byliśmy przed maturą. Ale rzeczywiście, to były wielkie dni polskiego kina. Dzisiaj żeśmy nawet rozmawiali, jak by do tego wrócić? Ale przede wszystkim talenty, talenty i jeszcze raz talenty. Plus oczywiście mecenat państwa, bo w żaden inny mecenat tutaj nie wyjdzie w dzisiejszej Polsce, może za 20 lat będzie zupełnie inaczej.

Ale kto w imieniu państwa powinien ten mecenat sprawować, prezydent?

Normalnie rząd, minister kultury. Ja bardzo chętnie będę patronem. Natomiast tworzenie oddzielnej administracji prezydenckiej – jest taki pomysł, ale to jest pomysł, który nawet nie ma pełnego poparcia, żeby, powiedzmy, scena narodowa, czy opera narodowa podlegała prezydentowi. Tak może być, ale tak być nie musi. Chodzi przede wszystkim o to, aby było głębokie zaangażowanie państwa w to, żeby wspierać sztukę wyższą, bo to jest jedyny sposób na jej rozwój w dzisiejszej Polsce. Żadne nasze konsorcja, żaden sponsoring ze strony naszych najwybitniejszych polskich przedsiębiorców czy też firm międzynarodowych, które w Polsce działają, tutaj nie pomoże, bo praktyka tego dowodzi. Ja bym chciał, żeby było inaczej, ale jest tak, jak mówię.

Czyli ludzie kultury, sztuki i filmowcy mogą na Pana liczyć?

Mogą liczyć. Spotkaliśmy się zresztą. Mogę tutaj wspomnieć, że za moich czasów w Warszawie wydatki na kulturę wzrosły o 94 procent, czyli prawie dwukrotnie.

Panie Prezydencie, to że dzisiaj Pan przyleciał do Łodzi, to spowodowało wielki zaszczyt dla lotniska Lublinek, bo to pierwszy prezydencki samolot, który u nas wylądował.

Właśnie się zastanawiałem, czy da radę. To lotnisko, jak mi powiedział pilot, jest lepsze niż w Dortmundzie, gdzie byliśmy na meczu, może nie do końca udanym, ale gdzie reprezentacja Polski dzielnie walczyła. A teraz chodzi o to, że odległość między miastami jest tak „wielka”, że się zastanawiałem, czy duży samolot zahamuje przy tym locie. No, ale udało się to bez najmniejszego trudu.

Był kiedyś taki pomysł, że Łódź i Warszawa mają stworzyć kompleks na zasadzie duopolis. Czy to jest możliwe?

Może kiedyś w przyszłości, bo jest to odległość niewielka, ale jednak ponad stukilometrowa. Jak się leci samolotem to widać łąki, lasy, taki bardzo przeze mnie lubiany mazowiecki krajobraz. Natomiast Łódź sama w sobie może być milionowym ośrodkiem, który będzie odgrywał rolę w Polsce i w Europie. Chciałbym, żeby Polska była pod tym względem nie tak jednoznacznie monocentryczna. Oczywiście, Polska i tak nie jest tak monocentryczna, jak na przykład Węgry, gdzie 20 procent obywateli mieszka w jednym mieście Budapeszt, natomiast następne miasto jest około sześciokrotnie mniejsze. Łódź jest jedynie dwukrotnie mniejsza od Warszawy. Natomiast jeżeli chodzi o inne państwa, no to jest centryzm we Francji, mimo że Francja jest bardzo dużym krajem. W Polsce aż tak nie jest. Byłoby najlepiej, gdyby Warszawa sięgnęła 2 czy nawet 3 milionów ludzi, a Łódź ponad milion i inne miasta w Polsce też, bo to jest bardzo dobre dla Polski. Szczególnie, że Łódź ma dobre zaplecze. Ja się spotkałem przed chwilą – z wielką radością – z profesorami Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Nie kryję, że niektórych z nich znam osobiście, nawet od kilku dziesiątków lat. I to raz jeszcze potwierdziło moje przekonanie, że tutaj jest silny ośrodek naukowy, że tutaj jest silne zaplecze. Jeżeli to zaplecze nie będzie wyciekać, tak jak kiedyś aktorzy i reżyserzy do Warszawy – a właśnie pół wieku temu byłem tego obserwatorem jako takie duże dziecko – to jest wielka szansa na to, żeby stworzyć potężny ośrodek. Łódź – gdyby włożyć w nią trochę pieniędzy, ma przecież piękną secesję, ten mit o Łodzi jako mieście niepięknym można zmienić.

Ja lubię Łódź z powodu tego sentymentu niezależnie od tego, jaka jest, ale Piotrkowska teraz jest piękna. Kiedyś, pamiętam, jako minister sprawiedliwości przyjechałem do Łodzi w towarzystwie współpracownicy, która nigdy przedtem w Łodzi nie była, więc ja powiedziałem: „Skoro tak świetnie znasz Paryż, to powinnaś jednak znać też drugie miasto Polski” i objeżdżaliśmy liczne fragmenty, które, gdyby były pieniądze, mogłyby być bardzo piękne. No, w tej chwili jeszcze piękne nie są, ale jestem przekonany, że piękne powinny być. Tu zresztą nasuwa się jeden problem: na co Unia powinna przeznaczać swoje pieniądze? Potrzeby miast krajów postkomunistycznych są zupełnie inne, niż potrzeby miast starej Unii Europejskiej. Może się uda coś zmienić, jeżeli chodzi o te kierunki.

Wiele wątków naszej rozmowy, Panie Prezydencie, rozbija się albo zahacza o pieniądze. Ja teraz chciałabym bardziej zapytać o zainteresowania. Telewizja, na antenie której mamy zaszczyt Pana dzisiaj gościć, Ośrodek Telewizji Polskiej tutaj w Łodzi, był kiedyś wielkim, prężnym ośrodkiem telewizyjnym. Powstawało tutaj wiele produkcji, bardzo wiele się działo, tymczasem nagle został marginalizowany. Czy to oznacza, że politycy nie doceniają ośrodków regionalnych, które miały przecież kiedyś tworzyć kulturę, małe ojczyzny?

Mam wrażenie, że nie tylko ja, ale była wypowiedź premiera kilka dni temu, w którym się on bardzo zdecydowanie opowiedział za ośrodkami regionalnymi. Tak, to jest absolutnie potrzebne. To jest też ośrodek tworzący, kreujący miejscowe elity. Miejscowe – w sensie bardzo dużego miasta, jakim jest Łódź. Łódź to jest oczywistość, ale nawet w miastach, które są od Łodzi pięć razy mniejsze, dobrze by było, żeby były tego rodzaju ośrodki.

Panie Prezydencie, skoro podoba się panu w Łodzi, docenia Pan łódzką secesję, jest Pan sentymentalnie związany z łódzkim centrum filmowym – to jak często możemy liczyć na Pana obecność Łodzi?

No, oczywiście Polska jest duża, ja muszę bywać w innych miastach. Na pewno w ciągu najbliższych kilku lat nieraz się tutaj pojawię. Zresztą Łódź ma wiele aspektów, które mi się podobają. Byliśmy przed chwilą w żydowskiej restauracji, która też mi się bardzo podobała. Ja lubię tę część polskiej tradycji. Łódź ma także moim zdaniem bardzo wiele atrakcji. Następnym razem na pewno się udam do Muzeum Sztuki Współczesnej. Nie kryję, że w Warszawie wraz z Ministerstwem Kultury byłem inicjatorem nowego muzeum, tuż koło Pałacu Kultury, które będzie trochę konkurencyjne, ale ta konkurencja nie zaszkodzi. Będę też prosił ministra Ujazdowskiego o większe wsparcie dla tutejszego muzeum. W końcu jest to instytucja w tej chwili już marszałkowska, ale jakieś możliwości wsparcia tutaj istnieją i bardzo mi zależy, żeby w tej chwili ta niepowtarzalna w Polsce instytucja się rozwijała.

Bardzo dziękuję za zainteresowanie i zapraszam do Łodzi.

Dziękuję bardzo.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.