przeskocz do treści | przeskocz do menu głównego
Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
| |
A | A | A
Krzysztof Ziemiec: Dobry wieczór Państwu, dobry wieczór, Panie Prezydencie. Panie Prezydencie, mija rok od chwili zaprzysiężenia Pana na stanowisko Prezydenta Rzeczypospolitej. Chciałbym poprosić Pana o bilans tych ostatnich dwunastu miesięcy. Co udało się zdaniem Pana zrobić dobrze, co można było zrobić lepiej, a czego może nie udało się zrobić przez ten czas?

Lech Kaczyński: Zacznę może od zadań prezydenta. Chociaż oczywiście jestem przedstawicielem pewnego obozu politycznego i jeżeli idzie o te zadania, to myślę, że byłem aktywny, znacznie aktywniejszy od mojego poprzednika, jeśli chodzi o projekty legislacyjne – w tym bardzo istotne, te związane z WSI, w tej chwili ze zmianą lustracji, czy o Państwowej Inspekcji Pracy, czy o ustanowieniu nowego odznaczenia wojskowego – niestety to jest istotne, bo nasze wojska są w wielu miejscach za granicą – czy w końcu o funduszu dla ofiar katastrof. Natomiast poza tym udało mi się być arbitrem w kilku sprawach. Mogę powiedzieć, że beze mnie i bez moich współpracowników, bo ja mnóstwo rzeczy robię z moją bardzo dobrą ekipą, nie udałoby się uniknąć wizyty górników w Warszawie – a wiadomo, że te wizyty bywały bardzo głośne (tak mówiąc bardzo delikatnie), a w ciągu ostatniego roku ich nie było.

Mam nadzieję, że ich nie będzie. W każdym razie jedna groziła i udało się ten problem rozwiązać. Udało się też uchronić naukowców i artystów przed tym, żeby inaczej, dużo mniej korzystnie liczono ich podatki. W końcu udało się, i to już nie jest działalność o charakterze arbitra, ale udało się przeprowadzić taką operację, jak Możejki. Kancelaria była w to mocno zaangażowana. Dalej: udało się też zmienić politykę w sferze symbolicznej, tutaj najistotniejsze są odznaczenia. Polska była krajem, w którym siedemnaście lat po odzyskaniu niepodległości wielu bohaterów walk lat 80. i wcześniejszych nie miało nawet Brązowego Krzyża Zasługi. Jak wiadomo, ta sytuacja jeszcze nie całkowicie, bo ciągle szukamy zasłużonych, ale w znacznym stopniu się zmieniła. To jest jedno z istotnych uprawnień prezydenta. Myślę, że zapanowaliśmy nad polityką ułaskawień, w tym sensie, że to jest istotnie wyjątek, a nie jeden ze sposobów uniknięcia skazania. To jest wyjątek służący albo sytuacji, w której kara w konkretnym przypadku jest zbyt dotkliwa, albo też, gdy wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z istotną pomyłką.

Panie Prezydencie, głównie Pan mówi o tej polityce wewnętrznej, krajowej…

W sprawach zagranicznych…

Właśnie, czy to... Rozumiem, że jest Pan bardziej zadowolony z efektów polityki wewnętrznej niż z tego, co dzieje się poza granicami?

Nie, na pewno nie. Ja nie ze wszystkiego, co dzieje się na polu zagranicznym jestem zadowolony, no ale to jest sytuacja, jak sądzę, w znacznym stopniu obiektywna. Natomiast jeżeli ktoś mówi, że z nami teraz się mniej liczą w Unii Europejskiej niż rok temu, to z góry mówię, że mówi nieprawdę. Jeżeli ktoś mówi, że sytuacja jest taka, że Polska jest w tej chwili ogólnie w gorszej sytuacji międzynarodowej – to też po prostu nie jest prawda. W tej chwili znacznie bardziej stanowczo reprezentujemy nasze interesy. To znaczy, to jest sprawa rządu z jednej strony, ale i sprawa prezydenta – i to był też jeden za naszych celów. Wydaje mi się, ze ten cel udało się w istotnym stopniu osiągnąć. Chociaż obiektywnie trzeba to sobie jasno powiedzieć, że nie jesteśmy w sytuacji łatwej.

No właśnie, przyzna Pan, że ten rok kończymy z taką znów zaognioną sytuacją w stosunkach polsko-niemieckich. No i nierozwiązaną wciąż sprawą embarga polskiej żywności do Rosji.

Tak, tylko że jak to by było rok temu, to by się pewnie zaczęły grzecznie negocjacje w sprawie umowy o partnerstwie strategicznym z Federacją Rosyjską z jednej strony, a Unią z drugiej. Polska siedziałaby – może używam tu zbyt kolokwialnego określenia – cicho, licząc na to, że może tą czy inną drogą się uda uchylić owo embargo. A tymczasem Polska zareagowała w sposób stanowczy, ponieważ państwo unijne jest jednak odrębnym państwem w dalszym ciągu i ma tego rodzaju prawo. Są sprawy, gdzie decyduje większość i są sprawy, kiedy wymaga się jednomyślności. W tej sprawie wymaga się jednomyślności. Polska nie zamierza tego nadużywać, ale pokazała, że potrafi tej broni użyć i dzisiaj jesteśmy już bardzo blisko kompromisu, który będzie do przyjęcia dla obydwu stron. Tak myślę, chociaż nie chciałbym mówić, że jestem pewien, gdyż ja w ogóle nie lubię mówić, że jestem pewien wcześniej tego, co się stanie.

Czy można przypuszczać, że od 1 stycznia, czyli od chwili, kiedy Niemcy przejmą prezydencję w Unii Europejskiej, nasze sprawy pójdą na ten lepszy tor, będą szybciej rozwiązane?

Nie sądzę, żeby tutaj istniał taki silny związek. Chciałem też zwrócić uwagę, ze te ostatnie konflikty, znaczy to, co w szczególności przed dwoma dniami donosiła prasa, to jest w olbrzymim stopniu oparte na nieporozumieniu. Nie jestem w stanie tego nieporozumienia nawet zrozumieć. Kto mógł sądzić, że pani minister spraw zagranicznych chce dokonać rewizji traktatu dotyczącego przebiegu granicy na Odrze i Nysie? To znaczy, że my występujemy z roszczeniami terytorialnymi?

No nie, ale pojawiły się głosy ze strony polskiej, że gdzieś tam potrzeba renegocjacji traktatu jest.

W pewnych elementach. Ta sprawa nie jest nowa, bo lekceważono zupełnie problem Powiernictwa Pruskiego. Mówiono, że w ogóle nie ma sprawy. Natomiast ta sprawa, owszem, jest. Zobaczymy, jak to zostanie przeprowadzone. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i nie dramatyzuję, ale pewien problem jest i z tego trzeba sobie zdawać sprawę. Nie można wychodzić z założenia, że, na przykład, jak u nas nie ma żadnej niefortunnej wypowiedzi, jest natomiast niefortunne zrozumienie przez jednego z przedstawicieli mediów jakiejś wypowiedzi, to następnego dnia podnosi się wielki krzyk w prasie niemieckiej. I to jest z reguły krzyk przeciwko Polsce. A w Polsce, jeżeli po stronie niemieckiej mamy do czynienia z pewnymi zjawiskami, których nie możemy akceptować, a rząd reaguje, to podnosi się również krzyk i to krzyk przeciwko rządowi. I to jest sytuacja, którą oceniam bardzo negatywnie. Jest ona bardzo zła.

A jak Pan ocenia stosunki polsko-niemieckie, bo prasa niemiecka właśnie pisała o „nowej epoce lodowcowej”?

Jedno pismo niemieckie. Jeszcze dwa tygodnie temu mówiono o sukcesie spotkania weimarskiego. Te stosunki w ostatnim okresie istotnie się poprawiły. Są niezłe stosunki międzyludzkie, to oczywiście w polityce ma znaczenie, choć nie ma znaczenia kluczowego.

Czy po 1 stycznia ta współpraca między naszymi krajami będzie jeszcze lepsza?

Mam nadzieję, że będzie rzeczywiście okazja do rozmowy. Myśmy sobie w Budapeszcie po pełnej temperamentu rozmowie z panem Kohlerem (ale bardzo interesującej jednocześnie) powiedzieli, że powinniśmy rozmawiać jak najczęściej. Tu jest oczywiście sprawa bilansu czasowego i przywódcy państwa niemieckiego, i polskiego, ale myślę, że rzeczywiście powinno być więcej dłuższych rozmów. Mam nadzieję że one będą. Przy czym akurat prezydencja Niemiec, w szczególności pani kanclerz, niespecjalnie stwarza do tego podstawy, ponieważ państwo, które kieruje Unią przez sześć miesięcy, a szczególnie jego przywódcy, są bardzo zajęci. Oni w olbrzymim stopniu muszą zawiesić swoje obowiązki. To chciałbym państwu uświadomić, bo rzecz ciekawa, że państwo, które sprawuje prezydencję, to niezmiernie ważne państwo. Oczywiście, jeżeli tym państwem, które sprawuje prezydencję, jest państwo tak duże jak Niemcy, to jest podwójnie państwem niezmiernie ważnym.

Panie Prezydencie, przejdźmy do kraju. Czy zna Pan już nazwiska czy nazwisko kandydata na prezesa NBP, czy musimy na to jeszcze poczekać?

Czy ja znam, w duszy niejako?

Tak.

Powiedziałem, że powiem to wtedy, kiedy to będzie konieczne. I powiedziałem to wiele miesięcy temu, doszło do pewnego nieporozumienia. Pan mnie pytał: co się nie udało. Na pewno nie jest sukcesem to, że jednego dnia się wysuwa kandydata, a drugiego dnia on rezygnuje – to się naprawdę nie udało, więc ja tym razem podejmę działania w różnych dziedzinach, jeśli chodzi o ustalenie wszystkiego, co dotyczy kandydata.

Znaczy Pan to nazwisko już ma?

Nazwiska, nie nazwisko.

Dwa.

Dwa, może nawet trzy.

A kiedy opinia publiczna pozna...?

Na kilka dni przed głosowaniem, czyli w styczniu, może w ostatnich dniach grudnia…

To nie będzie za późno?

Nie, nie będzie, chodzi o to, żeby to było przed końcem kadencji pana Leszka Balcerowicza. Natomiast...

Eksperci finansowi mówią, że rynki powinny się z taką osobą zapoznać, wiedzieć wcześniej.

My mamy do czynienia z taką sytuacją, że bez przerwy się dowiadujemy, że rynki finansowe powinny się zapoznać, że na rynkach finansowych następują takie procesy czy inne, które są dla nas bardzo groźne – przecież rządy PiS-u miały spowodować głęboki kryzys na tych rynkach, euro miało kosztować co najmniej 5 złotych. Chciałbym tu przypomnieć: euro nie kosztuje 4, dolar nie kosztuje 3 złotych. Należy się tutaj zastanawiać, czy to nie jest zbyt wysoki kurs złotówki. Ja bym tutaj wzywał, żeby zachować spokój – to jest jednak sprawa państwa polskiego, kto jest prezesem NBP. My zachowujemy swoją walutę i na razie powinniśmy ją zachować. To jest potężne narzędzie polityki gospodarczej – skądinąd nie w rękach rządu przecież, tym bardziej nie w rękach prezydenta, tylko w rękach Rady Polityki Pieniężnej, w której prezes odgrywa bardzo istotną rolę.

Panie Prezydencie, czy nie żałuje Pan, że Kazimierz Marcinkiewicz pozostanie poza rządem? Polityk z tak dużym potencjałem, tak popularny?

Pan mówi o popularności – i to jest na pewno bardzo istotne. Polityk, który potrafi zdobyć taką popularność, to jest pewna wartość. Natomiast Kazimierz Marcinkiewicz po tym, jak przegrał wybory w Warszawie, postawił bardzo daleko idące warunki, jeżeli chodzi o swój udział w rządzie. Proszę pamiętać, ja chciałbym też to Państwu uświadomić, ponieważ w ramach różnego rodzaju manipulacji zapytano już, czy przypadkiem nie jest upokorzeniem pana premiera Marcinkiewicza, że on miałby zostać jedynie ministrem gospodarki. Otóż w historii już III Rzeczpospolitej Jan Krzysztof Bielecki był ministrem ds. Unii Europejskiej w gabinecie pani Hanny Suchockiej. Z kolei pani Hanna Suchocka była ministrem sprawiedliwości pana Jerzego Buzka, a premier Włodzimierz Cimoszewicz był ministrem spraw zagranicznych w gabinecie Leszka Millera. To są rzeczy nie tylko w Polsce, ja nie chcę zabierać czasu, ale można wymienić dziesiątki przykładów, wskazujących na to, że na świecie jest to rzecz zupełnie normalna – szczególnie, że umiejętność zdobywania popularności jest bardzo istotną cechą polityka, ale przecież Kazimierz Marcinkiewicz nie został premierem jako przywódca partii ani nawet jako zastępca przywódcy.

Pan kilka tygodni temu zapowiedział większą aktywność na polu polityki wewnętrznej. Czy jest Pan zadowolony z tego rządu, z tej koalicji?

Ten rząd realizuje podstawowe kierunki polityki zwycięskiej partii, oczywiście uzupełniony o program także partii koalicyjnych – jest to zupełnie normalne.

Przyzna Pan, że nie ze wszystkich ministrów jest Pan zadowolony?

Tak, tak – ja nie ze wszystkich ministrów jestem zadowolony. No, ale w Polsce to prezydent dokonuje zmian na wniosek premiera i tutaj musi być pod tym względem zgodność obydwu stron. A nawet raczej się przyjmuje, że prezydent dokonuje zmian nawet wtedy, kiedy te zmiany mu się nie podobają, najwyżej co do terminu zmiany nie ma jasności, więc tutaj decydujący jest głos szefa rządu. Ale ja myślę, że pewno korekty w składzie rządu są potrzebne.

Na początku przyszłego roku?

Tak. Na początku przyszłego roku.

A w jakich resortach?

Bez uzgodnienia z premierem ja na ten temat oczywiście nic nie powiem. Natomiast pewne korekty są potrzebne. Można w pewnych sprawach działać sprawnie, ale proszę pamiętać o jednym, bo to jest całkowicie odmienne od tego, co prezentuje znaczna część mediów. Polska z ostatniego roku jest krajem sukcesu: wzrost gospodarczy jest, ponad 5,5% na pewno – to po pierwsze, istotny, bardzo szybki spadek bezrobocia jak na jeden rok – to pod drugie, spadek przestępczości – to po trzecie, silny napływ inwestycji zagranicznych – to po czwarte. Nie wiem, czy pobijemy rekord ostatnich siedemnastu lat, czy jedynie go wyrównamy, ale na pewno będzie to rok bardzo dobry. Wzrost poczucia bezpieczeństwa obywateli – bardzo istotny od kilkunastu lat, od czasu, jak te badania są prowadzone. Więc cóż jeszcze można chcieć, nawet deficyt budżetowy jest istotnie mniejszy od zaplanowanego. Cóż można sobie jeszcze życzyć? Jednocześnie moim zdaniem podjęte zostają sprawy, które należało dawno temu rozwiązać, tylko że nikt ich nie rozwiązał: sprawa WSI, sprawa lustracji, sprawa porządku w szkołach – bo można się zgadzać lub nie z niektórymi propozycjami pana Giertycha, być może one w niektórych punktach idą zbyt daleko, ale to, że istnieje w szkole problem elementarnego porządku, którego nie należy traktować przedmiotowo, tylko podmiotowo, bo tutaj chodzi o prawa uczniów i nauczycieli – żeby nie byli oni bici, poniżani, obrażani, żeby proces dydaktyczny był realizowany, żeby nie dochodziło do takich tragedii, jak w Gdańsku.

Panie Prezydencie, ten rok był dla nas, Polaków, pełen ważnych dat historycznych, takich przełomowych momentów w naszej historii, także między innymi w to wszystko wpisuje się sprawa lustracji tak bardzo istotna dla pana formacji.

Dla Polski, nie dla formacji.

Znamy już kształt nowelizacji Pana autorstwa. Chciałbym spytać, czy jest Pan ostatecznie z tego, co wyszło, zadowolony?

To jest problem tak trudny, że człowiek nigdy nie będzie zadowolony, bo, na przykład, owszem, jest lista agentów, ale ta lista zdecydowanie dzieli ludzi o różnym stopniu zaangażowania w tą niechlubną działalność – bo bywało tutaj różnie, od spraw życiowych, incydentów, wpadek, które mogły się różnym ludziom zdarzyć, do działalności, którą można określić jako podłą, wieloletnią, konsekwentną, przemyślaną. I takie zróżnicowanie będzie, ale nie w tym stopniu, w jakim ja bym chciał. Powtarzam: będzie to zróżnicowanie w końcu na pewno. Jeżeli decydujemy się na mechanizm, który jest konieczny w państwie prawa – chciałbym to uświadomić owym niezwykle gorliwym zwolennikom lustracji – że państwo rzuca na obywatela jakąś anatemę: ty byłeś zły, i następnie obywatel ma udowadniać ze tak nie jest. Nie – to państwo ma to udowodnić obywatelowi. Ja wiem, że w Polsce pojęcie „państwo prawa” było wielokrotnie nadużywane, ale to nie oznacza, że ono jest puste. W państwie prawa obywatel nie może być zobowiązany do tego, żeby wykazywać, że nie jest wielbłądem.

Czy ten projekt zadowoli wszystkich?

Nie, nie wszystkich, bo właśnie takich skrajnych radykałów nie zadowoli, ale oni nie rozumieją, że w państwie, w którym dziś żyjemy, pewne rozwiązania są niemożliwe, po drugie byłyby oczywiście niemoralne i po trzecie w końcu – ja też sobie zdaje sprawę, że przyjęcie reguł dotyczących dowodzenia opartych na prawie karnym powoduje, że znów będą przychodzili dawni funkcjonariusze i będą mówili że ta osoba, przecież jej nigdy jej nie widziałem na oczy, całkowite nieporozumienie jest, przecież jakiś dokument jest pewnie nieprawdziwy. Inaczej mówiąc, chcę powiedzieć, że nie ma tutaj rozwiązań idealnych. Staraliśmy się przyjąć rozwiązanie optymalne. Chciałbym uwagę tym bardzo gorliwym, że ustawa w tym kształcie, w którym ją uchwalili, w żadnym wypadku nie utrzymałaby się w Trybunale Konstytucyjnym. Ja nawet się czasami zastanawiam, czy nie o to idzie, czy ci supergorliwcy nie chcą lustracji utopić?

Panie Prezydencie, za dwa dni Wigilia. Czy ma Pan taki skryty prezent, który chciałby Pan otrzymać, może i ten polityczny?

Jeśli chodzi o polityczny, to chciałbym, żebyśmy i moja formacja (oczywiście nie jestem już dzisiaj członkiem żadnej partii, ale skądś się wywodzę), i ja byli nieco bardziej obiektywnie oceniani. To znaczy, żebym ja bardziej siebie odnajdywał – także i premier, i cała formacja, nie mówię partia – siebie prawdziwego w tym, co czytam, w tym, co widzę. I to byłaby naprawdę rzecz, która by mnie całkowicie zaspokoiła. Natomiast jeżeli chodzi o prezenty takie o charakterze materialnym – dobre książki, to jest to, co mnie interesuje, płyty z muzyką, może nie zawsze świetną, ale taką, którą ja lubię.

Miejmy nadzieję, że Mikołaj to usłyszał.

Nie Mikołaj, to aniołek, Mikołaj już był.

Panie Prezydencie, a jakie ma Pan życzenia dla Polaków na te święta?

Żeby następny rok nie był gorszy od tego, żeby wzrost gospodarczy był podobny, żeby spadek bezrobocia był istotny, żeby zjawiska patologiczne zostały jednak istotnie ograniczone, chociaż nie zlikwidujemy ich do końca. Żeby moi rodacy mieli mniej trosk, a więcej powodów do zadowolenia, mniej chorób, a więcej zdrowia, mniej poczucia frustracji, a więcej poczucia szczęścia. Tego rodakom i wszystkim ludziom życzę.

Dziękuję bardzo, Panie Prezydenckie, i dziękuję Państwu.

Dziękuję bardzo.



Poleć znajomemu


Opuszczasz oficjalny serwis Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej


Dziękujemy za odwiedzenie naszej strony.

Zapraszamy ponownie.