przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Tomasz Chaciński: Dobry wieczór. Gościem ogólnopolskiego Zjazdu Solidarności w Szczecinie – po raz pierwszy w Szczecinie – był dzisiaj Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Pan Lech Kaczyński. Jest również naszym gościem w tej chwili, dobry wieczór.

Lech Kaczyński: Dobry wieczór.

Panie Prezydencie, mieliśmy zacząć od spraw lokalnych, ale chyba się nie da. Jest afera taśmowa, czy nie ma?

Sadzę, że sytuacja wygląda w ten sposób, że lepsza byłaby demokracja, w której posłowie by nie zmieniali swoich przynależności partyjnych, w której większość byłaby stabilna. Natomiast tego rodzaju praktyki, które zobaczyliśmy w telewizji, w ostatnich kilkunastu latach były – powiedziałbym - w miarę powszechne i to tylko pewna specyficzna sytuacja przewagi jednej ze stron - w tym przypadku opozycji - w środkach masowego przekazu, a dokładnie jednej partii opozycji, może doprowadzić do tego, że z tego rodzaju zdarzenia, którego nie należy pochwalać, ale które niestety jest banalne, dzisiaj robi się tego rodzaju aferę.

Dzisiaj mówił Pan to w trakcie nie przemówienia do związkowców w Szczecinie, ale w trakcie spotkania z dziennikarzami, że marzy się Panu właśnie taka demokracja, w której posłowie nie będą zmieniali klubów, ale czy tym Pana marzeniom pomagają takie rozmowy, czy ton takich rozmów, jakie poprowadzili ministrowie: Mojzesowicz i Lipiński?

Ja mogę przede wszystkim jedną rzecz powiedzieć: jeżeli chodzi o ton, to ja słyszałem, że to raczej pani poseł Beger...

Uczestnictwo w takich rozmowach, może nie ton...

Właśnie, bo tutaj stawiała warunki, pytała „co dla mojej rodziny”. Ja bym wolał, żeby takich rzeczy nie było, tylko że jest sytuacja taka, że dla wszystkich moich rodaków, którzy interesują się polityką, tak w duszy to sprawa wydaje się zupełnie oczywista. Był rząd, który miał określoną większość. To nie był ten rząd, o którym myśleliśmy przed rokiem, ale chciałem jedną rzecz przypomnieć: ten rząd przed rokiem powstał nie dlatego, że partia zwycięska go nie chciała. Jeżeli partia, która też odniosła duży sukces, ale miała drugie miejsce, żąda większości resortów i żąda tego, żeby w sprawie, która była głównym przedmiotem sporu i wyborach parlamentarnych, i prezydenckich, czyli podatek liniowy, stanęło na jej wizji podatków – czyli partia jakby dwukrotnie przegrywa (w tamtym czasie ja byłem członkiem PiS, a pan Donald Tusk był i do dzisiaj zresztą jest członkiem i liderem Platformy Obywatelskiej). I następnie partia ta stwierdza: to nasz podstawowy program ma być realizowany i jeszcze my mamy prawo do większości w rządzie – proponowano udział po połowie, żeby było jasne. To znaczy, że ona nie chce koalicji, to jest sygnał zupełnie oczywisty. I to jest praprzyczyna tego, co się stało. To znaczy praprzyczyną jest to, że koalicja, o której wszyscy mówili, która została lojalnie zaproponowana, została odrzucona. Przypomnę: Marszałek Sejmu dla drugiej partii – to po pierwsze, wicepremier jedyny, nie jeden spośród czterech czy pięciu wicepremierów, tylko jedyny wicepremier dla tej partii, połowa resortów, w tym resorty o charakterze zupełnie kluczowym. Ja nie chciałbym do tego wracać i odpowiadać na pytanie: „dlaczego?”, bo dzisiaj nie jestem działaczem partyjnym. Natomiast zostało to odrzucone i to była praprzyczyna tego, co się dzieje dzisiaj, a po drugie, chodziło też o chęć dokonania w Polsce pewnych zmian. Bo proszę pamiętać, że wydaje się, iż rozwiązanie Wojskowych Służb Informacyjnych to żaden problem – tylko że jakoś nikt tego problemu nie rozwiązał przez 17 lat, a teraz został rozwiązany. Utworzenie Centralnego Biura Antykorupcyjnego, pewna jednak zmiana języka polityki, w ramach której my już nie słyszymy, że wolna Polska powstała w tym samym stopniu z – powiedzmy sobie – pewnych sił Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która była zależna głęboko od Związku Radzieckiego i z „Solidarności”. To wszystko jest zmiana, której warto bronić. Myślę, że to, co się stało i co oczywiście nie jest do pochwalenia, jest z tym związane.

No właśnie, chciałem zapytać, dlaczego – bo Pan teraz dużo mówi o programie – mówi Pan o negocjacjach programowych między Platformą a PiS-em po wyborach. W tym pokoju nie było rozmów programowych. Dlaczego nikt z Prawa i Sprawiedliwości nie powie, że takie uczestnictwo w takich rozmowach ze strony polityków PiS-u nie przynosi mu chluby.

Ja nie mówię, że to jest najlepsze, ale niech Pan raczy za mnie nie odpowiadać. Dlatego, bo myślę, że przede wszystkim chluby to nie przynosi tym, którzy rok temu nie potrafili się pogodzić z tym, że przegrali. W polityce demokratycznej trzeba potrafić przegrać, bo przecież myśmy się umawiali wtedy – bo dzisiaj już nie mogę powiedzieć: myśmy wtedy mogli, w czasie przeszłym mogę powiedzieć – na to, że ten, kto wygra, bierze premiera i ten, kto wygra, będzie prezydentem. To jasne, tak wynika z Konstytucji. I stało się tak, że było 2:0 dla jednej strony, ale nikt nie mówił, że oznacza to, iż zobowiązanie do zawarcia koalicji nie obowiązuje. Są odpowiednie dokumenty, tylko ja bym chciał, żeby środki masowego przekazu potrafiły je przypomnieć. I to tylko tyle.

A czy rzeczywiście tak jest, że wszystkie media w Polsce są przeciwko PiS-owi, przeciwko rządowi?

Nie, nie wszystkie są przeciwko PiS-owi, ale na pewno brak jest pewnej równowagi. To znaczy, tu nie chodzi o brak dostępu. Premier jak chce, to może wystąpić, prezydent również może wystąpić – chociaż ja powtarzam, w tej chwili nie reprezentuję już żadnego ugrupowania, może tylko Marszałek Sejmu – że chodzi o pewien rozkład sympatii. To znaczy, jeżeli o sprawie, o której prezydent, tzn. ja – nie lubię o sobie mówić w trzeciej osobie – nie mam zielonego pojęcia, tzn. o sprawie tego słynnego Huberta, to się robi wielką aferę i sugeruje, że to jest niejako moja wina – to się po prostu oszukuje opinię publiczną.

Panie Prezydencie kończąc ten temat: czy panu Mojzesowiczowi i Lipińskiemu należy się reprymenda za tę rozmowę?

To jest sprawa kierownictwa partii, nie moja – czy im się należy reprymenda, czy się nie należy. Natomiast ja jeszcze raz powtarzam: ja bym wolał Polskę na tyle ustabilizowaną, że takie rozmowy byłyby całkowicie zbędne. Natomiast to zostało uniemożliwione rok temu i chciałem przypomnieć, że to nie tylko ze względu na różnice programowe, tylko także na to, że ten, kto przegrał, chciał większość władzy, czyli właśnie większość stołków.

Jak Pan widzi przyszłość „Solidarności”? Lech Wałęsa nie przyjechał dzisiaj do Szczecina, mówi, że ma inną wizję awiązku. Jaka jest Pana wizja?

Myślę, że związek robi to, co do niego należy. Oczywiście działa w nieporównywalnie trudniejszych okolicznościach niż kiedyś, bo w ogóle w tej chwili nie mamy sprzyjającej atmosfery do tworzenia związków. Nasi pracodawcy na obecnym etapie, można powiedzieć, psychologicznego rozwoju, nie bardzo się chcą pogodzić z tym, że jest coś takiego, jak związek zawodowy w zakładzie.

... szkodzą związki rozwojowi gospodarczemu.

Właśnie dobrze, że Pan to za mnie powiedział. To jest atmosfera mało sprzyjająca, szczególnie w warunkach, kiedy bezrobocie, choć istotnie spada, w dalszym ciągu jest ponad 15-procentowe.

Czy popiera Pan na przykład starania czy dążenia „Solidarności” zachodniopomorskiej, która chce wystawiać listy to samorządu?

Wie Pan, to jest taka sprawa, że akurat tego rodzaju praktyki nigdy nie popierałem. Być może dlatego nie zostałem przed z górą 15 laty przewodniczącym „Solidarności”, bo ja, słusznie czy nie (bo nie twierdzę, że w każdej sprawie i zawsze muszę mieć rację) wtedy właśnie uważałem, że Związek musi szukać swojego miejsca w nowo tworzącej się wtedy dopiero gospodarce, która nie jest miejscem czysto politycznym. Być może na czas sprzed ponad 15 lat było to myślenie nadmiernie schematyczne, bo rzeczywistość była inna i rok 1997, AWS niejako to wykazał, że bez „Solidarności” nie ma zjednoczenia, bez zjednoczenia nie ma zwycięstwa. Powtarzam: nie twierdzę, że wtedy miałem rację, ale zawsze byłem temu dość wyraźnie przeciwny i po ponad 15 latach też mam wątpliwości, ale to nie oznacza, że nie może być kilku radnych, którzy reprezentują Związek. W tym nie widzę nic złego.

Jeszcze na koniec: dzisiaj podpisał Pan w Szczecinie ustawę o podatku tonażowym. Kiedy, Pana zdaniem, to się stanie faktem, że statki zaczną wracać pod polską banderę, zaczną się rejestrować pod polską banderą?

Ja myślę, że powoli w przyszłym roku, ale proszę nie liczyć na to, że to będzie proces, który będzie miał charakter wodospadu. Tak nie będzie na pewno. Natomiast mam nadzieję, że za kilka lat sytuacja dla tych, którym na tym zależy – bo nie wszystkim na tym zależy – będzie jednak lepsza.

Lech Kaczyński, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej był gościem Telewizji Szczecin. Dziękuję za rozmowę.
Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.